Zdjęcia pokazują wytatuowanego degenerata.
Rozumiemy rozpacz matki, ale nie możemy nie napisać kilku uwag — ku przestrodze.
Łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do Królestwa Niebieskiego — mówi Pismo — i ma oczywiście rację. Bogactwo wystawia człowieka na pokusy.
Zwłaszcza niebezpieczne jest bogactwo dla człowieka młodego, który jeszcze nie wyrobił w sobie autokontroli i silnej woli, który jest na tyle słaby i naiwny — że może się pokusom poddać — i skończyć marnie. Dlatego dawniej, w rodzinach, gdzie dzieci dorastały w bogactwie — synów poddawano bardzo ostremu wychowaniu. W rodzinach królewskich wychowanie następców tronu — to była iście tresura — mająca zapewnić, że chłopak nie będzie miał chwili wolnej — i nie zacznie myśleć nad czymś głupim. Nastolatek mający do dyspozycji nieograniczone pieniądze i czas i mogący z nimi robić co chce — to recepta na zmarnowanie mu życia.
Wśród amerykańskiej starej arystokracji też to rozumiano — i synów, gdy zaczynali być nastolatkami — wysyłano do liceów wojskowych z internatami, gdzie zbierali się tacy właśnie synowie z dobrych rodzin — gdzie poddawano ich wojskowemu rygorowi: Pobudka o świcie, potem non stop cały dzień jakieś zajęcia, pod wieczór czas na naukę, o dziesiątej capstrzyk. W weekend można było napisać podanie o przepustkę — którą się dostawało dopiero po spędzeniu dłuższego czasu w szkole i po wdrożeniu w dyscyplinę — i w dodatku trzeba było na przepustkę zasłużyć. Kto w weekend nie miał przepustki — ten spędzał go na sprzątaniu szkoły oraz musztrze.
Tak było. Sam Donald Trump kończył podobną szkołę — New York Military Academy. I wyszedł na ludzi.
Ważne było: Chłopak w wieku od lat 13 do mniej więcej 18 jest jeszcze za głupi, aby umieć pokierować swoim życiem, a jeżeli pozycja rodziny daje mu potencjalne bogactwo — to już tam dilerzy narkotyków i inni słudzy szatana znajdą do niego dojście. Trzeba go chronić przed pokusami — jednocześnie zmuszając go do ćwiczenia charakteru i woli — aby po ukończeniu szkoły i wyjściu do świata — był już odpornym i zaszczepionym na zagrożenia powodowane przez nieograniczone bogactwo.
Przez pokolenia to działało. Nadal zresztą działa — jest ciągle w USA sporo liceów wojskowych z internatem, gdzie trafiają młodzi chłopcy z bogatych rodzin, których rodzice chcą zamienić w ludzi odpowiedzialnych i silnych — a nie zepsutych mięczaków.
Teraz wracamy do syna Cindy Crawford.
Chłopak wychowywał się w bajecznym bogactwie. Matka supermodelka, ojciec businessman. To samo w sobie już jest niebezpieczne — i rodzice powinni to rozumieć.
Po drugie — i to już naprawdę powinien być dzwonek alarmowy: Mamusia ubzdurała sobie, że jej pierworodny synek pójdzie w jej ślady i zostanie modelem. W tym momencie powinien zainterweniować ojciec: Chłopca należy wychowywać tak, aby marzył o zostaniu strażakiem, żołnierzem, policjantem, lotnikiem, astronautą — no w ostateczności myśliwym polującym na tyranozaury. Ale jeżeli matka zaczyna syna wychowywać tak, że jego wymarzonym zawodem ma być bycie modelem paradującym na wybiegu dla modelek demonstrującym najnowsze ciuchy — no to jest zwyczajnie chore.
Ojciec nie interweniował, syn Cindy od dziecka brał udział w pokazach mody i sesjach fotograficznych — a w tych warunkach było jasne, że chłopakowi w końcu odbije. Albo zwariuje, albo zostanie pedałem. A na pewno się wcześniej czy później stoczy.
Do tego rodzice posłali go nie do szkoły wojskowej — tylko do liceum w Beverly Hills, gdzie uczęszczają dzieci z innych celebryckich rodzin. Zarówno Cindy Crawford, jak i jej mąż powinni doskonale wiedzieć, jaka to jest hołota te rodziny — a więc i dzieci.
No i się skończyło jak skończyło: Narkotyki, uzależnienie, stoczenia w gnój, na koniec przedawkowanie.
Morał, dla Państwa:
Jeżeli macie córkę i żona zechce ją zapisać na kurs baletu — to niech zapisuje. Ale jeżeli macie syna i żona chce syna zapisać na kurs baletu — albo na konkurs piękności — to należy żonę sprać rzemieniem po gołej dupie. A potem syna wysłać na obóz survivalowy.
A jeszcze lepiej: Sami spakujcie plecak i razem z synem idźcie na parotygodniową wędrówkę w jakiejś dziczy. Dla zwiększenia atrakcyjności — zabierzcie ze sobą jakiś sztucer. Jak się załatwia pozwolenie — nie powiemy Wam, nie znamy polskiego prawa. Jeżeli syn nie będzie chciał iść — zabierzcie jego kolegę lub dwóch. Pojedynczy chłopak będzie narzekał, że jest zmęczony. Gdy ich będzie dwóch, lub trzech — będą rywalizować między sobą kto jest twardszy.
Pamiętajcie: Waszym zadaniem jako ojca jest sprawić, żeby marzeniami waszego syna było: Ukończyć kurs szybowcowy, zdobyć patent żeglarski, nauczyć się nocować w lesie bez namiotu.
Jeżeli pozwolicie na to, że marzeniem waszego syna będzie: "Chcę występować na pokazie mody" - no to znaczy, że syna stracicie. Widok, kompletnie dzisiaj załamanej, Cindy Crawford niech będzie dla was ostrzeżeniem.