„Tak się bawią, tak się bawią...Teutoni"- tak możnaby strawestować hasło piłkarskich kibiców w kontekście wydarzeń, które miały miejsce w Parlamencie Europejskim. Jeden z posłów reprezentujących naszego zachodniego sąsiada urządził w swoim biurze na terenie europarlamentu imprezę z udziałem od 50 do 100 osób (podawane są różne dane). „Impra” była z alkoholem. Było dużo studentów i młode oraz bardzo młode panie. Herr LS uznał, że nie ma się czego wstydzić. Nie słyszałem ,aby spotkały go za to jakieś konsekwencje. Cóż, śpiewanie „Ody do radości” czyli nieoficjalnego „hymnu” Unii Europejskiej powoduje, że może jakoś mniej obywatele i podatnicy w krajach UE , ale politycy i owszem- stają się radośni.
Wspomniałem o konsekwencjach, a raczej o ich braku, ot, tak ,aby porównać Niemca, którego się nie karze z Polakiem wobec którego wszczęto dochodzenie za to, że odwiedził innego posła- z Niemiec- i zaczął go nagrywać odpytując o kwestie reparacji dla naszego kraju. Zatem europoseł Arkadiusz Mularczyk, który nagrywał ma wdrożone postępowanie (nagrywał przecież służbowo), a Niemiec, który też nagrywał, ale "balety" we własnym biurze...No,właśnie, o karach dla niego ani widu, ani słychu.
Może to jakiś „genius loci” tego samego skrzydła w Parlamencie Europejskim w Strasburgu, nazwanego na cześć hiszpańskiego historyka i dyplomaty Salvadora de Madariaga, bo sąsiadka owego deputowanego z Niemiec, również Niemka, ma , zresztą „od zawsze”, ciekawą kulturę pracy. Oto w jej biurze nie ma żadnych mebli (biurek, krzeseł, szaf, które są zwyczajowym wyposażeniem europoselskich biur), za to są... maty. Można na nich siedzieć. Można też na nich leżeć. Przed biurem jest wycieraczka z napisem po niemiecku „ Kaufe nichts, ficke niemand" - co w tłumaczeniu na polski oznacza ni mniej, ni więcej tylko „Nic nie kupuj, nikogo nie ruch...j”. Prawdę mówiąc oryginalne tłumaczenie jest bardziej dosadne, ale wolałem oszczędzić nadmiaru wrażeń Wielce Szacownym Czytelnikom.
Po moim wpisie na „X” o tym, że przed jej biurem systematycznie unosi się woń palonej "marychy" (230 tysięcy odsłon ! ) następnego dnia w biurze Frau SB pojawiła się kontrola z Parlamentu Europejskiego. Legendy krążą o wyrazie twarzy funkcjonariusza ochrony ,gdy wszedł do biura europosłanki dumnie reprezentującej Niemcy...
Tylko wycieraczka zniknęła . Na pamiątkę zostało mi zdjęcie , które wszystkim znającym niemiecki poleca maksymę o kupowaniu i ruc...niu. Jakiś więc wkład w życie europarlamentarne pani deputowana ma. Niezaprzeczalnie...
*Artykuł ukazał się na portalu "Wpolityce.pl"
To na terenie europarlamentu gdzie ,,tworzy '' się historię, przyszłość i zadania Europki jest miejsce i na balety? Nic dziwnego,że przy ,,obradach'' sale takie puste a żadne z państw nie ma nic do powiedzenia skoro ich hojnie opłacani przedstawiciele wybierają zabawę ,dobre żarcie, marychę, towarzystwo nie wiadomo czy pełnoletnich pań. Poseł wyraźnie się starzeje nie wykazując entuzjazmu do tego nowego stylu życia i pracy proponowanego nam przez Niemcy.No w końcu Europka musi mieć jakiś drogowskaz co zauwazył już wczesniej Sikorski w swym lennym holdzie wobec Berlina.