Pod moimi dwoma poprzednimi wpisami pojawił się dość zabawny zarzut. Pierwszy miał być laurką dla Tuska. Drugi, poświęcony PiS, miał być z kolei atakiem na PiS. Czyli raz jestem za Tuskiem, a raz przeciw PiS. Możliwe, ale możliwe jest też coś znacznie prostszego: w obu przypadkach zastosowałem ten sam rachunek. Najpierw sprawdzamy, co zostało zrobione, potem ile to kosztuje, skąd wzięły się pieniądze i jakie są możliwości dalszego działania. I właśnie dlatego tym razem nie będę brał na warsztat kolejnego ugrupowania. Zróbmy coś ciekawszego. Zamieńmy role. Załóżmy, że po wyborach w 2023 roku PiS jednak zdobywa większość i tworzy rząd.
Nie dajemy mu jednak żadnego prezentu. Nie poprawiamy finansów. Nie kasujemy długu. Nie cofamy wcześniejszych zobowiązań. Nie dokładamy nowych dochodów. Dajemy PiS dokładnie takie państwo, jakie sam po sobie zostawił i sprawdźmy, co naprawdę mógłby z tym państwem zrobić.
PiS miał już budżet na pierwszy rok swojej kolejnej kadencji.
To bardzo ważne, bo nie musimy niczego wymyślać. PiS rzeczywiście przygotował projekt budżetu na 2024 rok, zakładając, że będzie nadal rządził. Dochody budżetu państwa miały wynieść 684,5 mld zł, wydatki 849,3 mld zł, a deficyt budżetu państwa nie więcej niż 164,8 mld zł. Zakładano przy tym deficyt całego sektora instytucji rządowych i samorządowych na poziomie około 4,5 proc. PKB, a jego dług na poziomie 53,9 proc. PKB. Nie był to więc projekt budżetu bez deficytu. PiS, zakładając swoją kolejną kadencję, sam planował bardzo duży deficyt. I to jest pierwszy ważny punkt naszego eksperymentu.
Co zrobiła po wyborach nowa władza?
Budżet uchwalony już przez nową większość zakładał około 682 mld zł dochodów, 866 mld zł wydatków i 184 mld zł deficytu. Dług sektora instytucji rządowych i samorządowych zaplanowano na 54,2 proc. PKB, a deficyt tego sektora na 5,1 proc. PKB. I teraz proszę spojrzeć na te liczby jeszcze raz.
PiS: 684,5 mld dochodów 849,3 mld wydatków 164,8 mld deficytu.
KO: 682 mld dochodów 866 mld wydatków 184 mld deficytu.
Dochody? Praktycznie takie same. Wydatki? Około 17 mld zł więcej po stronie nowego rządu. Deficyt? Około 19 mld zł większy. Dług sektora? 53,9 proc. PKB według projektu PiS i 54,2 proc. według budżetu przyjętego już przez nową władzę. Czyli różnica była realna, ale subtelna - nie było między tymi dwoma budżetami przepaści. Nie mieliśmy sytuacji: PiS - budżet bez dziury, KO - finansowa katastrofa. Nie mieliśmy również: PiS - państwo bez długu, KO - państwo zadłużone.
Oba projekty zakładały znaczny deficyt i dalszy wzrost zadłużenia.
Dlaczego jednak KO wydała więcej?
Tutaj też można już przejść od ogólników do konkretów. Nowy rząd zdecydował się między innymi na 30-procentowe podwyżki dla nauczycieli, 33 proc. dla nauczycieli początkujących oraz 20-procentowy wzrost wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej. W budżecie znalazło się również 500 mln zł na in vitro i ponad 3,2 mld zł dodatkowej subwencji rozwojowej dla samorządów. To są konkretne decyzje, które zwiększały wydatki. Jest tutaj jednak pewien haczyk. Nie wszystkie wydatki, które pojawiły się w budżecie KO, były nowymi wydatkami całego państwa. Przykład? Trzynasta i czternasta emerytura. W 2024 roku wpisano je bezpośrednio do budżetu państwa na około 29,5 mld zł, podczas gdy wcześniej były finansowane z Funduszu Solidarnościowego. Podobnie wzrost kosztów 800+ o około 23,5 mld zł wynikał z podniesienia świadczenia z 500 do 800 zł. a ta zmiana była już zaplanowana przez PiS. A więc gdy ktoś pokaże nam później wielki wzrost wydatków budżetowych i powie: „To wszystko nowe wydatki Tuska!” trzeba będzie odpowiedzieć: Nie. Część to nowe decyzje, część to zmiana sposobu finansowania, a część to decyzje podjęte jeszcze przez PiS. I właśnie dlatego trzeba liczyć, a nie patrzeć na jedną tabelkę.
A teraz najważniejsze.
Spróbujmy więc naprawdę posadzić PiS w miejscu, które po wyborach mógł zająć. Miałby swoje 800+. Miałby trzynastą i czternastą emeryturę. Miałby ogromne wydatki na obronność. Miałby rosnące wydatki na zdrowie. Miałby rozpoczęte inwestycje. Miałby obsługę długu. Miałby wszystkie zobowiązania wynikające z poprzednich lat. I do tego miałby również własny program. W swoim projekcie budżetu na 2024 rok PiS przewidywał już między innymi 158,9 mld zł na obronność, ponad 190,9 mld zł na zdrowie, 63,7 mld zł na 800+ oraz prawie 30 mld zł na 13. i 14. emeryturę. Czyli nie było tak, że PiS po wyborach musiałby dopiero wymyślać, co będzie kosztowało państwo. On już to policzył. I policzył również deficyt.
Czy PiS miał więc jakiś wielki ukryty manewr?
Po sprawdzeniu liczb nie widzę podstaw, żeby twierdzić, że istniał jakiś ogromny, łatwy do uruchomienia zapas pieniędzy. I to jest chyba najciekawszy wniosek z całego eksperymentu. PiS mógł oczywiście zrobić kilka rzeczy inaczej. Mógł inaczej rozłożyć wydatki. Mógł inaczej ustawić podwyżki dla nauczycieli i pracowników państwowej sfery budżetowej. Mógł zrezygnować z części nowych wydatków. Mógł wolniej realizować niektóre inwestycje. Mógł próbować zwiększyć dochody. Mógł również zaakceptować większy deficyt, ale nie widać tutaj wielkiej alternatywnej ścieżki, która pozwalałaby jednocześnie utrzymać wszystkie dotychczasowe programy, spełnić wszystkie nowe obietnice, zwiększać inwestycje, utrzymywać wysokie wydatki obronne i jeszcze szybko zmniejszać zadłużenie. Do tego potrzebne byłyby dodatkowe dziesiątki miliardów złotych, a tych pieniędzy w tym rachunku po prostu nie ma.
Jest jeszcze jeden bardzo ważny szczegół.
PiS w swoim projekcie zakładał deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych na poziomie około 4,5 proc. PKB. Budżet przyjęty przez nową władzę zakładał 5,1 proc. Różnica to około 0,6 punktu procentowego PKB. Przy gospodarce wielkości kilku bilionów złotych oznacza to kilkadziesiąt miliardów złotych. To już jest realna różnica, ale nadal nie jest to różnica, która pozwala powiedzieć: „PiS miał pieniądze, a Tusk ich nie ma”. Raczej: „PiS planował mniejszy deficyt, a KO zdecydowała się wydać więcej” a to jest zupełnie inna teza.
A co wydarzyło się naprawdę?
Tutaj rzeczywistość okazała się jeszcze mniej łaskawa dla obu stron. Budżet państwa na 2024 rok nie zamknął się ani na planowanych przez PiS 164,8 mld zł deficytu, ani na planowanych przez KO 184 mld zł. Ostatecznie deficyt budżetu państwa wyniósł około 211 mld zł. Dochody wyniosły około 623,2 mld zł, a wydatki około 834,2 mld zł. Jeszcze ważniejszy jest cały sektor. Deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych wyniósł w 2024 roku 6,5 proc. PKB, a dług 55,1 proc. PKB. Rok wcześniej było to odpowiednio 5,3 proc. i 49,7 proc. PKB. Czyli problem nie polegał tylko na tym, że ktoś źle zaplanował 19 miliardów. Rzeczywistość okazała się droższa od planów. I to również jest ważna lekcja.
Czy PiS zrobiłby dokładnie to samo?
Tego uczciwie powiedzieć nie możemy i właśnie tutaj nie chcę robić politycznej sztuczki. Nie wiemy, jak PiS zachowałby się w rzeczywistości. Możemy natomiast powiedzieć coś znacznie bardziej konkretnego. PiS miał przygotowany własny budżet. Znał stan finansów państwa. Znał swoje zobowiązania. Znał koszty 800+, trzynastej i czternastej emerytury, obronności, zdrowia i innych programów. I sam zaplanował przy tym deficyt budżetu państwa na poziomie 164,8 mld zł oraz deficyt całego sektora na poziomie około 4,5 proc. PKB.
Nowy rząd zwiększył planowany deficyt budżetu o około 19 mld zł i zwiększył część wydatków, przede wszystkim poprzez własne decyzje dotyczące wynagrodzeń i nowych programów. To jest różnica, ale nie jest to różnica między „mieliśmy pieniądze” a „nie mieliśmy pieniędzy”. To jest różnica między „wydalibyśmy mniej” a „wydaliśmy więcej” a to już można poddać normalnej dyskusji.
I właśnie dlatego zamiana ról jest ciekawsza niż kolejny partyjny audyt.
Przez lata słyszymy: „Gdybyśmy to my rządzili, zrobilibyśmy inaczej”. Dobrze, tylko pokażmy, ile tego „inaczej” naprawdę mieści się w rachunku. W tym przypadku wiemy już całkiem sporo. PiS, gdyby wygrał wybory, nie dostałby od losu dodatkowych stu miliardów. Dostałby państwo z istniejącym długiem, istniejącymi programami, istniejącymi zobowiązaniami i własnym projektem budżetu zakładającym 164,8 mld zł deficytu. Mógłby inaczej rozłożyć wydatki. Mógłby zrezygnować z części nowych zobowiązań. Mógłby próbować szybciej zwiększać dochody. Mógłby też pożyczyć więcej, ale nie mógłby wydać tej samej złotówki dwa razy. I właśnie tego najbardziej brakuje w politycznych dyskusjach. Każda partia potrafi powiedzieć: „My zrobimy więcej”. Znacznie trudniej powiedzieć: „Oto rachunek. To kosztuje tyle. Tyle mamy. Tyle musimy wydać na rzeczy już istniejące. Na nowe pomysły zostaje tyle. A z reszty świadomie rezygnujemy”.
I dlatego po dwóch poprzednich wpisach proponuję małą zmianę metody.
Nie pytajmy tym razem: „Czy PiS byłby lepszy od Tuska?” To jest pytanie dla wyborcy. Zapytajmy o coś bardziej przyziemnego: „Czy PiS, rządząc po PiS-ie, miałby rzeczywiście dużo większe pole manewru, niż miała KO?” Po sprawdzeniu budżetu na 2024 rok odpowiedź brzmi: pole manewru było, ale nie było ono wielkie. PiS mógł inaczej ustawić priorytety. Mógł wydać mniej na jedne rzeczy, a więcej na inne. Mógł zaakceptować większy albo mniejszy deficyt, ale nie widać w tych liczbach żadnej tajemniczej szuflady z dodatkowymi dziesiątkami miliardów, które tylko czekały, aż PiS wróci do władzy.
I to jest dla mnie najciekawszy wniosek, bo kiedy polityk mówi: „Gdybyśmy rządzili, wszystko wyglądałoby inaczej” to warto odpowiedzieć: „Dobrze. Pokaż rachunek.”
Jeżeli jednak rachunek zaczyna się od tych samych dochodów, tych samych zobowiązań i tego samego długu, to nagle okazuje się, że między wielkimi politycznymi opowieściami a możliwościami państwa jest całkiem spora różnica. I właśnie tę różnicę warto w Polsce wreszcie zacząć liczyć.
Nie spike, można być przeciwko Tuskowi i niekoniecznie za PiS. To co napisałeś to tzw. logika naszej Sake ukochanej, która z każdego krytyka PiS od razu robi zwolennika Tuska. Dokładnie tak, jak Ty to teraz zrobiłeś.
Żeby nie rozwlekać tematów. W którym miejscu tego wpisu lub dwóch poprzednich, nie licząc tego satyrycznego, nie zastosowałem tej samej miary wobec Tuska i Kaczyńskiego. Jeden jedyny przykład poproszę. Przykład a nie stwierdzenia, że "ja tak uważam", czy "takie jest moje zdanie". Konkretny przykład. Co do dalszej części zarówno układ Tusk- Mentzen, czy Bosak - Tusk byłby tragedią dla Polski, ale nie musisz mi wierzyć. Jednak Bosak i Braun nigdy nie wejdą do rządu, bo to byłby ich koniec w polityce. Mentrzen jest na tyle próżny, że może to zrobić, ale w tym przypadku, też będzie to jego koniec w polityce.
Jednak miałem rację - nie potrafisz udowodnić, że nie stosuję tej samej miary wobec Tuska i Kaczyńskiego. ale nie martw się nie Tylko Ty cierpisz na te przypadłość.
"Hans, nie rozśmieszaj mnie", udowodniłem to wielokrotnie i nie tylko ja, lubisz mielenie po próżnicy, efekt jest taki, że na kilkadziesiąt komentarzy, 80% będzie o tym co powiedziałeś, czego nie, by na końcu stwierdzić, że masz rację, nawet jak jej nie masz, znana zasada narcyzów, a w rękawie czeka as - projekcja :)))))))
Weź się kolego ogarnij, to tylko blog, nie forum ekonomiczne, a o mechanizmie wysokich cen paliw, mimo wielokrotnych propozycji, nie potrafisz napisać.
Cześć! TO DO SPIKA!!!
To specyfika tego trolla...stara się wciągnąć delikwenta w dyskusje...ale na swoich warunkach...czyli bez sensu.
Ja mu napisałem,że nie będę z nim gadał i żeby spier...itd.
Admin ma juz calą kolekcje moich maili na temat mjk,zbyszka i gps,ale widać lubi miec nasrane na łamach.
Spokojnie kolego blogerze, każdy może pisać, jeden lepiej drugi gorzej, lepiej niech tu się rozładuje, zamiast na ulicy czy w parku :)))))
Najważniejsze, że paliwo przez kilka dni będzie tańsze, choć mi to lotto, nie ja płacę, :))))))
Panowie, chyba właśnie doszliśmy do momentu, w którym dalsza dyskusja nie ma już sensu.
Ijon pisze o „trollu”, Spike o „rozładowywaniu się na ulicy”, a przy okazji dostajemy jeszcze informację, że komuś „wszystko jedno”, bo za paliwo nie płaci. To nie jest już polemika z moim wpisem. To jest zwykłe zaśmiecanie dyskusji personalnymi docinkami. Dlatego nie będę już na takie komentarze odpowiadał.
Jeżeli ktoś chce zakwestionować moje liczby, rachunki albo argumenty - bardzo proszę. Wystarczy wskazać konkretny błąd i go uzasadnić. Kto natoniast chce urządzać sobie pod moim wpisem wzajemne szczucie, żarty i wycieczki osobiste, niech robi to beze mnie.
Mój blog nie jest ringiem do rozładowywania emocji. Jest miejscem do rozmowy. A rozmowa bez argumentów jest tylko hałasem.
@mjk1...Oczywiście że żadna dyskusja nie ma tu sensu,bo ma być tylko biciem piany a nie rzeczowym podejściem do tematu których jest tak wiele.Widzimy wiadomości z Paryża,a spokojnie czekamy jak okaże się że właściwie już ich mamy u siebie.Chcemy takich scen jak w Paryżu?Jednak jak widzę nikt nie jest zainteresowany. Blog nie jest sposobem wyładowywania emocji,ani miejscem do rozmowy.Jest ostrzeżeniem,że takie obrazki jak w Paryżu będą wkrótce i u nas,Pan to nazywa hałasem,albo emocją przeszkadzającą tzw. uczonej rozmowie? Blogi są źródłem nie tylko wiedzy,ale i dostępnych dla nas wiadomośći jak teraz.Jak się jednak okazało zostało jedynie źródłem niewiarygodnego .chamstwa. Premier z papierowym kubkiem spacerujący z kubkiem kawy ubliżając prezydentowi, dzień bez dnia szkalowania rodziny prezydenta chyba nigdy nie nadejdzie, a nas interesuje tylko zabawa z AI. Nie interesuje to dziennikarzy,nie interesuje pogrążonych w dyskusji i tych którzy w stojących pod TK uważają za głupców. Czyli ,,emocje'' trzeba odsuwać a wszystko ma być wygładzone i układne nawet to jak zwraca się wam uwagę?
No i to jest (nareszcie ) wstep do prawdziwej dyskusji pod tytulem: skąd Morawiecki mial pieniądze, a dlaczego Tusk z Domanskim nie mają, nie mogą miec, nie mają juz takich możliwości, czy po prostu nie chcą mieć.
Czyli podstawy " geniuszu" poprzedniego i mizeroty obecnego zarzadcy imperium.
to jest kwestia właściwego zarządzania gospodarką, Morawiecki pieniędzy z rękawa nie wyciągnął, tylko zmienił przepływ pieniędzy, by nie tracić przychodów, które są ważniejsze i na dłuższą perspektywę, dowiódł to parokrotnie, że miał rację.
Tusk nie ma planów na przyszłość, podkopuje polską gospodarkę, szykując nam planowany wariant grecki, docelowo przejście na ojro, uzależnienie od Niemiec - czyli plan wujka Tyfusa - Adolfa, podbicie narodu poprzez zniszczenie gospodarki i przejęcie nad nim kontroli.
@spike...A gdyby zamiast KO raziło teraz PiS? ...To wtedy Macierewicz w skórzanym palcie rządziłby na Szucha, wszędzie panowałby terror ,chodzilibyśmy wszyscy w maseczkach a pan @mkj1 udzielałby gdzieś w piwnicach lekcji podstaw ekonomii młodzieży. Straszne perspektywy niczym u Górskiego.
Sake, Spike - proponuję prostą zasadę: jeżeli chcecie ze mną polemizować, polemizujcie z tym, co napisałem, a nie z tym, co akurat macie ochotę skomentować.
Macierewicz w skórzanym płaszczu, Żurek, Matecki, TK, listy żelazne, „ONI”, to wszystko może być bardzo pasjonujące, ale nie ma nic wspólnego z tematem mojego wpisu.
Jeżeli macie zarzuty do moich wyliczeń albo argumentów - proszę bardzo. Wskażcie konkretnie błąd. Jeżeli natomiast jedynym sposobem prowadzenia ze mną dyskusji są docinki i zmiana tematu, to naprawdę szkoda miejsca pod wpisem.
Ja argumentów się nie boję. Docinki mnie nie interesują.
Przy dobrym gospodarowaniu 2+2= 5, przy zly 2+2= 3.
Która matematyka jest teraz w zastosowaniu? Ja wiem ale nie powiem.
Jaka znowu matematyka? Panowie na NB zaczynają do siebie mówić językiem AI dużo,jakże mądrze i jakże nowocześnie.