
Udział Rosjan w zbrodni wołyńskiej – prowokacje, infiltracja i cyniczna gra Moskwy.
Rzeź Wołyńska (1943-1945) to przede wszystkim ukraińskie ludobójstwo na Polakach dokonane przez OUN-B i UPA przy aktywnym udziale sporej części lokalnej ukraińskiej ludności. Zginęło 100-120 tysięcy niewinnych cywilów – mężczyzn, kobiet, dzieci, starców – w bestialski sposób: siekierami, kosami, piłami, paleni żywcem, gwałceni, torturowani. To fakt historyczny, uznany przez polski Sejm za ludobójstwo.
Ale nie da się zrozumieć pełni kontekstu bez roli Sowietów – Rosjan z NKWD, GRU i partyzantki sowieckiej. Oni nie byli głównymi katami, ale aktywnie podsycali piekło, infiltrując, prowokując i korzystając na wzajemnej rzezi Polaków i Ukraińców.
To klasyczna bolszewicka taktyka „dziel i rządź”, stosowana z cynizmem godnym diabła. Sowieci od 1939 r. już zmasakrowali polskie elity na Kresach (deportację, Katyń, masakry więzienne w 1941). Gdy Niemcy zajęli Wołyń, NKWD i sowiecką partyzantka nie próżnowali. Istnieją liczne raporty AK i świadectwa wskazujące, że sowieckie oddziały lub grupy przebrane za UPA atakowały polskie wsie, by wzmóc nienawiść i pchnąć Ukraińców do szerszej akcji.
Na czele niektórych sotni UPA stali oficerowie Armii Czerwonej lub agenci. UPA desperacko potrzebowała fachowców wojskowych – Sowieci chętnie ich podsyłali. Przykłady jak Wasyl Lewoczko („Dowbusz”, „Sokolenko”) – dowódca sotni UPA w 1943, odpowiedzialny m.in. za masakrę w Porycku (gdzie podczas mszy wymordowano ponad 200 Polaków), a od 1945 kapitan specgrupy NKWD. Tacy ludzie przechodzili na służbę Sowietom i dalej mordowali, teraz już pod czerwoną flagą.
Sowiecką partyzantka (m.in. pod dowództwem Kowpaka czy innych „mścicieli”) często atakowała Polaków lub prowokowała Ukraińców, by ci odwetowo uderzali w polskie osady. Raporty polskiego podziemia z 1943 r. wprost oskarżały Sowietów o inspirowanie konfliktu. Cel był jasny: osłabić zarówno polski żywioł (który rościł sobie prawa do Kresów), jak i ukraińskich nacjonalistów, którzy chcieli niepodległej Ukrainy bez Moskwy. Im więcej trupów po obu stronach – tym lepiej dla Stalina.
Bezpośredni udział i cyniczna gra.
Sowieci nie wydali rozkazu „Kłym Sawur, morduj Polaków”. Ale ich działania stworzyły warunki do eksplozji.Infiltracja OUN-UPA agentami NKWD była masową. Późniejsze zeznania aresztowanych upowców potwierdzają, że Moskwa miała wtyki na wysokich szczeblach.
Sowiecką partyzantka niszczyła polskie samoobrony lub zmuszała Polaków do sojuszu z nimi – co Ukraińcy traktowali jako dowód „polsko-bolszewickiej zmowy”.
Po wkroczeniu Armii Czerwonej w 1944 r. Sowieci dokończyli dzieła: represjonowali resztki Polaków (deportację), rozbijali AK i jednocześnie walczyli z UPA. Polacy masowo szli do „istriebitielnych batalionów” (milcja NKWD), bo UPA dalej ich mordowała. Sowieci wykorzystywali ich do walki z Ukraińcami, a potem likwidowali.
Moskwa z zimną krwią patrzyła, jak Polacy i Ukraińcy się wyrzynają. Dla Stalina to była okazja do oczyszczenia terenu pod sowiecką okupację. Po wojnie propagandą sowiecką (i dzisiejszą rosyjską) zrzucała winę na „banderowców” lub Niemców, a jednocześnie ukrywała własne zbrodnie. Dziś Kreml publikuje „dokumenty” z archiwów FSB dokładnie wtedy, gdy chcę skłócić Polaków z Ukraińcami – klasyczna operacja wpływu.
Rosjanie maczali palce w Wołyniu bardzo głęboko.
Nie byli pomysłodawcami ludobójstwa (to banderowska ideologią „Ukraina dla Ukraińców” i dziki nacjonalizm chłopski), ale byli podpalaczami, prowokatorami i beneficjentami. Wykorzystali istniejące napięcia, włożyli dynamit i odpalili lont. Ich celem było wytępienie polskiego elementu na Kresach i skompromitowanie ukraińskiego ruchu niepodległościowego. Setki tysięcy trupów – polskich i ukraińskich – to dla nich sukces geopolityczny.To nie jest „teoria spiskowa”. To efekt bolszewickiej perfidii, którą znamy z Katynia, Hołodomoru, deportacji, masakr i dziesiątek innych zbrodni.
Dziś Rosja Putina używa Wołynia jako broni hybrydowej przeciw Polsce i Ukrainie – dokładnie tak samo, jak NKWD w 1943. Pamiętajmy o ofiarach. I pamiętajmy, kto naprawdę na tym wszystkim zyskał: Moskwa. Zawsze Moskwa. Krew Polaków i Ukraińców lała się strumieniami, a czerwoni katowali dalej – jednych i drugich.
To lekcja na dziś: gdy Rosja mówi o „braterstwie” lub „historycznej sprawiedliwości” – spluń jej w twarz.
Historia Wołynia pokazuje, jak wygląda ich prawdziwa twarz.
Z Tel Awiwu, z dumą
Wasz bloger z Izraela
Potomek Wołyniaków
Am Yisrael Chai!
