Premiery Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu wygrał w tym roku urodzony w Armenii Sargis Davtyan. Gdyby nie zapowiedź konferansjerów – mówiący perfekcyjnie po polsku piosenkarz mógłby uchodzić za naszego rodaka. Jak sam wyznał, przynależy do Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego. Sargis wykonał przepięknie internacjonalną, autorską pieśń pt. „Ziemia”. Tekst utworu (budowany na podobieństwo „Ojczyzny” Marka Grechuty) opiewa jednocześnie Polskę i Armenię – dwa kraje, z którymi młody Ormianin czuje się emocjonalnie związany.
Przy aplauzie publiczności utwór wygrywa opolskie premiery zarówno w głosowaniu jurorów jak i telewidzów. I wszystko byłoby OK, gdyby nie pewien detal tekstowy: w tego typu utworach (patriotycznych i bogoojczyźnianych) unika się elementów nie pasujących do tożsamościowego przekazu. Sygnałem ostrzegawczym była dla mnie przywołana w pierwszej zwrotce Krystyna Janda, jedna z najbardziej wyrazistych uczestniczek ostrego, politycznego sporu dzielącego nasz naród.
Clou całego przesłania objawia się w refrenie pieśni. Jest to retoryczne pytanie, kierowane do statystycznego Polaka: czy już zaaprobowałeś mnie, „obcego”? A może nadal nie chcesz mnie zaakceptować, traktujesz jak kogoś gorszego?
Nie wiem, kto doradzał młodemu autorowi takie poprowadzenie narracji utworu. Młody Ormianin mieszka w naszym kraju od dziecka i z pewnością poznał już naszą gościnność i otwartość (vide: przyjęcie milionów Ukraińców po wybuchu wojny z Rosją). Powiem więcej: znając perfekcyjnie nasz język, tradycję i zwyczaje nie powinien dać się wmanewrować w polityczną nawalankę dzielącą dziś nasz kraj. Albowiem wygrana w koncercie premier wyraźnie proimigranckiej pieśni nie jest przypadkowa. W czerwcu br wchodzi w życie pakt migracyjny zmuszający nas do przyjmowania nielegalnych „nachodźców” z Afryki i Azji... Ocieplenie wizerunku niebezpiecznych i nieasymilujących się w Europie przybyszów za pomocą przystojnego, utalentowanego i zaaklimatyzowanego w naszej przestrzeni Sargisa jest wyjątkowo czytelne. Żal tylko innych wykonawców i autorów, startujących w dobrej wierze w tym ponoć polskim, opolskim konkursie...
PS Jeśli ktoś zechciałby wystawić w Opolu prawdziwie patriotyczny koncert, może stworzyć widowisko muzyczne zbudowane na pieśniach z płyty „Dziesięć Ważnych Słów” (1994) Marka Grechuty. Tytuły przesyconych mądrością i miłością songów mówią same za siebie: Ojczyzna, Wolność, Władza, Prawo, Praca, Wiedza, Solidarność, Natura, Sztuka, Miłość...
OJCZYZNA (Marek Grechuta)
ZIEMIA (Sargis)
"I tylko koni żal..."
Poza nielicznymi wyjątkami "Opole" to festiwal wycia i darcia się. Tam mało kto śpiewa. Teraz produkują się stare wyjce z Lady Pank. Tego się nie da ani słuchać ani oglądać. Pomijam elektroniczna scenografię, która przeszkadza oglądać artystów. Szkoda każdej minuty. Trzeba czekać aż pojawią się kiedyś festiwale-konkursy piosenek i piosenkarzy, a nie wyjców.
Pomimo dojrzałego wieku cieszę się doskonałym słuchem, w dodatku świetnie pamiętam piękne piosenki w wykonaniu Anny German, Ireny Santor, M. Fogga, J. Wójcickiego, Z. Wodeckiego, Skaldów, M. Grechuty, Czerwonych Gitar, J. Połomskiego. Piosenki, których słowa każdy doskonale słyszał i rozumiał, czego o "utforach" i produkcji większości współczesnych artystów powiedzieć nie można i pewnie dlatego mam takie problemy.
Kiedyś padłam z wrażenia, kiedy usłyszałam, że Konkurs Eurowizji jest organizowany przez jakiegoś izraelskiego "przedsiębiorcę". Kiedy szok minął stało się jasne dlaczego:
Świetnie to ujmuje tytuł wpisu pani Izabeli Brodackiej Falzmann: "Kto płaci za orkiestrę, wybiera muzykę", chociaż sam wpis jest o czym innym, tytuł okazuje się zasadą uniwersalną. Niestety w świecie teatralnym "ten co płaci aktorom, wybiera repertuar", "ten co płaci malarzom, narzuca swój gust w malarstwie" itp. To pewnie dlatego np. w Teatrze Wielkim w Warszawie od lat nie był wystawiany przepiękny balet "Pan Twardowski"? Bo polski i nie da się wyciągnąć od nikogo doli (siana) za wystawienie?