Na kongresie ETS opłacimy z budżetu. W telewizji - wyjdziemy z ETS. Dwie publiczności, dwie opowieści, a PiS najwyraźniej liczy, że nikt nie zauważy różnicy.
Na kongresie gospodarczym prof. Mariusz Andrzejewski przedstawił pomysł przeznaczania około 17 miliardów złotych rocznie z budżetu na pokrywanie kosztów związanych z ETS. Przekaz był prosty: państwo weźmie ciężar na siebie. Oczywiście państwo nie ma własnych pieniędzy, ale nie pozwólmy, żeby takie drobiazgi zepsuły atmosferę kongresu. Tymczasem godzinę temu w programie Magdaleny Ogórek Jacek Sasin mówi o wyjściu z ETS i przygotowanej ustawie. Sprawdziłem i mało z krzesła nie spadłem - projekt dotyczący zniesienia obowiązku uczestnictwa polskich instalacji w tym systemie posłowie PiS złożyli... już w sierpniu. Czyli co? Na kongresie będziemy płacić, a w telewizji wychodzić?
Możliwe, że PiS ma dwa warianty rozwiązania problemu. W takim razie niech wyjaśni, kiedy zastosuje każdy z nich, ile to będzie kosztować i jak zamierza je pogodzić. Na razie wyborca dostaje dwie opowieści, a instrukcji obsługi brak. Można odnieść wrażenie, że pierwsza wersja przeznaczona jest dla żelaznego elektoratu, który zagłosuje, bo zawsze głosował. Wystarczy mu zapewnienie, że PiS obroni Polskę, pokona Brukselę i obniży rachunki. Szczegóły są całkowicie zbędne. Druga publiczność to ludzie, którzy dopiero rozważają, czy warto ponownie zaufać tej partii. Chcą konkretów, spójnego planu i odpowiedzi na pytanie, skąd weźmie się pieniądze. I właśnie ich PiS powinien przekonywać, zamiast liczyć, że nie połączą tego, co usłyszeli na kongresie, z tym, co słyszą w telewizji. Jeśli wyjście z ETS jest rozwiązaniem, po co jednocześnie proponować wydawanie miliardów na pokrywanie związanych z nim kosztów? Jeśli finansowanie z budżetu ma być wariantem przejściowym, dlaczego nie powiedzieć tego jasno? To nie są drobiazgi, lecz decyzje dotyczące pieniędzy podatników i przyszłych rachunków za energię. Nie chodzi o to, że partia nie może rozważać różnych rozwiązań. Chodzi o to, że musi umieć wyjaśnić, jak one do siebie pasują. Inaczej zamiast programu gospodarczego dostajemy polityczną żonglerkę - na każdą publiczność inne hasło, a odpowiedzialność za zrozumienie całości spada na wyborcę. I tu dochodzimy do sedna. Czy PiS naprawdę uważa, że ma dwa rodzaje wyborców: jednych, którym wystarczy cokolwiek obiecać, bo i tak zagłosują, i drugich, którym można opowiadać co innego, bo nie sprawdzą?
Jeśli tak, to problemem nie jest już ETS ani nawet 17 miliardów złotych. Problemem jest pogarda ukryta w takim sposobie prowadzenia polityki. Partia, która chce ponownie rządzić Polską, powinna przedstawiać wyborcom plan, a nie sprawdzać, komu można sprzedać którą wersję. PiS najwyraźniej chce, żeby jedni płacili, drudzy klaskali, a nikt nie zadawał pytań. Tylko że wybory to nie casting na najłatwiejszych do oszukania. A jeśli partia uważa inaczej, to być może właśnie dlatego tak bardzo potrzebuje, żeby jej wyborcy przestali słuchać uważnie.
Zawsze wierni przewodniej linii okrągłostołowo/hanukowej. Sternicy mogą się zmieniać a nawet powinni ale kurs musi być stały.
Zabawne, PiS ma dwa warianty rozwiązania tego problemu, inne partie nie mają żadnego, znaczy będziemy płakać i płacić, a o samym problemie jak go rozwiązać, możesz kolego cokolwiek napisać, a może to nie jest problem.
Nie twierdzę Spike, że ETS nie jest problemem. Jest i trzeba szukać sposobu, żeby ograniczyć jego koszty dla polskiej gospodarki i społeczeństwa. To co proponuje PiS to nie są dwa rozwiązania, jak piszesz. Pokrywanie kosztów z budżetu oznacza przerzucenie rachunku na podatników, a wyjście z ETS wymaga nie tylko uchwalenia polskiej ustawy, lecz także zmierzenia się z prawem unijnym i konsekwencjami takiej decyzji. Samo ogłoszenie wyjścia nie oznacza jeszcze, że problem został rozwiązany.
Są też inne propozycje. Rząd chce negocjować zmiany w systemie ETS, m.in. większą ochronę przemysłu i ograniczenie kosztów transformacji. Wiem, że w tym momencie zarówno Ty jak i ciemna blondynka uznacie to za laurkę dla Tuska, ale to nie zmieni faktu, że takie rozwiązania są przedmiotem konkretnych działań. Przedstawiono również propozycje ze strony prezydenta, dotyczące m.in. limitu cen uprawnień i ograniczenia spekulacji. Z Twojego komentarza wnioskuję, że nie są Ci znane, bo sam zarzucasz innym, że nie mają żadnych rozwiązań. Nie przesądzam, które propozycje są najlepsze. Każdą trzeba ocenić pod kątem skuteczności, kosztów i możliwości prawnych. I dokładnie tego samego wymagam od PiS-u.
A swoją drogą, zainspirowałeś mnie do bliższego zajęcia się tym problemem. Spróbuję przygotować osobny wpis z własną propozycją rozwiązania sprawy ETS, bo samo krytykowanie cudzych pomysłów nie wystarczy. Jeśli zapomnę, przypomnij. Chętnie wrócę do tematu, bo warto porozmawiać o konkretach, a nie tylko o tym, kto ma rację.
Każda walka z ETS jest dobra. Ale nie wiadomo, czy do całego problemu nie przyczynił się pan MM. Polska bowiem złożyła w Radzie Europy weto do Zielonego Ładu. Ktoś to weto ponoć wycofał.
Tak, jest to prawda. Mateusz Morawiecki, pełniąc funkcję premiera, wycofał drugie polskie weto podczas szczytu Rady Europejskiej w grudniu 2020 roku, zgadzając się na zaostrzenie celu redukcji emisji CO2 do 55 proc. do 2030 roku.
Warto jednak doprecyzować kontekst historyczny i prawny:
Co do sugerowanej pogardy polityków w stosunku do ludności, to jest ona wątpliwa, a jeśli już, to prawdopodobnie obustronna. I co śmieszniejsze, może mieć pewne uzasadnienie w obie strony :)