Przejdź do treści
Strona główna

menu-top1

  • Blogerzy
  • Komentujący
  • Komentarze
User account menu
  • Moje wpisy
  • Zaloguj

Niewiarygodne, PiS wreszcie zaczęło liczyć.

mjk1 03.10.2026

 Dziś stało się coś naprawdę niepokojącego. PiS zamiast zajmować się sprawami naprawdę fundamentalnymi, od których zależą losy Polski, Europy i całego świata a nawet galaktyki, czyli kamieniem, wieńcem, kubkiem kawy, mikrofonem z prezerwatywą, pomnikiem, obrazem w Katowicach, tym, kto gdzie stał pod Trybunałem Konstytucyjnym, kto kogo obraził i kto komu powinien odpowiedzieć na Twitterze - nagle zajął się finansami państwa. Czyli czymś śmiertelnie nudnym. Nie ma tam nawet porządnej awantury, nie ma skandalu, nie ma wielkiego moralnego oburzenia. Są tylko, nudne jak flaki z olejem, jakieś liczby. I jeszcze gorsza rzecz - ktoś zaczął pytać, skąd wziąć pieniądze. Naprawdę trudno pojąć, jak można wpaść na tak mało atrakcyjny pomysł. Przecież znacznie ciekawiej jest przez cały dzień dyskutować o tym, kto powiedział, że ktoś powiedział coś o prezydencie, niż zastanawiać się, czy państwo będzie miało pieniądze na inwestycje. Finanse publiczne? Podatki? Energetyka? Produktywność? Szara strefa? Dług? Toż to katorga i kara dla czytelnika. A jednak PiS zrobił rzecz wyjątkowo podejrzaną. Zaczął mówić o gospodarce. I co jeszcze bardziej podejrzane - zaczął mówić o niej konkretnie.

Tym razem jest już o czym rozmawiać.

 Przyznaję, że na taki moment czekałem. Nie dlatego, że PiS dostaje ode mnie z góry kredyt zaufania. Nie dostaje. Nie dlatego, że wszystkie przedstawione propozycje uważam za dobre. Tego na tym etapie po prostu nie wiadomo. I właśnie dlatego dzisiejsze wystąpienie jest dla mnie tak interesujące. Pojawił się wreszcie materiał, który można sprawdzać a to ogromna różnica.

 Do tej pory w moim cyklu można było PiS zarzucić przede wszystkim jedno: przez długi czas słyszeliśmy, że partia ma odpowiedź na problemy Polski, natomiast kiedy przyszło do pokazania aktualnego programu, mieliśmy dopiero pierwsze jego elementy. Dzisiaj sytuacja się zmieniła.

 Podczas kongresu gospodarczego PiS prof. Mariusz Andrzejewski z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie przedstawił szereg konkretnych propozycji gospodarczych i podatkowych. Mówił między innymi o zmianie zasad składki zdrowotnej dla części przedsiębiorców, przywróceniu karty podatkowej, jednorazowej amortyzacji inwestycji, zawieszeniu KSeF dla małych i średnich firm, automatycznej waloryzacji progów podatkowych oraz niższym podatku od części dywidend. Pojawiły się także propozycje dotyczące kosztów energii, ETS, energetyki jądrowej i mieszkań komunalnych.

 Daniel Obajtek mówił dodatkowo o możliwości zastąpienia CIT podatkiem obrotowym. I nagle z dyskusji o tym, kto kogo bardziej nie lubi, przechodzimy do pytania: jak ma działać gospodarka? To już jest rozmowa, którą naprawdę warto i należy prowadzić.

Najbardziej podoba mi się jednak coś innego.

 Prof. Andrzejewski nie poprzestał na wyliczaniu pomysłów. Podał również ich orientacyjny koszt. Około 50 miliardów złotych rocznie. I tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa, bo właśnie w tym miejscu program przestaje być listą życzeń a zaczyna być rachunkiem. Pięćdziesiąt miliardów, too dużo pieniędzy. I bardzo dobrze, że ktoś wreszcie przedstawił tę liczbę, bo od dawna właśnie tego domagam się od wszystkich partii: nie tylko co chcecie zrobić, ale również ile to będzie kosztowało. A jeszcze ważniejsze - skąd weźmiecie pieniądze?

Pierwsza odpowiedź: szara strefa.

 Andrzejewski wskazuje, że część kosztów można pokryć dzięki ograniczeniu szarej strefy. Pada liczba około 20 miliardów złotych dodatkowych dochodów. I tutaj mam zamiar zrobić coś, co być może nie spodoba się ani zwolennikom PiS, ani jego przeciwnikom. Nie zamierzam tej liczby ani wyśmiać, ani przyjąć na wiarę. Chcę ją, po prostu, policzyć, bo może się okazać, że jest realna. Może się okazać, że jest przesadzona. A może rzeczywistość będzie gdzieś pośrodku. I każda z tych odpowiedzi będzie znacznie ciekawsza od politycznego okładania się po łbach. Jeżeli rzeczywiście można odzyskać 20 miliardów dzięki temu, że część działalności gospodarczej wyjdzie z szarej strefy, to trzeba tylko pokazać mechanizm. Ile osób? Jakich przedsiębiorców? Jaki obrót? Jakie podatki? Jakie składki? Ile z tego rzeczywiście trafi do budżetu, bo 20 miliardów to jeszcze nie rachunek. To dopiero wynik, który rachunek powinien uzasadnić.

Ale nawet wtedy zostaje trzydzieści miliardów.

 I to jest chyba najciekawsze pytanie całego dzisiejszego kongresu. Mamy około 50 miliardów kosztów. Mamy około 20 miliardów przewidywanych dodatkowych wpływów. Zostaje około 30 miliardów złotych. No i dobrze. Skąd je wziąć? I tutaj właśnie zaczyna się prawdziwy egzamin. 

 Nie zamierzam jednak z tego powodu robić zarzutu. Wręcz przeciwnie. Uważam, że dopiero teraz można zacząć poważną rozmowę, bo wcześniej mieliśmy programy polityczne, w których łatwo było powiedzieć: „Tego się nie da zrobić”. Teraz możemy powiedzieć coś znacznie bardziej konkretnego: „Dobrze. To się być może da zrobić. Pokażcie rachunek”. To jest zupełnie inna rozmowa.

I tu pojawia się coś, co mnie w tym kierunku szczególnie interesuje.

 W przedstawionych propozycjach powtarza się pewna myśl: nie próbować naprawiać finansów państwa wyłącznie przez cięcie wydatków, lecz zwiększać zdolność gospodarki do wytwarzania dochodu. To jest różnica fundamentalna. Można oczywiście powiedzieć: „Za dużo wydajemy. Trzeba ciąć”. Tylko że można wtedy bardzo łatwo osiągnąć sytuację, w której państwo wydaje mniej, ale gospodarka również rozwija się wolniej. Można też postawić pytanie: jak zwiększyć produkcję, inwestycje, produktywność i dochody przedsiębiorstw, żeby za kilka lat państwo miało większą bazę podatkową? To jest znacznie trudniejsze, ale również znacznie ciekawsze. I właśnie w tę stronę idą niektóre dzisiejsze propozycje.

Jednorazowa amortyzacja.

 To może być jeden z najciekawszych przykładów. Jeżeli przedsiębiorca kupuje maszynę, urządzenie czy inną rzecz potrzebną do inwestycji, to możliwość szybkiego zaliczenia takiego wydatku do kosztów podatkowych oznacza, że państwo nie mówi: „Najpierw zapłać podatek, a dopiero potem inwestuj”, tylko: „Inwestujesz? Dobrze. Państwo przez jakiś czas poczeka na część podatku”. To oczywiście kosztuje. I właśnie dlatego jednorazowa amortyzacja ma być jednym z największych kosztów całego pakietu, ale jednocześnie może zwiększać inwestycje. A inwestycja może zwiększyć produktywność. Wyższa produktywność może zwiększyć płace. Wyższe płace i większa produkcja zwiększają podstawę podatkową i wtedy część kosztu początkowego może wrócić do państwa w przyszłości. To jest mechanizm gospodarczy. Nie gwarancja sukcesu. Mechanizm. I właśnie takich mechanizmów oczekuję od programu.

Podobnie ze składką zdrowotną.

 Możemy oczywiście dyskutować, czy proponowana zmiana jest słuszna. Ciekawa jednak jest sama logika. Jeżeli przedsiębiorca ma prostsze i niższe obciążenia, to część pieniędzy, które dzisiaj oddaje państwu, może zostać w przedsiębiorstwie. Co zrobi przedsiębiorca z tymi pieniędzmi? Może kupić maszynę, może zatrudnić człowieka, może podnieść wynagrodzenie. Może spłacić kredyt a może też nic nie zrobić. I właśnie dlatego nie można powiedzieć: „obniżenie podatku automatycznie zwiększy gospodarkę”. Nie automatycznie, ale można postawić hipotezę, że niższe koszty działalności mogą zwiększyć aktywność gospodarczą. I tę hipotezę można później sprawdzić. To jest znacznie bardziej poważne niż opowieść: „damy przedsiębiorcom więcej pieniędzy i będzie dobrze”.

Karta podatkowa i szara strefa.

 Tutaj sprawa jest jeszcze ciekawsza. Jeżeli ktoś prowadzi małą działalność i system podatkowy jest dla niego tak skomplikowany, że bardziej opłaca mu się działać poza oficjalnym obrotem, to państwo ma dwa wyjścia. Może go ścigać, ale może zapytać: „Co musiałbym zmienić, żebyś sam chciał wejść do systemu?” Przywrócenie karty podatkowej jest właśnie próbą odpowiedzi na to pytanie. Może się udać. Może nie, ale znowu: jest to mechanizm, który można sprawdzić. I właśnie dlatego nie odrzucałbym go z góry.

KSeF? Tu również pojawia się pewien paradoks.

 Państwo chce wiedzieć coraz więcej o gospodarce. To zrozumiałe, ale jeżeli narzędzie kontroli staje się dla najmniejszych przedsiębiorców kolejnym kosztem, kolejną komplikacją i kolejnym powodem do ucieczki poza oficjalny obrót, to może się okazać, że osiągamy efekt odwrotny od zamierzonego. Stąd propozycja czasowego zawieszenia KSeF dla małych i średnich firm i sprawdzenia, czy prostszy system rzeczywiście pomaga ograniczać szarą strefę. To również jest pomysł, który można zweryfikować. Nie trzeba go kochać i nie trzeba go nienawidzić. Trzeba sprawdzić, czy działa.

A teraz energia.

 I tutaj program robi się jeszcze poważniejszy, bo trudno mówić o konkurencyjności polskiego przemysłu bez mówienia o cenie energii. Andrzejewski wskazywał, że koszty uprawnień do emisji CO₂ znacząco wpływają na cenę energii w Polsce i zaproponował, aby państwo przejęło część tego kosztu, szczególnie w odniesieniu do przemysłu. Padała kwota około 17 mld zł rocznie jako potencjalny koszt takiego rozwiązania. Jednocześnie wskazano na dalszy rozwój energetyki jądrowej i małych reaktorów modułowych.

 I znowu - 17 miliardów? To nie jest drobiazg, to trzeba policzyć, ale nie można również udawać, że cena energii dla przemysłu nie ma znaczenia. Jeżeli polska huta, fabryka chemiczna czy zakład produkcyjny płaci znacznie więcej za energię niż konkurent w innym kraju, to prędzej czy później zaczynamy tracić przemysł. A wtedy państwo może oszczędzić 17 miliardów na dopłatach i stracić znacznie więcej na podatkach, miejscach pracy, inwestycjach i eksporcie. To właśnie jest rachunek, który trzeba robić. Nie tylko „ile wydamy”. Także: „ile stracimy, jeżeli niczego nie zrobimy?”

I dlatego podoba mi się jeden element całej tej filozofii.

 Nie chodzi tylko o rozdawanie pieniędzy. Chodzi o zmianę warunków, w których ludzie i przedsiębiorstwa produkują. To jest zasadnicza różnica. Państwo może przeznaczyć 10 miliardów na kolejne świadczenie. Pieniądze zostaną wydane, ale po roku ich nie ma. Może też przeznaczyć pieniądze na inwestycję, która zwiększy możliwości produkcyjne kraju. Wtedy pieniądz może zacząć pracować. I właśnie dlatego tak bardzo interesuje mnie w tej propozycji temat inwestycji, bo Polska nie potrzebuje wyłącznie większej konsumpcji. Potrzebuje większej zdolności do produkowania tego, co później będzie można sprzedać i opodatkować.

I tutaj wraca mój stary temat.

 Przez ostatnie miesiące pisałem o pieniądzu, kredycie, inwestycjach i zdolności państwa do finansowania rozwoju. Spotykałem się przy tym z pytaniem, dlaczego w ogóle zajmuję się takimi "pierdołami". Otóż właśnie dlatego. Można przez dwieście lat kłócić się o to, czy ktoś jest bardziej prawicowy, bardziej lewicowy, bardziej patriotyczny, bardziej europejski, bardziej antyniemiecki albo bardziej antyrosyjski. Potem jednak przychodzi rachunek za elektrownię. Za kolej, za mieszkania, za przemysł, za obronność, za energię, za ochronę zdrowia, za emerytury. I rachunek nie pyta, kto jest bardziej patriotyczny. Rachunek pyta, czy masz pieniądze?

Dlatego dzisiejszy PiS oceniam przede wszystkim przez zmianę sposobu rozmowy.

 Nie będę dziś pisał, że cały program jest świetny. Byłoby to zwyczajnie nieuczciwe. Część propozycji wymaga dokładnego policzenia. Część może mieć skutki uboczne. Część może się okazać zbyt kosztowna. Część wymaga odpowiedzi na pytanie, skąd wziąć pieniądze. I właśnie dlatego nie zamierzam PiS-owi odpuszczać tych pytań tylko dlatego, że tym razem podoba mi się kierunek rozmowy. Wręcz przeciwnie. Teraz będę pytał jeszcze bardziej szczegółowo. Jeżeli partia mówi: 50 miliardów kosztów i 20 miliardów dodatkowych wpływów z ograniczenia szarej strefy, to ja pytam: dobrze - a pozostałe 30 miliardów? Nie jest to atak. To jest elementarz.

I właśnie tak powinien wyglądać mój cykl.

 Najpierw zrobiłem rachunek KO. Potem zrobiłem rachunek PiS. Teraz PiS sam dostarczył mi materiału, którego potrzebowałem. I bardzo dobrze, bo nie interesuje mnie udowodnienie, że jedna partia jest dobra, a druga zła. Interesuje mnie znacznie bardziej banalna rzecz: czy Polska ma plan, który da się sfinansować i wykonać.

 Jeżeli KO pokaże taki plan - będę go liczył. Jeżeli PiS pokaże taki plan - będę go liczył. Jeżeli pokaże go Konfederacja, Lewica czy ktokolwiek inny - również.

Jeżeli jednak ktoś powie: „Nie mamy pieniędzy, ale jakoś to będzie”, to kalkulator pozostaje kalkulatorem a blondynka zapewne znowu zapyta, dlaczego nie piszę o czymś naprawdę ważnym Odpowiem więc od razu.

Droga Blondynko, można pisać o Paryżu. Można pisać o Trybunale. Można pisać o prezydencie. Można pisać o demonstracjach. Można też pisać o kubku kawy, kamieniu i wieńcu. Naprawdę można pisać o wszystkim. I bardzo dobrze, ale ja akurat mam ochotę pisać o tym, czy Polska będzie miała pieniądze na mieszkania, energetykę, przemysł, inwestycje i rozwój. Jeżeli kogoś to śmiertelnie nudzi, naprawdę nie ma obowiązku czytania. I jest w tym pewien zabawny paradoks. Kiedy przez kilka miesięcy słyszę, że finanse państwa są nieważne, a polityka gospodarcza to „bicie piany”, nagle sam PiS organizuje kongres pod hasłem: „plan naprawy finansów publicznych”. Czyli jednak nie taki nieważny temat.

I właśnie dlatego dzisiejszy kongres uważam za ważny.

 Nie dlatego, że PiS już wszystko policzył. Nie policzył. Nie dlatego, że znamy już odpowiedź na pytanie, skąd będzie całe 50 miliardów. Nie znamy. I nie dlatego, że każda przedstawiona propozycja jest automatycznie dobra. Nie jest. Ważny jest jednak kierunek. Wreszcie rozmawiamy o podatkach, inwestycjach, przedsiębiorcach, energii, produktywności, szarej strefie i finansach państwa. Wreszcie można zadawać pytania, na które odpowiedzi mają mieć postać liczb a to jest ogromny krok naprzód w stosunku do polityki, w której program zaczyna się i kończy na: „damy”, „zabierzemy”, „obronimy”, „zatrzymamy”, „rozliczymy”.

 Państwo nie jest wpisem na Twitterze. Nie jest konferencją prasową. Nie jest nawet kampanią wyborczą. Państwo jest wielkim mechanizmem gospodarczym. A jeżeli chcemy, żeby było bogatsze, silniejsze i bardziej odporne, musimy w końcu zacząć rozmawiać o tym, co ten mechanizm ma produkować i jak go sfinansować. PiS zrobił dzisiaj coś, czego od dawna oczekiwałem: zaczął mówić nie tylko o tym, czego chce, ale również o tym, ile to kosztuje. Teraz kolejny krok jest już prosty. Policzmy, czy ma rację, bo dopiero wtedy będziemy wiedzieli, czy mamy do czynienia z programem gospodarczym, czy tylko z kolejną listą obietnic.

 A jeżeli rachunek się zgodzi? Wtedy będzie można powiedzieć coś znacznie ważniejszego niż to, że PiS wygrał jakąś kolejną polityczną awanturę. Może po prostu wreszcie zaczęliśmy rozmawiać o tym, jak zbudować bogatszą Polskę.

  • Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
  • Odsłony: 71
sake3

sake2020

03.10.2026 19:48

Ale dowcip. Pan @mkj1 widocznie nie mógł znaleźć Kaczyńskiego na geriatrii,a zlekceważył szaraczka Czarnka i Obajtka ,który już sporo czasu mówią o sprawach gospodarczych . Problemy Polski które pana ta drażnią wiążą się z programem,a ten trzeba wypracować. Żeby wiedzieć co krytykować to trzeba się temu przyjrzeć ,żeby potem poprawić. Czyli odpada nam bicie piany i nudne pytania przynajmniej do wyborów?Bogu niech będą dzięki.

mjk1
Zawód:
mjk1

Statystyka blogera

Liczba wpisów: 249
Liczba wyświetleń: 313 497
Liczba komentarzy: 5 014

Ostatnie wpisy blogera

  • A gdyby zamiast KO rządziło PiS?
  • Wielki rachunek dla Polski, czyli kamień na wagę państwa.
  • PiS - rachunek za osiem lat i nowy sprawdzian

Moje ostatnie komentarze

  • Chyba Ci się epoki pomyliły Alinko. Ten urząd zamknięto w 1990 roku. Wydaje mi się wiec, że "piszesz na Berdyczów" a tenże Berdyczów też już w Polsce nie leży. Tak źle a tak jeszcze gorzej. Co za…
  • Jeżeli Ci sami kumple, którzy trzy lata temu przepowiadali ścisłą współpracę gospodarczą Niemiec z Chinami,  to jestem spokojny. Jeżeli dodatkowo żyrują to Alina z Ijonem, to już jestem pewien,…
  • Tak to wszystko jest  ważne, ale nie dotyczy mojego wpisu. Tak trudno to zrozumieć?

Najpopularniejsze wpisy blogera

  • Wotum zaufania
  • Jakiego Państwa tak naprawdę chcemy?
  • Czy za rządzenie odpowiedzialny jest rząd?

Ostatnio komentowane

  • sake2020, Ale dowcip. Pan @mkj1 widocznie nie mógł znaleźć Kaczyńskiego na geriatrii,a zlekceważył szaraczka Czarnka i Obajtka ,który już sporo czasu mówią o sprawach gospodarczych . Problemy Polski które pana…
  • Es, Miałem nadzieję,  ale widzę, ze dyskusja podążyła tradycyjnym torem. Szkoda. Prawdziwy bilans dokonań, rozwiązan politycznych, technologii zarządzania finansami i gospodarką przyjętych przez…
  • mjk1, Tak to wszystko jest  ważne, ale nie dotyczy mojego wpisu. Tak trudno to zrozumieć?

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2008 - 2026, naszeblogi.pl

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | tvrepublika.pl | albicla.com

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Do czego są one potrzebne może Pan/i dowiedzieć się tu. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek. | Polityka Prywatności

Footer

  • Kontakt
  • Nasze zasady
  • Ciasteczka "cookies"
  • Polityka prywatności