Postanowiłem zrobić rzecz naprawdę poważną. Skoro w dyskusji o finansach państwa pojawiają się kolejne zarzuty dotyczące Ukrainy, SAFE, TVP, komisji, mokradeł, imprez artystycznych, kamieni przywożonych z rzek, mikrofonów, wianuszków, dopłat dla rolników i Bóg wie czego jeszcze, to najwyższy czas zrobić pełny rachunek dla Polski. Nie można przecież pozwolić, żeby jakiekolwiek 20 tysięcy złotych przemknęło niezauważone w państwie, które w 2026 roku ma zaplanowane wydatki budżetowe na poziomie około 919 mld zł i deficyt do 271,7 mld zł. Byłoby to skrajnie nieodpowiedzialne, bo być może właśnie te 20 tysięcy złotych jest tym brakującym ogniwem, które powoduje cały polski kryzys finansowy. A może 50 tysięcy, może 200 tysięcy. A może, nie daj Boże, kilka milionów. Nie możemy tego tak zostawić.
Najpierw Ukraina.
To oczywiście temat ogromny. Tak ogromny, że trzeba go policzyć. Ministerstwo Obrony podało w lipcu 2026 roku, że łączny koszt zrealizowanych przez Polskę donacji na rzecz Ukrainy wyniósł 16,45 mld zł, z czego w latach 2024–2026 przypadło 1,55 mld zł. To jest poważna kwota i oczywiście można, a nawet trzeba, dyskutować o jej zasadności, strukturze i skutkach dla Polski. Skoro jednak już robimy rachunek, to róbmy go uczciwie. Nie wystarczy powiedzieć: Ukraina dostała miliardy! Trzeba jeszcze zapytać: ile dokładnie, kiedy, w jakiej formie, z jakiego źródła, co było sprzętem, co usługą, co szkoleniem, co wydatkiem budżetowym, a co przekazaniem majątku wojskowego, bo inaczej zamiast księgowości mamy geografię. A geografia jest nauką bardzo ciekawą, ale budżetu państwa nie prowadzi.
SAFE.
Tu sprawa jest jeszcze poważniejsza. SAFE to pożyczki europejskie na cele związane z bezpieczeństwem i obronnością. Polska otrzymała pierwszą transzę w wysokości 6,6 mld euro. I właśnie dlatego SAFE należy analizować. Ile pożyczamy? Na jakich warunkach? Co kupujemy? Ile z tego zostanie w polskich przedsiębiorstwach? Jaki będzie koszt obsługi? Co zwiększy zdolności produkcyjne Polski, a co będzie tylko zakupem gotowego sprzętu za granicą? To są pytania ekonomiczne. Ale jeżeli ktoś zaczyna od: „SAFE! Ukraina! Tusk! Tajemnice!” i na tym kończy, to nie przeprowadził jeszcze żadnego rachunku. Przeprowadził jedynie otwarcie rachunku.
TVP.
Następna katastrofa, Telewizja Polska. Tu również można pytać o koszty, sposób finansowania, decyzje dotyczące likwidacji i przyszły model mediów publicznych. Proponuję jednak zachować pewną proporcję. Jeżeli ktoś twierdzi, że koszt TVP jest dowodem na katastrofę finansów państwa, to proszę bardzo: podajmy konkretną kwotę. Nie miliony, nie gigantyczne pieniądze, nie podatnicy płacą, tylko: ile? Budżet ma taką zabawną właściwość, że liczby nie boją się wypowiedzenia.
Komisje śledcze.
Tu również musimy być niezwykle czujni. Komisja kosztowała. Inna komisja też kosztowała. Jeszcze inna również, więc należy doliczyć. Może nawet zrobić specjalny dział: „Koszty państwa wynikające z tego, że posłowie siedzieli przy stole i zadawali pytania”. Tylko pojawia się pewien drobny problem. Komisja śledcza może kosztować państwo pieniądze, ale z samego faktu jej kosztu nie wynika jeszcze, że była niepotrzebna. Tak samo jak z faktu, że prokuratura kosztuje, nie wynika, że należy zlikwidować prokuraturę a z faktu, że Sejm kosztuje, nie wynika, że posiedzenia Sejmu są gospodarczą katastrofą. Możemy oczywiście policzyć, tylko potem trzeba jeszcze odpowiedzieć: co za te pieniądze uzyskano? I znowu wracamy do rachunku.
A teraz przechodzimy do spraw naprawdę gigantycznych.
Mokradła. Tak, mokradła. Okazuje się bowiem, że państwo może mieć jeszcze jeden wielki problem finansowy: bagna. Nie wiem jeszcze dokładnie, ile kosztują i właśnie dlatego nie będę udawał, że wiem. Skoro jednak ktoś twierdzi, że jest to kolejny wielki niewypał finansowy, to poproszę o kwotę. I wtedy będziemy mogli przejść do następnego etapu: czy jest to 10 milionów, 100 milionów, miliard czy może jednak suma, która po przeliczeniu na wydatki całego państwa zaczyna wyglądać jak rachunek za kawę w ministerstwie. I właśnie tutaj zaczyna się ciekawa część całej dyskusji. Skala.
Katowice i kamienie.
A teraz dochodzimy do wydarzenia, które, jak wynika z dyskusji, może być jednym z największych zagrożeń dla finansów Rzeczypospolitej. Kamienie. Kamienie przywiezione z rzeki i wydarzenie artystyczne. Do tego jeszcze osoba wykonująca performans a do tego mikrofon. Do tego element, którego nie będę tu opisywał, bo nie chciałbym, aby ktoś pomyślał, że prowadzę blog gospodarczy czy może jednak kabaret. I teraz najważniejsze: ile to kosztowało? Jeżeli 20 tysięcy złotych, to oczywiście możemy się zastanawiać, czy było warto. Jeżeli 200 tysięcy - również. Jeżeli 2 miliony - tym bardziej. Proszę jednak nie robić z tego automatycznie problemu finansów państwa, bo wtedy musielibyśmy przyjąć niezwykle ciekawą teorię ekonomiczną: im bardziej coś nam się nie podoba, tym większym jest zagrożeniem dla budżetu. To byłaby rzeczywiście przełomowa szkoła ekonomii. Można by ją nazwać: ekonomią estetyczną.
Wianuszek.
Nie możemy oczywiście pominąć wianuszka. Wianuszek jest niezwykle ważny. Jeżeli ktoś ukradł albo zniszczył wianuszek, trzeba to wyjaśnić. Jeżeli ktoś wykorzystał wianuszek w sporze politycznym, również warto wiedzieć dlaczego. Jeżeli ktoś wydał na wianuszek pieniądze publiczne, trzeba sprawdzić ile. Ale naprawdę chciałbym uniknąć sytuacji, w której za pomocą rachunku za wianuszek będziemy próbowali wyjaśnić deficyt państwa, bo wtedy następny krok jest już oczywisty. Musimy sprawdzić: ile kosztował sznurek a następnie: ile kosztował supełek. Następnie: czy supełek był wykonany zgodnie z zasadami konkurencji. I dopiero wtedy będziemy mogli postawić kropkę nad i.
Dopłaty dla rolników.
Tu już robi się naprawdę poważnie. Jeżeli ktoś przeoczył termin, dokument albo wniosek dotyczący dopłat unijnych, trzeba to wyjaśnić. Jeżeli Polska straciła pieniądze, trzeba policzyć ile. Jeżeli można było uzyskać więcej - również warto to policzyć. Ale znowu: podajmy kwotę, bo przeoczenie nie jest jeszcze rachunkiem. Rachunkiem jest dopiero: straciliśmy X miliardów złotych z powodu Y. I wtedy rzeczywiście mamy o czym rozmawiać.
I tu dochodzimy do rzeczy najbardziej interesującej.
Po kilku godzinach liczenia zaczynamy odkrywać coś dziwnego. Każdy z tych tematów może być ważny. Niektóre mogą być bardzo ważne. Niektóre wymagają kontroli. Jeszcze inne wymagają wyjaśnienia. Niektóre mogą być zwyczajnie głupimi decyzjami inne kosztownymi decyzjami, ale nie każda zła, głupia, kontrowersyjna albo irytująca decyzja jest jednocześnie problemem makroekonomicznym Polski. I tutaj właśnie następuje moment, w którym trzeba odłożyć emocje i wyjąć kalkulator, bo jeżeli budżet państwa ma wydatki rzędu 919 mld zł, to naprawdę trzeba rozróżniać: miliard od miliona, milion od stu tysięcy a sto tysięcy od dwudziestu tysięcy. Nie dlatego, że 20 tysięcy złotych nie ma znaczenia. Dla emeryta, rodziny czy małej firmy może mieć ogromne, ale dla finansów całego państwa ma znaczenie innego rodzaju niż 20 miliardów. To jest podstawowa rzecz, której najwyraźniej niektórzy komentatorzy nie chcą przyjąć do wiadomości.
Możemy oczywiście zrobić rachunek absolutnie wszystkiego.
Możemy policzyć mikrofony, kamienie, mokradła, wianuszki, komisje, telewizję, wydarzenia artystyczne, wszystkie delegacje, wszystkie źle kupione krzesła i wszystkie źle wydrukowane ulotki. Możemy nawet powołać specjalny Instytut Narodowego Liczenia Drobiazgów. Jego siedziba będzie oczywiście w nowym budynku. Najlepiej wynajętym. Z odpowiednio wysokim czynszem. Wtedy będziemy mieli kolejny wydatek do policzenia. I tak będziemy już naprawdę blisko ideału.
Tylko że Polska ma trochę większe rachunki.
Obok tych wszystkich kamieni, mikrofonów, mokradeł i wianuszków istnieją takie rzeczy jak: deficyt, koszt obsługi długu, wydatki na obronność, ochrona zdrowia, emerytury, świadczenia społeczne, inwestycje, energia, drogi, kolej, sieci energetyczne, mieszkania, szkoły, infrastruktura, demografia. I to są rachunki, które rzeczywiście potrafią zmienić sytuację finansową państwa. Dlatego właśnie w moich wpisach próbuję pytać: skąd są pieniądze? ile kosztuje program? co będzie inwestycją, a co konsumpcją? co zwiększy zdolności produkcyjne Polski? co zwiększy dochody w przyszłości? jak będzie finansowany dług? ile kosztuje jego obsługa? jaki będzie efekt? To może nie brzmi tak efektownie jak: „Tusk ukrywa kamień przed Polakami!”, ale niestety dla autorów wielkich katastrof ma jedną wadę. Da się to policzyć. I dlatego proponuję nową metodę Od dzisiaj każdą aferę finansową będziemy oceniali w dwóch etapach.
Etap pierwszy: oburzenie.
Im większe, tym lepiej. Skandal!. Hańba! Katastrofa! Miliony! Miliardy! Koniec Polski! Największa afera III RP! To jest etap bardzo łatwy. Może go wykonać każdy. Nawet bez kalkulatora.
Etap drugi: rachunek.
I tu zaczynają się schody. Ile? Z jakiego źródła? Kiedy? Na co? Czy to wydatek budżetu państwa? Czy to koszt państwa w szerszym sensie? Czy to przekazanie majątku? Czy to pożyczka? Czy to wydatek jednorazowy? Czy powtarzalny? Jaki jest efekt? I nagle okazuje się, że między słowem „skandal” a słowem „271,7 miliarda deficytu” istnieje pewna drobna różnica. Pierwsze jest oceną. Drugie jest liczbą.
Jest jeszcze jedna rzecz: tytuł też potrafi zrobić z kamienia górę.
I tutaj dochodzimy do zjawiska, które w tej dyskusji jest chyba jeszcze ciekawsze niż same kamienie. Ludzie bardzo często nie czytają tekstu. Czytają tytuł a potem komentują tekst, którego nie przeczytali. To może być bardzo wygodne. Tytuł jest krótki. Ma mocne słowo. Ma nazwisko. Ma obietnicę afery. Ma sugestię. I już wiadomo, co należy myśleć. Treść natomiast bywa kłopotliwa, bo może się okazać, że autor napisał coś zupełnie innego. W jednej z ostatnich dyskusji pojawił się właśnie taki przypadek. Komentator przeczytał, jak wynikało z jego komentarza, sam tytuł tekstu i na tej podstawie zaczął krytykować jego rzekomą wymowę dotyczącą Morawieckiego. Tylko że treść tekstu była o zupełnie czymś innym. I mamy wtedy sytuację doprawdy osobliwą: człowiek odpowiada na tytuł, którego znaczenie sam sobie dopowiedział, zamiast na tekst, który rzeczywiście został napisany. To jest niezwykle skuteczna metoda manipulowania odbiorcą. Nie trzeba nawet kłamać. Wystarczy odpowiednio zatytułować materiał. Potem odbiorca czyta tytuł, dopowiada sobie resztę, a następnie jest już gotowy do oburzenia. Treść może sobie spokojnie leżeć poniżej. Nie przeszkadza. Można zrobić nawet eksperyment Wyobraźmy sobie tytuł: „Morawiecki odpowiada za katastrofę Polski” Czytelnik już wie. Morawiecki winny. Jest katastrofa, którą autor pewnie udowodni. A teraz otwieramy tekst i okazuje się, że pierwsze trzy akapity mówią: W przestrzeni publicznej często przypisuje się Morawieckiemu odpowiedzialność za katastrofę Polski. Sprawdźmy, czy te zarzuty znajdują potwierdzenie w danych. Po przeczytaniu całego tekstu może się okazać, że autor dochodzi do zupełnie innego wniosku, ale część czytelników już tego nie zobaczy, bo wyrok zapadł w tytule. I dokładnie dlatego w poważnej dyskusji warto zrobić rzecz niezwykle staroświecką: przeczytać tekst. Nie tylko tytuł. Nie tylko pierwszy akapit. Nie tylko komentarz kogoś, kto twierdzi, że przeczytał. Tekst.
To jest zresztą bardzo podobny mechanizm do naszego wielkiego rachunku.
Najpierw tworzymy etykietę: „afera”. Potem dopiero szukamy szczegółów. Najpierw: „katastrofa finansowa”. Potem szukamy kamienia. Najpierw: „ukrywają prawdę”. Potem szukamy informacji. Najpierw: „laurka dla Tuska”. Potem próbujemy znaleźć zdanie, które pozwoli tę laurkę zobaczyć. A jeżeli go nie ma? Tym gorzej dla tekstu. Wtedy można zawsze przejść do Ukrainy, albo SAFE, albo mokradeł, albo TVP albo wianuszka, albo Macierewicza, albo, jeżeli trzeba - do pogody.
I dlatego trzeba rozdzielić trzy rzeczy.
Fakt. Interpretację faktu. Opowieść o fakcie. Fakt brzmi: „wydano X złotych”. Interpretacja brzmi: „uważam, że wydano je bez sensu”. Opowieść brzmi: „Rząd wydaje pieniądze na kamienie, więc Polska tonie”. Pierwsze można sprawdzić. Drugie można dyskutować. Trzecie można sprzedać w mediach społecznościowych bardzo szybko. I właśnie dlatego powinniśmy szczególnie uważać na sytuacje, w których emocja jest większa od rachunku, a tytuł jest większy od tekstu, bo wtedy człowiek przestaje analizować a zaczyna reagować.
I tutaj wracamy do naszego wielkiego rachunku.
Możemy więc mieć dwa rodzaje księgowych. Pierwszy mówi: Podaj mi kwotę, źródło finansowania i efekt. Drugi mówi: Widziałem tytuł. To skandal. Pierwszy jest nudny. Drugi ma znacznie większe powodzenie. Pierwszy potrzebuje kalkulatora. Drugiemu wystarczy klawiatura. Pierwszy po przeczytaniu dokumentu może zmienić zdanie. Drugi po przeczytaniu dokumentu ma problem, bo musiałby zmienić komentarz. I właśnie dlatego czytanie całego tekstu jest czynnością niemal politycznie ryzykowną, bo nigdy nie wiadomo, co się tam znajdzie.
I na koniec najważniejsze.
Nie twierdzę, że małe wydatki należy ignorować. Wręcz przeciwnie. Państwo powinno być rozliczane również z małych pieniędzy. Jeżeli urzędnik wyda bez sensu 20 tysięcy złotych, trzeba zapytać dlaczego. Jeżeli wyda 200 tysięcy - tym bardziej. Jeżeli 20 milionów - jeszcze bardziej. Ale z faktu, że państwo powinno rozliczać każdą złotówkę, nie wynika, że każda złotówka ma taki sam wpływ na kondycję finansową państwa. To jest chyba różnica między kontrolą a obsesją.
I tu dochodzimy do mojego ulubionego eksperymentu.
Wyobraźmy sobie, że jutro rano rozwiązujemy wszystkie problemy z mikrofonami. Wszystkie. Nie ma już żadnego źle ustawionego mikrofonu. Kamienie zostają właściwie rozliczone. Wianuszki są pod pełną kontrolą. Mokradła zostają zinwentaryzowane. Komisje otrzymują certyfikat efektywności. Telewizja publiczna ma perfekcyjny bilans a wszystkie wydarzenia artystyczne są rozliczane co do grosza.
I teraz pytanie: czy dzięki temu zniknie deficyt budżetowy?
Nie. Czy zmniejszy się koszt obsługi długu? Nie. Czy powstaną nowe elektrownie? Nie. Czy poprawi się produktywność? Nie. Czy zwiększy się liczba mieszkań? Nie. Czy powstanie nowy przemysł? Nie. Czy wzrosną inwestycje? Nie. Czy rozwiąże się problem demografii? Nie. Ale za to będziemy mieli idealnie rozliczone kamienie. I to jest największy sukces całej tej operacji.
Możemy więc dalej urządzać konkurs.
Kto znajdzie większą aferę. Kto znajdzie bardziej obrzydliwy szczegół. Kto znajdzie droższy mikrofon. Kto odkryje bardziej podejrzany kamień. Kto znajdzie większe mokradło. Kto pierwszy policzy wszystkie wianuszki III Rzeczypospolitej. A następnie ogłosimy:
POLSKA URATOWANA.
Wprawdzie budżet nadal będzie miał setki miliardów wydatków. Dług nadal będzie trzeba obsługiwać. Energia nadal będzie kosztować. Szpitale nadal będą potrzebować pieniędzy. Kolej nadal będzie wymagała inwestycji. Przemysł nadal będzie potrzebował kapitału. Mieszkania nadal trzeba będzie budować ale za to będziemy wiedzieli, ile kosztował mikrofon.
I dlatego proponuję zakończyć tę wielką księgowość.
Nie mam nic przeciwko krytykowaniu KO. Nie mam nic przeciwko krytykowaniu PiS. Nie mam nic przeciwko krytykowaniu Konfederacji, Lewicy, PSL czy kogokolwiek innego. Wręcz przeciwnie. Każdy powinien być liczony tą samą miarą. Jeżeli KO wyda bez sensu milion - pytamy dlaczego. Jeżeli PiS wyda bez sensu milion - pytamy dlaczego. Jeżeli Konfederacja zaproponuje rozwiązanie kosztujące miliard - pytamy skąd miliard. Jeżeli ktoś twierdzi, że państwo zaoszczędzi dziesięć miliardów - pytamy jak. Jeżeli ktoś zwiększa zadłużenie o sto miliardów - pytamy po co. Jeżeli ktoś buduje elektrownię za dziesiątki miliardów - pytamy, co będziemy z niej mieli. Jeżeli ktoś bierze pożyczkę na obronność - pytamy, ile kosztuje i co za nią powstanie. To jest rachunek. A nie: Widziałem w Internecie człowieka, który pocałował kamień, więc rząd doprowadza Polskę do bankructwa, bo wtedy możemy już naprawdę spokojnie spać. Polska nie zbankrutuje od pocałowanego kamienia. Nie zbankrutuje od jednego mikrofonu. Nie zbankrutuje od wianuszka i nie zbankrutuje od jednego mokradła. Może natomiast mieć bardzo poważne problemy, jeżeli przez lata będzie źle zarządzać setkami miliardów złotych, zadłużeniem, inwestycjami, energetyką i produktywnością. I właśnie dlatego nie wolno mylić rachunku państwa z rachunkiem za rzeczy, które nas najbardziej zirytowały.
A na sam koniec pozwolę sobie na małą poprawkę metodologiczną.
Jeżeli ktoś przychodzi do dyskusji o finansach państwa z dziesięcioma przykładami wydatków i oczekuje, że wszystkie uznam za dowód katastrofy, odpowiem bardzo prosto: Dobrze. Policzmy, ale potem policzmy naprawdę. Nie według poziomu oburzenia. Nie według tego, czy podoba nam się wykonawca. Nie według tego, czy ktoś pocałował kamień. Nie według tego, czy na mikrofonie znalazła się prezerwatywa. Nie według tego, czy ktoś lubi mokradła. Nie według tego, czy lubimy albo nie lubimy Ukrainy. Tylko według: kwoty, źródła finansowania, celu, skutku i udziału w całych finansach państwa, bo inaczej dojdziemy do niezwykle pocieszającego wniosku: Polska ma wprawdzie prawie bilion złotych rocznych wydatków, setki miliardów długu i ogromne potrzeby inwestycyjne, ale na szczęście znaleźliśmy prawdziwego winowajcę.
Kamień.
Teraz pozostaje już tylko ustalić, kto go do tej rzeki włożył. Jeżeli okaże się, że zrobił to poprzedni rząd, będzie można powołać komisję. Jeżeli obecny - drugą. Jeżeli nie wiadomo kto - trzecią. I wtedy, po kilku latach prac, raportów, przesłuchań i konferencji prasowych, będziemy już dokładnie wiedzieli, że kamień był rzeczywiście bardzo ważny, tylko nadal nie będziemy wiedzieli, kto zapłaci rachunek za Polskę.
"POLSKA URATOWANA"
Oczywiście, ciągle o tym piszę na NB. O Wizji Wielkiej Polski. Co prawda kilka mln Polaków zginie, ale po tym mierzy się wielkość kraju. W innych krajach zginie jeszcze więcej. Takie polskie Schaden freude :)
PS. A co do efektu motyla, czyli w poszukiwaniu zaginionych miliardów w następstwie źle wydanych 20 tysięcy złotych, to trzeba dodać "Polską Markę", na którą wydano 200 tysiaków, ale planowano wydać nawet pół miliarda:
share.google
Na wdrożenie całego megaprojektu „Strategia Marka Polska” planowano przeznaczyć od 520 do nawet 670 milionów złotych ze środków publicznych w latach 2026–2028. [1, 2]
W samym dokumencie strategicznym kwota ta została rozpisana na poszczególne fazy (z oznaczeniem jako „budżet wiążący”): [1, 2]
Kompromitacja związana z raportem wygenerowanym przez AI (na który bezpośrednio wydano niecałe 180 tys. zł) zatrzymała te plany, a Ministerstwo Sportu i Turystyki ostatecznie nie zatwierdziło tak gigantycznego budżetu operacyjnego. [1, 2, 3]
share.google
Sebastian Meitz (ekspert Instytutu Sobieskiego) w sierpniu 2026 roku wykrył i nagłośnił, że oficjalny raport „Polaków portret własny” (mający służyć do budowy strategii narodowej „Marka Polska”) został w dużej mierze wygenerowany przez sztuczną inteligencję (AI) oraz zawierał rażące błędy merytoryczne i językowe. [1, 2]
Co dokładnie zawierał raport i co wykrył ekspert?
Raport, za który Ministerstwo Sportu i Turystyki miało zapłacić blisko 180–200 tysięcy złotych, okazał się nieskorygowanym tekstem z modelu językowego. Meitz wypunktował w nim liczne absurdy: [1, 2, 3, 4]
Skutki wykrycia afery
Upublicznienie tych informacji przez Sebastiana Meitza na platformie X (dawny Twitter) wywołało potężny skandal wizerunkowy i medialny. W efekcie: [1, 2]
@mkj1...Szanowny pan nie prowadzi żadnego ,,gospodarczego blogu'' pan udaje że go prowadzi,bo to pozwala na wyśmiewanie innych,którzy mają inne zdanie i udaje wielkiego fachowca o światowej sławie. Pamięta pan cytat z czasów Gierka o ,,zaciskaniu pasa'' albo taki z czasów rządów PiS gdzie walka pewnej pani o dorsza za 6,50zł na papierowej tacce. Proszę się rozejrzeć trochę po Polsce bo warto niestety zauważyć jak rośnie buta i chamska pewność KO,że każda sprawa ujdzie im na sucho a złodziejstwo jest wartością dodaną do przebojowości. Z małych kwot rodzą się duże a potem nie do zatrzymana. NIe bez powodu podałam więc i duże i małe,ale nie ostatnie choć autor wyraźnie do mnie pije. Ostatnio wysyp pieniędzy przeznaczanych przez panią od ,,niekultury'' Dziś 200000mln ,wcześniej bal w Wilanowie i zniszczony całkowicie ogród , niby to mała kwota 150000zł za ,,pokaz mody'' żeby paniusia mogła pokazać swoją niekształtną postać w jakimś koszmarnym odzieniu, ogrody za 5 mln,jachty, ogrody zimowe.Tego się zbierze sporo jeśli tylko zechcemy.Przypomnam że dopiero co zakończył ,,cykl'' tych samych wykładów a już się przymierza do kolejnych zaczynając od wyśmiewania i przypominania starej śpiewki.Taki mały dyktatorek od siedmiu boleści.