Jednym gdy wspominają o PRL przypomina się szyneczka jak za Gierka i pół litra za dolara a drugim ocet na gołych półkach i kilometrowe kolejki pod meblowym sklepem Emilia, gdzie stanie urozmaicane było odczytywaniem społecznej listy kolejkowej. No jeszcze ZOMO bijące studentów. Czy to znaczy, że żyliśmy w dwóch różnych krajach? Jedni w tym ze stolicą w Peweksie, a drudzy w WSS z Społem?
Czasami odnoszę wrażenie, że znaczna część naszego społeczeństwa, jak bohaterka filmu Goodby Lenin, z komuny nigdy nie wyszła i wewnętrznie nadal w niej żyje, uważając, że otaczająca ją rzeczywistość to tylko zły sen, który pewnego dnia się skończy. Ale jak miałby się skończyć? Z pewnym wysiłkiem mogę sobie wyobrazić wyobrazić, że marszałek Czarzasty po zapoznaniu się z opinią konwentu seniorów, w którym jak wiadomo nie ma przedstawiciela PiS, wpadnie na pomysł ogłoszenia w Polsce stanu wojennego. A konflikty społeczne może rozwiązać tylko natychmiastowe wprowadzenie mowy miłości i zakazanie języka nienawiści, przy pomocy środków administracyjnych..
"ZOMO bijące studentów'
Panie Marcinie, ZOMO powstało w 1956 roku. Więc jak najbardziej było użyte w marcu 1968 roku do bicia, czyli pałowania studenciaków. Ale były jeszcze bojówki "robotnicze" :)
Ja tłumaczę ZOMO na Złodzieje, Oszuści, MOrdercy. Służyli obcemu Panu i pałowali demonstrujących Polaków. Teraz w tę antypolską linię wpisuje się premier Donald Tusk tworząc koalicję antypolskiego hejtu 13 grudnia 2023 roku. Jak długo to potrwa? Ja czuję się na swoim Mickiewiczowskim zadupiu pewnie. Ale licho nie śpi :)