Przejdź do treści
Strona główna

menu-top1

  • Blogerzy
  • Komentujący
  • Komentarze
User account menu
  • Moje wpisy
  • Zaloguj

Prawica śpi, a polityka dzieje się naprawdę.

mjk1 23.10.2026

 Są ludzie, którzy potrafią przez pół dnia kłócić się o politykę, a wieczorem nie wiedzą, co właściwie wydarzyło się w państwie. Za to doskonale wiedzą, kto jest zdrajcą, kto agentem, kto głupcem, a komu należałoby zmierzyć pewne części ciała. Polska szkoła może nie zawsze uczy rzeczy przydatnych w życiu, ale przynajmniej niektórym jej absolwentom pozostawiła imponującą znajomość obelg. Przekonałem się o tym na własnym blogu. Zadałem pytanie o pakt senacki prawicy i możliwe przyczyny niechęci Jarosława Kaczyńskiego do porozumienia obejmującego wszystkie jej środowiska. Pytanie dotyczyło interesów politycznych, przyszłego układu sił i pozycji prezydenta Karola Nawrockiego. Odpowiedzi merytorycznych jak na lekarstwo. Za to pojawiły się obelgi, polityczne etykietki i wyjaśnienia, że Braun jest taki, Nawrocki owaki, a autor wpisu najwyraźniej nie rozumie rzeczywistości. Jednym słowem, tradycyjna uczta intelektualna. Gdyby od liczby wyzwisk zależała jakość demokracji, bylibyśmy już europejskim, albo nawet światowym mocarstwem. Tymczasem polityka nie czeka, aż komentatorzy skończą się obrażać.

Kiedy ważne rzeczy dzieją się poza boiskiem.

 Na Interii ukazał się materiał o planach obozu rządzącego wobec Trybunału Konstytucyjnego. Zacytowano w nim anonimowego przedstawiciela otoczenia premiera, według którego do stycznia Trybunał ma zostać wyzerowany i zacząć normalnie działać. Artykuł opisuje działania prawne i organizacyjne, które mogą zmienić układ sił w tej instytucji. To nie jest drobna sprzeczka o stanowiska. Trybunał Konstytucyjny ma rozstrzygać, czy prawo uchwalane przez władzę jest zgodne z Konstytucją. Jeżeli zmienia się układ sił w Trybunale, zmieniają się również warunki, w jakich będą oceniane decyzje rządzących. Można oczywiście spierać się o to, kto ponosi odpowiedzialność za obecny kryzys i jak należy go rozwiązać. I trzeba to robić, ale kiedy przedstawiciele obozu władzy mówią o planie doprowadzenia sprawy do końca w ciągu dwóch miesięcy, obywatel powinien zapytać: na jakiej podstawie prawnej, jakimi metodami i z jakimi konsekwencjami dla niezależności tej instytucji? Tymczasem część prawicowej publiczności woli zajmować się tym, kto kogo obraził, kto komu nie podał ręki i kto powinien zostać wyrzucony z polityki. Trybunał? Nuda. Konstytucja? Trudne słowo. Za to można jeszcze raz wyjaśnić, że wszyscy poza naszym obozem są zdrajcami. A potem przychodzi zdziwienie, że państwo nie działa tak, jak byśmy chcieli.

Ordynacja, czyli rzecz znacznie ważniejsza niż kolejna awantura.

 Drugi materiał Interii dotyczył weta prezydenta Nawrockiego wobec nowelizacji Kodeksu wyborczego. Jednym z jej ważnych elementów była korekta liczby mandatów przypadających na poszczególne okręgi, uwzględniająca zmiany demograficzne. Obowiązujący podział nie był aktualizowany od 2011 roku, a za brak zmian odpowiadają kolejne parlamenty, również te z czasów rządów PiS. Weto prezydenta oznacza, że ta konkretna nowelizacja nie wejdzie w życie w przyjętej postaci. Nie dowodzi to samo w sobie, że rząd chciał zapewnić sobie zwycięstwo w następnych wyborach. Nie dowodzi również, że prezydent działał wyłącznie z troski o demokrację. Do takich wniosków potrzebna jest analiza konkretnych przepisów i intencji, a nie wiara w nieomylność własnego obozu. Właśnie dlatego sprawa jest poważna. Zasady wyborów określają, w jaki sposób głosy ludzi przekładają się na mandaty. Kto nie interesuje się tym, jak są ustalane, może obudzić się dopiero po wyborach, kiedy wynik okaże się dla niego niekorzystny. Wtedy oczywiście będzie można krzyczeć o manipulacji, tylko że rozsądniej byłoby zainteresować się regułami gry, zanim sędzia zagwiżdże koniec meczu.

 I tu mam pytanie do tych, którzy tak gorliwie bronią prawicy: ilu z nich przeczytało zawetowaną ustawę? Ilu sprawdziło, co dokładnie miało się zmienić? Ilu potrafi wyjaśnić, jakie skutki ma korekta demograficzna, a jakie pozostałe przepisy? Ilu po prostu przyjęło, że skoro prezydent zawetował ustawę, to wszystko jest jasne, bo nasz prezydent na pewno wie lepiej? Nie oczekuję, że każdy zostanie prawnikiem konstytucjonalistą. Oczekuję jedynie, że obywatel będzie chciał wiedzieć, o co toczy się gra. To naprawdę nie jest wygórowane wymaganie.

Kibic nie pyta, świadomy wyborca powinien.

 I tu dochodzimy do problemu znacznie większego niż PiS, KO, Konfederacja czy Braun. Kibic chce, żeby jego drużyna wygrała. Nie musi wiedzieć, czy trener popełnił błąd, czy zawodnicy realizują dobrą taktykę ani czy klub nie zadłuża się ponad miarę. Wystarczy, że wierzy w swoich i nienawidzi tamtych. Wyborca nie ma takiego komfortu. Jeśli jego partia popełnia błąd, skutki ponosi również on. Jeśli politycy zmieniają reguły działania instytucji państwa, konsekwencje dotyczą wszystkich. Jeśli ktoś z jego obozu popełnia nadużycie, nie przestaje ono być nadużyciem tylko dlatego, że popełnił je nasz człowiek. A jednak w polityce partyjna lojalność często działa jak zatyczki do uszu. Można pokazać komuś dokument, przytoczyć wypowiedź jego ulubionego polityka, wskazać sprzeczność w programie, a on i tak odpowie, że Tusk jest gorszy. Być może jest. Tylko co z tego wynika dla sprawy, o której rozmawiamy? To tak, jakby pacjentowi lekarz powiedział, że ma złamaną nogę, a pacjent odpowiedział, że sąsiad ma złamane obydwie. Sąsiad może mieć nawet złamane nogi i ręce, ale od tego własna noga nie zrośnie się ani trochę szybciej.

 Nie twierdzę też, że tylko prawicowy elektorat cierpi na tę przypadłość. Partyjne zaślepienie występuje po różnych stronach. Jednak na prawicy szczególnie interesuje mnie dziś pewien paradoks: ludzie, którzy tak często mówią o suwerenności, niepodległości i dobru Polski, potrafią bez większego sprzeciwu podporządkować własne myślenie interesom jednego partyjnego przywódcy. Można być patriotą i głosować na PiS. Można popierać Nawrockiego, Brauna albo Konfederację. Nie ma w tym niczego nagannego, ale czy patriotyzm wymaga również gotowości do zadawania trudnych pytań własnym liderom? Czy może wystarczy odpowiednio głośno krzyczeć na przeciwników?

Kto właściwie pilnuje interesu Polski?

 Spójrzmy na obecną sytuację. Rządzący próbują rozwiązać kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego. Prezydent wetuje zmiany w prawie wyborczym. Na prawicy trwa dyskusja o pakcie senackim, przywództwie i tym, kto z kim może usiąść przy jednym stole. To są sprawy, które zasługują na rzeczową analizę. Nie oznacza to, że wszystkie działania rządu są złe, wszystkie decyzje prezydenta słuszne, a każde porozumienie prawicy byłoby zbawieniem dla kraju. Oznacza to jedynie, że trzeba wiedzieć, co się dzieje, i umieć ocenić skutki konkretnych decyzji. Tymczasem łatwiej znaleźć dziesiątki komentarzy o tym, kto jest zdrajcą, niż kilka rzeczowych odpowiedzi na pytanie, jakie rozwiązanie ustrojowe byłoby najlepsze dla Polski. Łatwiej oskarżyć rozmówcę o sprzyjanie Tuskowi, niż wykazać, w którym miejscu jego argument jest błędny. Łatwiej obronić lidera przed każdym pytaniem, niż sprawdzić, czy lider rzeczywiście działa w interesie swoich wyborców. A politycy? Politycy mogą tylko zacierać ręce. Wyborca, który sam analizuje, jest wymagający. Wyborca, który tylko kibicuje, jest przewidywalny. Wystarczy odpowiednie hasło, odpowiednio wskazany wróg i odpowiednia porcja oburzenia. Nie trzeba nawet przekonywać go, że własna drużyna ma rację. Wystarczy przekonać go, że każda wątpliwość jest atakiem ze strony przeciwnika.

Świadectwo to jeszcze nie dojrzałość.

 Może więc problem nie zaczyna się w dniu wyborów. Może zaczyna się znacznie wcześniej, kiedy uczymy się, że ważniejsze od zrozumienia sprawy jest zajęcie właściwego stanowiska. Że przyznanie racji przeciwnikowi jest słabością. Że pytanie o błędy własnego obozu oznacza nielojalność. Że lepiej mieć gotową odpowiedź niż przyznać, że czegoś się nie wie. Szkoła może wystawić świadectwo, wpisać oceny i odhaczyć zrealizowany program, ale czy potrafi przygotować człowieka do sytuacji, w której musi samodzielnie ocenić sprzeczne informacje, rozpoznać polityczny interes i podjąć decyzję bez podpowiedzi partyjnego przewodnika? To pytanie zostawiam na początek kolejnego cyklu. Na razie wystarczy jedna obserwacja: państwo nie staje się mądrzejsze od tego, że jego obywatele potrafią głośniej krzyczeć. Demokracja nie staje się silniejsza od tego, że każda partia ma wierny tłum a patriotyzm nie polega na tym, że własnym politykom wolno wszystko, bo przecież tamci są jeszcze gorsi. Można całe życie kibicować swojej drużynie i nigdy nie zrozumieć zasad gry. Można też mieć świadectwo z dobrymi ocenami, a mimo to nie umieć odróżnić argumentu od obelgi. I wtedy politycy mogą spać spokojnie. Nie dlatego, że dobrze rządzą, lecz dlatego, że zbyt wielu ludzi zamiast patrzeć im na ręce, patrzy na ręce swoim przeciwnikom. A gdy wreszcie zorientujemy się, że stawką nie była kolejna partyjna awantura, lecz kształt państwa, może się okazać, że najważniejsze decyzje już zapadły. Wtedy pozostanie nam już  tylko tradycyjna polska pociecha - przynajmniej nasi przegrali z godnością. O ile oczywiście zdążymy ustalić, kto jest nasz”. 

  • Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
  • Odsłony: 139
Romuald

Romuald

24.10.2026 02:15

Ważne sprawy dzieją się jak Pan pisze niejawnie i o tych najważniejszych wcale się nie dowiadujemy - co wyjdzie z paktu senackiego i czy w ogóle wyjdzie przekonamy się za jakiś czas, dla ogółu narodu Trybunał i jego wpływ na życie jest raczej mgliście niejasny i poza nielicznymi, choć na szczęście mającymi ochotę protestować, mało kogo obchodzi - trybunał i wspomniana niejawność są tu z sobą powiązane - niedawna wypowiedź Święczkowskiego o tym jak Ziobro nie zajął się Tuskiem mając ku temu środki jest ciekawa, nie posądzał bym go o powiedzenie tego dla samego faktu a raczej danie znać że są sprawy które mogą wypłynąć gdy zajdzie potrzeba - być może z tego i posiadanej wiedzy wynika jego spokój o swój los, i ew. losy Trybunału - zobaczymy.

Co do ordynacji, nie powinno dziwić w naszych warunkach politycznych - że każda rząd gra w gry o krótkim horyzoncie czasowym własnej kadencji i pod swoje interesy - czasem się to udaje i jest to korzystne nawet w dłuższej perspektywie, a czasem nie, zastanawiam się czy prawica jako całość w swoim obecnym rozdrobnieniu ma ochotę rządzić czy tylko trwać, z mojego punktu widzenia, problemem było by nie tyle wygranie wyborów, co utrzymanie władzy dłużej niż kadencje, bo w jedną raczej w obecnego dołka nie da się wyjść.

Pańska pointa jest istotnie niebezpieczna.

mjk1

mjk1

24.10.2026 11:50

W odpowiedzi do: Romuald

Zgadzam się Panie Romualdzie, że problemem może być nie samo wygranie wyborów, lecz utrzymanie władzy i zdolność do przeprowadzenia zmian. Tyle że mam wrażenie, iż jeszcze ważniejsze pytanie brzmi: czy politycy chcą zmienić państwo, czy przede wszystkim chcą zachować władzę nad państwem? Właśnie dlatego wracam do sprawy paktu senackiego. W poprzednim wpisie zastanawiałem się, czy prezydent Nawrocki nie szuka sposobu na zbudowanie większości, która pozwoliłaby mu skuteczniej uruchamiać instrumenty demokracji bezpośredniej, przede wszystkim referenda. Nie twierdzę, że znam jego intencje, ale warto rozważyć, czy nie chodzi tu o coś więcej niż kolejny układ partyjny.

W klasycznej demokracji przedstawicielskiej człowiek wybiera swoich reprezentantów, a potem przez cztery lata może najwyżej obserwować, jak realizują własne plany. W szwajcarskim modelu demokracji bezpośredniej wyborca ma również narzędzia, by ingerować w decyzje władzy. To zasadnicza różnica: ludzie nie tylko wybierają, kto będzie rządził, lecz mogą też rozstrzygać niektóre ważne sprawy. I tu dochodzimy do partiokracji. Partie, niezależnie od tego, czy są z prawej, czy z lewej strony sceny politycznej, mają naturalną skłonność do skupiania decyzji we własnych rękach. Człowiek jest im potrzebny przede wszystkim podczas wyborów. Później łatwo zastępuje się rzeczywistą debatę polityczną widowiskiem, w którym jedni okładają drugich, a wyborcy mają kibicować swoim. Nie twierdzę, że PiS, KO i pozostałe ugrupowania są pod każdym względem takie same. Twierdzę tylko, że żadna partia nie powinna mieć monopolu na definiowanie interesu wyborców, nawet jeśli zdobyła ich głosy.

Dlatego pytanie o pakt senacki może być ważniejsze, niż się wydaje. Czy ma on jedynie pomóc określonym ugrupowaniom zdobyć większość, czy też stworzyć warunki do zwiększenia wpływu społeczeństwa na państwo? To nie jest to samo. Można przecież zmienić większość parlamentarną, a pozostawić wyborcę w tej samej roli widza. Pańska uwaga o niejawności również dobrze się z tym łączy. Nie znamy wszystkich kulis, możemy jedynie analizować fakty i stawiać hipotezy. Tym bardziej powinniśmy patrzeć nie tylko na to, kto z kim się spotyka i kto kogo pokona w partyjnej rozgrywce, ale przede wszystkim na to, czy z tych rozgrywek wyniknie coś dla ludzi poza kolejną zmianą na stanowiskach. Może najważniejszy podział nie przebiega dziś między prawicą a lewicą, lecz między państwem, w którym wyborca ma realny wpływ na decyzje, a państwem, w którym raz na cztery lata dostaje kartkę do głosowania i ma potem nie przeszkadzać.

Es

Es

24.10.2026 10:32

Powiedziałbym,  że "pomponikowe" sensacje i pyskówki o to co powiedział/zrobił jakis Szczerba lub inny celebryta zajmują  przestrzen zyciowąsporej części jakoś interesującej sie bieżacymi  wydarzeniami i politycznym spektaklem. Większości nawet. I nie dotyczy to bynajmniej tylko prawicowej strony. Ale to kwestia " macherów" przede wszystkim.  Co by to było, gdyby w medium jednej czy drugiej strony jakies zwyczajowo gadajace glowy zamiast standardowego chromolenia głupot odczytały jasne propozycje rozwiazania sporu? I co później?  No tragedia.  O czym tu paplać godzinami?

Tutsi i Hutu chca zerować Trybunal . Ale zero jednych jest zawsze zupełnie inne niz zero drugich. 

mjk1

mjk1

24.10.2026 12:09

W odpowiedzi do: Es

Myślę, że dotknąłeś ważnego mechanizmu Esie. Polityczny spektakl nie utrzymuje się wyłącznie dlatego, że media i politycy go podsycają. Utrzymuje się również dlatego, że ma odbiorców a tych łatwiej zainteresować awanturą o to, kto kogo obraził, niż wyjaśnieniem, jak powinno działać państwo i co konkretnie należałoby w nim naprawić.

Dlaczego tak się dzieje? Moim zdaniem wchodzimy tu na teren edukacji, ale rozumianej szerzej niż program szkolny i zdobywanie świadectw. Chodzi o umiejętność odróżniania informacji od komentarza, argumentu od obelgi, a politycznej obietnicy od rozwiązania, które da się zrealizować. Jeżeli człowiek nie ma narzędzi do samodzielnej oceny, pozostaje mu często prostsze kryterium: czy mówi to ktoś z mojej drużyny, czy z drużyny przeciwnej. Oczywiście nie każdy musi znać się na Trybunale Konstytucyjnym, ordynacji wyborczej czy finansach państwa. Nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby umiał zadać kilka podstawowych pytań: co konkretnie proponują, na jakiej podstawie prawnej, jakie będą skutki i kto za nie zapłaci? I żeby oczekiwał odpowiedzi również od polityków, na których sam głosuje.

Zgadzam się też, że media mogłyby zamiast godzinami roztrząsać kolejną wypowiedź Szczerby czy innego politycznego celebryty, postawić uczestnikom prosty warunek: każdy przedstawia rozwiązanie, jego podstawę prawną, koszty i przewidywane skutki. Wtedy szybko okazałoby się, kto ma coś do zaproponowania, a kto tylko umie podtrzymywać temperaturę sporu. Tyle że taki program mógłby mieć mniejszą oglądalność, a politykom odebrałby wygodne alibi.

Twoje określenie Tutsi i Hutu dobrze pokazuje jeszcze jeden problem: każda strona potrafi uzasadnić, że jej własne zerowanie Trybunału jest naprawą państwa, a przeciwnika - zamachem na państwo. Tymczasem nie wystarczy zmienić ludzi ani ogłosić, że teraz będzie już praworządnie. Trzeba jeszcze pokazać, według jakich zasad i z jakimi konsekwencjami dla państwa. 

Jest jednak pewien paradoks. Kiedy ktoś nie potrafi odpowiedzieć na pytanie o konkrety, często nie przyznaje, że ich nie zna, lecz zaczyna oskarżać pytającego o sprzyjanie drugiej stronie. W ten sposób pytanie staje się rzekomą zdradą, a brak odpowiedzi przestaje być problemem. I tu wracamy do edukacji. Szkoła może nauczyć faktów, ale niekoniecznie nauczy odwagi przyznania: nie wiem, sprawdzę. A bez tego trudno o samodzielnie myślącego człowieka. Zresztą taki nawyk zaczyna się znacznie wcześniej niż w szkole - od tego, czy człowiek uczy się rozmawiać, uzasadniać swoje zdanie i przyjmować, że ktoś może mieć rację mimo innych poglądów. Politykom łatwiej rządzi się ludźmi, którzy wiedzą, kogo mają nie lubić, niż takimi, którzy wiedzą, o co należy pytać. Dlatego igrzyska są tak użyteczne. Nie trzeba nawet zakazywać ludziom myślenia. Wystarczy dostarczać im tyle emocji, żeby nie mieli już czasu ani ochoty na myślenie.

Tomaszek

Tomaszek

24.10.2026 12:24

Bo Braun jaki jest każdy widzi . I widzi też że bez Brauna nic . A swoją droga to ma mocno dorobioną mordę , pewnie ktoś sie tym juz zajął . Ale KKP to nie jeden Braun . I takich uwag czy opinii dużo więcej . To dorabianie mordy PIS już przrćwiczył i ćwiczy nadal , podobnie jak kordony sanitarne i co tam jeszcze . Żadnych wniosków i prób wyjścia . Ktos próbował fikołka z Morzwieckim , ale idzie słabo albo gorzej .

mjk1

mjk1

24.10.2026 14:05

W odpowiedzi do: Tomaszek

Zgadzam się Tomaszku, że KKP to nie tylko Braun, a polityczne etykietki często zastępują rzeczową rozmowę. Mam jednak wrażenie, że w tej dyskusji uciekamy od pytania ważniejszego niż to, czy Braun ma dorobioną „mordę”, czy też sam zapracował na część opinii, które o nim krążą. Prezydent Nawrocki również nie musi być fanem Brauna, żeby rozumieć arytmetykę wyborczą. Polityka to nie konkurs sympatii, tylko sztuka budowania większości. Jeżeli celem ma być odsunięcie Tuska od władzy, trzeba rozważyć, jaką większość da się rzeczywiście zbudować, a nie tylko z kim nam po drodze światopoglądowo.

I tu pojawia się zasadnicze pytanie do stratega nad strategami z Żoliborza. Skoro sam chce, żeby obecna koalicja straciła władzę, to dlaczego tak kategorycznie odrzuca możliwość porozumienia z Braunem, a tym samym utrudnia prezydentowi budowanie szerszego zaplecza? Czy chodzi wyłącznie o różnice programowe, czy również o to, kto będzie rozdawał karty na prawicy? Nie twierdzę, że znam odpowiedź, ale uważam, że warto ją poznać. Jeśli bez porozumienia z częścią wyborców i polityków skupionych wokół Brauna nie da się zbudować skutecznej większości, to samo powtarzanie, że Braun jest nieakceptowalny, nie rozwiązuje problemu. Trzeba jeszcze przedstawić realną alternatywę. Polityczne kordony sanitarne mogą być wygodne w deklaracjach, ale nie zmieniają arytmetyki wyborczej. Porozumienie nie oznacza wcale, że trzeba zaakceptować wszystkie poglądy Brauna ani przemilczeć zastrzeżenia wobec niego. Oznaczałoby raczej próbę ustalenia, czy istnieje wspólny zakres spraw, w których można współpracować, przy zachowaniu własnych granic. Tak właśnie odróżnia się polityczny pragmatyzm od ślepego entuzjazmu. Dlatego bardziej interesuje mnie nie to, czy Kaczyński lubi Brauna, lecz dlaczego nie potrafi - albo nie chce - współgrać z prezydentem w sprawie osiągnięcia celu, który sam deklaruje. Czy interes państwa wymaga tu wykluczenia za wszelką cenę, czy może wymaga trudnego kompromisu? 

I jeszcze jedno: wyborca, który zadaje takie pytanie, nie musi być zwolennikiem Brauna ani przeciwnikiem PiS. Może po prostu oczekiwać, że politycy będą rozliczani z logiki swoich działań, a nie tylko z tego, czy należą do właściwej drużyny. Szkoda, że na prawicy tak często samo postawienie niewygodnego pytania wywołuje więcej emocji niż próba udzielenia na nie odpowiedzi. Jeśli partyjne ambicje stają się ważniejsze niż zdolność do zbudowania większości, to ostatecznie rachunek zapłaci nie Kaczyński, Nawrocki czy Braun, lecz my wszyscy, którym obiecywano zmianę władzy. Niestety większość pisowskiech "blondynek" tego przekazu nie ogarnia.

Es

Es

24.10.2026 14:31

W odpowiedzi do: mjk1

@mjk

Dlaczego Strateg z Żoliborza kategorycznie odrzuca koalicję z Braunem? Odpowiedź jest najprostsza z najprostszych: wypowiedź ambasadora Różyczki nie pozostawia niedopowiedzeń. Skoro mosad z sanhedrynem mogą pisać obowiązujace u nas ustawy, to dlaczego nie mają ustalać z kim Strateg moze wejść w koalicję.

mjk1

mjk1

24.10.2026 15:05

W odpowiedzi do: Es

Nie widzę żadnej spójności w Twoim rozumowaniu Esie. Jeśli Kaczyński odrzuca Brauna dlatego, że dyktują mu to Amerykanie czy Izrael, to jak wyjaśnić postawę Nawrockiego, który nie wyklucza porozumienia z Braunem, a wręcz zabiega o szerszy pakt na prawicy? Czy prezydent jest bardziej niezależny od zagranicznych wpływów niż prezes PiS? A może po prostu obaj kierują się własną kalkulacją polityczną, tylko każdy inną?

Nie wykluczam zagranicznych nacisków, ale ostrożnie przypisywałbym im rolę głównego wyjaśnienia. Łatwo w ten sposób zwolnić polityków z odpowiedzialności za własne decyzje. Mnie bardziej przekonuje pytanie, czy Kaczyński nie obawia się, że porozumienie z Braunem i wzmocnienie prezydenta stworzy na prawicy ośrodek władzy, nad którym sam nie będzie miał pełnej kontroli. To oczywiście hipoteza, ale przynajmniej można ją analizować na podstawie politycznych interesów, zamiast zakładać istnienie zagranicznego sterowania.

Es

Es

24.10.2026 15:30

W odpowiedzi do: mjk1

@mjk

No więc nigdy chyba nie usłyszeliśmy jasnej deklaracji ze strony Prezydenta. Owszem są wykonywane jakieś ruchy- bardzie pozorowane niz prawdziwe i obwarowane warunkami wstępnymi. Na przykład : owszem chętnie z wyborcami Brauna, ale bez Brauna. Nie mowiac juz o paru ludziach Brauna wspierających. Ale to raczej wypływa  z zobowiązań sprzed 2 tury wyborow niż z akceptacji Korony. 

Zresztą najlepszym świadectwem niech będą jednoznaczne wypowiedzi ludzi z Kancelarii, ktorzy najlepiej wyłuszczają stanowisko środowiska. Nawrocki zachowal jeszcze jakieś resztki przyzwoitosci. Ostentacyjnie jak Kaczynski nie odwraca sie od człowieka dzięki któremu objął urząd. Mimo twardych nacisków wiadomych ambasad

mjk1

mjk1

24.10.2026 16:05

W odpowiedzi do: Es

Zgadza się Esie, rzeczywiście nie usłyszeliśmy od Nawrockiego jednoznacznej deklaracji w sprawie Brauna. Dlatego, że prezydent jest przede wszystkim dyplomatą i może rozumieć, że budowanie porozumienia wymaga czegoś więcej niż stawiania warunków i rozdawania politycznych certyfikatów przyzwoitości. Ostrożność w deklaracjach nie musi oznaczać pozorowania działań. Dla mnie istotniejsza jest różnica między sposobem uprawiania polityki przez Nawrockiego i Kaczyńskiego. Prezydent, przynajmniej w swoich dotychczasowych ruchach, pozostawia przestrzeń do rozmowy z różnymi środowiskami prawicy. Kaczyński natomiast zdaje się pilnować przede wszystkim tego, kto będzie miał ostatnie słowo. Nie wiemy, ile jest w tym różnic programowych, a ile walki o przywództwo, ale właśnie o to warto pytać. Można budować większość po to, by realizować określony program, ale można też budować ją tak, żeby nikt nie zagroził pozycji lidera. To nie jest to samo. Jeśli prezydent rzeczywiście chce poszerzać udział społeczeństwa w decydowaniu o państwie, a nie tylko zmieniać jedną partyjną większość na drugą, byłaby to różnica fundamentalna. I oczywiście trzeba ją oceniać po konkretnych rozwiązaniach, nie po samych deklaracjach.

Co do nacisków wiadomych ambasad - nie wykluczam, że dyplomacja wywiera wpływ na polską politykę, ale bez konkretnych dowodów nie robiłbym z tego głównego wyjaśnienia. Zbyt łatwo wtedy zwolnić naszych polityków z odpowiedzialności za własne decyzje.

Mnie wciąż interesuje pytanie podstawowe: skoro Kaczyński chce odsunąć Tuska od władzy, to dlaczego nie szuka porozumienia, które mogłoby zwiększyć szanse na realizację tego celu? Czy ważniejsza jest dla niego wspólna odpowiedzialność za państwo, czy zachowanie niekwestionowanej pozycji na prawicy? Na to pytanie opowieść o ambasadach nie odpowiada.

spike

spike

24.10.2026 14:57

W odpowiedzi do: mjk1

Jesteś jak dziecko we mgle, dziwi że nie znasz polityki Kaczyńskiego, byś wiedział to podpowiem, podobna sytuacja była z Lepperem, też głosił, że z nim koalicji nie będzie, była próba koalicji PiS-PO, POlszewia zerwała rozmowy, Rokita miał być premierem, a słowa dotrzymał, zgłosił rozwiązanie sejmu, bo nie było większości, ale POlszewia i inni, zagłosowali przeciw, więc chcąc nie chcąc, musiał zaproponować koalicje Lepperowi i Giertychowi, udało się, na niedługo. POlszewia zaczęła kopać doły pod koalicją, seksafery, do tego gruntowe, ale jeszcze była szansa, Lepper musiał odejść, ale Kaczyński proponował by Samoobrona dała kogoś innego, nie wyszło, już byli w zmowie z POlszewią, rząd upadł. - - - - - - Podobnie może być z Braunem, któremu POlszewia i lewactwo przyprawiło antysemicką gębę, tylko że ci wrzeszczący semici, nimi nie są, taki paradoks, ale jak Braun będzie tym "języczkiem u wagi", to pewnie zaproponuje koalicję, kwestia co będzie chciał Braun, inaczej rządu nie będzie, no chyba że POlszewia zwącha się z Konfą, co jest możliwe, łączy ich ten sam cel. własne kieszenie, wtedy kłopotów ciąg dalszy. - - - - - O koalicji z lepperem znajdź w sieci, może GPT ci pomoże jak zwykle.
mjk1

mjk1

24.10.2026 15:51

W odpowiedzi do: spike

Dziękuję za lekcję historii Spike. Znam jednak różnicę między Lepperem z Samoobrony a Nawrockim, którego kandydatura wyrosła ze środowiska prof. Andrzeja Nowaka. To nie jest ta sama sytuacja ani ten sam układ sił. Historia koalicji z Lepperem może być ciekawa, ale nie odpowiada na moje pytanie. Ja nie pytam, czy Kaczyński kiedyś zawarł koalicję z kimś, kogo wcześniej wykluczał. Pytam, dlaczego dziś, gdy prezydent próbuje budować szersze porozumienie na prawicy, prezes PiS stawia tak twarde granice, choć sam deklaruje, że chce odsunąć Tuska od władzy. Przywołując Leppera, można uzasadnić niemal każdą tezę - polityka dostarcza setek podobnych przykładów. Tylko że analogia nie jest odpowiedzią, a opowieść o przeszłości nie wyjaśnia obecnych motywów Kaczyńskiego. Może więc zamiast odsyłać mnie do historii, spróbujesz odpowiedzieć na proste pytanie: czy Kaczyński chce przede wszystkim zbudować większość zdolną przejąć władzę, czy taką większość, w której nadal będzie niekwestionowanym szefem? To są dwie różne ambicje i nie da się ich pogodzić niestety.

mjk1
Zawód:
mjk1

Statystyka blogera

Liczba wpisów: 256
Liczba wyświetleń: 318 726
Liczba komentarzy: 5 143

Ostatnie wpisy blogera

  • Pytanie, na które prawica nie chce odpowiedzieć.
  • Kiedy partia staje się rodziną, a argument obrazą.
  • Morawiecki i robot, którego nikt nie zauważył.

Moje ostatnie komentarze

  • Zgadza się Esie, rzeczywiście nie usłyszeliśmy od Nawrockiego jednoznacznej deklaracji w sprawie Brauna. Dlatego, że prezydent jest przede wszystkim dyplomatą i może rozumieć, że budowanie…
  • Dziękuję za lekcję historii Spike. Znam jednak różnicę między Lepperem z Samoobrony a Nawrockim, którego kandydatura wyrosła ze środowiska prof. Andrzeja Nowaka. To nie jest ta sama sytuacja ani ten…
  • Nie widzę żadnej spójności w Twoim rozumowaniu Esie. Jeśli Kaczyński odrzuca Brauna dlatego, że dyktują mu to Amerykanie czy Izrael, to jak wyjaśnić postawę Nawrockiego, który nie wyklucza…

Najpopularniejsze wpisy blogera

  • Wotum zaufania
  • Jakiego Państwa tak naprawdę chcemy?
  • Czy za rządzenie odpowiedzialny jest rząd?

Ostatnio komentowane

  • mjk1, Zgadza się Esie, rzeczywiście nie usłyszeliśmy od Nawrockiego jednoznacznej deklaracji w sprawie Brauna. Dlatego, że prezydent jest przede wszystkim dyplomatą i może rozumieć, że budowanie…
  • mjk1, Dziękuję za lekcję historii Spike. Znam jednak różnicę między Lepperem z Samoobrony a Nawrockim, którego kandydatura wyrosła ze środowiska prof. Andrzeja Nowaka. To nie jest ta sama sytuacja ani ten…
  • Es, @mjkNo więc nigdy chyba nie usłyszeliśmy jasnej deklaracji ze strony Prezydenta. Owszem są wykonywane jakieś ruchy- bardzie pozorowane niz prawdziwe i obwarowane warunkami wstępnymi. Na przykład :…

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2008 - 2026, naszeblogi.pl

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | tvrepublika.pl | albicla.com

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Do czego są one potrzebne może Pan/i dowiedzieć się tu. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek. | Polityka Prywatności

Footer

  • Kontakt
  • Nasze zasady
  • Ciasteczka "cookies"
  • Polityka prywatności