Przejdź do treści
Strona główna

menu-top1

  • Blogerzy
  • Komentujący
  • Komentarze
User account menu
  • Moje wpisy
  • Zaloguj

Co się dzieje z młodymi ludźmi? A może z nami?

mjk1 28.10.2026

 Od czasu do czasu pojawia się dyskusja o dzisiejszej młodzieży. Że jest coraz bardziej agresywna, że nie szanuje starszych, że trudno do niej dotrzeć, że żyje w świecie telefonów, mediów społecznościowych i natychmiastowej gratyfikacji. Jedni obwiniają szkołę, inni internet, jeszcze inni polityków i zmieniające się czasy. Każdy ma swoje wyjaśnienie, a po zakończeniu dyskusji wszyscy wracają do codziennych zajęć. Tylko problem jakoś nie znika. Nie twierdzę, że dzisiejsza młodzież jest gorsza od poprzednich pokoleń. Każde miało swoje wady, konflikty i buntowników. Zmienił się jednak świat, w którym młodzi dorastają, a wraz z nim zmieniły się pokusy, zagrożenia i wzorce, z jakimi spotykają się na co dzień. Dlatego warto zadać pytanie nieco inne od tego, które zwykle pojawia się w podobnych dyskusjach: czy zastanawiamy się nad tym, skąd młodzi ludzie czerpią wzorce zachowania i kto uczy ich odróżniać własny interes od dobra innych?

 Wystarczy przyjrzeć się zwykłym rozmowom, choćby tym prowadzonym w Internecie. Ktoś przedstawia argument, ale zamiast odpowiedzi słyszy, że jest naiwny albo niczego nie rozumie. Ktoś przywołuje niewygodne fakty, więc rozmówca zaczyna podejrzewać go o złe intencje. Ktoś nie zgadza się z większością i zamiast rzeczowej polemiki otrzymuje drwinę. Nierzadko ważniejsze od ustalenia, kto ma rację, staje się to, kto kogo skuteczniej ośmieszy. Co ciekawe, podobnie zachowują się ludzie w różnym wieku, z różnym wykształceniem i o odmiennych poglądach. Nie jest to więc wyłącznie problem młodzieży. Być może właśnie tutaj powinniśmy rozpocząć poszukiwanie odpowiedzi.

 Dziecko nie przychodzi na świat z gotowym przekonaniem, że zawsze musi postawić na swoim, że słabość innych można wykorzystać, a przyznanie się do błędu jest oznaką przegranej. Tego uczy się stopniowo, obserwując otoczenie. I niekoniecznie wtedy, gdy rodzice wygłaszają pouczające przemowy. Znacznie częściej wtedy, gdy sami postępują w określony sposób. Co widzi dziecko, gdy dorosły wymaga uczciwości od innych, ale dla własnej korzyści szuka wyjątków od zasad? Czego uczy się, gdy rodzic lekceważy człowieka biedniejszego, wyśmiewa kogoś o odmiennych poglądach albo uważa, że w sporze trzeba za wszelką cenę pokonać przeciwnika? Jak ma zrozumieć, że należy szanować słabszych, jeśli w praktyce obserwuje, że liczą się przede wszystkim siła, pieniądze i umiejętność załatwienia czegoś dla siebie?

 Rodzice oczywiście nie są jedynym źródłem wpływu. Jest szkoła, rówieśnicy, Internet, kultura i całe otoczenie społeczne. Nie każde dziecko powiela zachowania wyniesione z domu, a nie każdy problem wychowawczy wynika z zaniedbań rodziców. Jednak to właśnie rodzina jest pierwszym miejscem, w którym młody człowiek obserwuje, jak ludzie traktują siebie nawzajem. Tam najwcześniej dowiaduje się, czy zasady obowiązują wszystkich, czy tylko tych, którzy nie potrafią ich ominąć. Można oczywiście powiedzieć, że szkoła powinna uczyć szacunku, odpowiedzialności i współpracy. Powinna. Tyle że nauczyciel ma przed sobą całą klasę, ograniczony czas i wiele obowiązków. Nie jest w stanie zastąpić codziennych przykładów, które dziecko widzi w domu. Nie może też skutecznie uczyć szacunku, jeśli młody człowiek słyszy później od dorosłych, że nauczyciel jest nieudacznikiem, przeciwnik to idiota, a każdy, kto nie zgadza się z nami, musi mieć jakiś ukryty interes. Nie chodzi przy tym o wychowanie ludzi potulnych, którzy nigdy nie protestują i zawsze zgadzają się z silniejszym. Przeciwnie. Potrzebujemy ludzi samodzielnych, odważnych i potrafiących bronić własnego zdania. Jest jednak zasadnicza różnica między odwagą a arogancją, między ambicją a egoizmem, między stanowczością a niezdolnością do przyjęcia jakichkolwiek argumentów.

 Człowiek dojrzały nie musi przyznawać racji każdemu rozmówcy. Powinien jednak umieć wysłuchać argumentów, rozpoznać własny błąd i zmienić zdanie, gdy przemawiają za tym fakty. To nie jest oznaka słabości. To oznaka samodzielnego myślenia. Podobnie jak pomoc słabszemu nie musi oznaczać naiwności, a rezygnacja z części własnej korzyści na rzecz wspólnego dobra nie jest automatycznie przegraną. Warto więc czasem zadać sobie niewygodne pytanie: czego właściwie chcemy nauczyć własne dzieci? Żeby były uczciwe, czy żeby umiały skutecznie wykorzystać uczciwość innych? Żeby szanowały ludzi, czy żeby szanowały tylko tych, od których czegoś potrzebują? Żeby potrafiły współpracować, czy żeby zawsze wygrywały, nawet kosztem innych? Nie są to pytania wyłącznie o młodzież. Dotyczą także nas samych, bo dzieci znacznie uważniej obserwują nasze postępowanie, niż słuchają naszych pouczeń.

 Może zatem, zanim po raz kolejny zaczniemy narzekać na młodych ludzi, warto przyjrzeć się światu dorosłych, który im pokazujemy. Nie po to, by szukać winnych za wszelką cenę, lecz by zrozumieć, że wychowanie nie polega na przekazywaniu pięknych haseł. Polega przede wszystkim na codziennym przykładzie. Być może największym błędem dorosłych nie jest to, że nie potrafią nauczyć młodych, jak żyć. Jest nim przekonanie, że wystarczy powiedzieć im, jak mają postępować, nawet jeśli sami pokazujemy coś zupełnie innego.

  • Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
  • Odsłony: 427
tricolour

tricolour

27.10.2026 14:19

Dorośli nie popełniają żadnego błędu, oni skutecznie uczą dzieci, jak żyć. Jeśli tu obok w tytule wątku jest "nie bać tuska" to znaczy, że człowiek jest do jebania. Dzieci nauczą się przykładem ponieważ nauka polega na dawaniu przykładu. 

Każdy stary,  każdy inny jest "nie bać".

Dostajecie to, co zasialiście.

mjk1

mjk1

27.10.2026 14:48

W odpowiedzi do: tricolour

Dokładnie o to mi chodziło w moim wpisie Trójkolorowy. Dorośli rzeczywiście skutecznie uczą dzieci, jak żyć, przede wszystkim własnym przykładem. Problem zaczyna się wtedy, gdy sami głoszą jedno, a pokazują coś zupełnie innego.

Wystarczy przeczytać komentarze tych dwóch dyżurnych "blondynek", o czym wspomniałeś. Zamiast argumentów mamy podział na swoich i obcych, a ludzi o innych poglądach można już podejrzewać o odmóżdżenie, agenturalność czy przynależność do UB. Jedna wręcz ogłasza sukces wychowawczy, gdy rozmówca nie potrafi odpowiedzieć na jej pytanie. I prawdopodobnie nigdy nie pojmie, że milczenie nie musi oznaczać, że ktoś przejrzał na oczy. Może oznaczać, że uznał rozmowę za bezcelową. I właśnie takiego przykładu uczymy młodych: nie próbuj zrozumieć drugiego człowieka, tylko przypisz mu etykietę; nie sprawdzaj własnych przekonań, tylko szukaj potwierdzenia, że twoi przeciwnicy są gorsi. A potem dziwimy się, że rozmowy zamieniają się w awantury, a wspólne rozwiązywanie problemów staje się niemożliwe.

Można nie lubić Tuska, można krytykować jego rząd i można uważać Marsz Niepodległości za ważne wydarzenie. Ale, na miłość boską, z tego nie wynika, że każdy uczestnik Marszu Równości jest zboczeńcem, a każdy, kto ma inne zdanie, jest agentem albo ofiarą medialnego prania mózgu.

Jeśli dzieci dostają to, co dorośli zasiali, to może rzeczywiście nie ma tu błędu wychowawczego. Jest tylko pytanie, czy chcemy wychowywać ludzi zdolnych samodzielnie myśleć, czy takich, którzy potrafią jedynie nienawidzić tych, których wskazano im jako wrogów.

tricolour

tricolour

27.10.2026 15:08

W odpowiedzi do: mjk1

Twoje rozmówczynie znają fakty, znają nazwiska, wydarzenia - żyją tym i faktami i nazwiskami, to jaskrawo widoczne po tym co i jak mówią, z naciskiem na "jak". 

Nie żyją swoim życiem tylko tym, co zobaczą w telewizorze,  a dokładniej - co zostanie im pokazane. Życie emocjonalne nie zależy od ich dokonać, planów, realizacji tylko od przekazu telewizyjnego. Stąd bezustanne napięcie, gotowość do natychmiastowego odparcia ataku, nawet gdy nikt nie atakuje, to nie ma znaczenia, bo emocje potrzebują gotowości, tym się żywią, to ich energia.

Masz wysoką emeryturę? To wspaniale,  jak tego dokonałeś? Tak zapyta normalny człowiek, też by tak chciał, a może też tak ma, to już was jest dwóch, a we dwójkę, a szczególnie we dwoje - raźniej. Lepiej.

Nie, jest inaczej - ty ubeku. Broń się teraz, walcz, może zdechniesz w walce.

mjk1

mjk1

27.10.2026 15:50

W odpowiedzi do: tricolour

Chyba właśnie w tym tkwi problem Tri, że niektórzy nie tyle samodzielnie myślą o świecie, ile przeżywają go przez telewizyjny przekaz. Potem każde odmienne zdanie traktują jak atak, a człowieka zastępują etykietą. Nie pytają, nie sprawdzają, nie próbują zrozumieć tylko od razu wiedzą, kim jesteś. A przecież samodzielne myślenie zaczyna się właśnie tam, gdzie kończy się bezkrytyczne przyjmowanie cudzych ocen. 

Sam też doświadczyłem dokładnie tego, o czym piszesz. Wystarczyło, że wspomniałem o swojej wysokiej emeryturze, a od jednej z opisywanych blondynek natychmiast usłyszałem, że jestem ubekiem. Nie padło pytanie, jak do niej doszedłem, czym zajmowałem się przez życie ani co robiłem zawodowo. Od razu wyrok, bo najwyraźniej fakty z mojego życia nie pasowały do obrazu świata, który ktoś sobie wcześniej ułożył.

I właśnie dlatego Twój komentarz pasuje do mojego wpisu. Można mieć różne poglądy, ale jeśli przestajemy pytać, słuchać i poznawać drugiego człowieka, a zamiast tego natychmiast przyklejamy mu etykietę, to nie szukamy już prawdy. Bronimy własnych uprzedzeń. A młodzi patrzą i uczą się, że tak właśnie należy rozmawiać.

tricolour

tricolour

27.10.2026 17:51

W odpowiedzi do: mjk1

Ten młody uczeń,  co nożem zadźgał woźną, po tym jak został obezwładniony przez dyrektora, to się do tego dyrektora przytulił. W domu był bity więc zadźgał, tego go nauczył dom, ale w głębi potrzebował miłości. Dostał ją poza dysfunkcyjnym domem.

Więc gdy moj pietnastolatek tuli się do nas pięć razy dziennie,  to jestem szczęśliwy, że potrafi okazać potrzeby, a dom potrafi je zaspokoić.

Uczymy się poprzez naśladowanie.

PS. Czytałem o tym "ubeku" stąd moje nawiązanie. Ja np. jestem idiotą, bo nie mam PV. Nikt nie pytał dlaczego nie mam, po prostu jestem idiotą. Cieszę się nawet z tego.

mjk1

mjk1

27.10.2026 19:12

W odpowiedzi do: tricolour

I tu dochodzimy do sedna mojego wpisu Tri. Dzieci uczą się przede wszystkim przez obserwację rodziców, a nie przez to, co dorośli deklarują. Jeśli w domu widzą, że zamiast pytać i próbować zrozumieć drugiego człowieka, wystarczy go obrazić i przykleić mu etykietę, to właśnie taki wzorzec uznają za normalny. Szkoła może wiele nauczyć, ale nie zastąpi wychowania wyniesionego z domu. Dlatego, zanim zaczniemy narzekać na młode pokolenie, warto zadać sobie pytanie, czego sami je uczymy. Dzieci nie tylko nas słuchają. Przede wszystkim patrzą, jak żyjemy i jak traktujemy innych.

Romuald

Romuald

27.10.2026 21:29

W odpowiedzi do: tricolour

Wtrącę się do prowadzonej przez Panów dyskusji i samego głównego wpisu.

Z młodzieżą problem był od zawsze od czasów antycznych kiedy zaczęto o niej pisać, remedium na to była edukacja i wychowanie zawsze się uzupełniające a nie rozdzielone na dom i szkołę, czasy kiedy bito dzieci w szkole miały to do siebie że zazwyczaj nie było zupełnie nie wychowawcze, fakt że to w jakiś sposób ostateczność, tyle kara "łap" była za nieuctwo lub typowo szkolne przewinienia, owszem rodzic mógł się pożalić na takie działania lokalnej komórce Partii choć z domowych historii nikt tego nie robił, a przymus nauki czy poprawnego wychowania zaniedbany w domu wymuszała szkoła.

Dzieci, jak Panowie wiedzą powielają domowe zachowania w swoim środowisku, do tego mają tendencje do ich przerysowywania, a przyjęty w domu system wartościowania nie umknie dorastającemu człowiekowi, w jakiś sposób w kształtowaniu i dyscyplinie pomaga religia, choć z tym trzeba bardzo ostrożnie bo sumienie można mieć tak skonstruowane że w swoim mniemaniu zawsze będzie się w najlepszym porządku. Do tego warto by "ciężka ojcowska łapa" była bardziej ostateczną linią działania niż czymś stosowanym na co dzień.

Nauczyciele, rodzice - tu nie widzę powodu do zbytniego rozdzielania ról, każdy w jakiś sposób kształtuje, niestety każdy może w jakiś sposób być obarczony jakimiś przywarami, to naturalne i ludzkie tyle że powoduje brak autorytetu i złe kształtowanie, oba te problemy to chyba zresztą obecnie powszechność szczególnie brak autorytetu, z własnego przykładu wiem, że jako dziecko miałem świadomość że niektórzy moi nauczyciele nie mieli dobrej podbudowy do kształcenia osobowości i charakterów, to jak takich szanować i uznawać za autorytet.

Ważnym choć może przecenianym przeze mnie elementem są pieniądze i spojrzenie przez ich pryzmat na innych, kolegę bardzo przez wiele lat zastanawiało to jak wysokie zarobki wpływają na kształtowanie się dzieci - tłumaczyłem mu na swoim i znajomych z podobnej grupy przykładzie że nijak, ale on ma inne doświadczenia - sam dobrze zarabia i ze względu na podobny mi wiek nie był ubekiem, widzi jak młody chłopak dostaje auto za ćwierć miliona i samo to czyni go kimś ważnym, analizując z nim tą tematykę sam doszedłem do wniosku - nie żebym pisał panegiryk na swoją cześć, najłatwiej mi na swoim przykładzie i znanych sytuacjach opisywać rzeczywistość choć to bardzo subiektywne - w szkole chyba należałem - wbrew pozorom - do dzieci których rodzice zarabiali bardzo dobrze, choć nie miałem żadnych przedmiotów które by wyróżniały mnie na tle klasy pod tym względem pewnie uchodziłem za raczej ubogiego, a wakacje spędzałem na wsi u ciotki, Tunezja czy Maroko na początku lat 90 to był istotny powód do klasowych przechwałek i własnie do wartościowania kto ile (!) jest wart. Nie czułem się ani tym poszkodowany bo i nie miałem świadomości że mógłbym, natomiast jak Panowie piszą miałem w każdej chwili uwagę obojga rodziców co z mojej perspektywy lat było szczególnie ważne, do tego ojciec "ciężką ojcowską łapą" celowo w cudzysłowie gdyż nigdy nie byłem bity :) nauczył mnie szacunku do ludzi i pracy - bez względu na zajmowany szczebel drabiny społecznej - tak cudzej jak i własnej. Koleżanki siostry były zdziwione że mama miała czas na rozmowę nią po szkole (liceum) przy rozpuszczalnej kawie.

Trudno oczekiwać że dzieci spędzające cały dzień w szkole a potem na zajęciach dodatkowych, kształtowane przez media i nauczycieli - jednych z powołania innych bez - mające niewiele czasu na kontakt z rodzicami - patrzę na to z perspektywy dzieci mojej siostry gdzie każde siedzi samo w swoim pokoju - zamiast siedzieć i kształtować się w towarzystwie starszych, brak wielopokoleniowości wnoszącej wiele w kształtowanie się dziecka, brak jednoznacznych autorytetów, tak można długo - będą dobrze ukształtowane same z siebie to naiwność. Będą "starotestamentowymi szympansami" z wpisu któregoś z Blogerów na NB (a może czytałem to gdzieś indziej). 

Dodam że jestem kawalerem wiec problem znam tylko teoretycznie i z widzenia - a finalny wpis o potrzebie bycia przytulonym przez nieletniego zabójcę jest najbardziej dojmującym przykładem zaniedbań rodzicielskich.

mjk1

mjk1

28.10.2026 11:48

W odpowiedzi do: Romuald

W wielu sprawach się z Panem zgadzam Panie Romualdzie, ale chciałbym dodać kilka uwag wynikających z własnego doświadczenia, zarówno jako ojca, jak i dziadka.

Dla mnie wychowanie rodzinne jest absolutną podstawą, choć oczywiście nie oznacza to, że rodzice zawsze postępują właściwie. Sami uczą się przez całe życie i popełniają błędy. Ja swoje dzieci karciłem, ale karcenie nie oznaczało bicia. Wobec wnuków stosowałem już inną perswazję, mniej uciążliwą, a bardziej psychologiczną. Czy dlatego, że dziadkowie są mądrzejsi? Niekoniecznie. Człowiek z wiekiem nabiera doświadczenia, lepiej rozumie skutki własnych zachowań, a często ma też więcej czasu i cierpliwości. Kiedy wychowuje dzieci, ciąży na nim wiele obowiązków, a przy wnukach może już poświęcić więcej uwagi samej rozmowie. To również uczy pokory w ocenianiu innych rodziców.

Natomiast kwestia pieniędzy i wartościowania ludzi według ich majątku to, moim zdaniem, przede wszystkim sprawa wychowania. Pamiętam czasy szkolne, kiedy moi rodzice byli całkiem dobrze sytuowani jak na ówczesne warunki, ale nie wolno mi było przynieść do szkoły pomarańczy, bo był to towar luksusowy. Tymczasem zdarzali się uczniowie, którzy obnosili się z tym, co mieli. Dziś miejsce pomarańczy zajmuje samochód za ćwierć miliona. Zmieniły się czasy i przedmioty, ale mechanizm pozostał ten sam.

Samochód nie jest niczemu winien. Problem zaczyna się wtedy, gdy rodzice uczą dziecko, że posiadanie drogiego samochodu czyni je kimś lepszym od kolegi, którego rodziców na taki zakup nie stać. Jeszcze gorzej, gdy dziecko zaczyna wierzyć, że jego wartość zależy od tego, co posiada, a nie od tego, jakim jest człowiekiem. Można przecież podarować synowi nawet najdroższy samochód, a jednocześnie nauczyć go szacunku do człowieka, który jeździ starym maluchem. Można też nie mieć wielkiego majątku, a wychować człowieka przekonanego, że inni są od niego gorsi.

Dlatego nie obwiniałbym samych pieniędzy ani zamożności. Winne jest to, jakie znaczenie nadają im dorośli i jakie wzorce przekazują dzieciom. Jeśli rodzic sam ocenia ludzi po stanowisku, dochodach i posiadanych rzeczach, trudno oczekiwać, że jego dziecko będzie patrzyło na świat inaczej.

Zgadzam się również, że szkoła i rodzina powinny się uzupełniać, a nauczyciel nie zawsze zasługuje na autorytet tylko dlatego, że stoi przy tablicy. Ale szkoła nie może naprawić wszystkiego, co zostało zaniedbane w domu, tak jak rodzice nie są w stanie uchronić dziecka przed każdym złym wpływem otoczenia. Wychowanie to nie jednorazowa lekcja ani zestaw nakazów i zakazów. To codzienny przykład, rozmowa, stawianie granic i umiejętność przyznania się do błędu.

I chyba właśnie to jest najważniejsze: nie chodzi o to, żeby wychować dziecko, które zawsze słucha dorosłych, lecz takie, które potrafi samodzielnie myśleć, odróżniać dobro od zła i szanować drugiego człowieka niezależnie od jego majątku, poglądów czy pozycji społecznej. Ostatecznie miarą wychowania nie jest to, jak dziecko zachowuje się wobec silniejszych, od których może coś zyskać, ale jak traktuje tych, którzy nie mogą mu niczego zaoferować.

Romuald

Romuald

28.10.2026 21:35

W odpowiedzi do: mjk1

Jak najbardziej się z Panem zgadzam co do niezamierzonej omylności rodziców, zazwyczaj popełnia się błędy w innych dziedzinach z którymi dziadkowie nie mieli kontaktu, w końcu zmiany pokoleniowe to nic nowego, karcenie może mieć różne przejawy w zależności od samego dziecka, do tego naturalna zmiana perspektywy następująca wraz z doświadczeniem. Coś na co nie ma się wpływu przynajmniej w pełni, to waga ewentualnych błędów, dorastające dziecko a w konsekwencji dorosły dobrze ukształtowany/wychowany zrozumie je, poprawi to co zaniedbali - niezamierzenie - rodzice, wyciągnie wnioski bez obarczania tym rodziców, no chyba że były to rażące zaniedbania mocno obciążające dziecko. Ze swojej perspektywy dziecka momentami krnąbrnego, któremu rodzice pozwalali popełniać błędy w pewnych bezpiecznych granicach, patrząc na to wstecz ponad dwadzieścia lat, przyznaje jednak że niemal we wszystkim mieli rację, a w tym czym nie mieli było to niewiele znaczące.

Sytuacja z pomarańczą to świetny przykład wyczucia Pańskich rodziców, działający w obie strony: nie epatowanie towarem luksusowym, ale też w jakiś sposób nie wyróżniającym jawnie na tle klasy. Ani majątek ani przedmioty siłą rzeczy nie są niczemu winne, tylko właśnie stosunek do rzeczywistości i sposób podejścia do drugiego człowieka, fakt bez względu na poziom tego majątku, choć to oczywiste to nie pomyślałem że samo poczucie "wyższości" może mieć inna motywację niż pieniądze.

Wspomniana na końcu ostateczna miara - jest dobra miarą człowieczeństwa.

sake3

sake2020

27.10.2026 20:01

W odpowiedzi do: tricolour

@Tricolour....A kiedy ja pytałam się o emeryturę pana @mkj? Jest tu niewiele ,,blondynek'' więc nietrudno się domyśleć o kim @nkj1 pisze i kogo bez przerwy wyzywa a teraz udaje bezbronnego atakowanego ubeka. Nawet nie znam jego wieku i nie wiem czy rzeczywiście nabył już prawa do emerytury. Ale do moralizowania i wyzywana siły to ma.

mjk1

mjk1

27.10.2026 20:31

W odpowiedzi do: sake2020

Przeceniasz swoje znaczenie i to mocno Droga Sake. Nie każdy tekst, który czytasz, jest o Tobie, choć widzę, że trudno Ci się oprzeć pokusie, by w każdej dyskusji odnaleźć własną osobę. To dość niezwykła forma egocentryzmu.

Dla porządku jednak - to Alina nazwała mnie ubekiem, kiedy napisałem, że jestem zadowolony ze swojej emerytury, bo sam na nią zapracowałem. Nie przypisujmy sobie cudzych zasług ani cudzych słów, bo jeszcze trudniej będzie odróżnić fakty od wyobrażeń.

A mój wpis dotyczył wychowania, odpowiedzialności rodziców i przykładu, jaki dorośli dają młodym. Do tego meritum znowu nie odniosłaś się ani jednym zdaniem. Być może temat okazał się zbyt wymagający, a być może łatwiej zaatakować autora, niż zmierzyć się z treścią. W końcu osobista wycieczka nie wymaga ani argumentów, ani refleksji - wystarczy przekonanie, że wszystko kręci się wokół własnej osoby. I właśnie o takim sposobie rozmowy pisałem. Dziękuję więc za kolejny przykład.

wielkopolskizdzichu

wielkopolskizdzichu

28.10.2026 17:13

Co się ma dziać z młodymi ludźmi jeśli podwożenie prostytutek, pilnowanie by nikt nie przeszkadzał w rżnięciu ich, blatowanie się z mafią i przestępcami staje się drobnymi nieistotnymi elementami w drodze do kariery.

Zachowania które jeszcze niedawno były uznawane za niegodne, którymi się nie chwalono, są uznane obecnie przez tych,  którzy usta mają pełne chwały bożej za dopuszczalne.

A przecież: Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie*. A co nadto jest, od Złego pochodzi

sake3

sake2020

28.10.2026 19:12

W odpowiedzi do: wielkopolskizdzichu

@zdzichu....A z jaką to mafią prezydent się ,,blatował''? Może to byłeś ty udający wielkiego mafiozo przed jakąś dziewczyną,żeby nie zachciało jej się napić kawy z plastikowego kubka,bo to za wiele na twoją kieszeń.

mjk1

mjk1

28.10.2026 19:46

W odpowiedzi do: wielkopolskizdzichu

Przepięknie dziękuję Zdzisek za ilustrację mojego wpisu. Trudno byłoby o bardziej wymowny przykład tego, jak dorośli uczą się nawzajem i jaki dają przykład młodym. Napisałem o wychowaniu, odpowiedzialności rodziców, szacunku do drugiego człowieka i umiejętności samodzielnego myślenia, a Ty w odpowiedzi urządzasz polityczny seans oskarżeń. Rzucasz ciężkimi zarzutami, ale nie przedstawiasz żadnych dowodów. To bardzo wygodna metoda: najpierw obrzucić człowieka błotem, a potem uznać, że samo oskarżenie jest już dowodem winy. W ten sposób nie trzeba niczego sprawdzać, rozumować ani odpowiadać na niewygodne pytania. Wystarczy wiedzieć, kogo należy potępić.

I właśnie tego dotyczył mój tekst. Dzieci patrzą na dorosłych. Widzą, czy potrafią oni odróżnić fakt od plotki, krytykę od pomówienia, a własne przekonania od udowodnionej prawdy. Widzą też, czy człowiek, który tak chętnie poucza innych o moralności, sam przestrzega jej podstawowych zasad. Nie trzeba nawet znać jego poglądów politycznych, żeby zobaczyć, jaki przykład daje. Jeżeli chcesz rozmawiać o wychowaniu młodzieży, proszę bardzo. Jeśli jednak zamiast argumentów masz tylko polityczne oskarżenia, to nie jest to żadna odpowiedź na mój wpis. To jego niezamierzona ilustracja. Szkoła może uczyć czytania i pisania, rodzice powinni uczyć odpowiedzialności, ale ani szkoła, ani rodzice nie pomogą komuś, kto sam nie chce odróżniać oskarżenia od dowodu.

A skoro już przywołujesz moralność i wiarę powtórzę za Tobą słowa z Ewangelii: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie”. Problem w tym Zdzisek, że to nie jest, jak mylnie uważasz, wezwanie do głośniejszego potępiania przeciwników, lecz do uczciwości w tym, co się mówi. Wychowanie poznaje się nie po tym, jak pięknie człowiek mówi o wartościach, lecz po tym, czy sam ich przestrzega, gdy zabiera głos.

wielkopolskizdzichu

wielkopolskizdzichu

29.10.2026 00:20

W odpowiedzi do: mjk1

Rzucasz ciężkimi zarzutami, ale nie przedstawiasz żadnych dowodów.

"Nawet jeśli młody KN woził panienki, a ponoć pracował legalnie (?)"

To nie jest mój tekst tylko cytat z pisorek

Z środowiska, z ust  tz. Prawdziwych Patriotów od czasu do czasu wydobywają się jęki.

Gdyby młodzież w Polsce podpalała sklepy niemieckie czy była by radość?

Nie, ponieważ za rządów PiS sprzedano więcej Polski niż za PO

mjk1

mjk1

29.10.2026 11:22

W odpowiedzi do: wielkopolskizdzichu

Nie uciekaj w semantyczne sztuczki Zdzisek. To, że cytujesz cudzy tekst, nie oznacza, że bierzesz odpowiedzialność za jego prawdziwość. Jeśli poważne oskarżenia dotyczą człowieka, który zaprzecza ich prawdziwości i dochodzi swoich praw przed sądem, to rozsądny człowiek czeka na rozstrzygnięcie, zamiast wydawać wyrok na blogu. Proces w sprawie publikacji o Karolu Nawrockim nadal trwa. Sam fakt, że ktoś coś napisał albo zeznał, nie czyni z tego automatycznie udowodnionego faktu.

A teraz druga sprawa. Napisałem tekst o wychowaniu młodych ludzi, odpowiedzialności dorosłych i wzorcach, które przekazujemy następnym pokoleniom. Ty odpowiadasz opowieścią o podpalaniu niemieckich sklepów, a potem przerzucasz się z PO na PiS. Co to ma wspólnego z tematem? Czy naprawdę nie potrafimy już rozmawiać o żadnym problemie bez natychmiastowego uruchamiania politycznej amunicji? Jeśli chcesz rozmawiać o tym, kto i ile sprzedał z majątku państwowego, można porównywać konkretne transakcje, kwoty i decyzje, ale samo rzucenie hasła, że jedni sprzedali więcej niż drudzy, nie jest argumentem, tak samo jak samo oskarżenie nie jest dowodem.

I wracamy do sedna mojego wpisu: młodzi obserwują dorosłych. Widzą, czy potrafimy sprawdzać fakty, odróżniać podejrzenie od udowodnionej winy i rozmawiać na temat, czy też wystarczy nam obrzucić kogoś oskarżeniami i zmienić temat, gdy pojawia się pytanie o argumenty.

Jeśli chcemy wychować ludzi samodzielnie myślących, musimy sami pokazać, że potrafimy myśleć, a nie tylko powtarzać hasła własnego obozu. Inaczej nie wychowujemy samodzielnie myślących ludzi - wychowujemy kibiców politycznych, dla których własna drużyna ma zawsze rację, a przeciwnik jest winny, zanim ktokolwiek zdąży to udowodnić.

spike

spike

28.10.2026 21:55

Kolegen, to co tu wypisujesz, nazywa się projekcją, ileż to razy wyzywałeś komentujących, od głupich, nawet podpierając się ustawą, a już to wyszczególnienie blondynek, jak "kropką nad i". Zacznij analizę zachowań młodzieży od polityków, dla których jesteś "szaro" łaskawy, od czasów totalnie przegranych pierwszych wyborów, twój idol Tusk wprowadził rynsztok do polityki, potem go tylko rozkręcał, przykład idzie z góry, więc jego zwolennicy zaczęli go naśladować, np. te słynne "********", nawet na swoich marszach nie przebierali w słowach, plakatach, wyrzynanie watah, etc. w mediach pokazano małą dziewczynkę z podobnego marszu, była z mamusią, dziewczynka trzymała plakat "********". Nie pamiętasz, (ach ta pamięć), co się działo po Smoleńsku, przed Pałacem, te świeczki, oraz rechot twoich idoli, tak dzieci i młodzież biorą przykład, mają przyzwolenie. - - - - Obecnie panująca organizacja o charakterze korupcyjnym, chce walczyć z własną mową nienawiści, poprzednio walczyli o Konstytucję, którą teraz gwałcą. Nim kogoś będziesz osądzać, zacznij od siebie, nie idź drogą @świrderskiego, który też wszystkich wyzywa od chamów, by potem zarzucać, że inni zachowują się po chamsku.
mjk1

mjk1

28.10.2026 22:30

W odpowiedzi do: spike

Zanim podejmę z Tobą polemikę Spike, napisz mi tylko jedną rzecz: na jakiej podstawie twierdzisz, że jestem w jakimkolwiek stopniu zwolennikiem Tuska?

spike

spike

29.10.2026 11:56

W odpowiedzi do: mjk1

Poszlaki za tym przemawiają, większość twoich tekstów kolegen dotyczą PiSu i jego okolic, o Tyfusie, mało co, a to główne źródło polskich problemów, od gospodarki, polityki po chamstwo i nienawiść, jaką sieje, bo widzi sianie chwastów się opłaca, a widać że zbiera plony, jeden takich chwastów nam tu rośnie, na podobieństwo "barszczu Tyfusa", tobie to nie przeszkadza, a mówi ci to wielu. - - - - Cały problem z tam swoje korzenie, a tego nie chcesz widzieć.
mjk1

mjk1

29.10.2026 12:32

W odpowiedzi do: spike

Przyznam, że spodziewałem się właśnie takiej odpowiedzi Spike. I nie dlatego, że potrafię czytać w myślach, ale dlatego, że sposób, w jaki rozumujesz, sam podpowiadał mi, jaki będzie dalszy ciąg. Tę odpowiedź przygotowałem już wczoraj, dzisiaj ją tylko uzupełniłem. Ale po kolei.

Zapytałem o podstawę przypisywania mi sympatii do Tuska, a w odpowiedzi dostałem „poszlaki”: piszę dużo o PiS, za mało o Tusku, więc najwyraźniej muszę być jego zwolennikiem. Tyle że to nie jest dowód, tylko założenie, z którego wyciągasz bardzo wygodny dla siebie wniosek. Krytykowanie jednej partii nie oznacza popierania drugiej. Można krytykować PiS za jego błędy, KO za jej błędy, a pozostałych za ich własne. Nie mam obowiązku zachowywać proporcji krytyki według Twojego politycznego zapotrzebowania. Jeśli chcesz wykazać, że popieram Tuska, proszę wskazać konkretny tekst, w którym go popieram, a nie tworzyć taką tezę na podstawie tego, co i jak często krytykuję.

Nie zamierzam też udawać świętego. Zdarzało mi się w dyskusjach używać ostrych sformułowań, a czasem wprost dawałem do zrozumienia, że uważam rozmówcę za idiotę. Nie będę teraz udawał, że tego nie było. Ale warto odróżnić dwie rzeczy: można krytykować czyjeś konkretne rozumowanie, wskazując, że ktoś uporczywie ignoruje fakty, nie odpowiada na argumenty i wyciąga wnioski, które z nich nie wynikają; można też po prostu obrażać człowieka zamiast rozmawiać z nim o sprawie. Granica nie zawsze jest łatwa do utrzymania i sam nie twierdzę, że nigdy jej nie przekroczyłem.

Mój tekst nie był jednak o tym, jak należy prowadzić spory między dorosłymi blogerami. Był o wychowaniu młodych ludzi, o odpowiedzialności rodziców i o tym, że dzieci uczą się przede wszystkim przez obserwację dorosłych. Nie twierdzę, że szkoła jest nieważna ani że politycy nie mają wpływu na obyczaje. Oczywiście, że mają, ale jeśli rodzic wymaga od dziecka szacunku, a sam pogardliwie traktuje ludzi o innych poglądach, to jego słowa tracą wiarygodność. Jeśli uczy samodzielnego myślenia, a jednocześnie uznaje każdego krytyka własnego obozu za wroga, sam podważa własną lekcję.

Piszesz, że trzeba zacząć analizę od polityków. Możemy się zgodzić, że politycy dają przykład i ponoszą za niego odpowiedzialność. Tylko dlaczego miałoby to zwalniać z odpowiedzialności rodziców i pozostałych dorosłych? Czy dziecko, które słyszy w domu pogardę dla przeciwników politycznych, ma przestać się jej uczyć tylko dlatego, że podobny język pojawia się również w telewizji? Wychowanie nie jest wyborem między wpływem rodziny a wpływem polityków. To wszystko oddziałuje na młodych, ale rodzice pozostają ich pierwszym i najbliższym wzorcem.

I teraz najważniejsze: Twój komentarz, zamiast podważyć moją diagnozę, sam dostarcza materiału do jej sprawdzenia. Zamiast najpierw odnieść się do tego, co napisałem o wychowaniu, przypisałeś mi polityczną etykietę, a następnie zbudowałeś wokół niej całą opowieść. Kiedy poprosiłem o konkretną podstawę, otrzymałem przypuszczenia oparte na doborze tematów, które poruszam. Właśnie o takim mechanizmie piszę: najpierw zaszufladkować człowieka, potem interpretować wszystko, co mówi, przez tę szufladkę.

Nie oczekuję, że zgodzisz się ze mną w sprawie Tuska, PiS czy jakiejkolwiek innej partii. Oczekuję tylko, że będziesz odróżniał to, co rzeczywiście napisałem, od tego, co sam sobie o mnie dopowiedziałeś. Samodzielne myślenie Spike zaczyna się od sprawdzania własnych założeń, a nie od szukania potwierdzenia dla już wydanego wyroku.

I tu wracamy do młodych. Nie wychowamy ich na ludzi zdolnych do samodzielnego myślenia, jeśli sami będziemy uznawać własne przypuszczenia za fakty, a każdą krytykę traktować jako dowód przynależności do wrogiego obozu. Dzieci nie potrzebują dorosłych, którzy nigdy się nie mylą. Potrzebują takich, którzy potrafią sprawdzić własne przekonania, przyznać się do błędu i odróżnić argument od uprzedzenia. I właśnie tego - niezależnie od politycznych sympatii - powinniśmy wymagać przede wszystkim od siebie.

sake3

sake2020

29.10.2026 11:57

W odpowiedzi do: mjk1

@spike...To typowa odpowiedź pana mkj1,zbaczanie z tematu i zastąpienie go nieśmiertelnym pytaniem o ciągoty do Tuska.Skąd my to znamy? Woli tłustym drukiem pisać wzniosłe słowa o młdzieży ,starych i młodych,ale nigdy nie był w stanie stanąć za Polakami.Czyż ne było tak,kiedy bandyci niemieccy na rozkaz pobili dużo starszych niemalże emerytów z krzyżem. Jakoś nie słyszałam by nasze elity nawet zaprotestowały,przypuszczam,że to Sikorski ,,załatwił'' tych ludzi,a pan mkj1 cieszył się jak z dziecko z ,,niemieckiej praworządności''. 

sake3

sake2020

29.10.2026 11:41

@mkj1.....Pan się teraz pyta co z młodymi ludźmi i co z nami? Przecież dotąd pan jakoś o tym nie myślał,nie pisał bo ataki na PiS zajmowały panu cały czas. Co więcej -te ataki traktował pan jako ....emocje niepotrzebnie tu poruszane. Wszystko było dla pana ważniejsze oprócz sygnałów że źle się dzieje a nasza młodzież jest zmuszona czytać obrzydliwe i ordynarne wypowiedzi naszych polityków.Jak może się czuć rodzina prezydenta szkalowana tak potwornie przez nasze tzw ,,elyty''.Czy jest choć jeden dzień aby na youtube nie pojawiły się jakieś ,,rewelacje''.Takie chamskie rozmowy uchodzą uwadze pana czy gps,bo uważacie się za zbyt wielkich by pochylić się nad taką nikczemnością. Wśród tam piszących uderzył mnie artykuł o Pierwszej Damie z wytknięciem jej wieku kiedy zaszła w ciążę. Przecież jej dzieci umieją czytać i pisać bo rodzina prezydenta to także dwoje małoletnich ale dzieci.Każda zazdroszcząca celebrytka pozująca z gołym tyłkiem czuje się w obowiązku krytykować tę kobietę i za co? Ma dorosłego syna, jest z niego dumna.Obrzydkiwy Kalisz właścieciel iluś tam mieszkań wmawia prezydentowi willę w Klarysewie a do kompanii wstrętnych oszczerców dołacza pijaczyna Kwaśniewski. Pan skwitował mój sygnał jako ,,rozmowę o prezerwatywach'',a ja pisałam o czymś całkiem innym a już na pewno nie o prezerwatywach. Pisałam że są sytuacje kiedy nie można i nie godzi się zachowywać tak jak nasze ,,elyty'' ,a tak zachował się własnie pan.Czym się skończą owe ,,emocje''-zna pan chociaż odpowiedź?

mjk1

mjk1

29.10.2026 14:11

W odpowiedzi do: sake2020

Widzę, że wspólnie ze Spike’em postanowiłaś wyjaśnić mi, co myślę, co popieram, czym się interesuję i co rzekomo przemilczam. Szkoda tylko, że oboje tak słabo radzicie sobie z tym, co rzeczywiście napisałem.

Po pierwsze, mój tekst dotyczy wychowania młodych ludzi, odpowiedzialności rodziców i przykładu, jaki dorośli dają dzieciom. Nie napisałem, że ordynarny język polityków jest nieważny, że można bezkarnie szkalować rodzinę prezydenta ani że należy przymykać oczy na krzywdzenie innych. To Ty dopisała sobie taką wersję moich poglądów, a następnie z zapałem zaczęłaś z nią walczyć. To dość osobliwa metoda polemiki: najpierw stworzyć przeciwnikowi poglądy, których nie głosił, a potem triumfalnie je obalać.

Po drugie, zarzut, że wcześniej pisałem o PiS, a teraz nagle zainteresowałem się młodzieżą, jest równie odkrywczy jak stwierdzenie, że lekarz, który leczył wczoraj złamaną nogę, nie ma prawa dziś zająć się przeziębieniem. Czy naprawdę krytyka polityków wyklucza zajmowanie się wychowaniem? A może według Ciebie wolno pisać o młodych dopiero po uzyskaniu odpowiedniego zaświadczenia od właściwego obozu politycznego?

Po trzecie, proszę nie wkładać mi w usta zachwytu nad niemiecką praworządnością ani radości z krzywdy kogokolwiek. Jeśli twierdzisz, że coś takiego napisałem, proszę wskazać konkretny tekst i konkretny fragment. Przypuszczenie nie jest dowodem, a powtarzanie go z coraz większym oburzeniem nie zmienia jego charakteru.

Co do rodziny prezydenta: dzieci nie powinny być wciągane w polityczne przepychanki, a komentowanie prywatnych spraw w sposób upokarzający może być zwyczajnie nieprzyzwoite. Nie trzeba być zwolennikiem prezydenta, żeby to rozumieć. Ale właśnie dlatego warto trzymać się faktów, a nie dopisywać innym radości z cudzej krzywdy tylko po to, żeby mieć kolejny powód do oburzenia.

Najciekawsze jest jednak to, że zarówno Ty, jak i Spike zarzucacie innym brak wychowania, chamstwo i niezdolność do refleksji, a jednocześnie sami nie potraficie odpowiedzieć na prostą prośbę: proszę wskazać, gdzie konkretnie poparłem Tuska albo pochwaliłem krzywdzenie ludzi. Zamiast odpowiedzi pojawiają się kolejne oskarżenia, insynuacje i opowieści o tym, co rzekomo mam w głowie.

I właśnie o tym jest mój wpis. O dorosłych, którzy zamiast sprawdzić, czy mają rację, wolą utwierdzić się we własnym przekonaniu. O ludziach, którzy żądają szacunku dla swoich wartości, ale nie zawsze potrafią okazać szacunek rozmówcy. O tych, którzy pouczają innych, nie dostrzegając, że sami demonstrują zachowania, przed którymi przestrzegają.

Nie twierdzę, że sam nigdy nie przekroczyłem granicy w dyskusji. Potrafię przyznać, że używałem ostrych słów i nie zamierzam udawać nieskazitelnego. Różnica polega na tym, że można zastanowić się nad własnym zachowaniem, zamiast za każdym razem szukać winy wyłącznie u przeciwnika.

Przypomina mi się tu pewien prosty mechanizm: alkoholikowi czasem najtrudniej przyjąć, że ma problem, bo całą uwagę skupia na wadach innych. Nie twierdzę, że to diagnoza któregokolwiek z Was. Chodzi mi o sam mechanizm - najtrudniej dostrzec własną przywarę wtedy, gdy jest się przekonanym, że problem zawsze tkwi po drugiej stronie.

Nie musisz Droga Sake zgadzać się z moim tekstem. Wystarczy, że spróbujesz go najpierw zrozumieć, zanim zaczniesz go oskarżać o treści, których w nim nie ma.

Wychowanie nie polega na tym, że potrafimy wskazać cudze błędy. Polega również na tym, że potrafimy dostrzec własne. A jeśli ktoś pisze o potrzebie refleksji, po czym odpowiada serią zarzutów opartych na własnych domysłach, to - chcąc nie chcąc - sam staje się przykładem problemu, o którym była mowa.

u2

u2

29.10.2026 12:44

"zamiast odpowiedzi słyszy, że jest naiwny albo niczego nie rozumie"

To, wypisz wymaluj, twoje odpowiedzi do Sake. Sake to osoba wykształcona, profesjonalna chemiczka. Podaje konkrety, które ty zbywasz takimi argumentami ad personam. Ba, ciągle żądasz "konkretów", kiedy Sake je podaje :)

Podejrzewam, że masz wykształcenie "humanistyczne" :)

mjk1

mjk1

29.10.2026 14:24

W odpowiedzi do: u2

Całkiem sprytna próba Uboot, ale polega ona na tym, że zamiast rozstrzygnąć spór o treść moich wypowiedzi, przenosisz dyskusję na ocenę mojego sposobu odpowiadania. To wygodne, lecz nie odpowiada na zasadnicze pytanie: czy Sake trafnie opisała moje poglądy, czy przypisała mi własne wyobrażenia na mój temat? Nie kwestionuję i nigdy nie kwestionowałem wykształcenia Sake ani jej zawodowych kompetencji. Tyle że dyplom nie daje automatycznie racji w sporze o wychowanie, politykę czy interpretację cudzych słów. W tych sprawach liczą się argumenty, a nie tytuły zawodowe. Profesor może się mylić, a człowiek bez wyższego wykształcenia może mieć rację. Inaczej zamiast dyskusji mielibyśmy konkurs na dyplomy.

Piszesz, że Sake podaje konkrety, a ja żądam ich bezpodstawnie. Proszę więc wskazać jeden konkretny przykład: gdzie Sake wykazała, że popieram Tuska albo cieszyłem się z krzywdy ludzi, zamiast jedynie przypisać mi takie stanowisko? Gdzie napisałem, że ordynarne wypowiedzi polityków nie mają znaczenia? Jeśli takie fragmenty istnieją, proszę je zacytować. Jeśli nie, to mamy do czynienia nie z dowodami, lecz z interpretacją przedstawianą jako fakt.

A moja uwaga o wychowaniu nie była diagnozą inteligencji Sake ani oceną jej wykształcenia. Dotyczyła mechanizmu, w którym człowiek najpierw przypisuje drugiemu określone poglądy, a potem rozlicza go z tego, co sam mu przypisał. Jeśli wskazuję ten mechanizm, warto sprawdzić, czy rzeczywiście wystąpił, zamiast zasłaniać się argumentem, że rozmówczyni jest wykształcona.

Na koniec Twoja sugestia o moim wykształceniu. Rozumiem, że miała być uszczypliwością, ale niewiele wnosi do rozmowy. Nie zamierzam udowadniać swojej wartości dyplomem ani zgadywać, jakie wykształcenie ma Ty. Wolę pozostać przy treści.

I właśnie o tym jest mój wpis: nie o tym, kto ma jaki dyplom i do którego obozu należy, lecz o tym, czy potrafimy odróżnić fakt od domysłu, argument od etykiety i krytykę od osobistej wycieczki. Jeśli chcemy tego uczyć młodych, dobrze byłoby najpierw samemu zastosować tę zasadę.

tricolour

tricolour

29.10.2026 14:46

W odpowiedzi do: mjk1

@mjk

Myślę,  że szkoda twojego czasu. Twoi rozmówcy nie są zdolni do syntezy zjawisk i wyciągnięcia wniosków z tej przyczyny, że rozsypie się ich świat. Świat zbudowany na poczuciu przynależności, wspólnoty. Ludzie tego potrzebują, od tego jest w pierwszej kolejności rodzina, w dalszej jakaś grupa choćby dziergających swetry czy skarpetki. Ale jeśli takiej grupy nie ma, to na tacy masz przynależności partyjną, karmioną z telewizora. Pstryk i jesteś w samym centrum życia - tak się wydaje, a suwerenowi wydaje się,  że jest ważny.

Więc nie "robiąc skarpet", nie mając realnego hobby, zajęcia, które bilansuje emocje, daje poczucie sprawstwa, wartości, nie zabijesz jedynej, partyjnej przynależności. Nic ci wtedy nie zostałoby.

mjk1

mjk1

29.10.2026 15:30

W odpowiedzi do: tricolour

Rozumiem Twoją diagnozę Tri i w dużej mierze się z nią zgadzam. Człowiek potrzebuje przynależności, poczucia sensu i własnej wartości. Jeśli nie znajduje ich w rodzinie, pracy, zainteresowaniach czy lokalnej wspólnocie, może próbować zaspokoić te potrzeby przez przynależność partyjną. Wtedy polityka przestaje być sprawą poglądów, które można weryfikować, a staje się częścią własnej tożsamości. Każdy argument podważający obraz własnego obozu odbierany jest wtedy jak atak na samego siebie.

Nie zgodziłbym się jednak z Twoim stwierdzeniem, że szkoda czasu na rozmowę. Nawet jeśli szanse na przekonanie rozmówcy są niewielkie, zawsze warto przynajmniej próbować. Nie tylko dla niego. Czytają to również inni, którzy nie zabierają głosu, wahają się, obserwują i być może sami nie potrafią jeszcze uporządkować swoich myśli. Jeden nieprzekonany rozmówca nie oznacza, że słowa nie trafiły do nikogo. Poza tym nie możemy z góry zakładać, że człowiek jest niezdolny do zmiany zdania tylko dlatego, że dziś broni swojego obozu. Gdybyśmy tak uznali, sami zamknęlibyśmy sobie drogę do porozumienia a wtedy czym różnilibyśmy się od tych, którym zarzucamy, że nie słuchają argumentów?

Nie każdy musi robić na drutach. Ważne, żeby miał w życiu coś, co daje mu poczucie sprawstwa i wartości niezależne od tego, kto akurat rządzi i co mówi telewizor. Nawet jeśli ktoś tego nie ma, nie przekreślałbym go. Wychowanie, o którym piszę, nie polega przecież na dzieleniu ludzi na tych, których warto uczyć, i tych, których należy spisać na straty.

Próbować warto nie dlatego, że zawsze odniesiemy sukces, lecz dlatego, że rezygnując z góry, sami uznajemy bezradność za zasadę. A ja nie mam zamiaru się z tym pogodzić.

tricolour

tricolour

29.10.2026 15:45

W odpowiedzi do: mjk1

Próbuj,  cierpliwość przynosi róże.

sake3

sake2020

29.10.2026 17:30

W odpowiedzi do: mjk1

@ mkj1....jak zwykle zmierzamy do punktu w którym pada nieśmiertelne pytanie ,,dlaczego uważasz,że nie lubię Tuska'' i tak będzie ciągnięte coraz dłużej i dłużej..... Ja nie pytałam o Tuska tylko zwróciłam uwagę,że chcieliśmy takiego prezydenta a w obliczu ordynarnych ataków zostawiamy go samego.Pan kilkakrotnie udaje,że nie wie o co chodzi ,ględzi wielkimi słowami o wychowaniu dzieci ,a całą sprawę na którą zwróciłam uwagę uważa za ...emocje. Tyle że to nie są emocje ale pospolite chamstwo w wykonaniu tzw.polskich elit których nazwiska dobrze znamy bo popisują się tym chamstwem przed młodzieżą i nami starszymi. Ja nie napisałam swoich spostrzeżeń w trosce o tę chamską bandę,pan natomiast zarzucił mi że ...rozmawiam o prezerwatywach choć nie poruszyłam nawet takiego tematu. Tylko tyle ma pan do powiedzenia? Udawanie ,żeby nie odnieść się do tematu i do rosnącej liczby osób tylko czekających kiedy uderzyć. A teraz nadal pan udaje,że cieszył się jak dziecko bo niemieccy bandyci pobili polskich patriotów. Nie bronię żadnego ,,obozu'' tylko godności ludzi o której pan potrafi tylko ględzić im więcej tym lepiej.

mjk1

mjk1

29.10.2026 18:32

W odpowiedzi do: sake2020

Postaram się to uporządkować, bo przypisujesz mi Droga Sake coraz więcej rzeczy, których nie napisałem.

Po pierwsze, nie twierdzę, że ordynarne ataki na prezydenta są dopuszczalne. Można i należy krytykować chamstwo, niezależnie od tego, kto je prezentuje. Czym innym jednak jest potępienie chamskiego zachowania, a czym innym uznanie, że każdy, kto nie przyłącza się do naszego oburzenia w oczekiwany przez nas sposób, akceptuje to chamstwo.

Po drugie, sprawa Berlina. Z relacji, która wszyscy widzieli. Bąkiewicz chciał postawić krzyż bez wymaganego pozwolenia. Niemiecka policja uprzedziła go o konsekwencjach, a gdy próbował złamać zakaz, interweniowała. Można oceniać zasadność tego zakazu, sposób interwencji i zachowanie policjantów, ale samo stwierdzenie, że niemiecka policja interweniowała wobec Polaków, nie dowodzi jeszcze, że biła polskich patriotów. Trzeba rozróżniać to, co się widziało, od tego, co się z tego wywnioskowało. Jeśli jednak masz inne informacje o przebiegu zdarzenia, to je przedstaw.

Po trzecie, najpoważniejszy zarzut: piszesz, że nadal udaję, iż cieszyłem się jak dziecko z pobicia Polaków. Proszę wskazać moje konkretne słowa, w których wyraziłem taką radość. Nie interpretację, nie domysł i nie to, co uważasz, że musiałem myśleć, lecz konkretny cytat. Jeden jedyny w zupełności wystarczy, bo ja nie przypominam sobie, żebym coś takiego napisał.

I wreszcie wychowanie. Właśnie o nim rozmawiamy. Jeżeli dorosły człowiek uczy młodych, że należy potępiać chamstwo, a jednocześnie sam przypisuje rozmówcy poglądy bez wykazania, na jakiej podstawie to robi, to mamy sprzeczność wartą zauważenia. Nie trzeba przy tym nikogo obrażać ani rozstrzygać, kto jest patriotą, a kto nim nie jest.

Nie oczekuję, że zgodzisz się ze mną w sprawach politycznych. Oczekuję tylko jednej zasady: proszę polemizować z tym, co rzeczywiście napisałem, a nie z tym, co przypisujesz mi na podstawie własnych wyobrażeń. Jeśli nie potrafimy oddzielić jednego od drugiego, to nie jest już dyskusja o godności, tylko walka o to, kto głośniej ogłosi własną rację.

sake3

sake2020

29.10.2026 19:12

W odpowiedzi do: mjk1

@mkj1....Pan oczywiście należy do tych co to chamstwo toleruje i udaje że go nie widzi. Jakież to wygodne.

mjk1

mjk1

29.10.2026 19:29

W odpowiedzi do: sake2020

Czasami to już naprawdę nie tylko ręce i nogi opadają Droga Sake. Pytam gdzie ja napisałem, że cieszę się z pobicia Polaków, a Ty odpowiadasz, że toleruję chamstwo. Gdzie ja to stwierdziłem? Proszę zacytować moje słowa.

Ty naprawdę nie dostrzegasz różnicy między potępieniem czyjegoś zachowania a zgodą na każdą interpretację tego zachowania, którą Ty przedstawiasz? Można potępiać chamstwo i jednocześnie domagać się, by nie zastępować faktów domysłami. Jedno drugiemu nie przeczy.

Najbardziej zdumiewające jest to, że rozmawiamy o wychowaniu, szacunku i odpowiedzialności za własne słowa, a Ty po raz kolejny przypisujesz mi pogląd, którego nie potrafi poprzeć cytatem.

Zanim więc kolejny raz oskarżysz kogoś o tolerowanie chamstwa, warto najpierw sprawdzić, czy rzeczywiście je toleruje, czy tylko nie zgadza się z Twoją interpretacją wydarzeń.

mjk1
Zawód:
mjk1

Statystyka blogera

Liczba wpisów: 257
Liczba wyświetleń: 320 011
Liczba komentarzy: 5 203

Ostatnie wpisy blogera

  • Prawica śpi, a polityka dzieje się naprawdę.
  • Pytanie, na które prawica nie chce odpowiedzieć.
  • Kiedy partia staje się rodziną, a argument obrazą.

Moje ostatnie komentarze

  • Czasami to już naprawdę nie tylko ręce i nogi opadają Droga Sake. Pytam gdzie ja napisałem, że cieszę się z pobicia Polaków, a Ty odpowiadasz, że toleruję chamstwo. Gdzie ja to stwierdziłem? Proszę…
  • Postaram się to uporządkować, bo przypisujesz mi Droga Sake coraz więcej rzeczy, których nie napisałem.Po pierwsze, nie twierdzę, że ordynarne ataki na prezydenta są dopuszczalne. Można i należy…
  • Fatalna pointa Grzesiu. Powinno być: Chińczycy  są nienormalni, my jeszcze bardziej a ten specjalista od piłki kopanej dla szmalu przeprosi wszystkich i każdego. Nawet Czarzastego za nazwanie go…

Najpopularniejsze wpisy blogera

  • Wotum zaufania
  • Jakiego Państwa tak naprawdę chcemy?
  • Czy za rządzenie odpowiedzialny jest rząd?

Ostatnio komentowane

  • mjk1, Czasami to już naprawdę nie tylko ręce i nogi opadają Droga Sake. Pytam gdzie ja napisałem, że cieszę się z pobicia Polaków, a Ty odpowiadasz, że toleruję chamstwo. Gdzie ja to stwierdziłem? Proszę…
  • sake2020, @mkj1....Pan oczywiście należy do tych co to chamstwo toleruje i udaje że go nie widzi. Jakież to wygodne.
  • mjk1, Postaram się to uporządkować, bo przypisujesz mi Droga Sake coraz więcej rzeczy, których nie napisałem.Po pierwsze, nie twierdzę, że ordynarne ataki na prezydenta są dopuszczalne. Można i należy…

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2008 - 2026, naszeblogi.pl

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | tvrepublika.pl | albicla.com

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Do czego są one potrzebne może Pan/i dowiedzieć się tu. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek. | Polityka Prywatności

Footer

  • Kontakt
  • Nasze zasady
  • Ciasteczka "cookies"
  • Polityka prywatności