Dzięki artykułowi w DoRzeczy dowiedziałem się o wywiadzie ks.prof.Waldemara Chrostowskiego dla portalu eKAI i krytycznej reakcji na ten wywiad ks.prof.Andrzeja Perzyńskiego. Zarzuty można podsumować stwierdzeniem:
„Współczesna nauka Kościoła Katolickiego” w ramach dialogu z judaizmem zwalcza „neoseparatyzm” dwutysiącletniej tradycji Kościoła.
Jak czytamy, zdaniem ks.Perzyńskiego „Analiza wywiadu prowadzi do smutnego wniosku: mamy do czynienia z próbą sformułowania neoseparatyzmu teologicznego. To wizja Kościoła samowystarczalnego, który nie potrzebuje dialogu, bo już na starcie uznał drugą stronę za „reakcję przeciw Chrystusowi”.
Choć ks. Chrostowski obficie cytuje Biblię, czyni to w sposób, który ignoruje kluczowy postęp teologiczny dokonany przez Kościół w ciągu ostatnich 60 lat. Dokumenty Stolicy Apostolskiej mówią o „braterskim dialogu” i „wzajemnym szacunku”, podczas gdy w wywiadzie słyszymy o „parodii” i „antychrześcijańskim filtrze”.
To nie jest tylko spór o słowa czy konfrontacyjny styl wypowiedzi. To fundamentalny spór o to, czy wierzymy w Kościół, który – zgodnie z „Nostra aetate” – „karmi się korzeniem dobrej oliwki”, czy też w Kościół, który ten korzeń postanowił odciąć i wyrzucić. Oficjalne stanowisko Magisterium jest jasne: Bóg nie odwołał swoich darów, a żydowska lektura Pisma pozostaje dla katolików cenna i pouczająca. Każda próba głoszenia innej nauki – nawet podparta profesorskim autorytetem – pozostaje jedynie prywatną opinią, która w tym przypadku niebezpiecznie oddala się od serca katolickiej wiary.”
Krytyka zamieszczona jest też na stronie eKAI:
Cóż tak obrazoburczego napisał ks.prof.Waldemar Chrostowski?
„…od mniej więcej 30 lat, czyli od kiedy zacząłem o tym otwarcie mówić oraz coraz głośniej i częściej zabierać głos, małe, ale krzykliwe grono, które monopolizuje relacje z Żydami, nazywając je dialogiem, nie zdobyło się na jakikolwiek dialog wewnątrz Kościoła.
Przecież to, o czym rozmawiamy, jest i powinno być tematem poważnej refleksji najpierw w Kościele. Porozmawiajmy między sobą i ze sobą, wyjaśnijmy trudne (a czasami wcale nie takie trudne) kwestie teologiczne, i dopiero wtedy, gdy zdamy sobie sprawę z tego, kim naprawdę jesteśmy, prowadźmy rzetelny dialog. Tylko wtedy bowiem ma on sens.
W przeciwnym wypadku, i tak oceniam stan aktualny, trwa i nasila się parodia dialogu. Ciągle zajmuje się nim bardzo wąskie grono tych samych osób, które powtarzają dwa, zresztą przekręcone, zdania z nauczania Jana Pawła II.
O Żydach jako „starszych braciach”, jak to ujął papież podczas wizyty w rzymskiej synagodze w 1986 roku?
Wielokrotnie wyjaśniałem tę sprawę, a więc jeszcze raz. Jan Paweł II powiedział wtedy: „Jesteście naszymi braćmi umiłowanymi i – można powiedzieć – w pewien sposób naszymi starszymi braćmi”. W polskiej wersji zamieszczonej w L’Osservatore Romano zabrakło wyrażenia „w pewien sposób” i mimo licznych sprostowań nie przyjmuje się go do wiadomości. Wskutek tego wymawia się nam, że Jan Paweł II nazwał Żydów rabinicznych naszymi „starszymi braćmi”.
Uzasadnię to pytaniem: Czy kiedy św. Piotr, św. Andrzej, św. Paweł czy inni apostołowie zwracali się do swoich żydowskich rodaków, którzy w Jezusa nie uwierzyli i Go odrzucili, nazywali ich „starszymi braćmi”? Nonsens! Natomiast jeżeli mamy mówić o „starszych braciach w wierze”, powinniśmy respektować i doprecyzować to dopowiedzenie, którego nie było w polskim przekładzie w „Osservatore Romano”. Wiernych, którzy stanowili biblijny Izrael, traktujemy jako naszych ojców w wierze. Trzeba podkreślić, że pod koniec ery przedchrześcijańskiej byli wśród nich nie tylko Żydzi, lecz także prozelici i „bojący się Boga”. Jedni i drudzy wywodzili się spośród pogan. Właśnie na takim gruncie wyrosły dwie „zbratane” religie: chrześcijaństwo i judaizm rabiniczny (istnieją też inne odmiany judaizmu, jak karaimowie). Jest to jednak braterstwo szczególnego rodzaju, bo przez wieki współpracowaliśmy ze sobą we wzajemnym oddalaniu się od siebie. Wyznawcy judaizmu są naszymi braćmi, ale byłoby dobrze, gdyby i oni to braterstwo uznali.
Kto więc jest starszymi braćmi chrześcijan wywodzących się spośród rozmaitych ludów czy narodów? Otóż naszymi starszymi braćmi są ci Żydzi, którzy przyjęli Jezusa. To są nasi starsi bracia! Co nas łączy z judaizmem rabinicznym? Łączy nas korzeń, którym jest Stary Testament. Odczytujemy go w perspektywie chrystologicznej, natomiast judaizm rabiniczny odczytuje go nie tylko w perspektywie bez Chrystusa, lecz przeciw Chrystusowi. Gdy przyglądamy się judaizmowi rabinicznemu, takiemu, jaki on jest, a nie jak się go nam przedstawia, nie ma w nim nic takiego, co moglibyśmy bezkrytycznie i bezrefleksyjnie wykorzystać. Mamy wszystkie podstawy i wszystkie narzędzia do wyznawania i promowania wiary chrześcijańskiej.
W judaizmie rabinicznym jest ogromny potencjał antychrześcijańskości, lecz przez te kilkadziesiąt lat „dialogu” zrobiono bardzo mało, aby tę sytuację zmienić. W wielu środowiskach żydowskich, takich jak ortodoksi czy ultraortodoksi, nie wykonano w tym kierunku ani jednego kroku. Jesteśmy przez nich postrzegani i traktowani jak poganie. Do kontaktów z nami garną się nieliczni z żydowskich środowisk reformowanych i liberalnych, których poglądy i postawa nie mają przełożenia na ich współwyznawców.
Jako współzałożyciel Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, powstałej w 1991 roku, ten dialog wyobrażał Ksiądz sobie zapewne inaczej?
Powtarzam stale jedno: problemem w dialogu nie są Żydzi, bo Żydzi są tacy, jacy są. Jeżeli ich znamy i chcemy wejść z nimi w dialog, powinniśmy ich szanować takimi, jakimi oni są, pod warunkiem, że nie uzewnętrznia się wtedy zapiekła wrogość wobec nas oraz odwrotnie – nasza wobec nich. Problem z tym, co jest nazywane dialogiem, istnieje w Kościele. Przez długie lata, które upłynęły od soborowej deklaracji „Nostra aetate”, nie udało się wypracować w Polsce żadnego pogłębionego spojrzenia na ten dokument, tylko wciąż powtarza się te same zdania, a także – najczęściej przekręcone – wspomniane sformułowanie Jana Pawła II. Bo co to znaczy deklarowanie, że Żydzi rabiniczni są naszymi „starszymi braćmi w wierze”? To znaczy, że, mówiąc dosadnie, rezygnujemy ze Starego Testamentu; uznajemy, że jedynymi kontynuatorami i spadkobiercami Starego Testamentu są Żydzi, a my się tam tylko na jakimś etapie „podłączyliśmy”. A przecież, wbrew podszeptom, jakie się pojawiają, nie otrzymaliśmy Starego Testamentu od Żydów! Otrzymaliśmy go od Jezusa Chrystusa i od Kościoła apostolskiego, czyli od tych, którzy w Chrystusa uwierzyli i Go wyznawali. Gdybyśmy oczekiwali, że Żydzi, którzy odrzucili Jezusa dadzą nam Stary Testament, byłby to Stary Testament przepuszczony przez filtr silnej antychrystologicznej i antychrześcijańskiej interpretacji.
Powiada Ksiądz profesor, że dialog chrześcijańsko-żydowski w naszym kraju jest parodią. Czy podobnie krytycznie patrzy Ksiądz na organizowany corocznie od blisko 30 lat Dzień Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce?
Paradoks polega na tym, że od samego początku, od zarania, byłem przy tej inicjatywie i ją popierałem. Była dyskutowana przez kilka lat na posiedzeniach Rady Episkopatu ds. Dialogu z Judaizmem, a wtedy jej przewodniczącym był biskup, a potem arcybiskup poznański Stanisław Gądecki. Wówczas na tych posiedzeniach można było rozmawiać, dyskutować, polemizować, uściślać, itd. Głównym celem tego dnia(Dnia Judaizmu) miało być promowanie katolickiej teologii judaizmu na użytek naszych wiernych. Dzięki otwartości biskupa Gądeckiego i właściwemu wyprofilowaniu Dnia Judaizmu, przygotowywane były i drukowane – bez żadnych kosztów ponoszonych przez Kościół! – materiały, które trafiały do wszystkich parafii w Polsce. Nie było tam polityki, nie było wypaczania nauki Kościoła, lecz podstawowy wykład opartej na Piśmie Świętym i Tradycji katolickiej teologii judaizmu. Jedni przyjmowali to z wdzięcznością, inni nieufnie, ale nie było widocznego sprzeciwu czy wrogości, bo dbaliśmy o wymiar wyłącznie religijny. Kiedy arcybiskup Gądecki przestał być przewodniczącym wspomnianej Rady, zmieniono całkowicie jej skład, weszli zupełnie nowi ludzie i rozpoczęła się degrengolada, która trwa do dnia dzisiejszego.
Gdy przystępowaliśmy do zainicjowania obchodów Dnia Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce, bo taka jest pełna nazwa, to judaizm współczesny był postrzegany jako proste, a nawet jedyne, przedłużenie religii Starego Testamentu. Mieliśmy w Polsce, ustawiony też pod względem politycznym, Związek Religijny Wyznania Mojżeszowego [działał do 1992 roku; rok później powstał jako jego prawny kontynuator – Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP – KAI].
Wydawało się, że być Żydem to znaczy być wyznania Mojżeszowego. Należało więc tłumaczyć, że wraz z Jezusem Chrystusem na tym korzeniu religii biblijnego Izraela, którego świadectwem są pisma Starego Testamentu, wyrosły dwie rzeczywistości: chrześcijaństwo oraz judaizm rabiniczny. Paradoks polega na tym, że chrześcijaństwo jest pod wieloma względami bliższe instytucji i przesłania Starego Testamentu niż judaizm rabiniczny. W chrześcijaństwie są instytucje, które istniały w Starym Testamencie – świątynia, ofiary, kapłani, natomiast w judaizmie rabinicznym tego wszystkiego nie ma. Dlatego nie jest to stricte religia Mojżeszowa. Oczywiście, ona odwołuje się do Mojżesza, tak jak my się odwołujemy, ale Mojżesz i cały Stary Testament to jest wspólne dziedzictwo – chrześcijaństwa i judaizmu. Po dobrym początku od około 20 lat w Dni Judaizmu dominuje perspektywa historyczna, bardzo często upraszczana i wypaczana, oraz ponawiane zmuszanie katolików i Polaków do nieustannego bicia się w piersi.
Powiem więcej: kiedy przez ostatnie ponad dwa lata trwa krwawa rozprawa z mieszkańcami Gazy i Autonomii Palestyńskiej, gdzie w bestialski sposób zostało zamordowanych kilkadziesiąt tysięcy ludzi, setki tysięcy zostało kalekami, a 2 miliony wyrzucono z domu, te fakty nie miały żadnego przełożenia ani oddźwięku w dialogu polsko-katolicko-żydowskim. Mało tego, niektórzy jego przedstawiciele mówią, że trzeba zdecydowanie odróżnić perspektywę religijną od perspektywy politycznej. Twierdzą: my zajmujemy się tym, co religijne, natomiast tym, co polityczne nie. Ale przecież ludobójcza polityka prowadzona przez Izrael wobec ludności arabskiej, muzułmańskiej i chrześcijańskiej, ma podtekst i uzasadnienie religijne. W styczniu tego roku na centralnych obchodach Dnia Judaizmu, w Płocku, obecny był ambasador Izraela. Czy to jest perspektywa religijna czy polityczna? To wszystko daje do myślenia, ale jest wypierane ze społecznej świadomości.”
Trudno o jaśniejszy wywód. Mimo to ks.Perzyński widzi w nim sprzeczość z tzw.aktualnym stanem wiedzy o życiu i śmierci Jezusa Chrystusa.
Jednym słowem mamy nie tylko „neosędziów” o tradycyjnych poglądach na etykę i prawo, ale „neoseparatystów” w Kościele Katolickim.
Tym bardziej „neoseparatystycznym” „paleokatolikom” polecam lekturę książki „Bóg, Biblia, Mesjasz” ks.prof. Waldemara Chrostowskiego, którą zachowałem w pozytywnych wspomnieniach:
„Pasjonująca rozmowa Grzegorza Górnego i Rafała Tichego z ks. prof. Waldemarem Chrostowskim wprowadza nas w świat Biblii i jej tajemnic oraz w samo sedno relacji chrześcijańsko-judaistycznych. Przez pryzmat drogi życiowej katolickiego kapłana, a zarazem wybitnego naukowca, uczestniczymy w wielkiej przygodzie duchowej i intelektualnej: poznajemy meandry współczesnej biblistyki, obcujemy z realiami Ziemi Świętej, zagłębiamy się w fascynujący świat biblijnego Izraela i starożytnej interpretacji Pisma Świętego oraz staramy się zrozumieć późniejsze dzieje judaizmu i chrześcijaństwa.”
Walka kłamstwa z prawdą to historia ludzkości, ale mam wrażenie, że ostentacja kłamstwa przybiera na sile.
"Jak świat światem, żyd nie będzie katolikowi bratem"
W sensie dosłownym myślę, że takie sytuacje mogły być nierzadkie np.w Polsce międzywojennej, gdy polonizacja i zmiana wiary dzieliła braci, a przecież takie rozejścia braci na tle wiary miały już miejsce w czasie życia Chrystusa.
W sensie pozarodzinnym sztuczne bratanie nie służy więziom, które w różnych okolicznościach życiowych wypłynęłyby naturalnie, mimo oczywistych przeciwieństw.
Ks.Chrostowski zwraca uwagę – i takie jest główne przesłanie – na problem nie z wyznawcami religii żydowskiej, a z przedstawicielami Kościoła Katolickiego:
„problemem w dialogu nie są Żydzi, bo Żydzi są tacy, jacy są. Jeżeli ich znamy i chcemy wejść z nimi w dialog, powinniśmy ich szanować takimi, jakimi oni są, pod warunkiem, że nie uzewnętrznia się wtedy zapiekła wrogość wobec nas oraz odwrotnie – nasza wobec nich. Problem z tym, co jest nazywane dialogiem, istnieje w Kościele”
Postrzegam to, jako jeden z kryzysów tożsamości obok tych związanych z pytaniem jaka ma być Polska i jakie są naturalne prawa człowieka.
Z faktu, że inni błądzą, nie wynika, że Kościół Katolicki nie błądzi. Jeśli bowiem nie błądzi teraz, to musiał błądzić wcześniej. Byłbym wdzięczny, gdyby ktoś potrafiłby rozwiać moje wątpliwości dotyczące Soboru Watykańskiego II, bo do dzisiaj nie usłyszałem przekonującego wyjaśnienia po co wprowadzono zmiany i dlaczego biskup Marcel Lefebvre miałby nie mieć racji w sprawach m.in. ekumenizmu.
Jeżeli „Po śmierci Piusa XII papieżem został Jan XXIII, a Lefebvre został wyznaczony do komisji przygotowawczej drugiego soboru watykańskiego. 23 stycznia 1962 roku przeniesiono go na stanowisko biskupa Tulle we Francji, pozwalając na zachowanie tytułu arcybiskupa."... pl.wikipedia.org
...a sobór zaczął się 11 X 1962r., to nasuwa się pytanie czy decyzje personalne nie wywarły skutków politycznych w Kościele Katolickim, czy może zapobiegły „separatyzmowi”, który wytropił po latach ks. Andrzej Perzyński?
Skojarzenie nasunęła informacja o dialogu Watykanu z Lefebrystami:
pch24.pl
Dobry tekst.
Komentarz:
"Trudno o jaśniejszy wywód. Mimo to ks.Perzyński widzi w nim sprzeczość z tzw.aktualnym stanem wiedzy o życiu i śmierci Jezusa Chrystusa."
Nie ma tu sprzeczności. Może być tak, że "aktualna wiedza" jest inna niż wiedza prezentowana przez ks. Chrostowskiego. Nie ma rozstrzygania o słuszności, tylko o możliwości istnienia różnych "wiedz", aktualnej oraz ks. Chrostowskiego.
Temat generalnie jest skomplikowany i zacząć by należało od pisowni. Kiedy piszemy z wielkiej, a kiedy z małej litery, bo to są zupełnie różne od siebie pojęcia, a w tekście wygląda to na pomieszane, tzn. gdy mówi się o wyznawcach religii to pisze się np. z dużej litery, co identyfikuje narodowość, a nie religijność.
Kościół obaj księża postrzegają jako hierarchię. To ta hierarchia ma prowadzić taki czy inny dialog z tym lub tamtym. To nic złego, ale znów, doprecyzowanie zmienia trochę postać rzeczy, a wiadomo co-kto tkwi w szczegółach.
Generalnie ważne by duchowieństwo kierowało świeckich ku żywej i realnej relacji z Bogiem. I jak umie tak się stara. Czy można by coś poprawić? Pewnie tak. Aha. Prawda, w tym komentarzu potraktowana pobocznie, faktycznie jest istotna albo nawet najważniejsza :)
Prawdopodobnie wiedza o realnej postaci i historii judaizmu jest dość niewielka. Stąd w mętnej wodzie... Mówili i pisali o tym profesorowie Spano czy Majewski. Popularna aktualnie "wiedza" nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością, poczynając od Potopu.
zydowski prof. historii z Izraela Szlomo-Sand-kiedy-i-jak-wynaleziono-narod-zydowski.
klubinteligencjipolskiej.pl