Nie, nie mam zamiaru wróżyć przyspieszonych wyborów. Może będą może nie, nie wiem. Zatem co się uczepiłem tak dziwnej cezury? Otóż za dwa lata, jeśli oczywiście dożyję, będę w stanie przewidzieć jak potoczą się następne wybory parlamentarne. O ile rzecz jasna nie będą one przyspieszone. Bo wtedy żadnych moich przepowiedni nikt nie będzie potrzebował. Widać będzie jak na dłoni.
Nie podejmuję się oczywiście ani teraz ani za te dwa lata przepowiadać losu wszystkich sił politycznych. Pewnie nawet nie zechcę zgadywać które w ogóle jeszcze będą, jakie się pojawią i takich tam niuansów. Odważę się natomiast obstawić los partii obecnie zwycięskiej i jej obecnie niekwestionowanego lidera.
Rzecz jest bowiem prosta.
W dwa lata będzie pozamiatane i dalej już tylko zdarzenia niemożliwe do przewidzenia, takie jak na przykład pokątne handelki w otoczeniu wiejskich nekropolii mogą pomieszać zaklepany porządek.
Kto zakłada, że przyszła kadencja może być taka jak obecna, fundamentalnie różni się ode mnie w ocenie naszego społeczeństwa. A w zasadzie tej jego części, która teraz poszła dość licznie „bać się PiS-u”. Różni się fundamentalnie bo ma bezwzględnie ową część społeczeństwa za skończonych debili do n-tej potęgi pomnożonej przez nieskończoność. Ja tej opinii nie podzielam. Uważam wręcz, że debilizm w takim stężeniu nie może istnieć bo zagroziłby bytowi wszechświata. I przekonany jestem szczerze, że o ile można ją, tą część społeczeństwa raz porządnie mentalnie wyr… znaczy w jajo zrobić to drugim razem już zdecydowanie nie da się choćby to było zgoła jajo Faberża.
Zatem Tuskowi zostały dwa lata. Na to mu zostały, by wreszcie tym, co skończonymi debilami nie są a dali się na chwilę nimi zrobić, pokazać, że te wszystkie pogłoski o nim jako nierobie o bardzo pasownej ksywce „nic nie mogę” to tylko ploty i bezczelne pomówienia.
Ja świadomie nie nawiążę do licznych wypowiedzi ekspertów, co to jeden za drugim, przepowiadają, że jak faktycznie Tusk okaże się ogarnięty niemocą na trochę dłużej, to będzie niedobrze. Odpuszczę sobie ekspertów bo nie mam na podorędziu tłumacza języków migowych i tym podobnych.
Powiem prosto. Jak mi ktoś powie że zrobi i nie zrobi, to raz jakąś czerstwą gadkę łyknę a za drugim razem już nie łyknę. Bo nie lubię przed cwaniakiem na debila wychodzić. Przed nikim nie lubię ale przed cwaniakiem przede wszystkim. Bo to honor boli ciut bardziej. Zatem takiego cwaniaka pognałbym wymachując groźnie kijem. I tyle by go widzieli.
Tak bym zrobił jak bym się raz dał zrobić. A to już mamy za sobą podsumowane wesołym „Możemy zrobić więcej”. No ja myślę, że mogą. Ruchną palcem w bucie i już będzie więcej. Nie chodzi mi tu akurat o autobany ani takie tam mosty i inne ogródki dżordanowskie. Raz, że akurat oni za wiele nie zrobili poza drukiem paru książeczek i plakacików gdzie się jakimś tam fotoszopem na tle tych wszystkich zbudowanych poumieszczali. Nawet ta kasa na te dżordanowskie ogródki nie była ich. Ale zostawmy to. Chodzi o rzeczy systemowe. Takie, których tknąć strach ale których nie tknąć też strach. Bo jakby co to sobie wszystkimi palcami w bucie ruchać będą mogli a nic to już nie pomoże. Ani im ani nam.
Ale faktycznie jednak strach to tykać bo nie tacy zęby sobie łamali. A to o górniczą ciupagę a to o stoczniową oponę albo choć o pielęgniarski kitel szykowny czy paczkę aspiryny. I z tymi pieńkami co im po amputacji uzębienia zostały podwijali ogony.
Ale strach nie tykać bo jak się nie tknie to i nic już nie będzie.
Zatem tykanie nie ma alternatywy. Jeśli założyć, że naród to nie debile i jakąś tam wyobraźnię ma.
Tylko czemu akurat dwa lata. Ano przez te ciupagi, opony i kitle.
Bo to tykanie zaboli. I to nie tylko górników, hutników, malarzy, kolejarzy… Wszystkich zaboli. I w tym rzecz. Oraz w tym, że zaboli jak jasna cholera.
Rzecz i w tym, że boleć musi ale i zagoić się musi. Jeśli oczywiście Donald Tusk wygrał wybory po to by za jakiś czas znów wygrać wybory. Jeśli wygrał w innym celu, czyli by za jakiś czas przegrać wybory, jest tym… no…
Zakładam jednak, że nie jest. Na podstawie ostatniej kampanii mogę przyjąć, że wygrał bo lubi wygrywać. Zatem będzie lubił (albo, jak mówią niektórzy, lubiał) i za te parę lat.
Zatem musi jednak zrobić, że zaboli. Jeśli zrobi dobrze, zaboli mocno.
I rzecz w tym również, że goić się będzie musiało tak jakoś ze dwa lata by można było poznać, że jednak zabieg się udał. O ile się uda. A rana, że się zabliźniła. O ile się zabliźni.
Zatem jeśli i Donald Tusk nie jest tym… no… oraz jeśli ta cześć społeczeństwa, co poszła „bać się PiS-u” nie jest złożona z nieprzeciętnych debili, Donaldowi Tuskowi zostały dwa lata. I to nie żeby zacząć zadawać ból ale na całą operację.
Obejmującą cięcia, redukcje i całą pozostałą równie przykrą część słownika języka polskiego.
Musi tę dwuletnią burzę sprowadzić na nas natychmiast licząc na to że następne dwa lata starczą by wiatr rozgonił chmury i w odpowiednim momencie pokazało się słonce. Może nawet z towarzyszeniem tęczy. To byłby wymarzony scenariusz Wielkiego Reformatora.
Taka jest logika normalnego mechanizmu. Oczywiście o ile nie zachodzi opisywana wyżej na określonej grupie obywateli anomalia.
Ps. Miało być poważnie ale jakoś nie wyszło. Zły dzień mam.
- Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
-
-
- Odsłony: 2820
"Upadek Gomułki nie nastąpił jednak skutkiem jego nieudolnych rządów, ale został najwyraźniej zainspirowany z zewnątrz.... Andrzej Owsiński niezalezna.pl - I co Pan zrobisz? I co Pan zrobisz?
Donald wiecznie trwać nie będzie , chodzi o to by inni takiego "patentu" na władzę w przyszłości twórczo nie rozwijali.