Komunista Stanisław Jasiński w serialu „Dom” mówił: „Demokracja jest dla tych, co są z nami, a nie przeciw nam”. W identyczny sposób demokrację w polskiej republice bananowej interpretuje i definiuje centrala rządu Tuska w Berlinie. Demokracja w Polsce funkcjonuje wzorowo tylko wtedy, kiedy zewnętrzne znamiona władzy w Warszawie dzierżą mentalni folksdojcze lub bolszewicy, albo jak dzisiaj, jedni i drudzy. To jak niemieckie elity, nie tylko polityczne, podchodzą do demokracji w Polsce demonstrują systematycznie tamtejsze media. Niemiecki dziennik „Sueddeutsche Zeitung” pisał pod koniec sierpnia: „Na Węgrzech czy w Polsce można niemal jak w laboratorium obserwować, jak trudny jest powrót do demokracji po okresie rządów autorytarnych. Kraje takie jak Węgry i Polska pokazują, że można pozbyć się autorytarnych przywódców. Jednak dopiero po odwołaniu osób zagrażających demokracji zaczyna być naprawdę trudno”.
Upraszczając, według Niemców demokracji najbardziej zagrażają ci, których w demokratycznych wyborach wybiera naród, a centrala w Berlinie takiego wyboru suwerena nie akceptuje. Dalej „Sueddeutsche Zeitung” cytuje polską socjolożkę Karolinę Wigurę przytaczając jej wypowiedź: „Opinia publiczna nie jest już kształtowana przez tradycyjne media, którymi rządzą zasady, lecz przez właścicieli Meta i X. Politycy mogliby dążyć do nałożenia na te korporacje większej liczby regulacji”. Chodzi tak naprawdę o spadający wpływ na Polaków, liberalnych i lewackich zagranicznych koncernów medialnych zainstalowanych w Polsce i nieprzypadkowo są to przede wszystkim koncerny niemieckie. Wybór Karoliny Wigury jako „głosu z Polski” też nie był przypadkowy. Prowadziła ona pracę nad doktoratem na Uniwersytecie w Monachium oraz była stypendystką „Robert Bosch Academy” w Berlinie. Zaliczyła też pobyt naukowy na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie, kuźni lewackich kadr Georga Sorosa. Jednak proponowana przez Wigurę próba kneblowania Meta i X to dla „Sueddeutsche Zeitung” stanowczo za mało, ponieważ jak pisze dziennik: „w najgorszym przypadku, jak pokazują kraje Europy Środkowej – nie tylko system demokratyczny ulega zniszczeniu, ale także ci, którzy byli za to odpowiedzialni, powracają do władzy w jeszcze bardziej radykalnej postaci”. Choć powracają na skutek demokratycznych wyborów to jednak Niemców nie za bardzo to obchodzi, bo w demokracji „Für Deutschland“, ma być tak jak życzy sobie Berlin, a nie wyborcy jakiegoś tam bantustanu.
Dla Niemiec najlepszym rozwiązaniem byłaby delegalizacja wszystkich partii prawicowych w Polsce. Dokładnie to zalecał Tuskowi jego stary przyjaciel, Niemiec Klaus Bachmann, który na łamach „Berliner Zeitung” podpowiadał: „Może posłużyć się pretekstem do ogłoszenia stanu wyjątkowego i ograniczenia podstawowych wolności, zmiażdżenia i zakazania partii przeciwnej, wywarcia presji na sędziów i sądy oraz zaproponowaniu czołowym przedstawicielom pokonanych oferty nie do odrzucenia. Chodzi o to, by dać im szansę wydostania się z problemów w jednym kawałku, jeśli dostarczą wystarczającą ilość materiału obciążającego ich byłych kumpli”.
Berlin obsadził Tuska w roli swojego kieszonkowego „hitlerka” znad Wisły, który gdy zajdzie potrzeba zakaże działania tych partii opozycyjnych, które zagrażają interesom Niemiec. Tylko taką „demokrację” oni są w stanie w Polsce zaakceptować i gorliwie wspierać. Polska wolna i suwerenna nigdy nie była w ich interesie. Warto przypomnieć, że kiedy Jaruzelski 13 grudnia 1981 roku ogłosił stan wojenny siłą dławiąc dążenia Polaków do wolności ówczesny kanclerz RFN Helmut Schmidt stwierdził: pan Jaruzelski musiał podjąć te działania w interesie polskiego państwa. Gdy prezydent Stanów Zjednoczonych Ronald Reagan nałożył ostre sankcje gospodarcze na komunistyczny reżim Jaruzelskiego, Niemcy tę decyzję krytykowały bojąc się, że dojdzie w Polsce do załamania gospodarczego, które uniemożliwi spłatę długów zaciągniętych przez komunistów w niemieckich bankach. Takie było i jest prawdziwe podejście Niemiec do niepodległościowych dążeń Polaków i jak widzimy do dzisiaj nic się nie zmieniło. Od wieków Polska musiała opierać się germańskiej ekspansji, ale dzisiaj, kiedy jest to robione w białych rękawiczkach Polacy wyraźnie przysnęli, a bardzo wielu wbrew faktom postrzega państwo niemieckie jako przyjazne Polsce.
Dzisiejszą Polskę oplata potężna sieć ponad 30 niemieckich instytucji, a część z nich to przybudówki niemieckich partii politycznych finansowane z federalnego budżetu. Wymienię choćby: Fundację Konrada Adenauera, Fundację im. Friedricha Eberta, Fundację im. Friedricha Naumanna, Fundację im. Heinricha Bölla, Fundację im. Róży Luksemburg. Nie raz na łamach „Warszawskiej Gazety” ujawnialiśmy informacje o finansowym wsparciu jakiego niemieckie instytucje udzielały różnym przedsięwzięciom organizowanym przez Platformę Obywatelską czy Lewicę. A przecież ingerowanie obcego państwa lub organizacji w wewnętrzne sprawy, decyzje czy politykę innego suwerennego państwa jest zabronione przez prawo międzynarodowe. Tymczasem Niemcy, wykorzystując także zainstalowane w Polsce swoje instytucje i sterowany z Berlina rząd Tuska skutecznie powstrzymują kluczowe polskie inwestycje, takie jak rozbudowa portu kontenerowego w Świnoujściu, budowa elektrowni jądrowych, budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego. To Niemcy wciągnęli Polskę w potężny kredyt-pułapkę nazwany „programem SAFE”, powstrzymując, albo radykalnie ograniczając zakup przez Polskę najnowocześniejszej broni produkowanej w USA.
I teraz trzeba sobie zadać pytanie: Czy Polacy przejrzą na oczy i zmądrzeją do wyborów w 2027 roku? Niestety, nie widzę na to wielkich szans. Z prawej strony sceny politycznej coraz częściej słyszymy powtarzane jak mantrę zdanie: „oni już wiedzą, że przegrają”. Jeżeli rzeczywiście wiedzą, to ja twierdzę, że wybory w 2027 roku w ogóle się nie odbędą. Cytując Bachmanna, nie wiadomo tylko jakim „posłużą się pretekstem”. Oni, wiedząc co im grozi po utracie władzy zrobią wszystko by przy tej władzy za wszelką cenę trwać. Zaniknie zupełnie racjonalne myślenie i uruchomi się pierwotny instynkt przetrwania. Wtedy nie będą już obowiązywały żadne normy prawne, moralne, etyczne i obyczajowe. W przyszłym roku na własnej skórze możemy odczuć czym są rządy totalnego bezprawia.
Artykuł ukazał się w „Warszawskiej Gazecie”
Szkoda, że poprzednia władza o tym nie wiedziała i nie zdelegalizowała partii zdrajców.
Nic też nie wskazuje, że obecny Prezydent się w tym orientuje, sądząc co im podpisuje.
Nie ma więc co liczyć, że przetnie zdradziecki marazm i przywróci Konstytucję z 1935r., która nie dość, że obowiązuje, to rozwiązuje wszystkie uwikłania od PKWN po koalicję Tuska.
"ingerowanie obcego państwa lub organizacji w wewnętrzne sprawy, decyzje czy politykę innego suwerennego państwa jest zabronione przez prawo międzynarodowe"
Oczywiście Niemcy ingerują w sprawy wewnętrzne Polski poprzez np. 37 NGO-sy, które finansują. Poprzez merdia ogólnopolskie, które finansuje np. RASP. Poprzez rozbudowane konsulaty, np. we Wrocku mają 800 etatów. Poprzez kreowanie liderów różnych partii politycznych. Np. finansowanie założenia KLD, co opisał Paweł Piskorski w książce pt. Między nami liberałami. Ba, podejrzewam, że Konfy lecą na usługi Niemcom.
AI Overview
Zasada nieingerencji w sprawy wewnętrzne państw jest jedną z fundamentalnych zasad współczesnego prawa międzynarodowego. Zakazuje ona państwom oraz organizacjom międzynarodowym wkraczania w suwerenne kompetencje innego kraju.
Gdzie jest zapisana ta zasada?
Czego konkretnie dotyczy zakaz?
Zakaz ten obejmuje nie tylko działania zbrojne, ale również:
Wyjątki od zasady
Prawo międzynarodowe przewiduje sytuacje, w których interwencja jest legalna. Należą do nich przede wszystkim mandat Rady Bezpieczeństwa ONZ na podstawie Rozdziału VII Karty Narodów Zjednoczonych (w celu utrzymania lub przywrócenia międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa) oraz działania w ramach samoobrony legalnej. Współcześnie coraz częściej dyskutuje się także o koncepcji tzw. odpowiedzialności za ochronę (Responsibility to Protect – R2P) w przypadku masowych zbrodni przeciwko ludzkości.
Czy chciałbyś dowiedzieć się więcej o różnicach między interwencją zbrojną a naciskiem dyplomatycznym, czy może interesuje Cię historia powstania koncepcji suwerenności państwowej?