Wygrane referendum w Krakowie to ważny, ale jeden z wielu etapów odzyskiwania Polski przez obóz patriotyczny. Ta wiktoria smakuje trochę gorzko, bo nie udało się odwołać rady miasta Krakowa z liberalno-lewicową większością. Wynik tego referendum ma znaczenie ogólnokrajowe także dlatego, że po odwołaniu w zeszłym roku prezydent Zabrza z PO (o czym się dzisiaj jakoś nie przypomina) i zastąpieniu jej kandydatem obywatelskim popieranym przez prawicę w kontrze do innej kandydatki PO nastąpić może otwarcie prawdziwej „puszki Pandory” - przynajmniej z punktu widzenia rządzących - kolejnych referendów, choćby w Rzeszowie, Tarnowie, Częstochowie czy Gliwicach.
Możemy oczywiście cieszyć się z ukaranej arogancji władzy, a byłemu już prezydentowi, który wypisywał sobie na czole wulgarne antyprawicowe hasła przypomnieć, że „karma zawsze wraca” . Jednak lepiej skupić się na analizie politycznej. Koalicja 13 grudnia utrzymała Radę Miasta ,choć zabrakło do jej odwołania naprawdę bardzo niewiele. Wbrew pozorom ma też poważne szanse w wyborach prezydenckich za trzy miesiące. Jeżeli odbędą się one rzeczywiście za 90 dni to przypadną na koniec wakacji co obniży frekwencję. Fakt, że nie będą one połączone z wyborami do Rady Miasta ,w których wystartować może i paruset kandydatów też zmniejszy frekwencje. To zwykle szansa dla mniejszych ugrupowań lub partii z krótszym stażem, za to z bardziej „twardym” elektoratem. Prawica powinna swoich szans w wyborach prezydenckich upatrywać w jedności ponad podziałami, bo inaczej - podobnie jak ostatnio - znowu może nie mieć swojego reprezentanta nawet w drugiej turze. Przypomnę - choć pewnie niektórzy woleliby o tym nie pamiętać - że szef regionalnych struktur PO wygrał wybory na prezydenta Krakowa, bo w ostatnich godzinach przed ciszą wyborczą jego kontrkandydat został ostro zaatakowany przez polityka PiS. To zapewne przesądziło o zwycięstwie pana Miszalskiego, bo część wyborców Prawa i Sprawiedliwości zamiast w drugiej turze głosować przeciwko kandydatowi PO po prostu nie poszła na wybory.
Trzeba zrobić wszystko, aby w wyborach prezydenckich w Krakowie nie eksperymentować, tylko wystawić mocnego/mocnych kandydatów antysystemowych, a przynajmniej anty-KO. Mamy na to tylko i aż kwartał.
*Artykuł się na portalu "Dorzeczy.pl"