|
|
Jabe Państwo musi reagować na nadużycia, bo po coś w końcu państwo jest. Nie wolno jednak traktować państwa jako panaceum na patologie, wady rynku itp. Zwłaszcza polskie doświadczenia pokazują, że oczekiwanie, że dojdzie do władzy ktoś wszechmądry i zacznie światle naszymi sprawami zarządzać, jest płonne. Na państwo trzeba patrzeć jak na coś, co w każdej chwili może stać się wrogiem. Jeśli urzędnicy będą mieli w rękach instrumenty uszczęśliwiania nas, wkrótce ktoś użyje ich przeciw nam dla własnej korzyści.
Uważam, że sądownictwo jest w Polsce głównym źródłem patologii, a nie głupie prawo. Mało kto tęskni za praworządnością, bo coś takiego ogółowi w głowie się nie mieści. |
|
|
Obywatel Ale nam się zrobił OT. Wiem, że nikt nie będzie umieszczał toksyn w wykazie składników. Dlatego potrzebna jest instytucja kontrolna zajmująca się bezpieczeństwem żywności. Państwo musi reagować na patologie i nadużycia uczestników rynku, a to niestety nieuchronnie prowadzi do większej aktywności legislacyjnej i wzrostu biurokracji. Państwo powinno też, moim zdaniem, w niektórych sytuacjach niwelować skutki tzw. asymetrii wiedzy i innych wad rynku (dziś to pojęcie z rzadka pojawia się w podręcznikach akademickich). W konkretnych przypadkach oczywiście będą rozbieżności w ocenach. Chodzi o tendencję.
Sądy są taką samą władzą jak egzekutywa i legislatywa, tylko judykatura - w polskich warunkach - podlega chyba mniejszej kontroli społecznej. Z orzecznictwem jest czasem o wiele gorzej niż z ustawodawstwem. SN rozstrzyga niestety wiele kwestii na zasadzie "tak, bo tak" - "nie, bo nie". Podobnie TK. |
|
|
Jabe Ja nie myślę przekonywać Pana o zbędności wszelkich regulacji. Zauważyłem tylko, że w socjalizmie regulacje się tworzy łatwo, bo wszyscy są do tego przyzwyczajeni i tego oczekują, a państwo jest instytucjonalnie przygotowane.
Ale... Chińczyk sprzedający trujące mleko, Pańskim zdaniem, przejmie się nakazem podawania (prawdziwego) składu? Po co właściwie są te odsetki maksymalne? Rejestr klauzul niedozwolonych nie powinien być radosną twórczością urzędniczą, powinien się brać z praktyki sądowej, na zasadzie precedensu. Nie zezwalamy na swobodę obrotu lekami, znosimy zakaz – naturalnie tak. |
|
|
Obywatel Proszę pokusić się kiedyś o taki eksperyment myślowy: derogujemy prawo żywnościowe. Producenci nie muszą np. podawać składu swoich wyrobów. Niech Chińczycy produkują skażone mleko w proszku. Uchylamy przepisy o odsetkach maksymalnych i zakazie anatocyzmu z Kodeksu cywilnego. Znika rejestr klauzul niedozwolonych. Zezwalamy na swobodny obrót farmaceutykami... |
|
|
Jabe Nie, nie miałem na myśli kierunkowości dziejów. Próbowałem zobrazować zależność.
Socjalizm przyzwyczaja do wtrącania się państwa w różne sprawy, w takiej sytuacji łatwiej jest pod pozorem np. walki z jakimiś zagrożeniami wprowadzać przeróżne regulacje. Przypuszczam, że zwykle rzeczywiste motywy są dwa: ktoś cichaczem chce zarobić, albo jakiś urzędnik chce pokazać, że jest potrzebny. Bez socjalizmu państwo nie miałoby instrumentów, by to robić. |
|
|
Obywatel "Wyznawane wartości przestają być politycznie znaczące..." - moim zdaniem, tylko gdy przejmiemy założenie o jakiejś "kierunkowości dziejów" - z państwem minimalnym (albo anarchią) na "końcu historii". Może źle Pana zrozumiałem. Dane empiryczne zdają się przeczyć tezie o wycofywaniu się państwa - czy mówimy o Europie kontynentalnej czy krajach anglosaskich. Choćby dlatego że obrót gospodarczy jest coraz bardziej skomplikowany i pojawiają się nowe zagrożenia - mnożenie ograniczeń i zakazów np. w prawie żywnościowym czy finansowym nie wynika np. dyrektyw ideologii socjalistycznej tylko z obiektywnej konieczności. |
|
|
Jabe Pan przekonuje, ale nie argumentuje. Ja sądzę, że pieniądze byłyby w tej sytuacji drugorzędne. Zmienić musiałyby się partie. Większość obecnych posłów nie nadawałaby się do reelekcji. Dlatego JOW-y się nie podobają.
Pojęcia prawicy i lewicy, choć tak chętnie używane, są bardzo nieprecyzyjne. Oś liberalizm-socjalizm dobrze się do rozróżnienia nadaje, bo jest bardzo uniwersalna, jako że dotyczy relacji obywatel-państwo. Wyznawane wartości przestają być politycznie znaczące, w miarę jak państwo wycofuje się z decydowania, jak ludzie mają żyć. Spłyca Pan, mówiąc o liberalizmie gospodarczym, kwestie gospodarcze są tylko konsekwencją. Sprawa byłaby akademicka, gdyby nie chadecja, która zaadaptowała socjalizm do konserwatyzmu. Niewiele wiem o libertarianach, przypuszczam jednak, że libertarianin może być zarówno konserwatystą, jak postępowcem. |
|
|
Obywatel Próbuje przekonać Pana, że w postkomunistycznej oligarchii od wprowadzenia ordynacji większościowej nie ma co zaczynać. W większości okręgów skończyłoby się to kieszonkowym Stokłosą.
A tak zupełnie na marginesie: kwestia relacji konserwatyzmu z liberalizmem gospodarczym jest bardzo skomplikowana...Konserwatysta może na pewno być "erhardowskim" ordoliberałem. Ale libertarianinem już nie. W Polsce panuje przekonanie, że poglądy ekonomiczne decydują do przynależności do lewicy albo prawicy. Otóż nie. Linia podziału lewica-prawica przebiega na płaszczyźnie, w tym miejscu zabrzmi to głupio, "ontologicznej". Pisze o tym np. Roger Scruton, Bogdan Szlachta, Ryszard Legutko, Jacek Bartyzel czy nawet Marek Jan Chodakiewicz.
Pozdrawiam. |
|
|
Jabe Można zmianę sceny politycznej zacząć od zmiany ordynacji, można na niej skończyć. Ja mam dość odkładania na później. Mam też dość wysłuchiwania, że u nas nie może być jak gdzie indziej, bo tam jest dobrze, a u nas źle.
Wcale mi się nie podoba perspektywa podziału sceny politycznej na socjaldemokratów i chrześcijańskich demokratów, bo ja jestem konserwatywnym liberałem i nie będę głosował ani na lewicę bezbożną, ani na pobożną. |