Czy Prezydent Duda odpowie na wezwanie Premiera Orbana?

Przedwczoraj Premier Orban w bardzo ciekawym przemówieniu wskazał, jak wielką pułapką cywilizacyjną dla Europy stał się "ślepy zaułek" w który zaprowadzili ubezwłasnowolnione już stado mieszkańców Europy lewaccy uzurpatorzy z biurokratycznego nadania po ostentacyjnym odrzuceniu kanonu wartości twórców koncepcji zjednoczenia, czyli de Gasperiego, Adenauera i Schumana.

Kwintesencją problemu, na który wskazał w tak bezpośredni sposób, jest to, że trwający podskórnie konflikt pomiędzy różnymi rozumieniami celów i sposobu działania UE, który właśnie wyłazi na wierzch, budząc zgrozę wśród eurolemingów, ma w swojej istocie charakter cywilizacyjny, jest kolejnym etapem trwającej już ponad siedemset lat wojny cywilizacyjnej, której jednym z pierwszych przejawów był w Europie Zachodniej spór o inwestyturę, a u nas - spór z Krzyżakami i w efekcie Grunwald (kolejnych efektów było też sporo, jak hołd pruski i w konsekwencji rozbiory, rewolucja francuska czy też dwie wojny światowe, ale nie brnijmy w historię bo zatracimy obraz sytuacji).

Unia 2.0 jako propozycja ratowania Europy

Bardzo możliwe, że w sytuacji opisanej przez p. Orbana jedyną sensowną propozycją rozwiązania kryzysów UE jest po prostu obejście ich źródeł. Najprościej i najszybciej można uczynić to w drodze wdrożenia koncepcji Unii Narodów Europy, czyli „Unii 2.0”, świadomie i jednoznacznie opartej o założenia Cywilizacji Łacińskiej, a więc nawiązującej w pewnym stopniu do tej zarzuconej a pierwotnej koncepcji Schumana, Adenauera i de Gasperiego, ale wzbogaconej o rozwiązania wynikające z doświadczeń i analizy przyczyn klęski dzisiejszej UE.
Koncepcja ta jest próbą odpowiedzi na palącą kwestię groźby rozpadu nie tylko UE, ale też i struktur państwowych państw ją tworzących. Wbrew pozorom obecnie nie mamy już do czynienia wyłącznie z paneuropejską agonią wyłącznie Cywilizacji Łacińskiej, co jak się zdaje było celem lewactwa, lecz zaczynają się rozsypywać również podstawy Cywilizacji Bizantyńskiej, gdyż różnicujący je u podstaw fundamentalny paradygmat, czy PRAWDĘ ROZPOZNAJEMY (Cywilizacja Łacińska) czy ODGÓRNIE USTANAWIAMY (Cywilizacja Bizantyńska) już dawno przestał być w ogóle rozważany na płaszczyźnie publicznej.

Co gorsza nie interesuje on już ludzi od pokoleń tresowanych w relatywizmie i poprawności politycznej, jako że powszechne stało się przekonanie iż nie ma żadnej stałej prawdy, w związku z czym w sposób naturalny dominuje pogląd, że każdy ma swoją własną „prawdę” i żąda dla niej tolerancji. Istniejące jeszcze siłą inercji podstawowe paradygmaty cywilizacyjne z pokolenia na pokolenia słabły i już przestały mieć charakter konstytutywny, przekształcając się jedynie w rodzaj tolerowanego choć coraz powszechniej kontestowanego zwyczaju. 

Istota różnic cywilizacyjnych: nr 1 - kryterium prawdy:

Relacje pomiędzy osobami ukształtowanymi w Cywilizacji Łacińskiej a Bizantyńskiej w różnych krajach Europy kształtowały się przede wszystkim w oparciu o odmienne podejście do kryterium prawdy, a więc kierunku prawdziwościowego relacji pomiędzy wydawaną opinią a jej przedmiotem.
Charakterystyczne dla Cywilizacji Łacińskiej jest oparcie rozumowania na realistycznym założeniu, że PRAWDA polega na zgodności naszej opinii, naszego sądu, z tym czego opinia dotyczy. Traktujemy więc naszą opinię jako coś wtórnego wobec jej przedmiotu który jest taki jaki jest i to on stanowi kryterium prawdy osądu. Nasza opinia może być z tym stanem zbieżna – i wtedy jest prawdziwa – albo nie – i wtedy jest nieprawdziwa, co jest charakterystyczne dla realizmu filozoficznego oraz źródłem postawy ustawicznego dążenia do poszukiwania PRAWDY.

Postawa ta wynika wprost z realistycznej koncepcji prawdy, że "Prawda jest zgodnością myśli (osądu) z rzeczą (przedmiotem osądu)". Jeżeli bowiem to przedmiot oceny jest pierwotny wobec naszego sądu, zaś poznanie ludzkie siłą rzeczy jest aspektowe, to NIGDY nie mamy pewności, że nasz osąd jest w pełni zgodny z rzeczywistością (a właściwie to ZAWSZE mamy pewność, że osąd z rzeczywistością nigdy nie jest w pełni zgodny). Stąd też konieczność dążenia do coraz szczegółowszego przybliżania się do prawdy (od czego w ogóle wzięła się nauka i koncepcja teorii naukowej).

W Cywilizacji Bizantyńskiej przyjmuje się, że PRAWDA jest zgodnością ocenianego przedmiotu z naszą opinią, a więc kryterium prawdy lokujemy w swoim osądzie. W konsekwencji jeżeli rzeczywistość jest z naszym osądem sprzeczna tym gorzej dla niej, gdyż założeniem podstawowym jest że nasza opinia jest prawdziwa z tej tylko przyczyny że jest nasza (przekonanie o możliwości ustanawiania prawdy, właściwe dla idealizmu i Cywilizacji Bizantyńskiej).
 
"Wolność" to antonim "swobody" - im głębsze rozumienie skutków, tym większa wolność, ale - paradoksalnie - mniejsza swoboda, gdyż – obiektywnie rzecz biorąc – jest tylko i wyłącznie jedna droga najlepszego postępowania, więc wolna, rozumna decyzja nakazuje podążanie właśnie tą drogą. Gdzie tu miejsce na swobodę?

Dla mentalności ukształtowanej w Cywilizacji Bizantyńskiej, gdzie to Państwo a nie rzeczywistość określa co jest prawdą (vide: obecna Unia Europejska i definicja ślimaka jako ryby, czy podejście rządu niemieckiego do prawdy o imigrantach), takie podejście to oczywiście czysta anarchia, a przecież "wolność to wybór z tego co rozumiem", więc aby działanie było prawdziwie "wolne" NIEZBĘDNA jest racjonalna analiza rzeczywistości w aspekcie skutków podjętej decyzji.

Dla ludzi ukształtowanych w innych paradygmatach cywilizacyjnych tę "najlepszą drogę" ukazuje Wódz (w Cywilizacji Turańskiej) lub Państwo (w Cywilizacji Bizantyńskiej). Tam na własną refleksję nie ma miejsca (na nieposłusznych też), zaś to typowo polskie dążenie do rozumienia sensu działań własnych i innych jest postrzegane jako właśnie skłonność do anarchii. Stąd też to charakterystyczne dla osób ukształtowanych w tych cywilizacjach „dwójmyślenie”, zauważone przez prof. Konecznego: czym innym jest działanie na prywatny użytek, ponieważ np. to nie dokumenty decydują o tym czy kupowany samochód jest w dobrym stanie czy też nie, ale jego rzeczywisty stan techniczny (a więc dla celów prywatnych kryterium prawdy jest zawarte w rzeczywistości), a czym innym działanie tego samego człowieka na płaszczyźnie publicznej, np. jako inspektora, dla którego to istniejący dokument jest pierwotną podstawą do oceny stanu samochodu – dopiero kiedy ten dokument jest, można ewentualnie oceniać stan rzeczywisty – a więc kryterium prawdy jest zawarte w urzędowym potwierdzeniu, czyli jakiejś decyzji Państwa.   
 
Problem Cywilizacji Łacińskiej leży w tym, że postawa ustawicznego dążenia do poszukiwania prawdy jest bardzo męcząca – żeby w życiu podjąć jakąkolwiek decyzję, musimy bazować na jakichś założeniach. Nawet w wyborach życia codziennego mimowolnie opieramy się choćby na zaufaniu, które jest niczym innym jak wiarą w cudze twierdzenia którym przypisujemy doraźnie wartość prawdy bez ich nadmiernego sprawdzenia. A przecież poprawność jakiegokolwiek rozumowania wymaga prawdziwych przesłanek, zaś sprawdzanie wszystkich możliwych i w dodatku wstecz jest co najmniej mało praktyczne, o ile w ogóle możliwe. Co gorsza, jak już podjęliśmy decyzję na podstawie tak przyjętych przesłanek, to mamy normalną, ludzką tendencję do obrony swoich wniosków a w konsekwencji i do obrony prawdziwości tak lekkomyślnie przyjętych przesłanek. Mało kto się przyzna, że przyjął coś za prawdziwe ot, tak sobie.
Do tego więc, aby w Cywilizacji Łacińskiej nie popełniać przez kolejne pokolenia tych samych błędów, służy tradycja, wychowanie, więzi społeczne itd, a nade wszystko etyka Kościoła Katolickiego, zbudowana przecież na realizmie tomistycznym czyli oparta na realistycznym kryterium prawdy.

Problem Cywilizacji Bizantyńskiej polega na czym innym: skoro kryterium prawdy jest zawarte w moim sądzie a nie w przedmiocie osądu, to jeżeli dwie osoby o tym samym przedmiocie mają odmienny sąd, to któryś musi być nieprawdziwy. Tylko który? Zanim powstały jakieś metody rozstrzygania sporów to zazwyczaj tego, który ma krótszy kij albo mniej amunicji, ale to jest "dzikie". Kolejnym szczeblem cywilizacyjnym jest, że sposobem rozstrzygania sporów była decyzja jakiegoś autorytetu (tak działa np. Cywilizacja Turańska czy cywilizacje sakralne), czyli "mądrzejszego" (choćby mądrością siły), a w Cywilizacji Bizantyńskiej wtedy właśnie wkracza Państwo jako najmądrzejsze z definicji, łopatą do głów kładące co jest prawdziwe a co nie przy pomocy różnorodnych przepisów, norm i regulacji. Jak ktoś ma inne zdanie niż ustawa przewiduje, to od razu wiadomo że nie ma racji i może sobie sprawdzić ile kosztować będzie opór w sprawie, nawet jeżeli logika, fakty i wszystkie dowody będą przemawiać za jego tezą.

Oczywiście praktycznie nigdzie nie występują formy czyste tych poglądów, często przyjmujemy z przyczyn praktycznych za prawdziwe pewne twierdzenia nawet się nad nimi nie zastanawiając. W efekcie po jakimś czasie jesteśmy już gruntownie omotani kokonem skutków podjętych na takich podstawach decyzji i niekiedy już z tym szczęściem dalej ani rusz. No i obrona tych decyzji staje się tożsamą z obroną siebie samego, a często wielu lat życia i przedziwnych wyborów (dramat profesorów marksizmu-leninizmu i centralizmu demokratycznego).

Z drugiej strony w Cywilizacji Bizantyńskiej też występują przebłyski realizmu, bo co z tego że wały powodziowe zrobione zgodnie z normą i przepisami, jak woda zalewa chałupę do połowy piętra. Wałów może nie podniosą, ale przynajmniej normę zmienią i wtedy stan powodzi zacznie się dopiero od drugiego piętra (niżej to tylko lokalne podtopienia), co zalanym wiele nie pomoże, ale na pewno poprawi statystykę.

Istota różnic cywilizacyjnych: nr 2 - relacja między prawem a etyką:

Na zdrowy rozum rzecz ujmując, jeżeli mamy dwa elementy, to możliwe są trzy relacje: pierwszy nad drugim, drugi nad pierwszym albo obydwa równe. Ponieważ chodzi o prawo i etykę, ich wzajemna równość nie ma sensu, gdyż są to osobne porządki rozumowania: etyka tworzy zdania normatywne w oparciu o analizę relacji między podmiotami etycznymi ze względu na rozpoznaną prawdę o nich, natomiast prawo tworzy zdania normatywne w oparciu o analizę relacji pomiędzy podmiotami prawa ze względu na przyjęte uprawnienia, a więc ze względu na ustaloną prawdę.

Widać, że źródła obydwu porządków sytuowane są w innych obszarach cywilizacyjnych, więc w obrębie danego porządku albo etyka ma prymat nad prawem (Cywilizacja Łacińska), albo to prawo jest źródłem etyki (Cywilizacja Bizantyńska).

Banalnie prosta sprawa, a przecież obecny spór o Trybunał Konstytucyjny jest niczym innym, jak prostym przejawem walki tych dwóch całkowicie odmiennych ujęć.

Rzecz w tym, że jeżeli przyjmujemy prymat prawa nad etyką (legalizm prawniczy), to moralne staje się wszytko to, co jest prawem dozwolone. Oczywiście tkwi w tym podejściu fundamentalna sprzeczność, której najlepszym wyrazem był Trybunał Norymberski - czy fakt ustanowienia prawa czyni działania z nim zgodne moralnymi. Otóż dla osób ukształtowanych w obszarze mentalnym Cywilizacji Bizantyńskiej JEST TO PYTANIE BEZSENSOWNE (!!!), gdyż skoro prawo decyduje o tym co jest moralne a co nie, rozważania o moralności prawa (które wg. ich definicji jest moralności źródłem) są pozbawione sensu.

Skoro zaś przyjmiemy (jak prof. Ehrlich), że istnieje jakieś źródło słuszności prawa, nie tylko niezależne, ale fundamentalne, no to mamy dwa wyjścia - albo lokujemy je w czymś zmiennym ("wola ludu", "głos suwerena", wytyczne KC albo poranne humory cara), albo w czymś niezmiennym (Dekalog, Koran, Pięcioksiąg etc.). Bez względu na dokonany wybór, mamy do czynienia z sytuacją oceny prawa przez pryzmat zasad do obrony których zostało stworzone. I w takiej sytuacji pytanie o "moralność prawa" ma oczywiście głęboki sens.

Akurat Cywilizacja Łacińska nie jest cywilizacją sakralną jak inne, które oparły się na innych formach objawienia niż dane przez Jezusa Chrystusa. Wynika to wprost ze wskazania, że "nie człowiek dla szabatu, ale szabat dla człowieka", co wymusza konieczność refleksji nad ogólnymi podstawami etycznymi zawartymi w Objawieniu a konkretnym przypadkiem stosowania zarówno zasad etycznych jak i tworzonego dla ich obrony prawa (jak w niedzielnej Ewangelii: "...- Nikt cię nie potępił? - Nikt, Panie - Tak i ja ciebie nie potępiam. Idź i nie grzesz więcej..." - a zgodnie z prawem powinny polecieć kamienie).

Tak więc w Cywilizacji Łacińskiej mamy do czynienia z prymatem etyki nad prawem i obserwowany w tym świetle spór pomiędzy dr Kaczyńskim z jednej strony a prezesem Rzeplińskim z drugiej, jest sporem nierozwiązywalnym metodą inną, niż głębokiego kompromisu. Ale też spór pomiędzy Premierem Orbanem a Komisją Europejską, czy też (na powrót z naszego podwórka) pomiędzy częścią "lewicy" a "prawicy" ma dokładnie ten sam charakter (podziały cywilizacyjne biegną "w poprzek" ugrupowań partyjnych, więc podział lewica/prawica stracił sens).  

Skutkiem tworzenia obecnej UE w sposób odgórny i ideologiczny, nie liczący się z faktami, a więc właściwy dla Cywilizacji Bizantyńskiej, oraz narzucania rozwiązań zdominowanych przez legalizm prawniczy osobom ukształtowanym w oparciu o zasady Cywilizacji Łacińskiej, jest obecny chaos etyczny, wzmacniany kryzysami ekonomicznym oraz społecznym, związanymi z całkowitą bezradnością struktur  państwowych jak i europejskich wobec nowych zjawisk i braku skutecznych metod radzenia sobie z nimi.

Oczywiście nic nowego, w trakcie zjednoczenia Niemiec przez Bismarcka dokładnie to samo zjawisko można było obserwować w "łacińskiej" części państewek niemieckich (łatwo jest je odróżnić: z grubsza biorąc podział wiąże się z dominującym wyznaniem: jak katolicy, to bardziej "łacińsko", jak protestantyzm, to bardziej "bizantyńsko").

Co najgorsze, w ramach niemiłosiernie nam obowiązującej lewackiej narracji filozoficzno-systemowej zjawiska te są trudne do ujęcia, gdyż albo wnioski z analizy stoją w sprzeczności z rzeczywistością, albo są sprzeczne z obowiązującą narracją i w związku z tym odrzucane jako niemożliwe lub nieprawdziwe.
W efekcie realne jest zagrożenie, iż w niedługiej perspektywie zapaść strukturalna UE może osiągnąć takie rozmiary, że może pojawić się przekonanie jakoby jedynym sposobem utrzymania porządku na kontynencie było wezwanie o zewnętrzną pomoc, co naturalnie nie rozwiąże problemu UE, ale przy błędnym wyborze formy tej pomocy może w radykalny sposób rozwiązać problem dalszego istnienia Europy.

Może więc spróbować godzić ogień z wodą, zanim znowu ktoś wpadnie na pomysł nawracania bliźnich mieczem?

Koncepcja dotyczy zasad stworzenia podstaw harmonijnej współpracy ludzi różnych kultur i cywilizacji, lecz bez próby dekretowania przyszłych stosunków, zaś oprócz tego wydaje się być sensowną próbą rozwiązania impasu w którym znalazły się kraje UE i wskazówką działań mogących nie tyle zapobiec najbardziej niekorzystnemu rozwojowi wypadków (gdyż na to jest prawdopodobnie już zbyt późno), ile pozwalających na przygotowanie się do niego i zminimalizowanie związanych z nim skutków.
Wiąże się z nią konieczność uznania podmiotowości Narodu Cywilizacji Łacińskiej, do czego niezbędne jest przede wszystkim jasne zdefiniowanie tego pojęcia.

Definicja "Narodu"

   Koniecznie należy odróżnić dwa całkowicie odrębne pojęcia "Narodu":
- „Naród polityczny”, będące pojęciem szerszym, związanym z prawami politycznymi i będącym wynikiem istnienia Państwa jako struktury administracyjnej (odgórny kierunek kształtowania „Narodu” poprzez akt przyznania danej osobie przez władze właściwe dla tej struktury administracyjnej jakichś praw i obowiązków, typowy dla cywilizacji Bizantyńskiej i Turańskiej);
- „Naród” w rozumieniu węższym, w tym jako inicjatora powstania jakiegoś Państwa w celu usprawnienia sposobu funkcjonowania w obszarze dobra wspólnego poprzez delegację części praw własnych naturalnych i wzięcie obowiązków wskutek akceptacji zasad tworzących wspólnotę i ich dobrowolnego przyjęcia (kierunek oddolny kształtowania „Narodu” jako dobrowolnego zrzeszenia osób świadomie i indywidualnie gotowych do rezygnacji z części swoich praw oraz wzięcia na siebie ciężaru obowiązków w imię dobra wspólnego Narodu, typowy dla Cywilizacji Łacińskiej). 

Otóż w tym ujęciu pojęcie „Naród Cywilizacji Łacińskiej” jest rozumiane jako dobrowolna wspólnota osób tych samych praw i obowiązków skupiona wokół podstawowych zasad tworzących Cywilizację Łacińską, a więc etyki Kościoła Katolickiego budowanej w oparciu o centralne zagadnienie realizmu tomistycznego, zgodnie z którym kryterium prawdy osądu zawarte jest w jego przedmiocie, następnie podstawowe zasady prawa rzymskiego oparte o rozdzielność praw prywatnych i prawa publicznego oraz równość danego prawa wobec wszystkich osób mu podlegających, a także zasada wolności jako prawa do rozumnego wyboru, który może być ograniczony wyłącznie przez wspólnotę i wyłącznie ze względu na ochronę istotnego dobra wspólnoty lub jej członków.

Podkreślić należy słowo „dobrowolna” – przynależność do Narodu Cywilizacji Łacińskiej jest indywidualnym, wolnym aktem woli konkretnej osoby, nie jest tożsama z obywatelstwem lub inną formą administracyjną, nie jest wynikiem urodzenia ani nie jest przenoszona w drodze dziedziczenia. Jest to wyłącznie kwestia decyzji dojrzałej już osoby, decydującej się na funkcjonowanie według zasad i porządku prawnego właściwego dla takiej wspólnoty.

Oznacza to oczywiście, że z konieczności równolegle muszą funkcjonować inne zasady i porządki prawne, wybór których również jest możliwy, naturalnie wraz z przyjęciem praw i obowiązków z nimi związanych.

Istota koncepcji Unii 2.0  

Istotą koncepcji jest powołanie Unii Narodów Cywilizacji Łacińskiej, równoległej do obecnych, stworzonych w oparciu o decyzje administracyjne państw członkowskich, struktur UE, do której Narody mogą się przyłączać wskutek indywidualnej decyzji swoich członków (ujęcie personalne a nie terytorialne), zaś w ramach porządku prawnego poszczególnych Państw i w sposób im właściwy również wraz z terytorium czy to w całości czy to we fragmentach.

Sam mechanizm powstawania takiego organizmu politycznego jest w pewnym sensie podobny do procesu powstawania obecnej Unii Europejskiej (Unia Europejska też nie ma terytorium innego niż państw ją tworzących), aczkolwiek w Unii przybrał postać czysto bizantyńskiego odgórnego przymusu, co powoduje że mieszkańcy tych państw muszą funkcjonować w systemie prawnym Unii bez względu na to czy się zgadzali z nim w trakcie wejścia ich Państwa do Unii czy też nie i bez względu na ich stosunek do późniejszych aberracji.
 
Należy podkreślić, że o tworzeniu się sposobu życia zbiorowego zwanego obecnie Cywilizacją Łacińską można mówić dopiero od przyjęcia filozofii św. Tomasza przez Kościół, czyli pojawienia się nurtu realizmu w etyce Kościoła (stąd też po dwustu latach wybuch reformacji jako reakcji niezgody na metafizykę realistyczną tej części społeczeństw europejskich, które były kształtowane w duchu rozmaitych idealizmów, a więc w Cywilizacji Bizantyńskiej). Próby nacisku Cywilizacji Bizantyńskiej na Łacińską, ze względu na odmienny kierunek relacji pomiędzy prawem a etyką i dezorientację etyczną osób ukształtowanych w Cywilizacji Łacińskiej („harmider etyk”) skutkują odwołaniem się do siły, a więc do reguł tworzących Cywilizację Turańską (koncepcja legitymizacji władzy Hobbes’a, nadludzie Nitschego czy filozofia państwa Carla Schmitta).

Tak więc przykładowo o ile Francja w swoich szerokich warstwach społecznych była przez wieki kształtowana w duchu idealizmu (opactwo w Cluny etc.), natomiast jej elity od Karola Wielkiego w mieszance idealistyczno-realistycznej (idealizm ale z próbami realistycznego tłumaczenia), kiedy cienka nić realizmu przeszła do Europy przez Irlandię (Beda Venerabilis a później przez Egberta Alkuin i jego pierwszy uniwersytet) - natomiast po św. Tomaszu już w znacznej mierze w duchu realizmu - o tyle w Anglii sytuacja była odwrotna: na ukształtowane już bardziej w realizmie społeczeństwo narzucony został przez Henryka VIII system bizantyński, połączony z wymianą elit na spolegliwe władzy a nie prawdzie.

O ile jednak w Anglii podstawy realizmu były zakonserwowane w systemie sądowniczym z racji sposobu jego funkcjonowania (choć i tak w aparacie władzy efektem końcowym był brutalny pragmatyzm), o tyle we Francji realizm był słabo zakorzeniony, vide tendencje absolutystyczne i stosowanie rozwiązań w najlepszym wypadku bizantyńskich (Colbert), a w istocie turańskich ("Państwo to ja"), co również owocowało dominacją brutalnego pragmatyzmu. Rzeź elit w trakcie rewolucji francuskiej dopełniła upadku postaw bazujących na realizmie, powstałą pustkę aksjologiczną próbowano wypełnić rozmaitymi ideologiami, również państwowotwórczymi (August Comte), podczas gdy w Anglii XIX w. rolę tę pełniły koncepcje ekonomiczne, ale w tej chwili zarówno Francja jak i Anglia są de facto krajami misyjnymi. I islam chce wypełnić swoją misję.

Nagle więc pojawia się spora grupa zdeterminowanych ludzi obojętnych na dylematy Cywilizacji Bizantyńskiej i Łacińskiej, ludzi którzy nie chcą prawdy ani szukać ani jej ustalać, ponieważ PRAWDĘ ZNAJĄ. Konkretnie jest zawarta w Koranie, który daje odpowiedź na wszystkie możliwe pytania, a jeżeli na jakieś pytanie akurat nie ma w nim odpowiedzi, to znaczy że pytanie jest niemożliwe a wątpliwości zupełnie zbędne, podobnie jak pytający. Grupa ta jest gotowa do narzucania swojej wizji świata siłą, a ponieważ w sztuce niezadawania pewnego rodzaju pytań i gotowości podporządkowywania się Europejczycy są obecnie tresowani od kołyski, więc grunt pod zmianę jest już praktycznie gotowy.

Ten właśnie skutek obserwujemy obecnie w Europie, szczególnie po ostatnich wydarzeniach pokazujących albo instytucjonalną bezsilność albo sterowaną odgórnie zadekretowaną niemoc organów odpowiadających za bezpieczeństwo obywateli w poszczególnych państwach UE. Jak na razie „palmę pierwszeństwa” wydaje się dzierżyć duńska policja, która podobno młodą dziewczynę składająca skargę na próbę gwałtu, postawiła w stan podwójngo oskarżenia: za nielegalne posiadanie gazu pieprzowego oraz za użycie go w samoobronie.  

Ratunku dla Francji jako państwa w zasadzie już chyba nie ma, zresztą to samo prawdopodobnie dotyczy i innych państw Europy Zachodniej. Sygnałem końca pewnej epoki będzie, gdy realne bezpieczeństwo na ulicy zapewni kobietom jedynie burka a mężczyznom turban, natomiast noszenie ich będzie wiązało się z koniecznością przejścia na islam.

Choć może się to wydawać dziwne, to już w perspektywie najbliższych dwóch lat może całkowicie zmienić się sytuacja społeczno-polityczna również w innych państwach Unii Europejskiej: zostaną z nich tylko zewnętrzne formy administracyjne, które łatwo będą mogły demokratycznie wprowadzić szariat, a nawet stworzyć Kalifat europejski.

Mechanizm tak raptownej zmiany jest prosty: otóż Państwo w Cywilizacji Bizantyńskiej funkcjonuje dopóty, dopóki ludzie mniej lub bardziej chętnie, ale poddają się jego przepisom i egzekwującym je służbom. Dlatego też tak wielką wagę przywiązuje takie Państwo do wczesnej edukacji, która ma za zadanie wyselekcjonować przyszłą kadrę, oraz wszystkim wpoić karność, gdyż ta cnota woli odpowiada za poddanie się prawu stanowionemu.

Tak więc dla Państwa w Cywilizacji Bizantyńskiej ludzie masowo i jawnie lekceważący przepisy, w dodatku za zgodą Państwa przejawiającą się w braku działań, są jak trucizna - pokazują innym, że można Państwo bezkarnie lekceważyć. Natomiast islam ma swoją koncepcję Kalifatu i przepisów, przestrzeganie których wymuszane jest groźbą śmierci.

Jeżeli więc przychodzi masa "uchodźców" nie mówiących i nie chcących mówić w żadnym ze znanych gospodarzom języków, nie tylko jawnie lekceważących to Państwo, ale w dodatku namawiając żeby się do nich w tym lekceważeniu przyłączyć, zaś dla zachęty mają uwolnienie od konieczności przestrzegania uciążliwych przepisów, a dla opornych karę śmierci, to czy będzie wzbudzało zdziwienie, że masy ludzi w Europie, przyzwyczajone do karnego przystrzegania wszystkich możliwych i niemożliwych przepisów oraz postawione przed takim dylematem, podporządkują się w zamian za święty spokój i masowo zaczną przechodzić na islam? Tak więc nie tylko demografia, ale też zwykły, ludzki strach mogą spowodować gwałtowne zmiany wyników wyborów.

Tak długo, jak długo porządek prawny państw Cywilizacji Bizantyńskiej związany był z chrześcijaństwem, w normalnych warunkach istniał jakiś fundamentalny zestaw wartości regulujący podstawowe zasady relacji Państwo - poddany (bo o "obywatelu" w Łacińskim tego słowa rozumieniu nie można mówić) w oparciu o który tworzony był system reguł ogólnych jego funkcjonowania. System ten uosabia Państwo i w związku z tym Bizantyniec może tylko "w Państwie, z Państwem, przez Państwo i dla Państwa", bo jako źródło prawdy jest ono nadrzędną wartością dla której warto było się poświęcać i narażać. Co prawda chrześcijaństwo w Europie Zachodniej już w dużej mierze nie istnieje, na poziomie państwowym w zasadzie całkowicie, ale Państwo zostało, tylko że w przeciwieństwie do islamu, z racji swojej pustki aksjologicznej, nie jest już w stanie niczego zaproponować ani zapewnić, poza resztkami mechanicznych czynności z obszaru pomocy społecznej.

Oczywiście taka sytuacja rodzi napięcia społeczne, dojrzewa bunt, będą tworzyć się oddolne inicjatywy obronne zarówno przeciw islamowi jak i państwu, aż sytuacja wymknie się spod jakiejkolwiek kontroli, a że reakcja państwa będzie niewystarczająca, powstaną sprzyjające warunki dla rozwoju koncepcji szukania pomocy na zewnątrz: zdaje się, że Rosja już tylko czeka na sygnał.

 
Koncepcja „Unii 2.0” jest drogą ratunku dla resztek Cywilizacji Łacińskiej, przynajmniej w Europie Środkowej. Jak wspomniałem, dla krajów Europy Zachodniej jest już prawdopodobnie zbyt późno, ale przynajmniej dla niektórych ich mieszkańców może to być jeszcze jakaś szansa.

Oczywiście jest to propozycja dla tych, którzy mają poczucie wspólnoty wykraczającej poza poziom czysto lokalny, natomiast pożądane jest stworzenie pewnego wzorca zawierającego odniesienia do unikalnych polskich doświadczeń związanych z rozwojem i upadkiem Cywilizacji Łacińskiej w postaci wskazania zagrożeń dla jej funkcjonowania, obecnie już zidentyfikowanych wraz z ich negatywnymi skutkami, oraz propozycji systemowych zabezpieczeń przed popełnianiem podobnych błędów.

Zagrożenia te można rozpatrywać w kilku płaszczyznach odniesienia (zewnętrzne, wewnętrzne, polityczne, ekonomiczne, społeczne etc.), ale w tym ujęciu najistotniejsze są zagrożenia fundamentalne, wynikające z nieuświadamiania sobie w przeszłości ich wagi, a są nimi m.in.:

- tendencje do petryfikacji struktur społecznych (np. feudalizm w Europie czy statuty wiślickie w Polsce wraz z ich późniejszymi konsekwencjami, których negatywny wpływ na relacje między stanami oraz zdolność do naprawy wad systemu uwidocznił się wtedy, gdy na działania sanacyjne było już zbyt późno);

- brak stabilnego, jednoznacznego zdefiniowania i umocowania systemu wartości tworzącego Cywilizację Łacińską, czyli jasnego wskazania na etykę katolicką opartą o realistyczne kryterium prawdy (system wartości rozumiany był przez pokolenia jako pewna zastana oczywistość, co przy braku świadomości istnienia zagadnienia wpływu różnic systemów metafizycznych na rozwiązania cywilizacyjne ułatwiało destrukcyjne dłubanie przy zasadach);

- uzależnienie losów wspólnoty od indywidualnych cech jednostek którym wspólnota powierzała pewne zadania (vide: królowie wybitni a słabi), co czyniło wspólnotę relatywnie słabszą niż ościennych państw, bazujących na rozwiązaniach systemowych z Cywilizacji Bizantyńskiej (ostatecznie Rosja stała się realnym zagrożeniem dopiero po modernizacji przez Piotra Wielkiego, który przebudowę państwa od strony strukturalnej wzorował na rozwiązaniach niemieckich);

- zagadnienie dziedziczenia pozycji społecznej, co w zależności od systemu dziedziczenia majątku prowadziło do koncentracji majątków lub ich rozdrabniania, a w konsekwencji w obydwu skrajnościach do blokowania rozwoju innowacji, gdyż albo mogły być zagrożeniem dla istniejących rozwiązań, albo nie było zaplecza ekonomicznego dla ich wdrażania, co skutkowało marnowaniem ogromnego potencjału twórczego (warto tu wskazać na doświadczenia bawarskie, czyli obszar Cywilizacji Łacińskiej na terenie Niemiec, gdzie wsparcie istniejącej aktywności jednostek poprzez strukturalne rozwiązania bizantyńskie zaowocowało wręcz skokiem innowacyjności w dziedzinie techniki, choć skutkowało degeneracją w obszarze cywilizacyjnym - Nietsche, Schmitt, nazizm).

Propozycją takiego wzorca jest prezentowany już na portalu przykład Konstytucji Narodu Polskiego, zawierającej  zasady organizacji państwa ograniczone do najistotniejszych elementów tworzących i w obszarze dotychczas rozpoznanym zabezpieczających rozwiązania właściwe dla Cywilizacji Łacińskiej (http://naszeblogi.pl/61100-projekt-konstytucji-narodu-polskiego-cywilizacji-lacinskiej).

Konstytucja dla Narodów Cywilizacji Łacińskiej

Najistotniejsza w projekcie jest Preambuła oraz elementy systemu prawnego (w tym sposób funkcjonowania sądów) – są one gwarancją, że Państwo „Unii 2.0” nie będzie ani teokracją ani opresyjnym państwem ideologicznym, lecz w duchu poszanowania wolnej woli ludzi będzie zachęcać do funkcjonowania w proponowanym porządku prawnym, jednocześnie umożliwiając życie w innych, nawet zupełnie odmiennych.

Nowością jest niewątpliwie propozycja odmiennych statusów różnych osób, wynikających z ich indywidualnej, ale odwracalnej decyzji: począwszy od zadeklarowanych przeciwników takiego rozwiązania, nie akceptujących Konstytucji, funkcjonujących w obszarze terytorialnym własnego porządku prawnego i w związku z tym nie podlegających ani obowiązkom ani nie korzystający z ochrony wspólnot innych niż własna, poprzez kategorię określoną roboczo jako „poddani”, akceptujący rozwiązania zawarte w Konstytucji na gruncie publicznym, choć deklarujący chęć życia we wspólnocie własnego porządku prawnego (np. wspólnota islamu czy judaizmu) i z racji tego ograniczających swoją aktywność polityczną do swojej wspólnoty, następnie „obywateli”, nie tylko akceptujących Konstytucję ale również Króla i przyjmujących porządek prawny państwa za swój i choć nie podzielających wartości tworzących Naród, to już partycypujący we władzach i stanowieniu prawa w normalnym procesie wyborczym (Sejm), oraz na koniec kategoria „członków Narodu Polskiego”, z czym wiążą się określone obowiązki indywidualne oraz wynikające z nich przywileje polityczne.

Ta propozycja jest w pewnym sensie podobna do propozycji obecnej UE (każdy jest zapraszany), ale jakościowo odmienna (zaproszenie jest indywidualne, skierowane do poszczególnych osób a nie Państw i nawet jeżeli korzystamy z zaproszenia, to możemy funkcjonować w sposób jaki uznajemy dla siebie za stosowny).

Warunek sine qua non jest jeden: jeżeli Państwo to ma być oparte na zasadach Cywilizacji Łacińskiej, to jedynym sposobem zapewnienia niezmienności jej fundamentalnych zasad i ochrony przed próbami ich zmiany w miarę upływu czasu, jest tylko bezpośrednie odwołanie do twórcy zasad etyki Kościoła, a więc Boga jako osoby niezmiennej i jedynej znającej całą prawdę o wszystkim.

Z punktu widzenia czystej logiki i znajomości meandrów historii widać wyraźnie, że powierzenie jakimkolwiek ludziom czy instytucjom władzy decydowania o tym co jest dobre a co złe, przynosi opłakane skutki (zaczęło się od wyrzucenia z raju).

Skoro zaś nie człowiek rozstrzyga o prawdzie tylko rzeczywistość, to w wymiarze praktycznym musi być wskazane wprost jedyne źródło prawdy jakim jest świat jako taki i wszystkie tworzące go elementy, oraz depozytariusz pełnej prawdy o świecie którym jest jedynie Bóg.

Oznacza to, że w celu uchronienia się od wpływu słabości ludzkiej na losy ludzi Naród MUSI uznać Królem Jezusa Chrystusa, który będzie jedynie reprezentowany przez Regenta, będącego tylko Jego pełnomocnikiem w zakresie określonym w Konstytucji, bez prawa rozstrzygania o PRAWDZIE.

I to zakotwiczenie w niezmiennej transcendencji jako źródle PRAWDY, do której jako ludzie się co najwyżej jedynie przybliżamy, musi być również podstawą Unii 2.0, Unii Narodów Cywilizacji Łacińskiej, choć oczywiście różne Narody mogą u siebie podchodzić do tego w rozmaity sposób. Ostatecznie tworzą je dorośli ludzie i powinni wiedzieć do robią, natomiast sposób działania i pozostała struktura takiego państwa może być już wynikiem jakiejś zgody.

Należy zdecydowanie podkreślić – nie chodzi w żadnym wypadku o państwo wyznaniowe, lecz o takie Państwo, którego publiczny system wartości tworzy pewien wzorzec, stały i niezmienny dzięki zakorzenieniu w transcendencji poprzez akt Intronizacji Jezusa Chrystusa, ale Państwo otwarte dla tych, którzy chcą funkcjonować w innym, własnym porządku prawnym, nawet budowanym na innym systemie wartości.

Jest to całkowicie zgodne z istotą "polskiej wolności", tak charakterystycznej dla Cywilizacji Łacińskiej, która ma swoje źródło w przekonaniu, że skoro nawet mój osąd jest co najwyżej przybliżeniem do prawdy, to oczywiście czyjś także. A w takim razie na jakiej podstawie ktoś chce mi NARZUCAĆ swoje rozumienie rzeczywistości? Ostatecznie skoro nikt nie ma patentu na mądrość z wyjątkiem Pana Boga, to jak ktoś może twierdzić a priori że ma rację: jeżeli ją ma bardziej niż ja, to może przecież to udowodnić, a jak nie, to żegnamy ozięble.

Mówiąc przewrotnie, ta istota "polskiej wolności" nie jest niczym innym, niż domaganiem się prawa do robienia na własny rachunek nawet głupstw oraz wewnętrzną, głęboką niezgodą na narzucanie nam nakazu robienia czegoś, co my uważamy za głupie.
 
Wydaje się, że w dzisiejszej sytuacji europejskiej, koncepcja "Unii 2.0" Narodów Cywilizacji Łacińskiej jest zarówno trafną receptą i propozycją na przyszłość, jak i realną drogą polityczną dla Polski (a właściwie: dla Polaków) - w dodatku sytuującą Polskę (a dokładniej: Naród Polski) w roli lidera zmiany i pewnego rodzaju wzorca postaw.
 
W listopadzie ma mieć miejsce akt intronizacji, Intronizacja Jezusa Chrystusa na Króla Polski. Dokument Intronizacyjny jest obecnie przygotowywany, natomiast z informacji które mam wynika, że będzie on miał charakter bardziej symboliczny niż realnego aktu politycznego.  
 
Warto jest zwrócić uwagę, że przy Ślubach Lwowskich Jan Kazimierz nie obrał Maryji Królową Polski lecz Królową państw pod zwierzchnością Króla Polski (wystarczy przeczytać tekst ślubów: http://www.duchprawdy.com/lwowskie_sluby_jana_kaziemierza_1656.htm), a przecież Król Polski był królem narodowym, Królem Narodu Polskiego, jako że obierany był przez Naród Polski w drodze elekcji ze zgłoszonych kandydatów (przynależność do stanu szlacheckiego była wtedy w pewnym przybliżeniu równoznaczna z przynależnością do Narodu Polskiego, choć świadomość narodowości miała w tej epoce inny charakter z racji stanowości społeczeństwa i rozwijała się przez wiele wieków), nawet jeżeli był cudzoziemcem jak choćby Stefan Batory.
 
Akt Intronizacji dotyczy nie tyle obrania Króla, ile uznania Pana Jezusa Królem, pytanie tylko czy Królem Polski czy Królem Narodu Polskiego. Różnica jest kolosalna jeżeli chodzi o skutki (w tym polityczne), gdyż uznanie Pana Jezusa Królem Polski:
            - wiąże Akt Intronizacji z konkretnym bytem politycznym jakim jest obecna Rzeczpospolita Polska, w dodatku będąca członkiem Unii Europejskiej i wskutek tego podlegająca jej prawom, częstokroć sprzecznym z nauką Pana Jezusa;
            - w obecnej sytuacji politycznej i istniejącego rozdarcia społeczeństwa na dwa przeciwstawne obozy, będzie wiązało się w sposób nieuchronny z pogłębieniem podziałów i demonstracyjnym lekceważeniem Intronizacji przez jej przeciwników – podział ten jest w istocie bezpośrednim wynikiem istnienia chaosu pojęciowego, mającego źródło w braku rozróżnienia tych dwóch osobnych znaczeń pojęcia „Narodu”:
 
Uznanie Pana Jezusa Królem Narodu Polskiego dotyczy oczywiście tego węższego rozumienia pojęcia „Narodu”, właściwego dla Cywilizacji Łacińskiej i w związku z tym ma zupełnie inny, ponadczasowy i ponad administracyjny charakter, omijający całkowicie problemy związane z pomieszaniem pojęć „Narodu” i „Narodu politycznego” (jeżeli ktoś nie uznaje Aktu Intronizacji, to znaczy że nie uważa się za członka Narodu Polskiego - choć może uważać się i być uważanym za Polaka w sensie politycznym, jako że jest to znacznie szersze pojęcie), gdyż Naród Polski ani nie jest stroną traktatów tworzących Unię Europejską, ani też jego istnienie nie zależy od istnienia jakichkolwiek form administracyjnych, zaś wtedy Akt Intronizacji staje się zarazem aktem komplementarnym do Ślubów Lwowskich – Maryja jest Królową Królestwa Polskiego, czyli ludów i państw pod panowaniem Króla Narodu Polskiego (w tym państwa polskiego), a Królem tym w Akcie Intronizacji uznany zostaje Jezus Chrystus.
 
Zgodnie z osobistym stwierdzeniem Maryi w trakcie objawienia w dn. 14 sierpnia 1608 r. o. Juliuszowi Mancinellemu (włoski jezuita, był ojcem duchowym i świadkiem śmierci św. Stanisława Kostki): "...Dlaczego nie nazywasz Mnie Królową Polski? Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do Mnie płoną jego synowie...", Maryja bardzo konkretnie wskazuje, że chce być Królową Polski jako królestwa, a nie jako państwa - tak też zrozumiał to Jan Kazimierz, gdy w tekście Ślubów polecał Maryi m.in Państwo Polskie, ale też i Wielkie Księstwo Litewskie, Księstwo Mazowieckie, Smoleńskie etc.
 
Ciągle jeszcze jest szansa, że Akt Intronizacji będzie miał charakter uruchamiający mechanizm bardzo dobrych zmian w Europie, stając się wzorem dla innych Narodów Europy a nawet świata - być może wspomniana koncepcja "Unii 2.0" Narodów Cywilizacji Łacińskiej byłaby pewnym przyczynkiem do rozważań o charakterze i kierunku tych zmian, ale nie da się ukryć, że bez starannie skonstruowanej Konstytucji Narodu Polskiego będzie to co najmniej trudne.

Obserwator
http://niepoprawni.pl/blogi/ob...
 

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika jazgdyni

17-03-2016 [16:46] - jazgdyni | Link:

Świetny tekst na inaugurację!
Moje gratulacje!

Gdy czas pozwoli, chciałbym podyskutować o, jak nazywasz, Unii2.0. Mam podobne przemyślenia, choć nieznacznie odmienne.

A wdzięczny ci jestem, za to ujęcie intronizacji Jezusa Króla, bo dotychczasowe opisy, mocno religijne i kościelne, pozostawiały mnie ambiwalentnym.

Serdecznie pozdrawiam

Obrazek użytkownika smieciu

17-03-2016 [19:35] - smieciu | Link:

Całości nie przeczytałem, ciężko też byłoby się odnieść. Zwróciłem uwagę na te akapity:

"Oznacza to, że w celu uchronienia się od wpływu słabości ludzkiej na losy ludzi Naród MUSI uznać Królem Jezusa Chrystusa, który będzie jedynie reprezentowany przez Regenta, będącego tylko Jego pełnomocnikiem w zakresie określonym w Konstytucji, bez prawa rozstrzygania o PRAWDZIE.

Należy zdecydowanie podkreślić – nie chodzi w żadnym wypadku o państwo wyznaniowe, lecz o takie Państwo, którego publiczny system wartości tworzy pewien wzorzec, stały i niezmienny dzięki zakorzenieniu w transcendencji poprzez akt Intronizacji Jezusa Chrystusa, ale Państwo otwarte dla tych, którzy chcą funkcjonować w innym, własnym porządku prawnym, nawet budowanym na innym systemie wartości."

Widzę tu wewnętrzne sprzeczności. Generalnie brzmi to dość utopijnie. Nie rozumiem choćby skąd weźmiemy Regenta? Skąd się weźmie Konstytucja? Kto będzie rozstrzygać o prawdzie? Dodatkowo naprawdę dziwnie brzmi obwoływanie Chrystusa Króla bez budowania państwa wyznaniowego. Przecież to oksymoron. Cała pańska idea opiera się na wierze a potem pan pisze że nie chodzi o państwo wyznaniowe i że możliwe są różne systemy wartości.
Dla mnie jako anarchisty drugi akapit jest nawet zrozumiały ponieważ wolność wyboru zawiera i wiarę w Chrystusa czy budowanie społeczeństwa na różnych wartościach. Jest jednak sprzeczny z akapitem pierwszym. No i z punktu widzenia powiedzmy katolika to pańskie wizje są chyba sprzeczne z nauką Kościoła i ideą misji Chrystusa. Zresztą ja także nie bardzo widzę realizacji jego misji w pańskiej idei.
Żaden System, Regent czy Konstytucja nie powinna być potrzebna tym dla których Chrystus reprezentuje najwyższe czy też absolutne wartości. Dla tych którzy wierzą... Unia jest zbędna. Tak samo władza, prawo itp.
Nie kapuję tego przywiązania do tych pierwotnych wartości ludzi, którzy uważają się za wierzących w Chrystusa.

Obrazek użytkownika Obserwator_3

17-03-2016 [21:02] - Obserwator_3 | Link:

(cz.2) Pyta Pan skąd Regent: ano z tego samego źródła co obecnie Prezydent - z wyborów powszechnych. Kto w nich będzie brał udział? Ci, którzy będą wskazani w Konstytucji.
A skąd się weźmie Konstytucja? Jak ją sobie uchwalimy, to będziemy mieli, jak nie to nie, nikt tego za nas nie zrobi. Kto zaś to "my"? Ci, którzy identyfikują się z pojęciem "Narodu Polskiego" w rozumieniu właściwym dla Cywilizacji Łacińskiej i będą chcieli to jakoś dookreślić w tejże Konstytucji.

Co do zarzutu oparcia idei na wierze: generalnie każda idea opiera się na jakiejś wierze, a to z tej prostej przyczyny że proponowana przez nią opcja rzeczywistości nie jest już realnie istniejącym faktem ale jedynie pewnym postulatem, a w związku z tym nie można przypisać tworzącym tę ideę zdaniom wartości prawdy lub fałszu, chyba że próbowano już ją wcielić w życie i rzeczywistość zaprzeczyła pomysłom (choć np. lewacy twierdzą, że koncepcja socjalizmu jest słuszna, tylko Związek Sowiecki popełnił błędy wykonawcze).

Ale na poważnie: wszystkie definicje tzw. "transcendentaliów" (przesłanek metafizycznych) są przedmiotem wiary, gdyż nie są zdaniami w sensie logicznym, jako że pojęcia których dotyczą nie mają desygnatów fizycznych (np. dobro, istnienie etc.). Dlatego też KAŻDY system zarządzania jakąkolwiek wspólnotą jest siłą rzeczy oparty o jakąś wiarę.

Niech Pan spokojnie przeczyta cały tekst pod tym kątem, może sporo wątpliwości się wyjaśni.
Pozdrawiam

Obrazek użytkownika Obserwator_3

17-03-2016 [21:02] - Obserwator_3 | Link:

(cz. 1) Rozumiem wątpliwości, szczególnie w aspekcie szczerego wyjawienia, że nie przeczytał Pan całości.

Najpierw co do Pana opinii o wewnętrznych sprzecznościach dotyczących koncepcji Intronizacji bez budowy państwa wyznaniowego - taka sprzeczność miałaby miejsce, gdyby Cywilizacja Łacińska była cywilizacją o charakterze sakralnym (a nie jest). Co to znaczy "cywilizacja o charakterze sakralnym" - ano taka, w której nie tylko istotne elementy życia zbiorowego mają źródło w jakimś objawieniu, ale przede wszystkim sposób życia zbiorowego i indywidualnego podlega obowiązkowym regulacjom religijnym bez względu na stosunek do nich (jak np. podleganie regułom szariatu w islamie).

Ale Chrystus nie przyszedł zbawiać ludzi na siłę, tylko przynieść ludziom zbawienie, jego misją było zachęcanie do szukania prawdy a nie zmuszanie do jej przyjęcia (nawrócenie św. Pawła wydaje się nie być może najlepszym przykładem, ale jak się bliżej przyjrzeć, to tak naprawdę nikt Szawła nie zmuszał do działania wbrew jego woli, a na tym przecież polega zmuszanie). Dzięki temu Zbawienie jest już wszystkim dane i jesteśmy zachęcani żeby z tego daru skorzystać. A jak ktoś nie chce, no to szkoda, ale jest to jego sprawa.

Dlatego też państwo Cywilizacji Łacińskiej nie powinno nawracać siłą (tego dotyczył zresztą spór przed sądem papieskim Włodkowica, rektora Akademii Krakowskiej, z Krzyżakami), jest to nie tylko błąd polityczny, ale też działanie wprost wbrew Ewangelii.

To że Cywilizacja Łacińska opiera się o etykę Kościoła Katolickiego bynajmniej nie oznacza, że do funkcjonowania w niej wymagana jest wiara chrześcijańska, lata 70te pełne były całkiem porządnych ludzi, którzy w kościele zjawiali się pięć razy w życiu, z czego może raz dobrowolnie: na chrzest, Pierwszą Komunię, bierzmowanie, własny ślub oraz pogrzeb. A nawet byli tacy, co byli bardzo uczciwi itd., a deklarowali się jako ateiści. Nawracał ich ktoś na siłę? Zmuszał do postów albo przyjmowania Komunii? A z drugiej strony ostentacyjna religijność niektórym nie przeszkadzała w byciu bardzo potężnymi łajdakami.

Obrazek użytkownika kwintesencja

17-03-2016 [19:53] - kwintesencja | Link:

Dawno nie czytałem tak mądrego tekstu. Serdecznie dziękuję. Szczęść nam Boże!

Obrazek użytkownika twardek

17-03-2016 [23:31] - twardek | Link:

„...jeżeli ktoś nie uznaje Aktu Intronizacji, to znaczy że nie uważa się za członka Narodu Polskiego - choć może uważać się i być uważanym za Polaka w sensie politycznym, jako że jest to znacznie szersze pojęcie...”
---
co Pan wypisuje, na miły Bóg!?

W sprawie zaś zasadniczej, sądzi Pan, że jest Mu potrzebna "korona" z naszych rąk? Co za pycha!
Jeżeli już mówimy na tych "rejestrach", to jest, moim zdaniem, potrzeba obmyślenia systemu wartości na miarę aktualnego poziomu rozwoju ludu naszego i reszty Europy, systemu ukonstytuowanego i skonsolidowanego wokół Jego nauki. I tego systemu wyłożenia dokonać. Nasz naród go przyjmie z ulgą, zyskując mądre, oby, wskazanie dla drogi w przyszłość.
Nie jestem z tych, co to przejmują się opinią lewackie, zachodnioeuropejskiej żulii i o nas i naszym państwie. Myślę wszakże, że Wasza inicjatywa nie przysporzy nam miru w oświeconej, konserwatywnej warstwie Europejczyków - a to już inna sprawa.

Obrazek użytkownika Obserwator_3

18-03-2016 [09:10] - Obserwator_3 | Link:

Ad. 3: ("...Jeżeli już mówimy na tych "rejestrach", to jest, moim zdaniem, potrzeba obmyślenia systemu wartości na miarę aktualnego poziomu rozwoju ludu naszego i reszty Europy, systemu ukonstytuowanego i skonsolidowanego wokół Jego nauki. I tego systemu wyłożenia dokonać. Nasz naród go przyjmie z ulgą, zyskując mądre, oby, wskazanie dla drogi w przyszłość..."):
Przynajmniej w tym się zgadzamy, ale wnioskuję, że nie zapoznał się Pan z tekstem Konstytucji?

Pozdrawiam
/-/ Obserwator

Obrazek użytkownika Obserwator_3

18-03-2016 [09:11] - Obserwator_3 | Link:

Ad 2. ("...W sprawie zaś zasadniczej, sądzi Pan, że jest Mu potrzebna "korona" z naszych rąk? Co za pycha!):
Nie wiem na jakiej podstawie pisze Pan, że coś sądzę o Jego potrzebach. Gdyby tak było, rzeczywiście byłby to przejaw pychy jak u Paca (co to z wdzięczności za ratunek wybudował kaplicę z napisem "Pan Pana z opresji wybawił, Pan Panu kapliczkę postawił"), ale kiedy Pan Jezus mówi Rozalii Celiakównie o konieczności uznania go Królem Polski, wskazuje że to my potrzebujemy tego aktu, a nie On.
Ciekawa sprawa zresztą, bo sama koncepcja Intronizacji jest po ludzku rzecz biorąc co najmniej dziwactwem - z jakiegoś powodu misję oznajmienia jej światu dostała właśnie Rozalia, może dlatego żeby było zupełnie jasne, że nie jest ona jej autorką. Dopiero kiedy analizujemy przyczyny upadku Polski, tego słabnięcia przez wieki rdzenia Cywilizacji Łacińskiej, kiedy staje się jasne, że był to efekt braku stabilnego umocowania systemu podstawowych wartości, w dodatku traktowanych z jednej strony jako oczywistość, z drugiej zaś jako przeszkoda dla swobody, widać porażającą siłę złożonej przez Chrystusa propozycji uznania go Królem - to rzeczywiście jest ratunek.

Choć "pycha" jako taka nie istnieje, gdyż jest to wada, a więc pewien brak (konkretnie brak cnoty "pokory", polegającej na dążeniu do widzenia siebie i innych w prawdzie, w efekcie skutkujący żądaniem czci nienależnej lub czci należnej Bogu), byłbym zobowiązany za wskazanie w którym miejscu tekstu zawarłem takie sformułowania, które wzbudziły u Pana tę refleksję - natychmiast skoryguję.

Obrazek użytkownika Obserwator_3

18-03-2016 [09:11] - Obserwator_3 | Link:

Witam

ad. 1 ("...„...jeżeli ktoś nie uznaje Aktu Intronizacji, to znaczy że nie uważa się za członka Narodu Polskiego - choć może uważać się i być uważanym za Polaka w sensie politycznym, jako że jest to znacznie szersze pojęcie...”
---
co Pan wypisuje, na miły Bóg!?..."):
Propozycja oparta jest o następującą konstrukcję logiczną: "jeżeli p to q oraz ~p, to ~q" (czyli np.: "jeżeli Prawdziwy Europejczyk popiera Bredzisława Bezwąsego, to jeżeli ktoś nie popiera Bredzisława Bewząsego, to nie jest Prawdziwym Europejczykiem"), czyli że jeżeli spełnianie JAKICHŚ kryteriów jest warunkiem CZEGOŚ, to nie spełnianie tych kryteriów jest tożsame z niespełnieniem warunku i tyle. Czysta logika formalna. Można się nie zgadzać co do kryteriów, ale Pan się skoncentrował na konkluzji.
Nie ma nic nadzwyczajnego w propozycji istnienia jakichś kryteriów, w oparciu o które ktoś może określać sam siebie. Jeżeli ktoś nie chce uznawać Koranu, to raczej nie powinien nazywać się muzułmaninem, podobnie zdziwienie budzi jakaś "biskupka" szwedzka, która nie dość że jest jawną lesbijką i dłubie przy Dekalogu, to jeszcze usuwa krzyże ze zboru żeby innowierców nie razić, co jej wcale nie przeszkadza uważać się za chrześcijańską kapłankę, żeby przyjąć obywatelstwo amerykańskie trzeba ślubować wierność amerykańskiej konstytucji, francuskie - francuskiej, angielskie - z braku konstytucji przysięgają królowej, a z innej beczki: trudno żeby ktoś się uważał za kibica Legii, jeżeli w duchu życzy mistrzostwa Wiśle Kraków (co prawda nie wiem czy taki klub jeszcze jest, ale nie o to chodzi). Zresztą to wszystko pikuś w porównaniu z ceremoniałem przyjęcia na członka plemienia Hopi...
Tak więc, jeżeli propozycja dotyczy pewnej spójnej konstrukcji prawnej, chętnie podyskutuję o przesłankach i spodziewanych skutkach etc., ale odniósł się Pan jedynie do wyrwanej z kontekstu konkluzji pewnego ciągu logicznego, w dodatku bez jakichś argumentów - tyle że sygnalizuje Pan, iż ta konkluzja się Panu nie podoba.

Obrazek użytkownika twardek

18-03-2016 [13:32] - twardek | Link:

Co do przesłanki Pańskiego rozumowania, w dyskutowanym wątku, to kojarzy mi się np. z wyjściowym przyjęciem warunku, iż oto „ten, który nie lubi wiatru jest niszczycielem lasów i traw” .
Intronizacja niewątpliwie wywoła detronizację. Z Bóg wie jaką selekcją zwolenników i przeciwników. Pańska, kończąca się wykluczeniem z narodu, może być przebita selekcją – mówiąc z przesadą – na rampie.
Nie chce być brutalny, gdyż odnoszę wrażenie, że swoją widoczną wiedzę łączy Pan w dobrej wierze z zadziwiającymi pomysłami na jej „deproduktywizację". Choć, co do owej dobrej wiary, rzecz prosta pewnym być nie mogę.
Jesteśmy narodem bardzo schorowanym i właśnie podnosimy się z klęczek. Niepotrzebne są nam jakiekolwiek animozje, które mogą prowadzić do kolejnych podziałów. Nie interesowałem się tą sprawą i szczerze przyznam, że nie wiem jaki ma społeczny zasięg oraz jakie jest stanowisko hierarchów Kościoła. Jakby jednak nie było, z Pańską, czy inną jej podobną wykładnią, inicjatywa sama w sobie wygląda mi na religijny happening. Mam nadzieję, że do niego nie dojdzie.
Pozdrowienia odwzajemniam

Obrazek użytkownika Obserwator_3

18-03-2016 [16:59] - Obserwator_3 | Link:

Jeżeli konstatację i uznanie czyjegoś wolnego wyboru określa Pan mianem "wykluczenia", to obawiam się że rozmawiamy różnymi językami - nie mam nic przeciwko temu, żeby ktoś komu proponowany zestaw wartości jest obcy był podobnie jak ja członkiem narodu politycznego (czyli miał obywatelstwo i związane z nim obowiązki i prawa) oraz żeby żył po swojemu, biorąc aktywny udział w stanowieniu prawa które go dotyczy, o ile ma na to ochotę, natomiast dla siebie domagam się tego samego prawa, a jak na razie jestem go pozbawiony.

Nie mam zamiaru "wyznawcom Latającego Potwora Spaghetti" bronić obwołania go ich królem, bo mnie to nic nie obchodzi (o ile nie będą próbowali mnie nawracać siłą lub przymusem) - dlatego też nie widzę powodu, dla którego ateistom czy komukolwiek innemu ma przeszkadzać, że osoby uważające się za spełniające kryteria przynależności do Narodu Polskiego Cywilizacji Łacińskiej uznają swoim Królem Jezusa Chrystusa. Jeżeli dla kogoś nie jest to ważne - no to jego sprawa, nie wiem z jakiego powodu ma się przejmować Aktem Intronizacji, SKORO RZECZ GO NIE DOTYCZY.

Wśród ludzi szukających prawdy jest miejsce dla błądzących, bo skoro wszyscy dopiero poszukują, to skąd niby mają czerpać pewność że ktoś błądzi. Dlatego w ramach Cywilizacji Łacińskiej były i są enklawy dla rozmaitych poglądów i religii oraz innych cywilizacji (vide: polscy Tatarzy). Natomiast gdy ktoś twierdzi że ZNA PRAWDĘ, no to oczywiście każde twierdzenie niezgodne z jego kanonem jest z definicji błędne.

Ponieważ całej prawdy ludzie nigdy nie poznają (brak zdolności poznawczych i pojemności pamięci), można iść w trzech kierunkach:
- negacja prawdy jako takiej i w konsekwencji pełny relatywizm - i w tym kierunku szło lewactwo całej Europy (reszty świata zresztą też)
- narzucenie swojej wizji świata (swojej prawdy) innym - właśnie jesteśmy na etapie testowania tego rozwiązania, jak na razie Komisja Europejska próbuje wymusić na Polsce swoje rozumienie rzeczywistości (a właściwie jej wizję)
- odwołania się do rzeczywistości jako źródła prawdy o świecie i jego Stwórcy jako depozytariusza tej prawdy, dzięki czemu na trwałe uznajemy że w ogóle jest prawda (bez tego odwołania prędzej czy później dochodzimy do konstatacji niemożności poznania całej prawdy o świecie a w efekcie do relatywizmu).

I o tej trzeciej drodze jest mowa w artykule.

Obrazek użytkownika twardek

18-03-2016 [20:23] - twardek | Link:

Przeczytałem Pański artykuł powtórnie i uczciwie przyznaję, że nie "wyrabiam". Proszę jednak nie upatrywać w tym wyznaniu powodu do satysfakcji, gdyż właściwie mam na myśli to, że w warstwie koncepcyjnej nie ma w tekście zdania, które nie budzi bądź to sprzeciwu bądź wątpliwości. Ponieważ nie ze wszystkim potrafiłbym się konstruktywnie uporać, zresztą po co, skoro moim zdaniem całość idei jest nie do (za)implementowania - więc nie godzi mi się skakać Autorowi do oczu. Przy tym uważam, że rozważania są w obszarze myśli o przyszłości inspirujące do poszerzenia podejścia tradycyjnie praktykowanego w budowie struktur ludzkich wspólnot. Ale kto, kiedy i jak je ewentualnie wykorzysta - dalibóg nie wiem.
Pomysł z intronizacją Jezusa, jest chyba pomyślany, jak podejrzewam - niech się mylę, jako instrument wyłonienia "Narodu" (tego w węższym sensie). Przepraszam, jeżeli się mylę.

Obrazek użytkownika Obserwator_3

18-03-2016 [21:46] - Obserwator_3 | Link:

Z braku konkretnych zarzutów merytorycznie odnieść się nie mogę, satysfakcja żadna, ale przyjmuję do wiadomości wątpliwości oraz sprzeciw.

Co do samego pomysłu intronizacji i jej celu - trudno mi orzec co jego Autor miał na myśli (wspominałem o objawieniach Rozalii Celakówny, o których mówi, że: "...Pan Jezus w szczególny sposób chce być naszym Królem, tego On sobie życzy. Polska musi w sposób wyjątkowy, uroczyście ogłosić Pana Jezusa swym Królem przez intronizację..."), ale mam podstawy przypuszczać że jak zwykle wie co mówi.

Podkreślam jedynie, że koncepcja zadziwiająco trafnie odpowiada na potrzeby wynikające z analiz przyczyn upadku Cywilizacji Łacińskiej (a warto wiedzieć, że kiedy Rozalia Celakówna miała początek objawień, czyli początek lat 30-tych XX w., prof. Koneczny jeszcze nie opublikował swojej pracy "O wielości cywilizacyj", nastąpiło to przecież dopiero w 1935 r., więc prawdopodobnie koncepcje te nie miały prawa być znane Rozalii, choć wiadomo że Koneczny w 1930 r. przeniósł się z rodziną z Wilna do Krakowa, gdzie Rozalia była pielęgniarką w Szpitalu św. Łazarza).

Obrazek użytkownika Obserwator_3

18-03-2016 [16:59] - Obserwator_3 | Link:

Nie wiem jaką przesłankę ma Pan na myśli, szczególnie w aspekcie skojarzenia z przykładem (?).

Podziały o charakterze cywilizacyjnym są w Polsce faktem, twierdzenie "...niepotrzebne są nam jakiekolwiek animozje które mogą prowadzić do kolejnych podziałów..." byłoby prawdziwe, gdyby już nie doprowadzono do sytuacji gdy kompromis staje się mało prawdopodobny, gdyż temperatura sporu przekroczyła już dawno poziom "Kto ma rację", powoli osiągając poziom "Kto kogo". Ciekaw jestem w jaki sposób będzie Pan łagodził wzmiankowane animozje i dyskutował w "wyznawcami" KOD-u, twierdzącymi a rebour że wręcz "Ten co z KODem, ten Narodem" (widział Pan zapewne na ich manifestacjach transparenty "My, Naród"?). Nie zaciekawiło Pana, co te osoby rozumieją pod pojęciem "Naród"? Bo mnie i owszem, ale nie udało mi się dotrzeć do wyjaśnień.

Skąd Pana stwierdzenie jakobym wykluczał kogokolwiek z narodu - nie wiem. W jakim ujęciu rozumie Pan pojęcie "narodu", czy politycznym czy też węższym, też nie wiem, bo nic Pan o tym nie pisze - a różnica jest kolosalna, o charakterze właśnie cywilizacyjnym, zresztą wskazana w artykule.

Natomiast wyraźnie twierdzę, że konieczne jest dookreślenie warunków, których spełnienie jest niezbędne aby KTOŚ MÓGŁ UZNAĆ SIĘ (a nie być uznanym - co chyba Panu umknęło) za członka Narodu Cywilizacji Łacińskiej (czyli w tym wypadku członka Narodu Polskiego) w rozumieniu pojęcia "Naród" w sposób właściwy dla Cywilizacji Łacińskiej. Jeżeli ktoś nie akceptuje rozwiązań właściwych dla tej cywilizacji (wymienionych w artykule), to jak może być członkiem Narodu w sposób dla tej cywilizacji właściwy? Równie dobrze ateista może chcieć być uznawanym za muzułmanina albo miłośnik befsztyka tatarskiego za weganina - jeżeli warunki są niedookreślone, to może chcieć i nawet może się uznawać, ale gdy są jasno zdefiniowane, to istnieją kryteria do których może się odnieść i sam ocenić.

Obrazek użytkownika Zygmunt Korus

21-03-2016 [00:22] - Zygmunt Korus | Link:

Szanowny Panie, przeczytałem tę koncepcję wyjścia Polski z coraz bardziej widocznej matni i jestem pod wrażeniem języka, jakim Pan się posługuje. Rzecz jasna z uwagi na zakres tematyczny, z którym Pan się zmaga, pojawiają się zdania, które wymagałyby jednak dookreślenia lub doprecyzowania. Mnie wciągnęły akapity diagnozujące sytuację w ujęciu historycznym, bo podział cywilizacyjny stał się już faktem, co odczuwamy namacalnie na co dzień (choćby na poziomie rozumienia informacji/komunikatów czy zasad edukacyjnych), mniej natomiast przekonały mnie niezbyt klarownie wyłożone obszary/zakresy umawiania się i ochrony tak mocno podzielonych społeczności przy konstruowaniu konstytucji mającej pogodzić wodę z ogniem. Oczywiście "klejem" musiałaby być tutaj tolerancja, na co przecież nie można liczyć przy tak odmiennych koncepcjach duchowości i bytu jakie Pan opisał (CŁ i CB). A może strach przed napierającym do naszych drzwi Islamem stanie się wreszcie spoiwem proponowanych przez Pana koniecznych poszukiwań i zgody na wskazywaną zmianę (właściwie powrót do korzeni chrześcijaństwa)? Wydaje mi się, że kluczem jest moralność. Ponieważ dzisiaj już widać, że katechizm nie szkodzi dzieciom, dając podstawy do budowy mądrzejszego świata na każdym etapie, zarówno w przeszłości, jak i w dzisiejszych enklawach, gdy wg niego ludzie postępują, jak również w perspektywie naprawy destruktów w przyszłości. Dobrym przykładem są rozważni ateiści, którzy posyłają swoje dzieci na religię lub do szkół parafialnych albo przyseminaryjnych, bo wiedzą, że tam im nikt niepoważny nie będzie mącił w głowach co jest dobre a co złe (bo z taką bazą mogą potem robić co zechcą ze swoim życiem).
Pozdrawiam i dziękuję za interesujące rozważania filozoficzno-politologiczne.

Obrazek użytkownika Obserwator_3

21-03-2016 [01:22] - Obserwator_3 | Link:

Szanowny Panie, bardzo dziękuję za komentarz. Z dużą przyjemnością przeczytałem Pański wpis o przemówieniu p. Orbana, natomiast jego treść jest niemalże egzemplifikacją tez i poszukiwania rozwiązań o których piszę (przy okazji: proszę wybaczyć pytanie, ale czy zna Pan może węgierski lub kogoś kto zna i mógłby podjąć się przetłumaczenia przygotowanego osobno materiału na bazie w/w artykułu na język "bratanków"?).

Co do uwag o klarowności wywodu oraz konieczności dookreślenia lub doprecyzowania zdań i sformułowań: oczywiście w pełni się zgadzam co do obydwu zastrzeżeń, ale brałem pod uwagę rosnącą objętość artykułu, stąd świadomość konieczności podzielenia tematu na kilka części, niemniej z uwzględnieniem potrzeby przynajmniej skrótowego zasygnalizowania pewnych tez, nawet kosztem klarowności.

Oczywiście będę rzecz kontynuował, mam nadzieję że jeszcze dziś umieszczę kolejny fragment (już nie tak obszerny, za to pisany nieco lżejszym językiem), ale sądzę że wiele wątpliwości może być wyjaśnione przez treść propozycji Konstytucji (link klikalny jest w artykule, ale podam jeszcze raz: http://naszeblogi.pl/58631-naj...).

Pozdrawiam
/-/ Obserwator

Obrazek użytkownika Zygmunt Korus

26-03-2016 [23:32] - Zygmunt Korus | Link:

Szanowny Obserwatorze! Dziękuję za przekierowanie na blog Janusza Kamińskiego, od którego dostałem zachętę, by tutaj zaglądać. Opłacało mi się, bo lubię teksty trudne, napisane własnym językiem, który, gdy człowiek się wgryzie, łapie się na tym, że ma do czynienia ze stylem. Dlatego nie zgadzam się z Pańskim zamiarem autokorektowania się, żeby coś w wywodzie upraszczać kosztem zdobywania poklasku publiczności. Proszę pisać jak dotąd, czyli po swojemu, pilnować jedynie, by narracja nie miała zbyt dużo hiatusów (brzytew Ockhama). Po ilości wpisów rozumiem, że Pan dopiero na tym forum startuje, ale nie powinien się Pan zubażać poprzez lewarowanie się na popularnym blogu znajomego, czyli gościnną polecankę pod nickiem "jazgdyni"; umieszczony tam tekst proszę wkleić także tutaj, bo to jest Pańska kolejna cegiełka w Jego dorobku. To tutaj winna się odbywać merytoryczna dyskusja o Pańskich pomysłach.

Co do propozycji Konstytucji, to docierają do mnie drogą mejlową rozmaite projekty obywatelskie, muszę przyznać, że dość interesujące zarówno co do koncepcji jak i języka, a wszystkie stawiające na fundament duchowy, jakim winna być baza składająca się na system wartości wywiedziony z chrześcijaństwa. Pan też podobnie steruje swój projekt, ale nikt inny nie żąda tak zdecydowanie intronizacji Chrystusa na Króla Polski jako warunek pierwszy. A skąd w tym wypadku ten opór, z jakim się Pan natychmiast spotyka? Bo sekularyzacja to trucizna w głowach milionów ludzi w Polsce i na świecie; to jest proch wybuchowy, który nam podłożyli komuniści, by stale groził eksplozją - rozłamem, straszył katolików i hamował na wejściu jakiekolwiek próby nawracania się, mimo namacalnej, widocznej gołym okiem dookolnej nadchodzącej zguby.

Odnośnie tłumacza na jęz. węgierski, to trzeba szukać kogoś raczej tam, aniżeli u nas. Ja nie znam nikogo takiego.
Pozdr.