Przejdź do treści
Strona główna

menu-top1

  • Blogerzy
  • Komentujący
  • Komentarze
User account menu
  • Moje wpisy
  • Zaloguj

Morawiecki i robot, którego nikt nie zauważył.

mjk1 13.10.2026

Czy polska polityka potrafi rozmawiać o gospodarce dalej niż do następnych wyborów?

 Kończąc cykl poświęcony programom gospodarczym polskich ugrupowań, zostawiłem sobie na koniec Mateusza Morawieckiego. Nie bez powodu. W jego przypadku warto oddzielić dwie sprawy: ocenę ośmiu lat rządów PiS od oceny pomysłów gospodarczych, które przedstawiał wcześniej, a także tych, z którymi występuje obecnie. Można krytycznie oceniać jego decyzje jako premiera, sposób zarządzania państwem, stan finansów publicznych czy rozbieżność między deklaracjami a praktyką. Nie oznacza to jednak, że należy z góry odrzucić każdą jego propozycję. Program gospodarczy powinno się oceniać przede wszystkim według tego, jaki problem próbuje rozwiązać, czy proponowane narzędzia mają sens i czy istnieją realne szanse na ich zastosowanie.

 W marcu 2026 r. Morawiecki przedstawił strategię „Powered by Poland” , „Strategia dla nowoczesnej gospodarki”. Wśród zapowiadanych kierunków znalazły się zachęty podatkowe dla inwestycji, obniżanie kosztów energii dla przemysłu, zwiększenie udziału krajowych firm w zamówieniach publicznych oraz wykorzystanie technologii wojskowych w zastosowaniach cywilnych. Nie jest to więc wyłącznie opowieść o transferach socjalnych czy o tym, jak rozdzielać pieniądze z budżetu. To próba odpowiedzi na pytanie, jak zwiększyć zdolność polskiej gospodarki do inwestowania, produkowania i konkurowania z innymi państwami. I właśnie w tym miejscu warto się zatrzymać.

Od gospodarki opartej na taniej pracy do gospodarki opartej na technologii.

 Przez wiele lat jednym z atutów Polski były stosunkowo niższe koszty pracy. Przyciągały inwestycje, pozwalały rozwijać produkcję i ułatwiały konkurowanie na rynkach zagranicznych. Ale ten model ma swoje ograniczenia. Jeżeli chcemy produkować więcej, zwiększać wydajność i doganiać zamożniejsze państwa, nie możemy wiecznie konkurować wyłącznie ceną pracy. Potrzebujemy własnych technologii, innowacyjnych przedsiębiorstw, nowoczesnego przemysłu i kapitału, który pozostaje w kraju. To zresztą nie jest nowa myśl w działalności Morawieckiego. Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, przedstawiana za czasów jego rządów, akcentowała przemysł, innowacje, eksport i budowanie silniejszych krajowych przedsiębiorstw. W obecnej koncepcji pojawia się podobny kierunek: wykorzystanie inwestycji, zamówień publicznych, energetyki i technologii do wzmacniania polskiej gospodarki. Tyle że samo wymienienie tych celów jeszcze niczego nie załatwia. Potrzebne są konkretne instrumenty, pieniądze, dobrze przygotowane projekty i ocena ich skuteczności. Inwestycja w nowoczesną fabrykę może przynieść korzyści, ale źle zaprojektowany program wsparcia może również stać się kosztownym prezentem dla wybranych firm. Nie wystarczy zatem zapytać, czy chcemy silnej polskiej gospodarki. Trzeba jeszcze wyjaśnić, jak ją zbudować i kto zapłaci za poszczególne przedsięwzięcia.

Robot, czyli problem, o którym Morawiecki mówił już w 2017 roku.

 Jest jednak w jego wcześniejszych wypowiedziach wątek, który uważam za szczególnie interesujący. We wrześniu 2017 r., w wywiadzie opublikowanym przez „Polska The Times”, Morawiecki mówił o automatyzacji, robotyzacji i przyszłości pracy. Zwracał uwagę, że roboty mogą produkować coraz więcej dóbr, a tradycyjna praca człowieka będzie w części sektorów stopniowo zastępowana przez technologię. I wtedy pojawił się pomysł, który zasługuje na przypomnienie: sprawiedliwe opodatkowanie robotów. Nie chodziło mu po prostu o to, żeby każdą maszynę obłożyć nową daniną. Sedno rozumowania było inne. Jeżeli robot wykonuje pracę, która wcześniej wymagała zatrudnienia ludzi, a korzyści z automatyzacji trafiają przede wszystkim do właścicieli kapitału, trzeba zastanowić się, jak w nowych warunkach finansować wspólne potrzeby społeczeństwa. Ktoś może odpowiedzieć, że automatyzacja zwiększa wydajność, obniża koszty i tworzy nowe zawody. To prawda. Nie każda maszyna oznacza utratę miejsca pracy, a zbyt wysokie obciążenia związane z robotyzacją mogłyby osłabić konkurencyjność przedsiębiorstw. Jednak to nie unieważnia pytania, które Morawiecki postawił już wtedy: co się stanie z modelem finansowania państwa i systemu społecznego, jeżeli coraz większą część produkcji będą wykonywać maszyny, a coraz mniejszą część wartości dodanej będzie można powiązać z tradycyjnie rozumianą pracą ludzką? To problem wykraczający daleko poza jedną kadencję parlamentu. Co więcej, nie jest to wyłącznie polska dyskusja. Na świecie od lat trwa spór o to, jak opodatkowywać działalność cyfrowych gigantów, jak rozkładać korzyści z automatyzacji i czy system podatkowy nadąża za zmianami technologicznymi.

 Warto jednak odróżnić dwie rzeczy: opodatkowanie robotów i wspieranie robotyzacji. To nie to samo. Ulga na inwestycje w roboty ma zachęcać przedsiębiorców do automatyzacji. Podatek od robotów miałby natomiast, zależnie od konstrukcji, rekompensować część skutków tej zmiany albo zapewniać nowe źródło dochodów publicznych. Można popierać jedno, odrzucać drugie albo szukać zupełnie innego rozwiązania. Sam pomysł podatku od robotów nie jest zresztą wolny od trudności. Jak zdefiniować robota? Czy opodatkować maszynę, oprogramowanie, czy zastępowane miejsce pracy? Jak nie karać firm za inwestycje, które zwiększają ich wydajność i pomagają konkurować z zagranicą? Jak uniknąć sytuacji, w której dodatkowy koszt zostanie przerzucony na klientów albo zahamuje modernizację? To są poważne pytania, ale właśnie dlatego warto o nich rozmawiać, zamiast uznawać temat za zbyt odległy od codzienności. Być może za kilka czy kilkanaście lat problemem nie będzie już tylko to, ile zarabia pracownik. Problemem stanie się również to, jak państwo ma finansować swoje zadania w gospodarce, w której coraz więcej pracy wykonują systemy automatyczne.

Czy inni mają podobne pomysły?

 Nie twierdzę, że tylko Morawiecki myśli o inwestycjach, innowacjach czy przyszłości przemysłu. W programach innych ugrupowań także znajdziemy propozycje dotyczące przedsiębiorczości, energetyki, nauki, technologii i rozwoju gospodarczego. Nie byłoby uczciwe ogłaszać, że konkurenci nie mają żadnych pomysłów, tylko dlatego, że ich programy inaczej rozkładają akcenty. Różnica, którą warto zbadać, dotyczy raczej sposobu myślenia o gospodarce. Czy ugrupowanie skupia się przede wszystkim na podatkach i bieżących kosztach życia? Czy chce zwiększać inwestycje? Czy przedstawia plan rozwoju krajowych technologii i przemysłu? Czy próbuje odpowiedzieć na pytanie, jak zmienią się rynek pracy i system społeczny pod wpływem automatyzacji? W przejrzanych przeze mnie propozycjach Morawieckiego szczególnie wyróżnia się właśnie wątek przyszłych skutków robotyzacji i potrzeby przemyślenia systemu podatkowego. Nie oznacza to, że inne ugrupowania nie podejmują zagadnień innowacyjności albo automatyzacji. Nie znalazłem jednak podstaw, by bez szerszego, punkt po punkcie przeprowadzonego porównania ogłaszać, że nikt poza nim nie ma podobnych koncepcji. I tu pojawia się pewna ironia. W 2017 r. Morawiecki mówił o problemie, który dopiero stopniowo staje się jednym z najważniejszych pytań dotyczących przyszłości gospodarki. Tymczasem w bieżącej politycznej debacie takie zagadnienia często przegrywają z kolejną awanturą, personalnym konfliktem albo licytacją na doraźne obietnice. Nie wiem, czy pomysł Morawieckiego byłby dobrym rozwiązaniem. Wiem natomiast, że pytanie, które postawił, nie straciło na aktualności.

Powered by Poland - ale na jakich warunkach?

 Najnowsza propozycja Morawieckiego stawia na rozwój inwestycji, obniżanie kosztów energii dla przemysłu, krajowe firmy i wykorzystanie technologii. To kierunki o których można rzeczowo dyskutować. Warto jednak zadać kilka pytań. Po pierwsze: jak konkretnie mają wyglądać zachęty podatkowe? Kto z nich skorzysta i czy inwestycje powstaną również bez publicznego wsparcia? Po drugie: jak obniżać koszty energii dla przemysłu bez przerzucania nieuzasadnionych kosztów na gospodarstwa domowe lub budżet państwa? Po trzecie: jak zwiększać udział krajowych przedsiębiorstw w zamówieniach publicznych, nie rezygnując z konkurencji, jakości i racjonalnego wydawania pieniędzy? Po czwarte: jak zagwarantować, że rozwój technologiczny przyniesie korzyści nie tylko największym firmom, ale również mniejszym przedsiębiorstwom, pracownikom i regionom poza największymi ośrodkami? I wreszcie: jak pogodzić automatyzację z potrzebą zapewnienia ludziom pracy, dochodu i możliwości przekwalifikowania się? To nie są zarzuty wobec samej idei rozwoju gospodarczego. To warunki, które powinien spełnić każdy program, jeśli ma być czymś więcej niż zestawem atrakcyjnych haseł.

 Morawiecki ma doświadczenie w zarządzaniu gospodarką i przedstawia koncepcje, które warto analizować. Ma też własny dorobek rządowy, za który powinien odpowiadać. Nie można oceniać jego nowych propozycji tak, jakby nigdy wcześniej nie sprawował władzy. Z drugiej strony nie ma sensu odrzucać każdej nowej idei wyłącznie dlatego, że jej autor był premierem z ramienia PiS. W polityce gospodarczej liczy się nie tylko to, kto zgłasza pomysł, ale także to, czy potrafi go uzasadnić, sfinansować i skutecznie wdrożyć.

Na koniec: czy potrafimy rozmawiać o przyszłości?

 Tym tekstem zamykam cykl poświęcony programom gospodarczym. Nie po to, żeby ogłosić zwycięzcę, lecz żeby zwrócić uwagę na różnice w sposobie myślenia o rozwoju Polski. W polityce najłatwiej opowiadać o tym, co należy natychmiast dać ludziom, komu odebrać pieniądze i kogo obarczyć winą za obecne problemy. Znacznie trudniej rozmawiać o tym, jak będzie wyglądała gospodarka za dziesięć czy dwadzieścia lat, jaką rolę odegrają sztuczna inteligencja i robotyzacja oraz jak dostosować do tych zmian podatki, edukację i system społeczny. Dlatego wracam do robota z 2017 roku. Nie dlatego, że uważam podatek od robotów za gotową receptę. Nie jest nią. Wracam do niego, bo to przykład pytania, które warto postawić, zanim jego skutki staną się problemem wymagającym działania pod presją czasu. Można spierać się o szczegóły, odrzucać konkretne rozwiązania i szukać lepszych, ale nie powinniśmy udawać, że problem nie istnieje tylko dlatego, że nie mieści się w rytmie kolejnej kampanii wyborczej.

 A teraz najważniejsze pytanie: czy polskie partie potrafią konkurować ze sobą nie tylko obietnicami na najbliższe wybory, ale również pomysłami na gospodarkę, w której będą żyły następne pokolenia? Jeśli nie potrafimy prowadzić takiej rozmowy dzisiaj, to jutro możemy się obudzić w świecie, który zmienił się szybciej niż nasza polityka. I wtedy nawet najgłośniejsza konferencja prasowa nie zastąpi strategii, której zabrakło.

A skoro mowa o przyszłości…

 Tym tekstem kończę przegląd programów gospodarczych. Pozostaje jednak pytanie, które jest chyba jeszcze bardziej podstawowe: kto będzie te programy w przyszłości tworzył, oceniał i realizował?  Możemy rozmawiać o inwestycjach, energetyce, robotyzacji, podatkach i konkurencyjności polskiej gospodarki. Tylko czy wystarczy nam dobrych pomysłów, jeśli nie będziemy potrafili przygotować młodych ludzi do samodzielnego myślenia, odpowiedzialnego podejmowania decyzji i rozumienia świata, w którym przyjdzie im żyć? Dlatego w kolejnych tekstach chciałbym zająć się edukacją. Nie tylko szkołą i programami nauczania, lecz także wychowaniem, rolą rodziny, wpływem mediów i pytaniem, dlaczego tak trudno zainteresować młodych ludzi własną przyszłością. Nie zamierzam z góry rozstrzygać, kto zawinił i kto ma gotową receptę. Chciałbym najpierw przyjrzeć się problemom, które zbyt często giną w politycznym hałasie. O przyszłości państwa nie decydują wyłącznie programy gospodarcze. Decyduje również to, jakich ludzi przygotowujemy do ich tworzenia.

  • Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
  • Odsłony: 101
Es

Es

13.10.2026 18:03

No tak, ale nie udzielasz jednak odpowiedzi na podstawowe pytanie o sposob obniżenia cenę energii. To jest ten mankament ktory wytykasz innym: jakie zmiany, jak to zrobic i jak sfinansować. Tu jest dokładnie to samo: rzucić hasło - nic prostszego. " Co szkodzi obiecac" tak to jakoś było? 

A Morawiecki powinien naprawdę ważyć tu słowa i obietnice. Sam jest w dużej części autorem tych orbitujących cen. 

Dodatkowo kolejny smaczek: grupa PGE  szoruje po dnie i grozi nam przyspieszone zamknięcie Turowa chociażby. 

mjk1

mjk1

13.10.2026 19:51

W odpowiedzi do: Es

Słuszna uwaga Esie i przyjmuję ją, bo sam od początku moich analiz programów partyjnych domagam się konkretów, a nie haseł. Kiedy analizowałem program KO, pojawiały się głosy, że piszę laurkę dla Tuska. Kiedy analizowałem program PiS, zarzucano mi krytykę PiS. Tymczasem stosowałem te same kryteria: co proponują, jak chcą to zrealizować, ile to będzie kosztować i skąd wezmą na to pieniądze. Nie interesuje mnie ani wystawianie laurek, ani pisanie krytyki dla samej krytyki. Interesuje mnie rachunek. I dokładnie o to samo pytam w przypadku Morawieckiego. Jeżeli zapowiada obniżenie kosztów energii, to chciałbym wiedzieć, jak zamierza to osiągnąć, jakie zmiany są konieczne, kto za nie zapłaci i jakie będą konsekwencje dla gospodarki oraz odbiorców. Samo hasło nie wystarczy. Tym bardziej że Morawiecki współtworzył wcześniejszą politykę gospodarczą i powinien również odnieść się do jej skutków.

Kondycja PGE czy przyszłość Turowa dodatkowo pokazują, że energetyka to nie tylko cena na rachunku, ale również stan przedsiębiorstw, bezpieczeństwo dostaw i koszty transformacji. Nie chodzi mi więc o to, żeby Morawieckiego pochwalić albo skrytykować. Chodzi o to, żeby jego propozycje poddać takiej samej próbie jak propozycje wszystkich pozostałych. Polityka zaczyna się od obietnic, ale jej wiarygodność sprawdza się dopiero w rachunku: co, jak, za ile i na czyj koszt. I właśnie takiego rachunku oczekuję - niezależnie od tego, kto składa obietnice.

mjk1
Zawód:
mjk1

Statystyka blogera

Liczba wpisów: 253
Liczba wyświetleń: 316 465
Liczba komentarzy: 5 098

Ostatnie wpisy blogera

  • PiS: jedni mają płacić, drudzy mają wierzyć.
  • Braun: od buntu do rządzenia droga daleka.
  • Konfederacje jednak przychodzi z kalkulatorem.

Moje ostatnie komentarze

  • Słuszna uwaga Esie i przyjmuję ją, bo sam od początku moich analiz programów partyjnych domagam się konkretów, a nie haseł. Kiedy analizowałem program KO, pojawiały się głosy, że piszę laurkę dla…
  • Myślę, że trafia Pani w sedno problemu Pani Zofio. Sam również obserwuję, że wielu ludzi narzeka na drożyznę, służbę zdrowia czy sytuację w kraju, ale kiedy rozmowa schodzi na przyczyny i…
  • Przypisywanie całej odpowiedzialności Morawieckiemu jest trochę zbyt wygodne Panie Zbyszku. Nie wiemy, czy decyzję o zaakceptowaniu celu redukcji emisji o 55 proc. podjął sam, czy była ona uzgodniona…

Najpopularniejsze wpisy blogera

  • Wotum zaufania
  • Jakiego Państwa tak naprawdę chcemy?
  • Czy za rządzenie odpowiedzialny jest rząd?

Ostatnio komentowane

  • mjk1, Słuszna uwaga Esie i przyjmuję ją, bo sam od początku moich analiz programów partyjnych domagam się konkretów, a nie haseł. Kiedy analizowałem program KO, pojawiały się głosy, że piszę laurkę dla…
  • Es, No tak, ale nie udzielasz jednak odpowiedzi na podstawowe pytanie o sposob obniżenia cenę energii. To jest ten mankament ktory wytykasz innym: jakie zmiany, jak to zrobic i jak sfinansować. Tu jest…
  • mjk1, Przypisywanie całej odpowiedzialności Morawieckiemu jest trochę zbyt wygodne Panie Zbyszku. Nie wiemy, czy decyzję o zaakceptowaniu celu redukcji emisji o 55 proc. podjął sam, czy była ona uzgodniona…

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2008 - 2026, naszeblogi.pl

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | tvrepublika.pl | albicla.com

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Do czego są one potrzebne może Pan/i dowiedzieć się tu. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek. | Polityka Prywatności

Footer

  • Kontakt
  • Nasze zasady
  • Ciasteczka "cookies"
  • Polityka prywatności