|
|
Jabe Ja tam żadnych (oficjalnych) alkoholików nie znam. Mimo to będę się upierał, że alkoholikiem się zostaje nie dlatego, że pozwolono pić. Przeciwnie, do pomyślenia jest, że zakaz stanie się zachętą (owoc zakazany). Straszenie dzieci w szkole jest czymś takim. To nie jest kwestia wiedzy, a kultury picia raczej Pan tam uczył nie będzie.
Ponoć główną przyczyną utonięć jest alkohol. Analogicznie, alkohol nie jest główną przyczyną alkoholizmu. Inaczej za jedyną przyczynę utonięć należałoby uznać wodę.
Pierwszym krokiem powinno być wyzbycie się paternalistycznego podejścia do bliźniego. Zachęcam. |
|
|
St. M. Krzyśków-Marcinowski Nie powinniśmy tolerować jakichkolwiek stanowisk tworzonych dla pozorów. Powinniśmy być wrogami ustroju państwa i rządu, który coś pozoruje. Taką obłudną postawę reprezentuje aktualnie prawo polskie zezwalając na reklamę piwa. Znam alkoholików, którym piwo w zupełności wystarcza albo wystarczało do kompletnej degradacji i śmierci.
Społeczeństwo polskie nie w pełni sobie uświadamia, jak chlanie czy "choroba alkoholowa", jak kto woli, degraduje naród. Nie zgadzam się z Pańskim stanowiskiem, dobrze, że je poznaję, gdyż zachęci mnie to do ruszenia tematu. Polacy naprawdę nie rodzą się pijakami. Nie muszą schlebiać niszczycielskiej "kulturze", przed czym nikt ich nie ostrzega. Niby każdy z nich zna powiedzenie, że "z wódką nikt nie wygrał", ale dopiero na własnej dupie muszą się przekonać, że faktycznie tak jest. W durnej polskiej szkole uczeń więziony w ławce przez tysiące dni i skazany na słuchanie bzdetów, może w tym czasie nie dowiedzieć się, jak groźnym narkotykiem jest alkohol. Ma mu za naukę starczyć to, co przeżyje w rodzinnym domu albo zobaczy i usłyszy w rodzinie sąsiedzkiej.
W Stanach, kierowca, który ma zawieszone za picie prawo jady musi chodzić na ciekawą reedukację. W jej trakcie ogląda godzinami filmy policyjne na których pokazane są okropne skutki wypadków drogowych. Można by to rozszerzyć i tym, którzy z powodu alkoholu, popadają w kolizję z prawem, zalecić oglądanie maratonów rodzinnych awantur, płaczących dzieci alkoholików itd. |
|
|
Jabe Pan się spodziewał, że taki pełnomocnik do spraw jest po to, żeby coś robić? Takie stanowiska istnieją dla pozorów. W rzeczywistości państwo niewiele może zrobić w tej sprawie, chyba że zepsuć.
Wydawało mi się, że alkoholu nie wolno reklamować. Skąd wogóle pomysł, że ludzie piją do tego stopnia, że popadają w alkoholizm, bo się do nich uśmiechnęła z telewizora panienka z butelką? To może wypromować produkt, ale nie pijaństwo. Nakazami, zakazami i kampaniami uświadamiającymi nic się nie zdziała, przeciwnie.
Swego czasu rząd zorganizował kampanię antynarkotykową. O ile dobrze pamiętam, ostrzegano na bilbordach, że coraz więcej młodzieży po nie sięga. Zrezygnowano, gdy podniósł się krzyk, że to w istocie reklama: Jest ci źle – ćpaj! – inni tak robią. Gorzałki w ten sposób reklamować nie trzeba – jest częścią naszej kultury.
Przyczyn popadania w alkoholizm z pewnością jest wiele, ale nie są to reklamy wódki, jeśli już to alienacja, brak perspektyw, frustracja wynikła z niemożności stanięcia na własnych nogach. To odległe przyczyny, a przecież chodzi tylko o stworzenie pozorów, bo państwo ma ładny grosz z akcyzy, więc się udaje. |
|
|
St. M. Krzyśków-Marcinowski Na ten przykład.
1. Ukazywało się kiedyś pismo kapitalne czasopismo pt. "Zdrowie i trzeźwość". Prenumerowała je moja babcia, która czasopisma w formie uporządkowanej gromadziła. gdy przyjeżdżałem do niej na wakacje, rozczytywałem się w nich. Dzięki "ZiT" poznałem m.in. całą historię przedwojennych zapasów. Itd. Chciałem coś na temat tego bogatego czasopisma znaleźć w internecie, praktycznie nie ma śladu, co odbieram jako społeczną wzgardę wobec tego rodzaju przeciwdziałań. Kto wie, może dzięki temu pisemku nie zostałem alkoholikiem?
2. Kiedyś sierpień, był przez Kościół na serio traktowany, jako miesiąc trzeźwości. Obecnie nie ma to miejsca. W ogóle to w homiliach o grzechu słyszy się mało.
3. Kiedyś miałem do czynienia z gminnym pełnomocnikiem wojewody do spraw alkoholizmu. Próbowałem tą panią wciągnąć do moich działań z młodzieżą. Wypadło to fatalnie ze względu na brak kompetencji pani. Sytuację należy rozumieć: kasa na to żeby bronić dzieci, rodziny i słabych ludzi jest, ktoś ją bierze i nie wykonuje swojej pracy.
4. Można było zakazać reklamy papierosów, nie ma ideologicznych przeszkód, żeby zrobić to z napojami alkoholowymi.
5. Zohydzać i ośmieszać pijaństwo - forma dowolna.
youtube.com
6. Itd. Coś może dopiszę ekstra:)
Pozdrawiam |
|
|
Jabe Jak by sobie Pan wyobrażał próby walki z alkoholizmem? |
|
|
St. M. Krzyśków-Marcinowski Podpisuję się pod tym wszystkim, co Pan tu wymienił.
a) Demografia – widać kompletną katastrofę. W mojej gminie dzieci i młodzież to 63% stanu z roku 1990. Przygnębia dalsza dynamika tego zjazdu: przez ostatnie 18 miesięcy ubytek 7%.
b) Zamiast spodziewanej czytelności życia politycznego mamy niejawność, mącenie wokół statystyk wymierzone z premedytacją w zdolność planowania i możliwość ratowania państwa.
c) Na przestrzeni 25 lat, biorąc rzecz ogólnie, nastąpiła dewastacja rolnictwa, przemysłu i potencjału intelektualnego. Nie ma już nawet tego, z czego śmialiśmy się przed laty: „Mądry Polak - głupi świat, wielki przemysł – mały fiat”.
d) Trwa proces rozbrajania Polski pod względem militarnym i politycznym.
e) Edukacja polska jest anachroniczna, nieefektywna, pozorowana.
f) Bagatelizuje się patologie społeczne – nie widzę nawet prób walki z nepotyzmem czy alkoholizmem.
Dołożę jeszcze utratę przez Kościół Katolicki roli przewodnika duchowego narodu; brak dekomunizacji; bagatelizowanie patologii społecznych; politykę liberum veto, co gorsza, jest ono teraz w dyspozycji dowolnego Szwaba; kompletny upadek samorządności.
Pozdrawiam. |
|
|
NASZ_HENRY Trzeba treściwie:
Tusk zatopił stocznie !
Komorowski rozbroił armie !!
Hall i Szumilas otworzyły szkoły dla gender ;-) |
|
|
Jabe Czytałem kiedyś fragment wspomnień warszawskiego fabrykanta. Była mowa o próbie zbudowania fabryczki urządzeń elektrycznych, wiążąca się z niekończącą się walką z biurokracją. Niestety nie pamiętam tytułu. Ale pamiętam, że działo się to w II RP.
W kraju, w którym potrzeba decyzji politycznej, żeby było zielone światło i przestano przeszkadzać, prywatna inicjatywa istotnie się nie sprawdza, ale problem jest oczywiście gdzie indziej. Rozumiem, że komuś, kto poświęcił życie myśleniu nad korektami absurdów systemu nakazowo-rozdzielczego, trudno przyjąć do wiadomości, że jego nie powinno być wcale. Proszę jednak spróbować.
I proszę przestać szerzyć mit o wspaniałym przemyśle odziedziczonym po PRL. To było dziadostwo, jak wszystko wówczas. A najbardziej brakowało mu właścicieli z inicjatywą. Jak najbardziej prywatną inicjatywą. |