Przejdź do treści
Strona główna

menu-top1

  • Blogerzy
  • Komentujący
  • Komentarze
User account menu
  • Moje wpisy
  • Zaloguj

OFE – czyli reforma, której nigdy nie było

Rafał Wójcikowski 16.06.2011
Jak wiele musi się wydarzyć, ile trzeba odbyć debat i wypowiedzieć tyrad, żeby potem w ciągu tygodnia przeforsować w sejmie, w formie ustawy, odwrócenie kota ogonem? Po trzynastu latach trwania reformy emerytalnej zdecydowano wycofać się w z niej w trzy czwarte kroku. Przy okazji ostatniej debaty zasłony świata polityki uległy rozdarciu na tyle szeroko, że światło prawdy zdołało na ułamek sekundy przebić się przez grubą warstwę obłudy.
Dziś już wiemy, że żadnej reformy systemu emerytalnego nie było. Powiedział to minister Rostowski, a wcześniej, w 2009 roku, potwierdził Trybunał Konstytucyjny. Pieniądze z OFE nie są własnością prywatną, przynależą w całości skarbowi państwa. Składka emerytalna, którą zabierają nam w pocie urzędniczego czoła, w wysokości 19.52% wynagrodzenia brutto różni się od zwykłego podatku tylko tym, że skarb państwa zobowiązuje się ustawowo za jej płacenie świadczyć na naszą rzecz w bliżej nieokreślonej przyszłości bliżej nieokreślone świadczenia.
Świadczenia te mogą w pewnym zakresie zależeć od czasu i wysokości płacenia składki. Jest to jednak tylko i wyłącznie dobra wola rządzących, wyrażona co prawda ustawowo, ale jak widać na załączonym w ostatnich dniach obrazku, nie ma takiej ustawy, której nie można zmienić, gdy w budżecie zaczyna brakować pieniędzy.
Oczywiście jest jeszcze konstytucja, która stoi na straży praw obywatelskich i ma swoje zasady niewzruszone i nienaruszalne. Z doświadczenia jednak wiemy, że prawa nabyte przegrywają w Trybunale Konstytucyjnym ze sprawiedliwością społeczną, proporcjonalność i vacatio legis z interesem społecznym, a represyjność prawa z solidaryzmem społecznym. W imieniu tego ostatniego można niestety w praktyce nakładać dobrowolnie wysokie daniny w imię szeroko pojętego dobra ludu.
Co właściwie zatem zrobiono w 1999 roku, skoro nie była to reforma systemu ? Otóż tylko i aż zmieniono cel wpłacania naszych składek do ZUS. Przed reformą była jedna wielka składka, którą ZUS łatał wszystkie swoje niezmierzone wydatki (emerytalne, rentowe, chorobowe, wypadkowe). Z jednego worka wydawano na wszystko, tylko że z roku na rok wydatki rosły szybciej niż dochody ze składek. W 1999 roku już tylko na 80% świadczeń starczało środków – ZUS był bankrutem.
Wszelkie prognozy demograficzne alarmowały o radykalnym i prawdopodobnie wieloletnim spadku dzietności do poziomu 1,3-1,4 dziecka na kobietę. W perspektywie kolejnej dziesięciolatki kłębiły się tłumy powojennego wyżu, które zdesperowane rosnącym bezrobociem strukturalnym, gotowe były za wszelką cenę przedostać się „na drugą stronę muru”, z tej składkowej, na tę świadczeniową.
Pojawiła się przy tym pewna sprzyjająca okoliczność przyrody, pod warunkiem, że udałoby się ją opakować i sprzedać na tyle atrakcyjnie, iż muchy złapią się na lep. Tymi muchami był wchodzący właśnie w wiek pracowniczy ogromny wyż demograficzny lat 80-tych. Zjawisko niespotykane w żadnym innym kraju, armia kilku milionów potencjalnych naiwnych, na których barki, przy sprzyjającej aurze, będzie można zrzucić ciężar bankrutującego ZUS-u.
Umyślono, że aby przerwać błędne demograficznie koło systemu repartycyjnego, pokolenie to wykona iście herkulesowy wysiłek, zarabiając równocześnie na bieżących emerytów w ramach istniejącego systemu (I filar), i na siebie, tworząc zręby nowego systemu kapitałowego (II filar). Twórcy wiedzieli, iż powodzenie tej operacji jest bardzo ryzykowne i mało prawdopodobne. Musieli się więc zabezpieczyć, a przy okazji zarobić na tym – bo taka okazja do zarobku więcej mogłaby się więcej nie powtórzyć.
Wmontowano więc w tą reformę kilka elementów zabezpieczających interesy państwa, tak, aby system nie mógł upaść naturalnie i, aby państwo mogło wycofać się z niego okrakiem, w razie klęski. Przede wszystkim składki ubezpieczonych nadal w całości były przekazywane do ZUS-u. To w praktyce oznaczało, że z chwilą pobrania pieniędzy ich właścicielem stawał się skarb państwa, a wszelkie opowieści o prywatnych pieniądzach na kontach w II filarze były i są zwyczajnym mydleniem oczu. Tak naprawdę konta w OFE są własnością ZUS-u, i nie ma znaczenia kto wybiera OFE i czyje nazwisko jest przy koncie. Cała ta reforma polegała de facto tylko i wyłącznie na ustawowym zmuszeniu ZUS do lokowania części swoich środków na kontach OFE, o których częściową informację uzyskiwali przypisani do nich w charakterze obserwatorów płatnicy. Za tą reformą szły oczywiście obietnice odpowiednich wypłat świadczeń w przyszłości, jednak zapominano dodać, iż takowe będą możliwe w warunkach powodzenia reformy. W przypadku jej klęski środki prawem sprawiedliwości społecznej mogłyby zostać przeznaczone na „bardziej efektywny społecznie” sposób redystrybucji świadczeń. Prawdziwa reforma polegałaby na bezpośrednim transferze części składek od płatników do prywatnych kont emerytalnych w OFE bez pośrednika ZUS-u i zmiany charakteru własności pieniędzy.
Aby reforma miała większe niż znikome szanse powodzenia, zapisano w niej same szczytne rzeczy. Mianowicie znacząca część dochodów z prywatyzacji miała wpływać do ZUS-u, także wszelkie oszczędności z tytułu likwidacji przywilejów emerytalnych miały ją zasilać. Do historii przeszedł Fundusz Rezerwy Demograficznej, który miał wspomagać system w czasach nadchodzącej zapaści demograficznej, ale został wydojony do cna zanim nadszedł ten okres. Jedyne co było realne i potężne to mega-prowizje PTE.
Do dzisiaj nic nie zostało z tych systemowych dopalaczy. A ponieważ z pustego i Salomon nie naleje, to dziurę w systemie trzeba było czymś wypełnić. Tym bardziej, że reforma z 1999 roku nie przyniosła wzrostu dochodów do systemu i nie odsunęła widma zapaści demograficznej. Niedobory pokrywane były jak dawniej rosnącym długiem państwa. I pewnie trwalibyśmy tak jakiś czas jeszcze, gdyby nie zapaść finansowa na świecie. Jej skutkiem pogorszyły się parametry budżetu państwa. Dochody rosły w znacznie niższym tempie, a wydatki dalej w swoim, bo system generował coraz większe potrzeby. Pozostałe elementy systemu, takie jak KRUS i świadczenia resortowe także podlegały nieodwracalnemu procesowi degeneracji demograficznej.
Kiedy dług publiczny zbliżył się granic akceptacji agencji ratingowych, co groziło radykalnym wzrostem oprocentowania jego obsługi, rząd zdecydował się rozmontować OFE. Oczywiście na razie wystarczyło przesunąć bieżące składki z kont OFE na bezpośrednią wypłatę świadczeń. Ale następne „Portugalie” i „Irlandie” na świecie już czekają w kolejce. Kolejne burze rynków finansowych, a także konieczności podatkowe zmuszą rząd (jeśli nie pójdzie drogą prawdziwej reformy) do kolejnych etapów dekonstrukcji reformy systemu, aż w końcu zabiorą ostatnią złotówkę z OFE, wydając ją na renty i emerytury.
Opinia publiczna jest faszerowana fałszywą debatą o tym, gdzie nasze pieniądze są bezpieczniejsze. Czy na naszych kontach w OFE, czy w ZUS-ie, które z tej okazji zmienią nazwę na IKZE. To przypomina dowcip radia Erewań o rozdawaniu rowerów na Placu Czerwonym. Pieniądze są, ale nie nasze lecz ZUS-u, a meritum sprawy sprowadza się do decyzji, czy niedobory w ZUS-ie wykazywać już dziś jako rosnący dług publiczny, czy też przesuwać jego projekcję na przyszłość, likwidując ostatnie pieniądze zachowane na czarną demograficzną godzinę.
Oczywiście można żyć marzeniami. Można mówić o reformowaniu ZUS-u z ludzką twarzą. Można śnić o napływającej w przyszłości ochoczej masie imigrantów pracującej dla nas po 16 godzin na dobę i płacących najwyższe składki na system z uśmiechem na twarzy. Można z radością rzeźnika na twarzy podnosić wiek emerytalny licząc na to, ze płatnicy składek zachowają się odpowiedzialnie i poumierają na stanowiskach pracy. Można też prognozować długoterminowy wzrost gospodarki na poziomie Chin, gdyż tylko taki mógłby zatrzymać niedobory finansowe w systemie, nie przejmując się wpływem rosnącego zadłużenia i nadchodzącej katastrofy demograficznej na rozwój gospodarki w przyszłości.
Ale oni wiedzą, że to tylko ułuda. Imigrantów nie będzie, natomiast emigranci owszem ruszą na Zachód i to już po pierwszym maja. Podniesienie wieku emerytalnego ponad granice biologicznej wydajności organizmu ludzkiego nie będzie owocować mniejszymi wydatkami, przesunie się tylko proporcja między rentami a emeryturami. Po prostu wszyscy już niezdolni do pracy a zbyt młodzi na emeryturę, pójdą na renty. Wzrost gospodarczy też wyczerpie swoje możliwości w kraju, gdzie wszelkie wydatki prorozwojowe i proinnowacyjne pójdą na łatanie niedoborów systemu emerytalnego.
Przyjdzie jednak taki czas, gdy wszelkie zaskórniaki zostaną wydane, rezerwy ludzkie już dawno wyjadą na emigrację, gospodarka osiągnie maksimum w warunkach ekstremalnych, a wzburzony lud zacznie odczuwać niedobory. I co wówczas? Wówczas okaże się, że emerytury to zwykły przeżytek XIX wieku, taka proteza, a kto by w XXI wieku chciał tak długo żyć w cierpieniu. Ale od cierpienia mamy już sprawdzone rozwiązania.
  • Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
  • Odsłony: 2429
Rafał Wójcikowski
Nazwa bloga:
Miłosierdzie przed sprawiedliwością

Statystyka blogera

Liczba wpisów: 5
Liczba wyświetleń: 13 687
Liczba komentarzy: 14

Ostatnie wpisy blogera

  • Łódź przyszłości – wyzwania strategiczne rozwoju miasta
  • Minimalna płaca ZUS ubogaca
  • Sytuacja wraca powoli do starej normy

Moje ostatnie komentarze

Najpopularniejsze wpisy blogera

  • Sytuacja wraca powoli do starej normy
  • Łódź przyszłości – wyzwania strategiczne rozwoju miasta
  • Minimalna płaca ZUS ubogaca

Ostatnio komentowane

  • , którzy nie są w stanie płacić głodowej pensji ,Dlaczego prawo ma być pisane pod potrzeby tych nieudaczników i utwierdzać te biznesowe miernoty że biznes w Polsce może prowadzić byle kto byle jak ,i…
  • , Znów wielki znawca biedy.Szanowny panie przejedż się po miastach małych,zobacz te kliki platfusowe ich zmowę zarobkową to nie będziesz pieprzył,że tylko nieliczni dostają płacę minimalną.To jest…
  • , Dlaczego powyzszy artykuł jest jako wiodący w temacie gazu łupkowego? . Przynajmniej -dziś figuruje na p i e r w s z y m - miejscu problemtyki gazowej... Wszedłem na portal na tematykę gazu…

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2008 - 2026, naszeblogi.pl

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | tvrepublika.pl | albicla.com

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Do czego są one potrzebne może Pan/i dowiedzieć się tu. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek. | Polityka Prywatności

Footer

  • Kontakt
  • Nasze zasady
  • Ciasteczka "cookies"
  • Polityka prywatności