Odpowiedź na pytania zawarte w tytule zawrzeć się może w jednym słowie : NIE. Nie wezmą,choć mogą dokonać ciężkich i skutecznych bombardowan . Zresztą już to niedawno uczynili. Jednak z całą pewnością nie podejmą "pełnoskalowej interwencji" (jak widać pojęcie to znane z wojny w Europie Wschodniej przydaje się i w zupełnie innym kontekście geopolitycznym) . Nie zrobili tego nawet w przypadku Wenezueli- dużo słabszej militarnie i pozbawionej "aktywów"w postaci sieci terrorystycznej zdolnej na całym świecie do potencjalnego odwetu . Nie po to Donald J.Trump jako 45 prezydent USA podjął decyzję o wycofanie wojsk amerykańskich z Afganistanu (skądinąd fatalnie, destrukcyjnie zrealizowanej za czasów administracji Josepha R.Bidena),aby teraz jako 47 prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki wchodził ponownie do rzeki z której przecież już wyszedł i podjął próbę okupacji Islamskiej Republiki Iranu-bo tak brzmi pelna nazwa tego państwa. To zbyt wielkie ryzyko nie tylko militarne,ale i dotyczące polityki wewnętrznej. Setki czy tysiące zabitych młodych Amerykanów stanowiłyby gwóźdź do wyborczej trumny Republikanów i to już podczas najbliższych jesiennych "mid-term election",będących kluczową rozgrywka na półmetku kadencji obecnego lokatora Białego Domu.
Reasumując : punktowe uderzenia Amerykanów -tak, presja na zmianę reżimu w Teheranie-jak najbardziej, finansowanie rozruchow (mówiąc wprost,nie jestem wszak dyplomata)- oczywiście także. Jednak otwarta wojna określana eufemistycznie jako "interwencja militarna" -jednak nie i po trzykroc "nie".
Głośno mówi się o "dealu" zawartym po cichu między Amerykanami a kluczową częścią establishmentu wenezuelskiego . Możnaby go streścić jednym zdaniem: "oddajecie nam Maduro, ropa płynie do USA - i możecie sobie dalej rządzić". W przypadku Iranu nie widzę w obecnych elitach tej teokratycznej władzy kręgu ludzi,którzy chcieliby "zatańczyć"z Amerykanami. A zajmuje się bliżej Iranem już ponad 20.lat. Ajattolach Chamenei - Najwyższy Przywódca Duchowy trzyma się mocno.
Dodajmy do tego jeszcze jedną fundamentalna rzecz. Persowie to jeden z najstarszych narodów świata. I to bardzo dumny naród. Także w kontekście niepodległości własnego państwa i narodowej suwerenności. Ci którzy obecnie na ulicach Teheranu i nie tylko protestują przeciwko rzadom ajatollacha ,w przypadku interwencji wojskowej USA będą bronić własnego kraju przeciwko "zachodnim imperialistom". Warto doprawdy wziąć pod uwagę także i ten czynnik. Iran to nie jest biało-czarny film w którym nienawiść do własnego rządu jest większa niż do Amerykanów i w związku z tym Waszyngton ma w razie czego swoją "piątą kolumnę". Tak nie jest.
*Artykuł ukazał się na portalu "Wprost"