Mam wrażenie, że politycy w Polsce- i to , uwaga, różnych orientacj i-coraz mocniej żyją w "bańce" od której coraz bardziej odlegli są wyborcy/podatnicy. To, co szczególnie zajmuje klasę polityczną (czy też raczej, uczciwie sprecyzujmy: jej większość) coraz mniej obchodzi pana Kowalskiego i panią Nowak. Czym innym jest polityczny "wirtual", a czymś zupełnie innym obywatelski "real". Ciekawe, że w uniezależnianiu się od polityków tych, którzy na nich głosują -i ich wybierają ! - bardzo pomógł osobiście sam Donald Trump. Pokazał, że można być „tarczą strzelniczą” dla znaczącej większości polityczno- medialnego establishmentu i nic sobie z tego nie robić. Okazało się nawet, że odpowiednicy pana Kowalskiego i pani Nowak - Mr Smith i Mrs Johnson instynktownie opowiadają się, wybierają, kibicuja, dopinguja, utożsamiają się, solidaryzuja bardziej właśnie z Trumpem - mimo jego grzeszków i kontrowersji - niż z większością polityków, których wielu Amerykanów (ale nie jest to przecież tylko norma za Wielka Wodą ! ) szczerze nie znosi za hipokryzję, podwójne standardy, zakłamanie.
Trump znokautował Kamalę Harris, bo był sobą- i de facto antypolitykiem. Rzecz w tym, że teraz robi to samo, co wcześniej u siebie, w USA- tyle, że na świecie. Przekracza wszelkie granice, czasem także dobrego smaku, popełnia gafy, pomyłki, Armenię myli z Albanią itd. itp., ale ... przesuwa granice. Polacy widzieli ,jak podejmuje czerwonym dywanem Putina - a więc opowiada się za dialogiem z Rosją- co wcale nie przeszkadzało mu później szkodzić tejże Rosji poprzez swoje działania w Wenezueli, Iranie czy gospodarczo- polityczną ekspansją na postsowiecką Azję środkową. W ten sposób 47 prezydent w dziejach Stanów Zjednoczonych Ameryki pokazał, że z Rosją można gadać, a jednocześnie ją ogrywać. A nawet,że lepiej ją ogrywać wysyłając do Moskwy swoich wysłanników czy organizując różne szczyty ,a to na Bliskim Wschodzie a to w Szwajcarii - i rozmawiając z nią. Polacy to widzą. A potem przychodzą do nich polscy politycy, którzy mówią, że jedynym sposobem na „Ruskich” jest odwracanie się do nich plecami, wyrzucanie z konsulatów- jakby to było szczytem realnej polityki. Oczywiście Polska nie Ameryka, „Miej proporcje Mocium Panie”, ale jednak następuje tutaj dysonans poznawczy.
Dużo się zmienia w świadomości Polaków-a dużo mniej w świadomości ich przedstawicieli. Co z tego wyniknie? Czy wyborcy ugna się przed klasą polityczną czy może wydarzy się sensacja i będzie odwrotnie ?
*Artykuł ukazał się na portalu "Dorzeczy.pl"
Ataki na Iran nie szkodzą Rosji, one są jej na rękę.
Wystarczyłoby zdjąć restrykcje, a Iran miałby okazję do współpracy gospodarczej na lepszych warunkach niż z Rosją i Chinami.
W ramach utrwalania sojuszu z Wielkim Bratem moglibyśmy mu pomóc w tym względzie, ale widać, że bańka.