Z czasów dzieciństwa pamiętam taką opowieść, kiedy idący na wypas baca (a szło się na pięć miesięcy), umówił się przed wiosennym redykiem z bacami z sąsiednich kierdli, że w razie napadu wilków, będą waleniem w patelnie wzywać między sobą pomocy i podeślą w potrzebie juhasów, albo zgoła jednego zostawią i całą gromadą na pomoc przyjdą.
Jak uradzili, tak zrobili, redyk był na św. Wojciecha i stada poszły na hale.
Minęła noc św. Jana, lipcowe nocne upały ustąpiły sierpniowym zimnym świtom, baca i juhasi się nudzili, bo psy robiły swoje, więc postanowił się rozerwać i w środku nocy waląc w patelnię rozdarł się rozgłośnie: "Wilcy, wilcy, atakują !!!".
Po dobrej godzinie z kosodrzewiny wylecieli bacowie z juhasami i od południowej strony i od wschodu i od północy, a zaraz potem jeszcze ten z zachodu. W rękach smolne szczapy, bo ogień na wilka to lepsze niż ciupaga, ale i tych nie brakowało.
- Co się dzieje, gdzie wilcy !?! - padały pytania, a sprawca całego zamieszania śmiał się rozgłośnie i dzban przedniej okowity oraz "czym chata bogata" sąsiadów przywitał, wołając:
- Żart to był taki, bo mi się ckniło za wami, a że dziś mojego patrona, to do stołu was zapraszam !
Część, szczególnie starsi, posmutniała, bo pędem w nocy z hali na halę to jest wysiłek a i swoje kierdle zostawili z jednym tylko, albo dwoma juhasami, ale że okowita już krążyła i stół się uginał, a juhasi w rytm skrzypek nad ogniem skokami zaczęli się popisywać, szybko zjedli, wypili i poszli do siebie, specjalnych wyrzutów gospodarzowi nie robiąc.
Wrzesień się zaczął, do redyku na św. Michała Archanioła zostały niespełna trzy tygodnie, z baca znowu zatęsknił za towarzystwem, za okowitą w gronie swoich, za skrzypkami i "zbójnickim" przy ognisku...
Wziął patelnię i waląc w nią z całej siły znowu zawołał: "Wilcy, wilcy, atakują !!!".
I znowu, jak za poprzednim razem, zbiegła się gromada ze wszystkich stron, ale gdy okazało się, że to znowu fałszywy alarm, już jedynie juhasi się próbowali bawić, a starsi odwrócili się i wrócili do siebie.
Trzy dni przed redykiem, szczekanie psów postawiło bacę i juhasów na nogi. Dookoła kierda krążyło stado wilków, jednego psa rozszarpały, a z pozostałych trzech, dwa były tak poranione, że nie było dla nich ratunku. Na szczęście, choć ogień przygasł przez noc, smolne szczapy chwyciły żar i z żagwiami w jednej a ciupagami w drugiej ręce, rzucili się przez kierdel owiec bronić.
Baca cofnął się do szałasu, chwycił patelnię i z całej siły łomocąc, wołał rozgłośnie: "Wilcy, wilcy, atakują !!!".
Ale po sąsiednich kierdlach machnęli ręką, myśląc że znowu na okowitę ich chce zaprosić i nim późny, wrześniowy świt rozjaśnił niebo, było już po kierdlu, po juhasach i po bacy...
Tak się zastanawiam, czy aby te fałszywe alarmy i cyrki u p. Sakiewicza, ostatnio wzbogacone o wątek bombowy, nie są czasem po to, aby "znieczulić" opinię publiczną, ba, wręcz na żądanie TV Republika przestać zważać na takie sygnały, aby - gdy naprawdę będzie podłożona bomba i na wypadek, gdyby ktoś to dostrzegł i alarmował - policja mogła "z czystym sumieniem" stwierdzić, że przecież p. Sakiewicz, BBN, posłowie opozycji i sam Prezydent żądali, aby takie sygnały lekceważyć...
Oby nie...