Nie wiem, ale jakoś od wczorajszego wieczora mam nieodparte wrażenie, że w Polsce rządy powierzyliśmy ludziom, którzy pasują do kierowania naszą piękną Ojczyzną jak "woły do karety". Po prostu to my sami "wpuściliśmy kozły do ogrodu" i daliśmy im hasać do woli ("Freie Hand haben" - "robić co się chce").
W mojej wyobraźni tylko tak potrafię sobie wytłumaczyć dziejący się na naszych oczach "zamach stanu" rządu D. Tuska i jego koalicyjnej kamaryli.
Nie dopuszczam bowiem do siebie myśli, że może być jeszcze gorzej i ten "zamach stanu" jest wyrafinowanym celowym planem powolnego pozbawiania Polski niepodległości i suwerenności, wykreowanym przez zewnętrzne siły. Oznaczałoby to, iż mamy do czynienia ze zwykłą zdradą stanu, zdradą państwa polskiego.
Mam nadzieję, że z tą zdradą nie mamy do czynienia, ale jaka jest prawda to czas pokaże...
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
[1] W języku polskim ten niemiecki (trochę zliteratyzowany) zwrot oznacza: "Jeśli da się dzieciom lub głupcom noże, nieszczęście jest z góry zaprogramowane / nieuniknione". Można je odnieść do polskiego zwrotu: "Dać małpie brzytwę, a ona sama się pozacina (lub "a ona sama się pokaleczy”). Ja bym w kontekście tego tekstu użył tłumaczenia: "Dać małpie brzytwę, a ona sama siebie i wszystkich dookoła pokaleczy”). Ten zwrot sam w sobie ogólnie oznacza zjawisko powierzenia niebezpiecznego narzędzia lub odpowiedzialnego zadania osobie niekompetentnej, nieodpowiedzialnej lub nieprzewidywalnej, co nieuchronnie prowadzi do katastrofy.
Po takich wydarzeniach wypadało by rozwiązać parlament, powołać rząd techniczny na czas do wyborów, a winnych takich działań pozbawić immunitetów i za swoje działania osądzić (ale niby kto by miał to zrobić) i skazać. Obawiam się że jednak to nie nastąpi, ani teraz ani nigdy. A co z tego wyniknie dalej - oby nie stan wyjątkowy.