Przejdź do treści
Strona główna

menu-top1

  • Blogerzy
  • Komentarze
User account menu
  • Moje wpisy
  • Zaloguj

W kruchcie i na religii. I zabawny wierszyk o pokoleniu 1947

Teresa Bochwic, 09.11.2015
Wiśniowo-czerwony różaniec, pachnący prawdziwą różą damasceńską, ofiarował mi kolega jako pamiątkę z podróży do Rzymu, gdzie prosił o siłę w znoszeniu swego homoseksualizmu, on, który tak marzył zawsze o cichym domu z miłą żoną i gwarem własnych dzieci. Wierzył głęboko, że „orientacji” może się pozbyć terapią i rozwojem duchowym. Kupił go w kruchcie Bazyliki św. Piotra, gdzie jest specjalny sklep z dewocjonaliami w najróżniejszych cenach, od 0.50 euro za kilka nawleczonych fasolek czy orzeszków, po setki euro za różańce z kutego srebra, a może i ze złota.
Kruchta, pogardliwie wymieniana przez współczesnych pogan jako symbol zacofania umysłowego, to po prostu przedsionek kościoła, często na zewnątrz wejścia, z pomieszczeniami do wykorzystania ewentualnie na świeckie cele. Do krucht niedawno przeniesiono w polskich kościołach pozostałe jeszcze regały z czasopismami religijnymi i wydawnictwami kościelnymi. Cóż, powszechne rozprzężenie zasad daje się we znaki nawet w takich sprawach, jak wrzucanie „co łaska”, zgodnie z wywieszonym cennikiem, opłaty za leżące do dyspozycji czasopisma. Nie wrzucają. W liczniejszych parafiach utworzono więc w kruchtach spore kioski, gdzie obok interesujących dewocjonaliów, opłatków i świec Caritasu można kupić prasę katolicką oraz ciekawe wydawnictwa o zdrowiu, zarówno duchowym, jak i czysto cielesnym. 
Do takich pism, zawsze niezwykle ciekawych i poszerzających obraz świata, należy kolorowy tygodnik diecezji warszawsko-praskiej „Idziemy”. Nie jest tak znany i poczytny jak „Gość Niedzielny” czy „Niedziela”, ale to znakomicie pomyślane pismo, ze szczególnie silnym działem reportażu, który corocznie zbiera laury w konkursach dziennikarskich, również Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Redaktorem naczelnym jest ks. Henryk Zieliński, również redaktor w Radiu Warszawa (106.5), sekretarzem redakcji doświadczona twórczyni dziennikarska, Barbara Sułek-Kowalska. Dzięki tym osobom i ich współpracownikom w piśmie zawsze znajdziemy pogłębienie aktualnych problemów religijnych, również z tak gnębiącego wiele osób pogranicza państwa i kościoła.
Innym ciekawym pismem w kruchtach jest miesięcznik „List do Pani”, o wysmakowanej szacie graficznej, od dwudziestu paru lat redagowany niemal jednoosobowo przez Marię Wilczek, wydawczynię dorobku ks. Janusza Pasierba. To pismo przeznaczone dla kobiet, bynajmniej nie tylko z okolic kruchty i nie siedzących w kruchcie, ale kobiet nowoczesnych, wykształconych, zainteresowanych światem, zarazem pobożnych, jak mówi Maria Wilczek, doceniających wiarę i rolę religii w życiu, również w życiu świeckich.
W piśmie „List do Pani” znalazłam więc ciekawy a zarazem aktualny artykuł o religii w szkole (opr. Diana Brzozowa), który pozwolę sobie streścić, ponieważ składa się głównie z mało znanych faktów. W artykule autorka obala szereg mitów, narosłych wokół religii w szkole. Przytaczam je w telegraficznym skrócie.
Religię w szkole popiera 82% respondentów CBOS. Na lekcje religii uczęszczało w 2013 roku średnio 89% uczniów wszystkich typów szkół.
Religia nauczana jest w szkołach publicznych w 24 krajach Unii Europejskiej, w 9 z nich – w Austrii, Danii, Finlandii, Grecji, Niemczech, Szwecji, Wlk. Brytanii, na Cyprze i na Malcie – jest obowiązkowa. W czterech krajach – Francji, Holandii i Luksemburgu i Słowenii – nauka odbywa się na terenie kościelnym. W 15 krajach udział w lekcjach jest dobrowolny, zależnie od woli rodziców lub starszych uczniów.
Dyrektorium katechetyczne zaleca ocenę z religii za „wiedzę religijną, aktywność, pilność i sumienność ucznia”, a nie za udział w praktykach religijnych.
Ocena z religii na świadectwie dojrzałości wystawiana jest w Austrii, Finlandii, Irlandii i większości niemieckich landów.
Finansowanie – płaci państwo, ponieważ w lekcjach uczestniczą dzieci podatników, podobnie jak państwo płaci za lekcje religii innych wyznań oraz etyki. Gdyby jednak nikt nie uczęszczał – tam, gdzie jest wybór – na lekcje religii, nie organizowano by ich i nikt by za nie nie płacił.
Katecheci kończą studia teologiczne i mają przygotowanie pedagogiczne oraz imiennie skierowani są przez biskupa do konkretnej szkoły. Lekcje są nadzorowane przez kuratoria oświaty i przez wizytatorów kościelnych z kurii. 
Katechezy mają – obok innych zadań – spełniać rolę wychowawczą i sa w planie dydaktycznym szkoły. Zwraca się uwagę na głęboki związek religii i inspiracji religijnych z kulturą – literaturą, filozofią, sztuką, zarówno malarstwem jak i architekturą europejską.
I wreszcie lekcje religii pomagają rozwinąć i kształtować duchowość dorastającego człowieka.
I tyle w temacie kruchty.
(Wg opr. Diany Brzozowej na podst. analizy Marcina Przeciszewskiego z KAI „Nauka religii w szkołach publicznych w Europie” i raportu ISKK „Nauczanie religii w polskich szkołach w świetle badań empirycznych”).
---------------------------------
Felieton ukazal się dziś na portalu sdp.pl
----------------------------------
Znalezione w internecie
----------------------------------
Manifest 
Świat, droga młodzieży, wyglądał kiedyś nieco inaczej. 
Nie budziła nas, dzisiejszych sześćdziesięciolatków 
czy siedemdziesięciolatków, telewizja śniadaniowa, 
przez co nie wiedzieliśmy o istnieniu 
otyłych karlic akrobatek, Chipindels'ów 
i kotów, które mówią brajlem. 
Budził nas radziecki budzik, który za nic w świecie 
nie chciał chodzić tak, jak mu hejnał z wieży mariackiej kazał. 
A jednak zdążaliśmy do szkoły. 
Na śniadanie jedliśmy kanapki z pasztetową, 
na święta szynkę, która psuła się po dwóch dniach. 
Sery były jeśli były dwa: żółty i biały. 
Nazwy były równie umowne, jak ich ceny i kolory. 
Nikt nie jadał lunchu. 
Były drugie śniadania 
kanapki starannie zapakowane przez mamy w papier śniadaniowy, 
który poddawano domowemu recyklingowi 
i jeśli się nie ubrudził, wykorzystywano go ponownie. 
Jadano też obiady: ziemniaki, tłuste sosy, kotlety. 
Mało warzyw i ryb. 
Na kluski mówiliśmy makaron, nie pasta, 
bo pastą smarowaliśmy chleb lub czyściliśmy buty. 
Nikt nie znał słowa cholesterol i jadł tyle jajek, 
ile chciał, a jednak nie umieraliśmy masowo na serce. 
Nauczyciel, który potrafił przylać linijką 
lub połamać wskaźnik na niejednej pupie, 
kazał nam wkuwać mnóstwo definicji i wzorów, 
nękał klasówkami i straszył widmem powtarzania klasy. 
Mimo to nie mieliśmy jakiejś nadzwyczajnej traumy. 
Szczerze mówiąc nie znaliśmy tego słowa 
ani nie byliśmy pod opieką terapeuty. 
Nie uczyliśmy się angielskiego i nie chodziliśmy na balet. 
Żeby umówić się z kumplami na piłkę, 
nie dzwoniliśmy do nich wcześniej, 
tylko wpadaliśmy po nich do mieszkania 
albo darliśmy się pod oknami, żeby wyszli. 
Nie zabraniał nam tego nikt z TVN Style. 
W owych czasach papier toaletowy 
występował głównie w parówkach i mortadeli, 
a proszek do prania prał ciuchy białe i kolorowe, 
Jeśli prał. 
Nie było kremów na dzień, na noc, na zimę i lato. 
Była nivea. 
Mimo to nie cuchnęliśmy 
ani nie padaliśmy na dyzenterię. 
Byliśmy niemodnie ubrani, 
a jednak udawało nam się umówić z dziewczynami, 
które nie wymawiając, też nie wiedziały, kto to Jaga Hupało. 
Nasi starzy nie dzwonili do nas na komórki 
i nigdy nie wiedzieli, gdzie naprawdę jesteśmy. 
Nie odwozili ani nie doprowadzali nas do szkół, 
odkąd skończyliśmy siedem lat. 
Jakimś cudem oni nie zeszli na serce, 
a my nie padliśmy ofiarą pedofilii 
ani seryjnych morderców, 
a na źle oznakowanych przejściach dla pieszych 
nie rozjechały nas samochody. 
A przecież jakieś jednak jeździły. 
Nie robiliśmy sobie zdjęć do Naszej-klasy 
spod opery w Sydney ani spod piramid. 
Jeździliśmy na kolonie i obozy, 
zrzucaliśmy się na oranżadę w woreczku i ciastka. 
Nie wiedzieliśmy, co to taniec z gwiazdami, 
Tusk, Kaczyński, emancypacja kobiet i prawa zwierząt. 
My, sześćdziesięciosiedmiolatki przeżyliśmy piekło. 
Dlatego żądam dla nas wszystkich ekstra renty inwalidzkiej drugiej grupy!
  • Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
  • Odsłony: 1837
Teresa Bochwic
Nazwa bloga:
Blog Teresy Bochwic
Zawód:
Sokole Oko
Miasto:
Warszawa

Statystyka blogera

Liczba wpisów: 592
Liczba wyświetleń: 2,333,252
Liczba komentarzy: 2,824

Ostatnie wpisy blogera

  • I znowu Niemcy. Wspomnienie cz. 2
  • Naloty sowieckie pod Warszawą. 16-17 stycznia 1945
  • Niemcy, Niemcy… i Zachód

Moje ostatnie komentarze

  • Dziękuję za tak miłą opinię o moich tekstach. Prowadzę także drugi blog na niepoprawni.pl, tam umieszczam ostatnio to samo co tu, ale tam jest też dużo dawnych, sprzed 2012 roku,  może Pana…
  • Hasło brzmi "Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy"
  • Błagam, popraw tego "Trupa" w pierwszym zdaniu bloga.Bardzo ciekawy tekst. Pozdrawiam 

Najpopularniejsze wpisy blogera

  • Chcieli Europy, wybrali polski los
  • Poradnik męża zaufania wybory samorządowe 2014
  • Gdzie było nieproporcjonalnie dużo nieważnych,wysokie ryzyko

Ostatnio komentowane

  • Teresa Bochwic, Dziękuję za tak miłą opinię o moich tekstach. Prowadzę także drugi blog na niepoprawni.pl, tam umieszczam ostatnio to samo co tu, ale tam jest też dużo dawnych, sprzed 2012 roku,  może Pana…
  • u2, „komuniści chcieli, żeby Polacy odebrali od Niemców reparacje wojenne w postaci zakupów w tanich niemieckich sklepach żywnościowych i tekstylnych” A co gdyby jednak zrezygnować z tych reparacji…
  • , Kłaniam się. Zgadzam się z Panem w kwestii promowania wspomnień, ale pod warunkiem, że nie mijają się one z prawdą. Ostrzeganie Polaków przez panią K. czy ucieczka Żydów na początku wojny to,…

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2008 - 2026, naszeblogi.pl

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | tvrepublika.pl | albicla.com

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Do czego są one potrzebne może Pan/i dowiedzieć się tu. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek. | Polityka Prywatności

Footer

  • Kontakt
  • Nasze zasady
  • Ciasteczka "cookies"
  • Polityka prywatności