Przed blisko dziesięciu laty kandydat na prezydenta Francji z ówczesnej koalicji rządowej Emmanuel Macron wykorzystał wymiar sprawiedliwości ,aby utrącić kandydaturę swojego największego rywala, byłego premiera ,gaulliste Francoisa Fillona. Wszczęte przeciwko kandydatowi Republikanów śledztwo zakończyło się oczywiście po wyborach prezydenckich ,ale wystarczyło żeby obniżyć szanse wyborcze centrowego kandydata na tyle, że minimalnie przegrał z Marine Le Pen wejście do drugiej tury. Monsieur Macron słusznie kalkulował, że w II turze przeciwko Monsieur Fillonowi wielce prawdopodobnie przegra, ale -przeciwko Madame Le Pen na sto procent wygra. Tak się zresztą stało
Minęła dekada i rządzący drugą kadencję lokator Pałacu Elizejskiego znów zagrał wymiarem sprawiedliwości. Tym razem niespodziewanie francuska Temida przywróciła możliwość kandydowania na prezydenta Republiki Francuskiej stałej rywalce Macrona, przywódczyni Zjednoczenia Narodowego (dawniej: Front Narodowy) pani Le Pen. Urzędujący prezydent zrozumiał, że faktyczny zastępca pani Le Pen( a oficjalnie szef partii) europoseł Jordan Bardella w sondażach prezydenckich idzie jak burza i ma szansę wygrać przyszłoroczną elekcję. Ba, ma szansę na wyborcze zwycięstwo prawdopodobnie większe niż weteranka Marine Le Pen. Stąd formalno -prawne dopuszczenie liderki obozu narodowej prawicy do kandydowania – z czego ona natychmiast skorzystała od razu grzebiąc szanse europarlamentarzysty Bardelli. Oczywiście Le Pen ma szansę wygrać, ale Bardela miał jeszcze większe szanse. W ten sposób Temida V Republiki – kukiełka w rękach Macrona (nic się w tej kwestii przez dekadę nie zmieniło) wykonała ruch, który zwiększa szansę na zwycięstwo obozu liberalno-lewicowego za rok. Sprytne to. Czy wystarczające? Zobaczymy.
Trzeba przyznać, że Macron zachował się tu jak szachista, który przewidział ruch swojej przeciwniczki w wyborach A.D. 2017 i A.D 2020. To zwiększa szansę na zrobienie szacha-mata francuskiej prawicy, ale jeszcze ,póki co, tego nie przesądza. Oczywiście ci w Europie, którzy robili larum, że rządząca prawica w Polsce i na Węgrzech rzekomo gra kartą wymiaru sprawiedliwości- teraz stulili ogon pod siebie i nawet się ani nie zająkną ani pisną o tym , jak skrajnie uzależniony politycznie jest wymiar sprawiedliwości nad Sekwana i Loarą. Cóż, wiadomo, lewica kocha „double standards”.- „podwójne standardy”....