Napisy są tu dwujęzyczne -po czesku i po polsku. Nie dziwota : na tzw.Zaolziu Polacy stanowili większość ,a terytorium to trafiło do ówczesnej Czechosłowacji tylko dlatego,że Praga wykorzystując fakt,że Polska rozpaczliwie walcząc o byt państwowy z Rosją Sowiecka nie była w stanie pilnować granicy południowej RP -zaatakowała nas,wbijając nóż w plecy i zbrojnie zaanektowala ziemie zdominowane przez naszych rodaków.
Ślady Polski i polskość spotykam tu co chwilę. A ślub biorą mój znajomy z polskim nazwiskiem i panna młoda z typowo polskim nazwiskiem. Ślub ,jak zdecydowana większość w Republice Czeskiej,ma charakter cywilny i udziela go pani starosta o jednoznacznie polskim -i u nas bardzo popularnym -nazwisku. Przed ślubem ,po ślubie i na weselisku słychać niemal wyłącznie polskie piosenki. Cóż,kapela jest polska i przyjechała z odległych o godzinę drogi stąd Katowic. Dogadać się łatwo : wielu osób rozumie język polski, niektórzy trochę nim mówią ,a ponadto tutejszy czeski jest bliższy polskiemu niż czeski z Pragi czy Czeskich Budziejowic dobrego wojaka Szwejka. Zresztą młodzież operuje tu swobodnie angielskim . AKAPIT Rodzina Pana Młodego mieszka po drugiej stronie granicy,już na polskim terytorium. Oni tej granicy nigdy i nigdzie nie przekraczali - to ta sztuczna granica przekroczyła ich. Tylko czasem się dziwią,mniej lub bardziej głośno ,że jedni mają paszporty Republiki Czeskiej ,a drudzy Rzeczypospolitej Polskiej.
Wesele rozpoczyna się przemową wodzireja czyli brata Pana Młodego -skądinąd obaj bracia świetnie mówią po polsku,a ich znajomość naszych przekleństw wręcz imponuje . Zaraz potem wszyscy - także Czesi ! - śpiewają "Sto lat ". Popularność naszego biesiadnego i nie tylko przeboju nie dziwi : Czesi bowiem nie mają swojej wersji "Happy Birthday" ,więc śpiewają polską. Przynajmniej tu ,gdzie mieszkam masę Polaków i ludzi o polskich korzeniach.
Na wesele przyjechało sporo Polaków: z Warszawy,z Górnego Śląska , Dolnego Śląska ,Śląska Opolskiego ("Śląsk Opolski zawsze polski ! " -jak skandują kibice Odry Opole...) , Wielkopolski i Podhala. Jest nawet jeden Włoch,ale całkiem spolonizowany. Gościnność jest staropolska albo słowiańska -jak kto woli : stoły uginają się od jedzenia,a abstynentów chyba jest niewielu. Po paru godzinach w końcu słyszymy znanego i w Polsce ,także z różnych przeróbek " Josefa z Bazin". Podchodza do mnie inni miejscowi Polacy , " chłopcy z jednego osiedla". Znajomość języka polskiego mocno pomogła im w karierze : niektórzy z nich pracują na stanowiskach kierowniczych w polskich filiach czeskich firm w naszym kraju. Jeden z nich ma biuro tuż koło mojego dawnego biura : na Chmielnej w Warszawie. Zupełnie mi to przypomina moich znajomych i kolegów -Polaków z Wielkiej Brytanii, tam już urodzonych (jak ja),którzy byli źli na swoich rodziców,którzy kazali im chodzić do polskich szkół sobotnich w ramach Polskiej Macierzy Szkolnej ,gdy ich rówieśnicy grali w ten wolny dzień w piłkę albo wyjeżdżali na wycieczki - a potem nasi rodacy błogosławili swoich rodzicieli ,bo dzięki dobrej znajomości języka ojczystego dostawali - ci formalnie Brytyjczycy - świetne posady w formach angielskich, amerykańskich czy miedzynarodowych korporacja,które instalowaly się w naszym kraju po upadku komunizmu. Doszło do tego ,że na początku lat 1990-ch tylko w samej Warszawie i okolicach mieszkało ponad dwa tysiące Polaków urodzonych na Wyspach Brytyjskich(głównie w Londynie) - takie mieli "branie". Często panowie żenili się z Polkami z Polski ,rodziły im się tu dzieci i zostawali na stałe. To tylko tytułem dygresji i porównania.
Masę tablic z polskimi nazwami miejscowości (czeskimi oczywiście też - u góry). Tu to jakoś nie przeszkadza. Czemu zawadza Litwinom ? Czechy są bardziej "europejskie" czy po prostu mniej głupio szowinistyczne niż nasz północno- wschodni sąsiad .
Następnego dnia,zgodnie z P
polską (słowiańską) tradycją odbywają się uczciwe poprawiny. Włoch Roberto zazdrości -w Italii takiego zwyczaju nie ma. Ale czas już wracać do kraju. I zabrać z sobą widok krajobrazu Śląska Cieszyńskiego, Zaolzia ,w którym przez trzy dni nie widziałem ani jednego imigranta z Afryki czy Azji ,za to dużo rodaków i braci -Słowian...
*Artyku ukazał sié w dwutygodniku "Prawda Jest Ciekawa"
"Czemu zawadza Litwinom ?"
Litwinów jest kilka razy mniej niż Czechów i nie chcą zostać spolonizowani. Czesi to pokrewny naród. Prawdopodobnie jedno plemię w pierwszym tysiącleciu. Dopiero w drugim tysiącleciu plemiona się podzieliły. Z Litwinami Polacy kulturowo mają mało wspólnego, zwłaszcza od czasów rozbiorów, kiedy uwidoczniły się dążenia narodowe Litwinów.