Przejdź do treści
Strona główna

menu-top1

  • Blogerzy
  • Komentujący
  • Komentarze
User account menu
  • Moje wpisy
  • Zaloguj

Konfederacje jednak przychodzi z kalkulatorem.

mjk1 07.10.2026

 Kiedy zacząłem przyglądać się programowi Konfederacji, miałem początkowo dość proste wrażenie. Dużo wielkich słów, dużo wolności, dużo niskich podatków, dużo państwa, które ma czegoś nie robić. Czyli właściwie wszystko, co człowiek chciałby usłyszeć przed wyborami. Mniej podatków, mniej biurokracji, mniej regulacji. Więcej pieniędzy w kieszeni. Tańsze mieszkania, tańsza energia. Więcej wolności gospodarczej. Trudno się z tym kłócić, bo kto chciałby płacić wyższe podatki, droższy prąd i jeszcze wypełniać przy okazji siedem formularzy, żeby dostać pozwolenie na wypełnienie ósmego? Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy człowiek przestaje czytać hasła i bierze do ręki kalkulator.

 Ponieważ wcześniej zrobiłem to z programem KO, potem z programem PiS, to wypada zrobić dokładnie to samo z Konfederacją. Ten sam kalkulator. Te same pytania. Zero taryfy ulgowej. I po dokładniejszym przeczytaniu muszę przyznać jedno: Konfederacja ma program.

 Nie jest prawdą, że są tam wyłącznie wzniosłe hasła. Są konkretne propozycje podatkowe. Jest pomysł dobrowolnego ZUS dla przedsiębiorców. Jest kwota wolna powiązana z płacą minimalną. Jest liniowy PIT. Jest likwidacja części podatków i opłat. Jest bon edukacyjny. Jest pomysł na mieszkania. Jest bardzo wyraźna koncepcja energetyczna. Jest deregulacja. Czyli nie można uczciwie napisać, że Konfederacja nie ma programu. Ma. Tylko po przeczytaniu tego programu pojawia się inne pytanie i moim zdaniem znacznie ciekawsze. Czy Konfederacja ma program rozwoju Polski, czy przede wszystkim program ograniczenia państwa, bo to nie jest dokładnie to samo.

Najłatwiej obiecać niższy podatek.

 Zacznijmy od rzeczy, która w programie Konfederacji jest najbardziej wyraźna. Podatki. Tutaj naprawdę trudno zarzucić jej brak konkretów. Konfederacja chce przebudować system podatkowy, obniżyć obciążenia, uprościć przepisy, ograniczyć liczbę danin, zmienić PIT, zmienić zasady dotyczące przedsiębiorców. To jest bardzo konkretna filozofia. Państwo ma zabierać obywatelowi mniej pieniędzy. I ja się z tym sporem ideologicznym nie zamierzam kłócić, bo nie interesuje mnie pytanie: czy chciałbym mieć niższy podatek? Oczywiście, że chciałbym, tak samo jak chciałbym mieć tańszy prąd, tańsze mieszkanie i wyższą płacę. Każdy chciałby. Pytanie brzmi: co dzieje się dzień później? Jeżeli państwo pobiera mniej pieniędzy, to ktoś musi odpowiedzieć na pytanie: ile mniej? A potem: czego państwo za te pieniądze nie zrobi? I jeszcze: czy wzrost gospodarczy rzeczywiście w ciągu kilku lat odtworzy utracone dochody? To jest moment, w którym kończy się hasło: obniżymy podatki a zaczyna ekonomia. Można obniżyć podatki i rzeczywiście przyspieszyć gospodarkę. Można zwiększyć aktywność przedsiębiorców. Można zwiększyć inwestycje. Można zwiększyć zatrudnienie. Można zwiększyć podstawę opodatkowania. To wszystko jest możliwe, ale nie jest automatyczne. I właśnie dlatego brakuje mi w programie Konfederacji jednej bardzo ważnej tabeli. Ile państwo straci w pierwszym roku? Ile odzyska w drugim? Ile w piątym? Kiedy nastąpi punkt, w którym dodatkowy wzrost gospodarczy zacznie rekompensować utracone dochody? A jeżeli wzrost będzie niższy od założonego? Co wtedy? Tego rachunku niestety nie dostałem.

„Państwo ma mniej robić”.

 To jest właściwie serce programu Konfederacji i trzeba przyznać, że jest w tym konsekwencja. Jeżeli uważamy, że państwo jest zbyt duże, zbyt drogie, zbyt biurokratyczne i zbyt często wtrąca się w życie obywatela, to rozwiązaniem rzeczywiście może być ograniczenie jego działalności. Mniej regulacji, mniej urzędników i mniej podatków. Więcej konkurencji i więcej prywatnego kapitału. Brzmi logicznie, tylko że Polska nie jest już XIX-wiecznym krajem, w którym wystarczy powiedzieć: Panowie, zostawmy ludziom pieniądze i nie przeszkadzajmy. Mamy starzejące się społeczeństwo. Mamy energetykę wymagającą gigantycznych inwestycji. Mamy sieci przesyłowe. Mamy kolej, drogi i porty. Mamy obronność. Mamy ochronę zdrowia. Mamy szkoły i mieszkania. Mamy infrastrukturę wodną. Mamy przemysł, który trzeba modernizować.

 I teraz pojawia się pytanie, którego program Konfederacji nie rozwiązuje równie szczegółowo jak kwestii podatków: kto i za jakie pieniądze ma to wszystko zbudować? Odpowiedź: prywatny kapitał. Dobrze. W wielu przypadkach może, ale nie we wszystkich. Jeżeli budowa inwestycji zwróci się za trzydzieści lat, prywatny inwestor może powiedzieć: Dziękuję, ale mnie już wtedy nie będzie. I nie jest to przejaw jego głupoty. To jest ekonomia. Rynek nie jest przedsiębiorstwem budowlanym To chyba jedno z najczęściej nieporozumień w dyskusji o gospodarce. Rynek jest świetnym mechanizmem koordynowania milionów decyzji, ale rynek sam w sobie nie buduje. Budują ludzie, firmy, państwo. Rynek może zdecydować, że opłaca się zbudować fabrykę. Może skierować kapitał do przedsiębiorstwa. Może stworzyć konkurencję. Jeżeli jednak chcemy mieć sieć energetyczną, która zwróci się za kilkadziesiąt lat, to ktoś musi najpierw wyłożyć pieniądze. I właśnie dlatego nie jestem zwolennikiem ani państwa, które chce wszystko robić samo, ani państwa, które uważa, że rynek zrobi wszystko, bo nie zrobi. Rynek zrobi bardzo dużo, ale państwo musi wiedzieć, czego rynek sam nie zrobi i dlaczego. I właśnie tutaj Konfederacja jest znacznie mniej konkretna.

Mieszkania.

 Tutaj natomiast jest ciekawie. Konfederacja proponuje deregulację rynku mieszkaniowego i twierdzi, że można dzięki temu znacząco obniżyć koszty budowy. Wskazuje między innymi na grunty, przepisy, materiały, koszty pracy i wymagania administracyjne. To już jest konkret i co więcej - całkiem rozsądny punkt wyjścia. Jeżeli mieszkanie kosztuje majątek, to niekoniecznie trzeba od razu dopłacać kupującemu. Można najpierw zapytać: dlaczego jego wybudowanie tyle kosztuje? To jest dobre pytanie, ale zaraz pojawia się następne. Jeżeli koszt budowy spadnie o 30 procent, to czy mieszkanie potanieje o 30 procent? Niekoniecznie, bo jest jeszcze grunt, lokalizacja, popyt, kredyt infrastruktura i marża. I wreszcie zwykła zasada rynku: cena nie jest tym samym co koszt produkcji. Dlatego mieszkania tańsze o 30 procent traktowałbym raczej jako hipotezę wynikającą z określonych założeń niż jako gwarancję. I właśnie tutaj zaczyna się miejsce na prawdziwy program: ile mieszkań rocznie, za ile, w jakich miastach i z jakim skutkiem dla ceny?

Energia, czyli tutaj już nie wystarczy powiedzieć „wolny rynek”.

 W energetyce sprawa robi się jeszcze poważniejsza, bo Polska potrzebuje ogromnych inwestycji. Atomu. Sieci. Sstabilnych źródeł. Magazynów. Modernizacji istniejącej energetyki. Nowych mocy i przede wszystkim taniej energii dla przemysłu. Konfederacja ma tutaj dość rozbudowaną koncepcję. Węgiel, gaz, atom i OZE. Geotermia, magazyny i  różne technologie. To jest materiał do poważnej dyskusji, ale znów wraca moje ulubione pytanie: ile i za ile?

 Elektrownia jądrowa nie jest czymś, co można wybudować za pieniądze zaoszczędzone na papierze do drukarki. Sieci też kosztują. Magazyny kosztują, nowe elektrownie kosztują, modernizacja starej energetyki kosztuje a jeżeli chcemy mieć tani prąd dla przemysłu, musimy najpierw stworzyć system, który ten tani prąd wyprodukuje. Tutaj również chciałbym zobaczyć plan na 10 lat, koszt, źródło finansowania i harmonogram. Nie dlatego, że jestem przeciwnikiem Konfederacji. Właśnie przeciwnie, dlatego, że dobry pomysł zasługuje na dobry rachunek.

A gdzie jest polski przemysł?

 Tu dochodzimy do sprawy, która interesuje mnie szczególnie. Konfederacja słusznie mówi - nie przeszkadzajmy przedsiębiorcom. Zgoda, ale Polska potrzebuje czegoś więcej niż tylko dobrych warunków do prowadzenia działalności. Potrzebuje polskiego kapitału. Polskich firm zdolnych do konkurowania na świecie. Własnych technologii, własnych marek i własnych fabryk. Własnych centrów badawczo-rozwojowych, bo można mieć bardzo liberalne państwo i jednocześnie pozostawać krajem, w którym najbardziej dochodowe elementy gospodarki należą do zagranicznego kapitału. Dlatego chciałbym od Konfederacji usłyszeć nie tylko - nie przeszkadzajmy przedsiębiorcy. Chciałbym usłyszeć, jak z polskiej firmy zatrudniającej 100 osób zrobić firmę zatrudniającą 10 tysięcy ludzi i sprzedającą swoje produkty na całym świecie? To jest zupełnie inne pytanie.

Demografia.

 Tutaj robi się już naprawdę cienko. Bon edukacyjny, rozwiązania dotyczące opieki nad dziećmi - dobrze. Polska jednak nie potrzebuje tylko większej wygody rodziców. Potrzebuje odpowiedzi na pytanie - co zrobimy z gospodarką, w której za 15–20 lat będzie znacznie mniej osób pracujących? Kto będzie pracował? Kto będzie płacił podatki? Kto będzie finansował emerytury? Kto będzie produkował? Kto będzie budował? Kto będzie płacił składki? To jest problem gospodarczy, nie tylko rodzinny. I tutaj chciałbym od każdego ugrupowania zobaczyć plan na 10–20 lat. Konfederacja takiego kompletnego planu niestety mi nie pokazała.

Największy paradoks Konfederacji.

 I tutaj dochodzimy chyba do najciekawszej rzeczy. Konfederacja bardzo mocno krytykuje zadłużanie państwa. I słusznie. Każdy rząd powinien wiedzieć, że dług nie znika tylko dlatego, że zmieni się kolor partyjnego logo. Jednocześnie Konfederacja chce znacząco zmniejszyć dochody państwa. I tutaj rachunek musi się zgadzać, bo można zrobić trzy rzeczy: obniżyć podatki, utrzymać wydatki i nie zwiększać długu. Jeżeli jednak chcemy zrobić wszystkie trzy rzeczy naraz, trzeba znaleźć czwartą rzecz - bardzo duży wzrost gospodarczy albo bardzo duże oszczędności. Jeżeli oszczędności oznaczają ograniczenie wydatków państwa, to trzeba powiedzieć których? Emerytur? Zdrowia? Edukacji? Samorządów? Infrastruktury? Obronności? Administracji? I tutaj właśnie program powinien przestać być deklaracją ideologiczną, a stać się planem państwa. 

Nie wystarczy powiedzieć: gospodarka urośnie.

 To jest moim zdaniem największa słabość całej konstrukcji. Konfederacja zakłada, że jeżeli państwo zabierze mniej pieniędzy, przedsiębiorcy będą mieli więcej kapitału, inwestycje wzrosną, gospodarka przyspieszy, a dzięki temu dochody państwa również będą rosły. To jest możliwy scenariusz, ale równie dobrze może się okazać, że część dodatkowego dochodu pójdzie na konsumpcję. Część w nieruchomości. Część za granicę. Część w oszczędności. Część w dywidendy a wzrost inwestycji będzie mniejszy, niż zakładano. Dlatego potrzebujemy liczb. Nie dlatego, że liczby są ważniejsze od idei, tylko dlatego, że idee bez liczb nie mają obowiązku działać.

I tu dochodzimy do tego samego problemu co przy PiS i KO.

 Kiedy analizowałem PiS, pytałem: skąd pieniądze? Kiedy analizowałem KO: skąd pieniądze? Przy Konfederacji pytanie jest trochę inne: ile pieniędzy państwo przestanie pobierać i co stanie się z państwem po tej operacji? To nadal jest to samo pytanie, tylko odwrócone, bo jeżeli PiS mówi, wydamy 50 miliardów, to pytam, skąd 50 miliardów? Jeżeli Konfederacja mówi, zostawimy obywatelom 50 miliardów, to pytam: czego państwo za te 50 miliardów nie zrobi i kiedy wzrost gospodarczy uzupełni tę lukę? To jest dokładnie ten sam kalkulator. I właśnie dlatego uważam, że tak należy analizować programy wszystkich partii. Bez sympatii, bez antypatii i bez patrzenia, kto mówi ładniej.

Konfederacja ma więc problem nie z pomysłami, lecz z drugim aktem.

 Pierwszy akt jest bardzo czytelny. Obniżamy podatki, deregulujemy, ograniczamy państwo, uwalniamy przedsiębiorczość i zostawiamy więcej pieniędzy ludziom. To wszystko można poważnie przedyskutować, ale potem kurtyna powinna się podnieść po raz drugi i powinien wyjść ktoś z dużą kartką papieru i powiedzieć: Dobrze. A teraz pokażemy Państwu, jak wygląda Polska po tej operacji. I tam powinno być: ile wynoszą dochody państwa, ile wydatki, ile inwestycje, ile dług. Ile kosztuje energetyka, ile mieszkań powstaje, ile rośnie produktywność, ile rosną płace, ile wynosi zatrudnienie. Ile mamy dzieci, ile produkujemy, ile eksportujemy. Ile polskiego kapitału powstaje. I przede wszystkim: co będzie za pięć lat i co będzie za dziesięć. Tego właśnie mi brakuje.

I dlatego mój werdykt jest trochę przewrotny.

 Nie napiszę, że Konfederacja nie ma programu, bo to byłoby po prostu nieprawdziwe. Ma i w niektórych dziedzinach jest on zaskakująco konkretny. Napiszę coś innego: Konfederacja ma program liberalizacji gospodarki, ale znacznie słabiej ma opisany program rozwoju gospodarczego państwa. A to nie jest to samo. Można zmniejszyć podatki, ograniczyć biurokrację, uwolnić przedsiębiorczość. I bardzo dobrze, ale Polska ma przed sobą jeszcze jeden problem: kto zbuduje to wszystko i czego potrzebujemy, żeby za dziesięć lat być bogatszym krajem? Kto zbuduje energetykę? Kto zbuduje mieszkania? Kto rozbuduje sieci? Kto sfinansuje przemysł? Kto stworzy polski kapitał? Kto odpowie na demografię? Kto sfinansuje obronność? Kto zbuduje infrastrukturę? I kto sprawi, że wzrost gospodarczy nie będzie tylko większą liczbą na wykresie, ale przełoży się na większą produkcję, wyższe płace i większy majątek Polaków? Ostatecznie nie chodzi przecież o to, żeby Polska była państwem z najniższym podatkiem. Chodzi o to, żeby była państwem, w którym Polak zarabia tyle, że nawet po zapłaceniu podatku żyje mu się lepiej niż dzisiaj. I tutaj właśnie zaczyna się prawdziwy egzamin z programu Konfederacji. Nie z tego, ile państwo zabierze i nie z tego, ile państwo odda, tylko z tego, ile dzięki temu zbudujemy. Państwo można odchudzić, ale można też je zadłużyć. Można je opodatkować, można je rozdać, ale najtrudniejsza sztuka jest jeszcze inna:

zbudować takie państwo, które potrafi zarabiać razem ze swoimi obywatelami.

I właśnie na ten rachunek nadal czekam.

  • Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
  • Odsłony: 30
mjk1
Zawód:
mjk1

Statystyka blogera

Liczba wpisów: 250
Liczba wyświetleń: 314 874
Liczba komentarzy: 5 055

Ostatnie wpisy blogera

  • Niewiarygodne, PiS wreszcie zaczęło liczyć.
  • A gdyby zamiast KO rządziło PiS?
  • Wielki rachunek dla Polski, czyli kamień na wagę państwa.

Moje ostatnie komentarze

  • Trzeba być precyzyjnym Juur. Nie tylko Tusk i koledzy z Oksfordu. Pan prezydent też, bo w swoim orędziu jasno i wyraźnie powiedział, że po podpisaniu ustawy oczekuje od rządu obniżenia ceny benzyny…
  • Typowy wpis polityka, ale nie ekonomisty, i to takiego który szczyci się tytułem doktora. Ludek tu nie za bardzo kumaty i nikt "bezczelnego" pytania nie zada, ja jednak zapytam. I zapytam o liczby,…
  • Ponieważ nie potrafisz znaleźć zrobię to za Ciebie:"W tym całym wykładzie nie ma opcji, którą uważam za najbardziej prawdopodobną, a mianowicie rola obcej agentury. Jeśli prawdą jest to, o co…

Najpopularniejsze wpisy blogera

  • Wotum zaufania
  • Jakiego Państwa tak naprawdę chcemy?
  • Czy za rządzenie odpowiedzialny jest rząd?

Ostatnio komentowane

  • sake2020, @mkj 1....Jeszcze trochę,a zacznie mi pan przysyłać życzenia śmierci. Widząc sytuację w Polsce ,bardzo złą, dramatyczną nie myślę nawet o pana wpisach które nikomu ani nie pomogą, ani niczego nie…
  • mjk1, Właśnie o to Cię pytam Spike.W swoim wpisie napisałeś, że „nie chodzi o PKB, tylko o dochód”, a następnie dodałeś, że „jak rządzi Tyfus, dochody spadły”. Dlatego pytam: czy masz na myśli dochody…
  • spike, Kolego co rozumiesz pod pojęciem dochód?

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2008 - 2026, naszeblogi.pl

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | tvrepublika.pl | albicla.com

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Do czego są one potrzebne może Pan/i dowiedzieć się tu. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek. | Polityka Prywatności

Footer

  • Kontakt
  • Nasze zasady
  • Ciasteczka "cookies"
  • Polityka prywatności