Przejdź do treści
Strona główna

menu-top1

  • Blogerzy
  • Komentujący
  • Komentarze
User account menu
  • Moje wpisy
  • Zaloguj

Co się dzieje z młodymi ludźmi? A może z nami?

mjk1 27.10.2026

 Od czasu do czasu pojawia się dyskusja o dzisiejszej młodzieży. Że jest coraz bardziej agresywna, że nie szanuje starszych, że trudno do niej dotrzeć, że żyje w świecie telefonów, mediów społecznościowych i natychmiastowej gratyfikacji. Jedni obwiniają szkołę, inni internet, jeszcze inni polityków i zmieniające się czasy. Każdy ma swoje wyjaśnienie, a po zakończeniu dyskusji wszyscy wracają do codziennych zajęć. Tylko problem jakoś nie znika. Nie twierdzę, że dzisiejsza młodzież jest gorsza od poprzednich pokoleń. Każde miało swoje wady, konflikty i buntowników. Zmienił się jednak świat, w którym młodzi dorastają, a wraz z nim zmieniły się pokusy, zagrożenia i wzorce, z jakimi spotykają się na co dzień. Dlatego warto zadać pytanie nieco inne od tego, które zwykle pojawia się w podobnych dyskusjach: czy zastanawiamy się nad tym, skąd młodzi ludzie czerpią wzorce zachowania i kto uczy ich odróżniać własny interes od dobra innych?

 Wystarczy przyjrzeć się zwykłym rozmowom, choćby tym prowadzonym w Internecie. Ktoś przedstawia argument, ale zamiast odpowiedzi słyszy, że jest naiwny albo niczego nie rozumie. Ktoś przywołuje niewygodne fakty, więc rozmówca zaczyna podejrzewać go o złe intencje. Ktoś nie zgadza się z większością i zamiast rzeczowej polemiki otrzymuje drwinę. Nierzadko ważniejsze od ustalenia, kto ma rację, staje się to, kto kogo skuteczniej ośmieszy. Co ciekawe, podobnie zachowują się ludzie w różnym wieku, z różnym wykształceniem i o odmiennych poglądach. Nie jest to więc wyłącznie problem młodzieży. Być może właśnie tutaj powinniśmy rozpocząć poszukiwanie odpowiedzi.

 Dziecko nie przychodzi na świat z gotowym przekonaniem, że zawsze musi postawić na swoim, że słabość innych można wykorzystać, a przyznanie się do błędu jest oznaką przegranej. Tego uczy się stopniowo, obserwując otoczenie. I niekoniecznie wtedy, gdy rodzice wygłaszają pouczające przemowy. Znacznie częściej wtedy, gdy sami postępują w określony sposób. Co widzi dziecko, gdy dorosły wymaga uczciwości od innych, ale dla własnej korzyści szuka wyjątków od zasad? Czego uczy się, gdy rodzic lekceważy człowieka biedniejszego, wyśmiewa kogoś o odmiennych poglądach albo uważa, że w sporze trzeba za wszelką cenę pokonać przeciwnika? Jak ma zrozumieć, że należy szanować słabszych, jeśli w praktyce obserwuje, że liczą się przede wszystkim siła, pieniądze i umiejętność załatwienia czegoś dla siebie?

 Rodzice oczywiście nie są jedynym źródłem wpływu. Jest szkoła, rówieśnicy, Internet, kultura i całe otoczenie społeczne. Nie każde dziecko powiela zachowania wyniesione z domu, a nie każdy problem wychowawczy wynika z zaniedbań rodziców. Jednak to właśnie rodzina jest pierwszym miejscem, w którym młody człowiek obserwuje, jak ludzie traktują siebie nawzajem. Tam najwcześniej dowiaduje się, czy zasady obowiązują wszystkich, czy tylko tych, którzy nie potrafią ich ominąć. Można oczywiście powiedzieć, że szkoła powinna uczyć szacunku, odpowiedzialności i współpracy. Powinna. Tyle że nauczyciel ma przed sobą całą klasę, ograniczony czas i wiele obowiązków. Nie jest w stanie zastąpić codziennych przykładów, które dziecko widzi w domu. Nie może też skutecznie uczyć szacunku, jeśli młody człowiek słyszy później od dorosłych, że nauczyciel jest nieudacznikiem, przeciwnik to idiota, a każdy, kto nie zgadza się z nami, musi mieć jakiś ukryty interes. Nie chodzi przy tym o wychowanie ludzi potulnych, którzy nigdy nie protestują i zawsze zgadzają się z silniejszym. Przeciwnie. Potrzebujemy ludzi samodzielnych, odważnych i potrafiących bronić własnego zdania. Jest jednak zasadnicza różnica między odwagą a arogancją, między ambicją a egoizmem, między stanowczością a niezdolnością do przyjęcia jakichkolwiek argumentów.

 Człowiek dojrzały nie musi przyznawać racji każdemu rozmówcy. Powinien jednak umieć wysłuchać argumentów, rozpoznać własny błąd i zmienić zdanie, gdy przemawiają za tym fakty. To nie jest oznaka słabości. To oznaka samodzielnego myślenia. Podobnie jak pomoc słabszemu nie musi oznaczać naiwności, a rezygnacja z części własnej korzyści na rzecz wspólnego dobra nie jest automatycznie przegraną. Warto więc czasem zadać sobie niewygodne pytanie: czego właściwie chcemy nauczyć własne dzieci? Żeby były uczciwe, czy żeby umiały skutecznie wykorzystać uczciwość innych? Żeby szanowały ludzi, czy żeby szanowały tylko tych, od których czegoś potrzebują? Żeby potrafiły współpracować, czy żeby zawsze wygrywały, nawet kosztem innych? Nie są to pytania wyłącznie o młodzież. Dotyczą także nas samych, bo dzieci znacznie uważniej obserwują nasze postępowanie, niż słuchają naszych pouczeń.

 Może zatem, zanim po raz kolejny zaczniemy narzekać na młodych ludzi, warto przyjrzeć się światu dorosłych, który im pokazujemy. Nie po to, by szukać winnych za wszelką cenę, lecz by zrozumieć, że wychowanie nie polega na przekazywaniu pięknych haseł. Polega przede wszystkim na codziennym przykładzie. Być może największym błędem dorosłych nie jest to, że nie potrafią nauczyć młodych, jak żyć. Jest nim przekonanie, że wystarczy powiedzieć im, jak mają postępować, nawet jeśli sami pokazujemy coś zupełnie innego.

  • Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
  • Odsłony: 145
tricolour

tricolour

27.10.2026 14:19

Dorośli nie popełniają żadnego błędu, oni skutecznie uczą dzieci, jak żyć. Jeśli tu obok w tytule wątku jest "nie bać tuska" to znaczy, że człowiek jest do jebania. Dzieci nauczą się przykładem ponieważ nauka polega na dawaniu przykładu. 

Każdy stary,  każdy inny jest "nie bać".

Dostajecie to, co zasialiście.

mjk1

mjk1

27.10.2026 14:48

W odpowiedzi do: tricolour

Dokładnie o to mi chodziło w moim wpisie Trójkolorowy. Dorośli rzeczywiście skutecznie uczą dzieci, jak żyć, przede wszystkim własnym przykładem. Problem zaczyna się wtedy, gdy sami głoszą jedno, a pokazują coś zupełnie innego.

Wystarczy przeczytać komentarze tych dwóch dyżurnych "blondynek", o czym wspomniałeś. Zamiast argumentów mamy podział na swoich i obcych, a ludzi o innych poglądach można już podejrzewać o odmóżdżenie, agenturalność czy przynależność do UB. Jedna wręcz ogłasza sukces wychowawczy, gdy rozmówca nie potrafi odpowiedzieć na jej pytanie. I prawdopodobnie nigdy nie pojmie, że milczenie nie musi oznaczać, że ktoś przejrzał na oczy. Może oznaczać, że uznał rozmowę za bezcelową. I właśnie takiego przykładu uczymy młodych: nie próbuj zrozumieć drugiego człowieka, tylko przypisz mu etykietę; nie sprawdzaj własnych przekonań, tylko szukaj potwierdzenia, że twoi przeciwnicy są gorsi. A potem dziwimy się, że rozmowy zamieniają się w awantury, a wspólne rozwiązywanie problemów staje się niemożliwe.

Można nie lubić Tuska, można krytykować jego rząd i można uważać Marsz Niepodległości za ważne wydarzenie. Ale, na miłość boską, z tego nie wynika, że każdy uczestnik Marszu Równości jest zboczeńcem, a każdy, kto ma inne zdanie, jest agentem albo ofiarą medialnego prania mózgu.

Jeśli dzieci dostają to, co dorośli zasiali, to może rzeczywiście nie ma tu błędu wychowawczego. Jest tylko pytanie, czy chcemy wychowywać ludzi zdolnych samodzielnie myśleć, czy takich, którzy potrafią jedynie nienawidzić tych, których wskazano im jako wrogów.

tricolour

tricolour

27.10.2026 15:08

W odpowiedzi do: mjk1

Twoje rozmówczynie znają fakty, znają nazwiska, wydarzenia - żyją tym i faktami i nazwiskami, to jaskrawo widoczne po tym co i jak mówią, z naciskiem na "jak". 

Nie żyją swoim życiem tylko tym, co zobaczą w telewizorze,  a dokładniej - co zostanie im pokazane. Życie emocjonalne nie zależy od ich dokonać, planów, realizacji tylko od przekazu telewizyjnego. Stąd bezustanne napięcie, gotowość do natychmiastowego odparcia ataku, nawet gdy nikt nie atakuje, to nie ma znaczenia, bo emocje potrzebują gotowości, tym się żywią, to ich energia.

Masz wysoką emeryturę? To wspaniale,  jak tego dokonałeś? Tak zapyta normalny człowiek, też by tak chciał, a może też tak ma, to już was jest dwóch, a we dwójkę, a szczególnie we dwoje - raźniej. Lepiej.

Nie, jest inaczej - ty ubeku. Broń się teraz, walcz, może zdechniesz w walce.

mjk1

mjk1

27.10.2026 15:50

W odpowiedzi do: tricolour

Chyba właśnie w tym tkwi problem Tri, że niektórzy nie tyle samodzielnie myślą o świecie, ile przeżywają go przez telewizyjny przekaz. Potem każde odmienne zdanie traktują jak atak, a człowieka zastępują etykietą. Nie pytają, nie sprawdzają, nie próbują zrozumieć tylko od razu wiedzą, kim jesteś. A przecież samodzielne myślenie zaczyna się właśnie tam, gdzie kończy się bezkrytyczne przyjmowanie cudzych ocen. 

Sam też doświadczyłem dokładnie tego, o czym piszesz. Wystarczyło, że wspomniałem o swojej wysokiej emeryturze, a od jednej z opisywanych blondynek natychmiast usłyszałem, że jestem ubekiem. Nie padło pytanie, jak do niej doszedłem, czym zajmowałem się przez życie ani co robiłem zawodowo. Od razu wyrok, bo najwyraźniej fakty z mojego życia nie pasowały do obrazu świata, który ktoś sobie wcześniej ułożył.

I właśnie dlatego Twój komentarz pasuje do mojego wpisu. Można mieć różne poglądy, ale jeśli przestajemy pytać, słuchać i poznawać drugiego człowieka, a zamiast tego natychmiast przyklejamy mu etykietę, to nie szukamy już prawdy. Bronimy własnych uprzedzeń. A młodzi patrzą i uczą się, że tak właśnie należy rozmawiać.

tricolour

tricolour

27.10.2026 17:51

W odpowiedzi do: mjk1

Ten młody uczeń,  co nożem zadźgał woźną, po tym jak został obezwładniony przez dyrektora, to się do tego dyrektora przytulił. W domu był bity więc zadźgał, tego go nauczył dom, ale w głębi potrzebował miłości. Dostał ją poza dysfunkcyjnym domem.

Więc gdy moj pietnastolatek tuli się do nas pięć razy dziennie,  to jestem szczęśliwy, że potrafi okazać potrzeby, a dom potrafi je zaspokoić.

Uczymy się poprzez naśladowanie.

PS. Czytałem o tym "ubeku" stąd moje nawiązanie. Ja np. jestem idiotą, bo nie mam PV. Nikt nie pytał dlaczego nie mam, po prostu jestem idiotą. Cieszę się nawet z tego.

mjk1

mjk1

27.10.2026 19:12

W odpowiedzi do: tricolour

I tu dochodzimy do sedna mojego wpisu Tri. Dzieci uczą się przede wszystkim przez obserwację rodziców, a nie przez to, co dorośli deklarują. Jeśli w domu widzą, że zamiast pytać i próbować zrozumieć drugiego człowieka, wystarczy go obrazić i przykleić mu etykietę, to właśnie taki wzorzec uznają za normalny. Szkoła może wiele nauczyć, ale nie zastąpi wychowania wyniesionego z domu. Dlatego, zanim zaczniemy narzekać na młode pokolenie, warto zadać sobie pytanie, czego sami je uczymy. Dzieci nie tylko nas słuchają. Przede wszystkim patrzą, jak żyjemy i jak traktujemy innych.

Romuald

Romuald

27.10.2026 21:29

W odpowiedzi do: tricolour

Wtrącę się do prowadzonej przez Panów dyskusji i samego głównego wpisu.

Z młodzieżą problem był od zawsze od czasów antycznych kiedy zaczęto o niej pisać, remedium na to była edukacja i wychowanie zawsze się uzupełniające a nie rozdzielone na dom i szkołę, czasy kiedy bito dzieci w szkole miały to do siebie że zazwyczaj nie było zupełnie nie wychowawcze, fakt że to w jakiś sposób ostateczność, tyle kara "łap" była za nieuctwo lub typowo szkolne przewinienia, owszem rodzic mógł się pożalić na takie działania lokalnej komórce Partii choć z domowych historii nikt tego nie robił, a przymus nauki czy poprawnego wychowania zaniedbany w domu wymuszała szkoła.

Dzieci, jak Panowie wiedzą powielają domowe zachowania w swoim środowisku, do tego mają tendencje do ich przerysowywania, a przyjęty w domu system wartościowania nie umknie dorastającemu człowiekowi, w jakiś sposób w kształtowaniu i dyscyplinie pomaga religia, choć z tym trzeba bardzo ostrożnie bo sumienie można mieć tak skonstruowane że w swoim mniemaniu zawsze będzie się w najlepszym porządku. Do tego warto by "ciężka ojcowska łapa" była bardziej ostateczną linią działania niż czymś stosowanym na co dzień.

Nauczyciele, rodzice - tu nie widzę powodu do zbytniego rozdzielania ról, każdy w jakiś sposób kształtuje, niestety każdy może w jakiś sposób być obarczony jakimiś przywarami, to naturalne i ludzkie tyle że powoduje brak autorytetu i złe kształtowanie, oba te problemy to chyba zresztą obecnie powszechność szczególnie brak autorytetu, z własnego przykładu wiem, że jako dziecko miałem świadomość że niektórzy moi nauczyciele nie mieli dobrej podbudowy do kształcenia osobowości i charakterów, to jak takich szanować i uznawać za autorytet.

Ważnym choć może przecenianym przeze mnie elementem są pieniądze i spojrzenie przez ich pryzmat na innych, kolegę bardzo przez wiele lat zastanawiało to jak wysokie zarobki wpływają na kształtowanie się dzieci - tłumaczyłem mu na swoim i znajomych z podobnej grupy przykładzie że nijak, ale on ma inne doświadczenia - sam dobrze zarabia i ze względu na podobny mi wiek nie był ubekiem, widzi jak młody chłopak dostaje auto za ćwierć miliona i samo to czyni go kimś ważnym, analizując z nim tą tematykę sam doszedłem do wniosku - nie żebym pisał panegiryk na swoją cześć, najłatwiej mi na swoim przykładzie i znanych sytuacjach opisywać rzeczywistość choć to bardzo subiektywne - w szkole chyba należałem - wbrew pozorom - do dzieci których rodzice zarabiali bardzo dobrze, choć nie miałem żadnych przedmiotów które by wyróżniały mnie na tle klasy pod tym względem pewnie uchodziłem za raczej ubogiego, a wakacje spędzałem na wsi u ciotki, Tunezja czy Maroko na początku lat 90 to był istotny powód do klasowych przechwałek i własnie do wartościowania kto ile (!) jest wart. Nie czułem się ani tym poszkodowany bo i nie miałem świadomości że mógłbym, natomiast jak Panowie piszą miałem w każdej chwili uwagę obojga rodziców co z mojej perspektywy lat było szczególnie ważne, do tego ojciec "ciężką ojcowską łapą" celowo w cudzysłowie gdyż nigdy nie byłem bity :) nauczył mnie szacunku do ludzi i pracy - bez względu na zajmowany szczebel drabiny społecznej - tak cudzej jak i własnej. Koleżanki siostry były zdziwione że mama miała czas na rozmowę nią po szkole (liceum) przy rozpuszczalnej kawie.

Trudno oczekiwać że dzieci spędzające cały dzień w szkole a potem na zajęciach dodatkowych, kształtowane przez media i nauczycieli - jednych z powołania innych bez - mające niewiele czasu na kontakt z rodzicami - patrzę na to z perspektywy dzieci mojej siostry gdzie każde siedzi samo w swoim pokoju - zamiast siedzieć i kształtować się w towarzystwie starszych, brak wielopokoleniowości wnoszącej wiele w kształtowanie się dziecka, brak jednoznacznych autorytetów, tak można długo - będą dobrze ukształtowane same z siebie to naiwność. Będą "starotestamentowymi szympansami" z wpisu któregoś z Blogerów na NB (a może czytałem to gdzieś indziej). 

Dodam że jestem kawalerem wiec problem znam tylko teoretycznie i z widzenia - a finalny wpis o potrzebie bycia przytulonym przez nieletniego zabójcę jest najbardziej dojmującym przykładem zaniedbań rodzicielskich.

sake3

sake2020

27.10.2026 20:01

W odpowiedzi do: tricolour

@Tricolour....A kiedy ja pytałam się o emeryturę pana @mkj? Jest tu niewiele ,,blondynek'' więc nietrudno się domyśleć o kim @nkj1 pisze i kogo bez przerwy wyzywa a teraz udaje bezbronnego atakowanego ubeka. Nawet nie znam jego wieku i nie wiem czy rzeczywiście nabył już prawa do emerytury. Ale do moralizowania i wyzywana siły to ma.

mjk1

mjk1

27.10.2026 20:31

W odpowiedzi do: sake2020

Przeceniasz swoje znaczenie i to mocno Droga Sake. Nie każdy tekst, który czytasz, jest o Tobie, choć widzę, że trudno Ci się oprzeć pokusie, by w każdej dyskusji odnaleźć własną osobę. To dość niezwykła forma egocentryzmu.

Dla porządku jednak - to Alina nazwała mnie ubekiem, kiedy napisałem, że jestem zadowolony ze swojej emerytury, bo sam na nią zapracowałem. Nie przypisujmy sobie cudzych zasług ani cudzych słów, bo jeszcze trudniej będzie odróżnić fakty od wyobrażeń.

A mój wpis dotyczył wychowania, odpowiedzialności rodziców i przykładu, jaki dorośli dają młodym. Do tego meritum znowu nie odniosłaś się ani jednym zdaniem. Być może temat okazał się zbyt wymagający, a być może łatwiej zaatakować autora, niż zmierzyć się z treścią. W końcu osobista wycieczka nie wymaga ani argumentów, ani refleksji - wystarczy przekonanie, że wszystko kręci się wokół własnej osoby. I właśnie o takim sposobie rozmowy pisałem. Dziękuję więc za kolejny przykład.

mjk1
Zawód:
mjk1

Statystyka blogera

Liczba wpisów: 257
Liczba wyświetleń: 319 496
Liczba komentarzy: 5 179

Ostatnie wpisy blogera

  • Prawica śpi, a polityka dzieje się naprawdę.
  • Pytanie, na które prawica nie chce odpowiedzieć.
  • Kiedy partia staje się rodziną, a argument obrazą.

Moje ostatnie komentarze

  • Przeceniasz swoje znaczenie i to mocno Droga Sake. Nie każdy tekst, który czytasz, jest o Tobie, choć widzę, że trudno Ci się oprzeć pokusie, by w każdej dyskusji odnaleźć własną osobę. To dość…
  • I tu dochodzimy do sedna mojego wpisu Tri. Dzieci uczą się przede wszystkim przez obserwację rodziców, a nie przez to, co dorośli deklarują. Jeśli w domu widzą, że zamiast pytać i próbować zrozumieć…
  • Chyba właśnie w tym tkwi problem Tri, że niektórzy nie tyle samodzielnie myślą o świecie, ile przeżywają go przez telewizyjny przekaz. Potem każde odmienne zdanie traktują jak atak, a człowieka…

Najpopularniejsze wpisy blogera

  • Wotum zaufania
  • Jakiego Państwa tak naprawdę chcemy?
  • Czy za rządzenie odpowiedzialny jest rząd?

Ostatnio komentowane

  • Romuald, Wtrącę się do prowadzonej przez Panów dyskusji i samego głównego wpisu.Z młodzieżą problem był od zawsze od czasów antycznych kiedy zaczęto o niej pisać, remedium na to była edukacja i wychowanie…
  • mjk1, Przeceniasz swoje znaczenie i to mocno Droga Sake. Nie każdy tekst, który czytasz, jest o Tobie, choć widzę, że trudno Ci się oprzeć pokusie, by w każdej dyskusji odnaleźć własną osobę. To dość…
  • sake2020, @Tricolour....A kiedy ja pytałam się o emeryturę pana @mkj? Jest tu niewiele ,,blondynek'' więc nietrudno się domyśleć o kim @nkj1 pisze i kogo bez przerwy wyzywa a teraz udaje bezbronnego…

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2008 - 2026, naszeblogi.pl

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | tvrepublika.pl | albicla.com

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Do czego są one potrzebne może Pan/i dowiedzieć się tu. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek. | Polityka Prywatności

Footer

  • Kontakt
  • Nasze zasady
  • Ciasteczka "cookies"
  • Polityka prywatności