Dymisja premier Ukrainy Juli Anatolijewnej Swirydenko jest znaczącym sygnałem: prezydent Zełenski będzie tasował karty, które są w jego w tali, aby wygrać ponownie prezydencką grę. Tylko na razie nie ma zbyt mocnych kart. Ale może tym bardziej gra powyżej tego, co w nich ma.
Zdymisjonowana przez niego premier była człowiekiem szefa kancelarii prezydenta Andrija Jermaka, który podał się do dymisji w wyniku gigantycznej afery korupcyjnej . To on ściągnął ją z Czernihowa, gdzie była naczelniczką wydziału, a potem wiceprzewodniczącą i przewodniczącą administracji obwodowej. Od jej twittowania na temat zasług Jermaka tylko krok dzielił ją od funkcji ministra ,a potem wicepremiera.
Media w niedzielę wieczorem jeszcze nie podawały, kto będzie nowym premierem Ukrainy. Obstawiam, że będzie to Serhij Fedorowicz Koretskij - szef państwowego Naftohazu, urodzony … na Wołyniu, w Łucku (jeszcze za czasów Związku Sowieckiego, bo w 1978 roku). Będzie przedstawiany jako technokrata.
Dotychczasowa premier pojedzie na ambasadora do USA. Jej dymisja jest odbierana jako z jednej strony efekt „czyszczenia po Jermaku”, a z drugiej strony jako zagrywka PR-owska aby pokazać „nowe otwarcie”, nowe twarze i rzekomą nową strategię, za którą wszak kryje się stara chęć Zełeńskiego wygrania za wszelką cenę po raz kolejny wyborów prezydenckich.
Przyszły premier Ukrainy uczestniczył w ostatnim corocznym szczycie poświęconym odbudowie Ukrainy w Gdańsku. Nie ma żadnego zaplecza politycznego, a więc z punktu widzenia Zełeńskiego jest idealnym kandydatem. Prezydent Ukrainy stara się obecnie dużo zmienić (także personalnie) ,aby tak naprawdę… nic nie zmienić.
Z Kijowa dobiegają wieści, że Wołodymyr Zełeński jest coraz bardziej rozchwiany, bardzo często zmienia zdanie i to w kluczowych sprawach oraz stał się „zakładnikiem ostatniego rozmówcy” czyli ma zdanie na różne tematy takie, jakie usłyszy od swojego ostatniego gościa.
Ukraina ma swoisty „slot” czasowy przez najbliższe dwa miesiące. Dlaczego? Bo we wrześniu w Federacji Rosyjskiej odbędą się wybory, a raczej „wybory” do Dumy Państwowej. Nie chodzi wszak o elekcję, której wynik jest z góry znany : wygra partia „Jedna Rosja” Putina, ale o fakt, że właśnie po tych wyborach Kreml może ogłosić powszechną mobilizację (czego z oczywistych względów nie może zrobić przed nimi). Pytanie tylko, jak Ukraina ten czas wykorzysta?
*Artykuł ukazał się na portalu "Wprost"