Dzisiejsza konferencja prokuratorów smoleńskich była spektaklem bardzo smutnym. Można powiedzieć, że był to spektakl jednego autora. Życiową rolę odegrała Temida waląc rozpaczliwie głową w ścianą i wykrzykując przy tym rozmaite przekleństwa.
Zacząć trzeba od tego, że konferencja zwołaną została przez samych prokuratorów. Jak mniemam żaden z nich nie został gwałtem uprowadzony z domu czy pracy i przemocą zaciągnięty przed kamery. A takie wrażenie można było odnieść.
Mniemam też, że żaden nie jest ułomny na ciele i umyśle oraz że dane im było posiąść umiejętność czytania choćby.
Każdy z nich zatem wiedział doskonale, powinien wiedzieć doskonale w jakim celu pojawił się za najeżonym mikrofonami stołem i czego chcą ci wszyscy co się usadowili naprzeciwko. Mogli bez większego wysiłku zgadnąć też jakie kwestie zostaną poruszone podczas konferencji. Wszak w dużej części sami o tym decydowali.
W żaden sposób nie potrafię więc pojąć tego zdumienia, z jakim referujący i najczęściej udzielający (powiedzmy…) odpowiedzi prokurator reagował na zadawane mu pytania. Ani tego, że kluczowe pytania pozostały bez odpowiedzi bo tych pan prokurator nie mógł „sobie przypomnieć”. Reszta w większości pozostała bez odpowiedzi „dla dobra śledztwa”.
Pomyślałem wtedy, ze dla „dobra śledztwa” a już na pewno dla dobra prowadzących je prokuratorów byłoby zamiecenie go pod dywan, zaplucie, zmazanie… A my tego, czego nie wiedzieliśmy, już się nie dowiemy. Dla dobra śledztwa rzecz jasna.
Były jednak podczas wspomnianego spotkania momenty znaczące. Dla mnie takim był moment, w którym demaskowano „brednie” narosłe jakoby wokół kokpitu samolotu. Była to reakcja na uwagi dotyczące potwierdzenia lub zaprzeczenia obecności w kokpicie w chwili katastrofy gen. Błasika. Wynikające rzecz jasna z rewelacji zafundowanej śledczym przez speców od fonoskopii. Pan prokurator kpiąco nieomal odniósł się do problemu wyjaśniając, że za kokpit brano na rumowisku po prostu tylnią część kadłuba. Nie przyszło mu do głowy, że tym samym dal do zrozumienia, iż albo kokpitu od początku nie było (nie znaleziono go w całości a więc i nie brano za kokpit) albo, że Błasika po prostu znaleziono… w tyle kadłuba i problemem powinna być tam raczej obecność jednego z członków załogi. Wiem oczywiście, że naprawdę zasugerował, że kompletnie nie ma pojęcia jak Błasik mógł być znaleziony w kokpicie, którego nie było i którego w całości nie znaleziono. Nie dziwię się właściwie, że nie wiedział. No bo jak…?
Całość „sprawy Błasika”, jej obecność w pytaniach, zdawał się być dla prokuratorów kompletnym zaskoczeniem (nie byłaby dla średnio rozgarniętego dziecka). Musieli jakoś przełknąć, że zdominowała konferencję. Przyznali, że ostatnia ekspertyza faktycznie przypisywane mu dotąd kwestie powiązała z inną zupełnie osobą. Wdali się równocześnie w zawiłe tłumaczenia, z których wynikało, że mamy teraz co najmniej trzy wersje stenogramów, bezwzględnie różne od siebie ale w sensie dowodowym traktowane z równą powagą. Przyznali wreszcie, że nie ma dowodów na obecność gen. Błasika w owym nieszczęsnym kokpicie, ale nie ma też na to, że tam nie był. Zabrzmiało to zaiste jak kantowski „dowód na istnienie”. Nic zatem się nie stało choć niektórzy wieścili istny przewrót kopernikański w śledztwie. Nic, zdaniem naszych śledczych.
Stało się. Stało się to, że trzeba było oglądać kompletną bezradność, opisywaną różnymi „nie pamiętam w tej chwili”. Że trzeba było słuchać o „dowodowym znaczeniu” kupy żelastwa, w którą zmienił się już jakiś czas temu najważniejszy dowód w sprawie. W zasadzie, przynajmniej w moim odczuciu, była to mało udana próba „gaszenia” spodziewanego pożaru. Taka delikatna, by nie rzec subtelna, bo teraz to już nic nie wiadomo. Nie wiadomo kto jaką rolę na koniec w tej sprawie odegra. Więc lepiej nie przywiązywać się zbytnio do żadnej „twardej” wersji. Ani do nikogo, kto tę czy tamtą wersję uznaje za swoją…
- Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
-
-
- Odsłony: 2030
kilka kulek w te zakłamane mordy!
Iż te wszystkie wymyślone dla kamuflażu przyczyny katastrofy są nie do obrony, dlatego też w końcu ujawnili nagrania z czarnych skrzynek, chociaż ciągle nie wiadomo na ile są wiarygodne bo są to tylko kopie, ale to i tak nie ma znaczenia gdyż przyczyna nie leży w tym gdzie kto był w trakcie katastrofy a właściwie zamachu. Ujawnienie tych nagrań spowoduje natomiast, że opinia zajmie się roztrząsaniem tych zapisów a zapomni o dochodzeniu w którym tak naprawdę nic się nie dzieje gdyż oryginały skrzynek i wrak u ruskich a trumny zalutowane i pochówek dokonany wbrew polskim przepisom.