Przejdź do treści
Strona główna

menu-top1

  • Blogerzy
  • Komentarze
User account menu
  • Moje wpisy
  • Zaloguj

To była walka z Kościołem – służba wojskowa alumnów w PRL-u

Łukasz Rewers, 20.01.2026

Nienawiść do katolicyzmu jest nieodłącznym elementem składowym komunizmu. W krajach opanowanych przez tę ideologię miały i niestety nadal mają miejsce mniej lub bardziej krwawe prześladowania Kościoła Katolickiego. Jedną z pośrednich i najbardziej pomysłowych metod walki z wiarą katolicką w Polsce był przymusowy pobór do wojska przyszłych księży.

Nie tylko mordowali

14 kwietnia 1950 roku podpisano pierwsze w dziejach PRL-u porozumienie między Kościołem Katolickim a komunistyczną władzą. Zgodnie z nim rząd zobowiązał się do m.in. odraczania służby wojskowej alumnom i zwalniania z niej księży oraz zakonników. Jednak, jak pokazały kolejne lata, panujący nie mieli zamiaru respektować postanowień porozumienia. Nawet późniejsze regulacje z przełomowego roku 1956 okazały się kolejnymi świstkami papieru, ponieważ od 1959 roku rozpoczął się regularny i przymusowy pobór części kleryków do wojska. Warto jednak zauważyć, że już w 1955 roku powołano do wojska pierwszych 72 kleryków z diecezji siedleckiej, kieleckiej i sandomierskiej. Była to zemsta za m.in. nauczanie przez alumnów religii w czasie wakacji. Pobór alumnów stanowił formę kary dla niektórych diecezji za wrogą postawę wobec rządu PRL-u, a także miał za zadanie wymusić na biskupach posłuszeństwo wobec władzy oraz ich poróżnić i wzbudzić podejrzenia dotyczące tego, który z nich współpracuje z władzą, a który nie.

Poborowi z 1959 roku (łącznie 63 alumnów) pochodzili z czterech seminariów, których władze, lub nadzorujący je biskupi diecezjalni, szczególnie dali się we znaki władzy:

- WSD w Kielcach – za wrogą postawę ówczesnego ordynariusza diecezji, bpa Cz. Kaczmarka;

- WSD w Gorzowie – za działalność ordynariusza diecezji bpa W. Pluty;

- WSD w Przemyślu – za niedopuszczenie do wizytacji [władz świeckich];

- WSD w Gnieźnie – za wrogie wypowiedzi bpa Bernackiego.

Pobór do wojska miał również za zadanie ograniczyć ilość alumnów w seminariach, a także wprowadzić zamieszanie w nauczaniu, element niepewności i zastraszenia, choć tak naprawdę ilość poborowych alumnów okazała się za mała, aby zachwiać funkcjonowanie WSD, co z czasem zauważyli sami komuniści. Pojawił się więc pomysł, aby powołać wszystkich alumnów do wojska. Zamierzano całkowicie zdezorganizować seminaria i podważyć argumenty hierarchii kościelnej, stwierdzającej, że pobór części alumnów do wojska stanowi formę represji względem Kościoła. Finalnie tego planu nigdy nie zrealizowano.

21 lat wojskowego eksperymentu

Od 1959 do 1964 alumnów wcielano pojedynczo do wielu jednostek wojskowych na terenie całego kraju. Zrezygnowano jednak z tej metody, ponieważ klerycy-żołnierze wywierali bardzo silny i pozytywny wpływ na pozostałych żołnierzy, stając się ich duchowymi przywódcami. 

W 1965 roku powstały tzw. „kompanie kleryckie”, które mieściły się w Gdańsku, Opolu i Szczecinie-Podjuchach. W tym samym roku kompania z Gdańska została przeniesiona do Bartoszyc, a kompania z Opola do Brzegu. W 1966 roku wszystkie trzy kompanie zostały przekształcone w samodzielne jednostki wojskowe ratownictwa terenowego. 

W 1973 roku przestała istnieć jednostka klerycka w Podjuchach, a w 1979 roku w Brzegu. 

W kwietniu 1980 roku, z powodu wzrastającego kryzysu społeczno-gospodarczego oraz nacisków Episkopatu Polski, władza „ludowa” rozwiązała ostatnią klerycką jednostkę w Bartoszycach.

Kijem i marchewką

Jak jednak dokładnie wojsko miało złamać przyszłych księży? Przede wszystkim w koszarach zakazywano modlitw i nakazywano jedzenie potraw mięsnych w piątki pod groźbą surowych kar, np. aresztu za niewykonanie rozkazu czy dotkliwych ćwiczeń fizycznych, polegających m.in. na kilkudziesięciokilometrowych biegach z pełnym wyposażeniem czy organizowaniu nocnych alarmów, pozbawiając kleryków, nawet przez kilka dni, snu.

Szkolenia alumnów miały niewiele wspólnego z właściwym przygotowaniem wojskowym. Pomimo niszczenia fizycznego klerycy mieli nieraz więcej godzin przeznaczonych na indoktrynacje niż ćwiczeń na poligonie. Ograniczano np. zajęcia ze strzelania na rzecz marksistowskich wykładów i pogadanek. Oprócz grupowych zajęć odbywały się również rozmowy „w cztery oczy”, podczas których świetnie przeszkoleni oficerowie (najczęściej partyjni) próbowali namówić seminarzystów do porzucenia seminarium, oferując w zamian, np. pomoc w znalezieniu pracy lub miejsca w świeckiej uczelni.

Jednostki organizowały więcej konkursów i wycieczek do miejsc związanych z I i II Armią Ludowego Wojska Polskiego i komunistyczną partyzantką, zakładów pracy, wzorcowych GPR-ów, a także, co zaskakujące, zachęcano seminarzystów do udziału 
w imprezach, na które sprowadzano kobiety. Chciano na różne sposoby przyciągnąć kleryków do świeckiego świata, co zauważyły same WSD, zakazując seminarzystom angażowania się w działalność rozrywkową. 

Co ciekawe zdarzało się, że do WSD napływały listy od alumnów donoszących na innych alumnów, informując o niewłaściwym zachowaniu swoich kolegów.

Kapelani w Ludowym Wojsku Polskim byli również wykorzystywani do działań politycznych. Bardzo często byli rekrutowani spośród tajnych współpracowników i skłóconych z władzą kościelną księży. W strukturach wojskowych podlegali Głównemu Zarządowi Politycznemu, od którego otrzymywali szczegółowe instrukcje postępowania, a następnie wysyłali do Zarządu szczegółowe sprawozdanie. Nie dziwi więc fakt, że kapelani w koszarach nie cieszyli się dobrą opinią.

Godnym odnotowania jest fakt, że alumni, w porównaniu do świeckich poborowych, prezentowali wyższe morale. Jak pisali w swych raportach nadzorujący ich oficerowie, klerycy wyróżniali się zdyscyplinowaniem i wzorowym wykonywaniem obowiązków służbowych. Mieli przewagę intelektualną. Z łatwością przyswajali program szkolenia i zyskiwali sympatię wielu poborowych i niektórych dowódców. Świecili dobrym przykładem, stronili od wulgaryzmów, byli koleżeńscy, pomocni, dzielili się otrzymywanymi paczkami. Na ich postawę mieli bowiem wpływ inni klerycy-żołnierze, wychowawcy seminaryjni oraz miejscowe duchowieństwo, którzy nakazywali sumienne spełnianie obowiązków, aby w ten sposób nie dopuścić do karania alumnów i rozsiewania złych opinii o przyszłych księżach.

Kościół i alumni nie pozostali bierni

Wiedząc o tym, co spotyka kleryków w koszarach, rektorzy, biskupi, a także prymas Stefan Wyszyński oraz ówczesny arcybiskup metropolita krakowski – Karol Wojtyła pisali listy do władz w obronie prześladowanych alumnów, a także przeprowadzali rozmowy z niektórymi wysoko postawionymi politykami.

Sami seminarzyści niekiedy również stawiali opór. Przede wszystkim polegał on na organizacji strajków głodowych, których celem miało być wymuszenie na władzach jednostki podstawowych praw obywatelskich, a także prowadzeniu, pomimo zakazu, wspólnych modlitw. 

Innym sposobem walki był humor. W koszarach powstawały różne, nieraz prześmiewcze, piosenki, trafnie opisujące koszarowy los alumnów. W dokumencie pt. Klerycy w komunistycznej armii, w reżyserii Stanisława Marka Królaka i Elżbiety Szumiec -Zielińskiej możemy usłyszeć:

Wojenko, wojenko

Cóżeś Ty za pani

Że Twego rzemiosła, że Twego rzemiosła uczą się kapłani?

Że Twego rzemiosła, że Twego rzemiosła uczą się kapłani?

Na północy Polski

W bartoszyckiej dziurze

Niejeden kleryczek, niejeden kleryczek znalazł się w mundurze

Niejeden kleryczek, niejeden kleryczek znalazł się w mundurze.

Rektorem jest Gierek

Prefektem Jabłoński

A ojcem duchownym, a ojcem duchownym Wojciech Jaruzelski

A ojcem duchownym, a ojcem duchownym Wojciech Jaruzelski.

Boże, jak się lekko cierpi, gdy się ma świadomość, że się cierpi dla Chrystusa

Najsłynniejszym klerykiem, który odbył służbę wojskową w okresie PRL-u był bez wątpienia ksiądz Jerzy Popiełuszko (Bartoszyce - 1966-1968). Na jednej ze stron internetowych poświęconych jego osobie załączono listy, które ksiądz Popiełuszko pisał do swoich rodziców oraz do ojca duchownego - księdza Czesława Mietka. W liście z 19 stycznia 1967 roku przyszły kapelan Solidarności opisał szykany, jakie doświadczył w wojsku z powodu swej nieugiętej postawy:

Pierwszy z nich to sprawa różańca wojskowego. Różaniec ten, jak się potem okazało, był tylko pretekstem. Zaczęło się od tego, że dowódca plutonu kazał mi zdjąć z palca różaniec na zajęciach przed całym plutonem.

Odmówiłem, czyli nie wykonałem rozkazu. A za to grozi prokurator. Gdybym zdjął, wyglądałoby to na ustępstwo. Sam fakt zdjęcia to niby nic takiego. Ale ja zawsze patrzę głębiej. Wtedy tenże dowódca rozkazał mi, żebym poszedł z nim do wyższych władz, 
a swemu pomocnikowi rozkazał, aby na 20.00 przyprowadził mnie na rozmowę służbową. Ponieważ nie było władz wyższych, rozmawiał ze mną sam. Straszył prokuratorem. Wyśmiewał: „Co, bojownik za wiarę". Ale to wszystko nic. O 17.45 w pełnym umundurowaniu jak do ZOK'u [zakaz opuszczania koszar] stawiłem się na podoficerce. Tam sprawdzian trwał do 20.00 z przerwą na kolację. O 20.00 zaprowadzono do dowódcy plutonu. Tam się zaczęło. Najpierw spisał moje dane. Potem kazał mi zdjąć buty, wyciągnąć sznurówki z butów i rozwinąć onuce. Stałem więc przed nim boso. Oczywiście cały czas na baczność. Stałem jak skazaniec. Zaczął się wyżywać. Stosował różne metody. Starał się mnie ośmieszyć. Poniżyć przed kolegami, to znów zaskoczyć możliwością urlopów i przepustek. Na boso stałem przez godzinę (60 minut). Nogi zmarzły, zsiniały, więc o 21.20 kazał mi buty założyć. Na chwilę wyszedł z sali i poszedł do chłopaków (moich kolegów z plutonu). Przyszedł dla mnie z pocieszającą wiadomością: „Tam w sali w twojej intencji się modlą". Rzeczywiście, chłopaki wspólnie odmawiali różaniec. Ja zbywałem go raczej milczeniem odmawiając modlitwy w myśli i ofiarując cierpienia, powodowane przygniatającym ciężarem plecaka, maski, broni i hełmu, Bogu, jako przebłaganie za grzechy. Boże, jak się lekko cierpi, gdy się ma świadomość, że się cierpi dla Chrystusa. Jak powiedziałem, różaniec był tylko pretekstem do tego, żeby się ze mną spotkać w formie służbowej, bo normalnie to już byłem na rozmowach. O różańcu wspomniał mi tylko pod koniec rozmowy. A tak, cały czas mówił o różnych rzeczach, że przedtem miałem autorytet na sali, a teraz jestem narzędziem w ręku innych, tchórzy, którzy sami się boją narażać. Oczywiście zmyślone. Chęć pokłócenia z kolegami. Ale na takich chwytach się znamy. O 22.20 przyszedł polityczny (politruk), kazał mi zdjąć różaniec przy nim. A niby z jakiej racji? Nie zdjąłem, bo przecież nikomu nie przeszkadzał, a nie będę zdejmował dlatego, że ktoś nie może na to patrzyć. Zwolnił mnie o 23.00. Wiesiek Wosiński miał w tę noc służbę, więc pomógł mi zdać broń do magazynku. Poszedłem na salę do spania. Ale nie zdążyłem się położyć, gdy dowódca drużyny ogłosił alarm mojej drużynie za mnie. Na alarmie zamiast 8-9 min. Wybieraliśmy się 18 minut. Potem ustawiliśmy się w dwójki i poszliśmy pod magazynek broni. A więc byliśmy zgrani.

Dowódca plutonu rozkazał dowódcy drużyny, aby następnym razem przyprowadził mnie na taką rozmowę z RKM-em na szyi, który waży 15 kg. I rozmowa będzie trwała nie 3 godziny, ale od 4-5 godz. z zastosowaniem odpowiednich metod. Mam być poddany 
pod sąd koleżeński, jako buntownik. Ale mam na szczęście dobrych kolegów, którzy w tym sądzie zasiadają. Do Seminarium mają wysłać pismo z moją opinią. Obawiam się, 
że nie będzie ona zbyt pochlebna […].

JW 4446

Z Ziemi Konińskiej również byli powoływani do wojska przyszli księża. Jednym z nich jest, pochodzący ze Skulska, proboszcz parafii Lubstówek - Piotr Przybylski, który opowiedział mi bardzo ciekawą historię o swym życiu w mundurze:

Swoją służbę wojskową odbyłem w latach 1973-1975 w JW 4446 w Brzegu, niedaleko Opola. Była to jednostka pozbawiona charakteru bojowego, ukierunkowana na ratownictwo terenowe, czyli na usuwanie zniszczeń po nalotach, naprawianie mostów i dróg.

Do dnia dzisiejszego nie wiem dlaczego zostałem wzięty do wojska. Pamiętam, że z mojego rocznika było wyznaczonych siedmiu alumnów (w tym ja). Dlaczego akurat mój rocznik? Najprawdopodobniej dlatego, że ówczesny biskup włocławski – Jan Zaręba postawił się władzy, kiedy to na drodze wyjazdowej z Włocławka w kierunku Kutna komuniści usunęli krzyż z przydrożnej mogiły. 

Gdy dowiedziałem się, że mam opuścić na dwa lata moje Wyższe Seminarium Duchowne we Włocławku niezwłocznie napisałem odwołanie od decyzji o poborze. Niestety, ale to nic nie dało. Na mój list otrzymałem odpowiedź, z którego wynikało, że zostałem powołany „do odbycia zasadniczej służby wojskowej na ogólnych zasadach, wynikających z ustawy z dnia 21 listopada 1967 r. o powszechnym obowiązku obrony Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej /Dz. U. Nr 44, poz. 220/”. 

Władza nie traktowała bowiem seminariów, jako wyższe uczelnie. To też musieliśmy odsłużyć dwa lata, jak inni poborowi, natomiast studenci świeckich uczelni, którzy byli brani na szkolenia wojskowe, mieli wyjęte z życiorysu nie dwa lata, lecz tylko jeden lub dwa miesiące i to w okresie wakacyjnym. W przeciwieństwie do nas, po odbytych studiach, byli awansowani na pierwszy stopień oficera rezerwy, a my mogliśmy liczyć tylko na stopień szeregowego i na marny, comiesięczny żołd… Szczęśliwcy, pod koniec służby, zostali także odznaczeni odznaką „Wzorowego Żołnierza”.

Co do życia koszarowego, to warto wiedzieć, że regulamin jednostki w Brzegu był zbliżony do regulaminów niekleryckich jednostek: o 6:00 była pobudka, później zaprawa poranna, a następnie zajęcia na poligonie lub świetlicy. O 15:00 mizerny obiad, a po nim nieco czasu wolnego, zajęć świetlicowych i sprzątanie pomieszczeń jednostki.

Niekiedy też pracowaliśmy przy kopaniu rowów i przepustów dla Poznańskiego Przedsiębiorstwa Robót Drogowych i Mostowych. 

Były również organizowane wycieczki, m.in. do Kotliny Kłodzkiej czy Brzeskiego Domu Kultury (tak mniej więcej co dwa tygodnie), np. na występy piosenkarzy i teatrzyki.

Niedziela była dniem wolnym. Ci co wtedy dostawali jednorazowe przepustki, to najczęściej szli na Mszę do pobliskiego kościoła św. Mikołaja (służyli do Mszy w mundurach), a później na posiłek do plebanii. Ci co musieli zostać w koszarach mieli tzw. Mszę „na sucho”, czyli gromadzono się w jednej izdebce i czytano sobie po kolei liturgię Mszy (z powodu braku Hostii - bez sprawowania Komunii). W niedziele nie przychodził bowiem do nas żaden ksiądz z Eucharystią. W tym samym dniu władze jednostki organizowały dla nas kino, podczas którego były prezentowane filmy historyczne, przygodowe, a rzadziej także propagandowe.

Zajęć na świetlicy mieliśmy znacznie więcej niż inni żołnierze. Były wtedy organizowane m.in. spotkania z oficerami politycznymi, prowadzącymi wykłady w duchu marksistowskim i leninowskim. Starano się nam wykazać rzekome błędy i sprzeczności w nauce Kościoła Katolickiego. Czasem między alumnami a oficerami zdarzały się nawet dyskusje.

Niekiedy były też organizowane wykłady z kapelanami wojskowymi, którzy przychodzili do nas w mundurach wojskowych, bez koloratek czy krzyża na piersiach. Nie mieliśmy do nich w ogóle zaufania.

Świetlica była też miejscem, gdzie mogliśmy korzystać z książek religijnych przysyłanych przez seminarium (oczywiście, jeśli zatwierdziła je wcześniej jednostka). W ogóle, z tego, co pamiętam, alumni w Brzegu mogli posiadać swoje Pismo Święte, medalik czy różaniec. 

Na świetlicy korzystaliśmy też z tajnych, ukrytych przy samym ciele, skryptów, z których oficerowie zdawali sobie sprawę, ponieważ niekiedy jeden z nich wpadał do pokoju i sprawdzał, co czytamy. 

Na przepustkach czasem potajemnie jeździliśmy do Wyższego Seminarium Duchownego we Wrocławiu, gdzie u profesora danego fakultetu można było zaliczyć eksternistycznie egzamin, a po jego zaliczeniu uzyskać zaświadczenie. Na podstawie tych zaświadczeń oceny z egzaminów były wpisywane do indeksu we Włocławku. Dzięki temu nie traciliśmy dwóch lat nauki, a tylko rok. Trzeba było jednak bardzo uważać, aby na peronie nie natknąć się na funkcjonariuszy Wojskowej Służby Wewnętrznej. Przepustki bowiem najczęściej nie pozwalały na opuszczenie Brzegu. Na szczęście nie złapali ani razu mnie ani nikogo z moich kolegów. Gdyby jednak udałoby się im kogoś złapać, to groziłby takiemu delikwentowi tydzień lub dwa tygodnie aresztu. Co ciekawe – areszt nie wliczał się do służby wojskowej, więc jeśli któryś z kleryków spędził tam kilka dni lub tygodni, to te „odsiedziane” dni musiał później „odpracować” w koszarach. 

W mojej jednostce nie można było się jawnie modlić. Robiliśmy to więc po kryjomu. Musieliśmy uważać na niektórych niekleryckich żołnierzy, którzy nieraz podsłuchiwali i nagle wpadali do pomieszczenia, gdzie w tym czasie się modliliśmy, a później donosili o całym incydencie oficerom. Ci poborowi byli specjalnie wysyłani do naszej jednostki, a następnie namawiani do śledzenia i donoszenia na alumnów.

Pomimo zakazu próbowaliśmy się modlić, lub chociaż przeżegnać się, na stołówce przed i po posiłku, lecz wtedy kapral natychmiast poganiał nas do jedzenia lub do opuszczenia stołówki.

Ja sam byłem ukarany za modlitwę pięciodniowym zakazem opuszczania jednostki. Musiałem wtedy co dzień wielokrotnie meldować się z pełnym rynsztunkiem u oficera.

Mogliśmy wysyłać i dostawać listy, ale wiedzieliśmy, że część z nich była przeglądana przez oficerów, szczególnie jeśli były to listy do lub od księdza rektora czy biskupa.

Zachowanie każdego kleryka było notowane. Prowadzono o każdym teczkę, która następnie, po odbytej służbie wojskowej, była wysyłana do Włocławka.

Oprócz strachu próbowano na nas wpłynąć również „dobrym” słowem. Wiem, że mojemu koledze pewien oficer proponował opuszczenie seminarium w zamian za pomoc w dostaniu się do szkoły oficerskiej. 

Tuż przed wyjściem z koszar oficer pytał się nas czy jesteśmy zadowoleni ze służby wojskowej. Wszyscy odpowiadaliśmy, że nie oraz to, że czujemy się skrzywdzeni, ponieważ nie traktuje się nas jako studentów, mimo że tak naprawdę nimi byliśmy. Z tego powodu nie powinniśmy byli być w ogóle powołani do służby wojskowej... Zdawaliśmy sobie sprawę, że to była walka z Kościołem...

W 2018 roku otrzymałem od Państwa Polskiego zadośćuczynienie poprzez promocję na pierwszy stopień oficerski. Wielu innych kleryków również zostało po latach awansowanych.

Na zakończenie

Kilka lat temu z funduszy kościelnych Ordynariatu Polowego został zrealizowany druk trzech tomów książek pt.: Bóg nie jest Bogiem wojny. Wspomnienia alumnów-żołnierzy. W pierwszym tomie została zamieszczona lista byłych kleryków-żołnierzy (z okresu 1959-1980), których liczba, według autorów książki, wynosiła 2428… Należy pamiętać, że bardzo wielu z tych 2428 alumnów nie wyrzekło się obranej ścieżki życiowej. Przyszli księża potraktowali wojsko jako czas męczeństwa, próby, a także nauki, dzięki której poznali mechanizmy funkcjonowania systemu totalitarnego. 

Jak na ironię komuniści, którzy różnymi metodami próbowali odciągnąć ich od Kościoła, finalnie uczynili wielu z nich zdecydowanymi przeciwnikami komunizmu…

Źródła:

- Praca zbiorowa, Bóg nie jest Bogiem wojny. Wspomnienia alumnów-żołnierzy, Tom 1, Warszawa 2023, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, s. 119, 121, 182-183, 195, 289-326, 481, 505, 508, ISBN 978-83-8281-311-1;

- Andrzej Lesiński, Służba wojskowa kleryków w PRL 1959-1980, Olsztyn 1995, Ośrodek Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Olsztynie, s. 20, 22, 24, 27, 29-37, 39-40, 46, 50-51, 79, ISSN 0585-3893;

- BŁ. KSIĄDZ JERZY POPIEŁUSZKO "Zło dobrem zwyciężaj": kspopieluszko.blogspot.com [dostęp: 22.10.2025, godz. 20:21];

- Film dokumentalny pt. Klerycy w komunistycznej armii, reż. Stanisław Marek Królak, Elżbieta Szumiec-Zielińska, 2017 [online] - youtube.com [dostęp: 22.10.2025, godz. 21:20];

- Relacja ustna ks. prob. Piotra Przybylskiego, zebrana przez Łukasza Rewersa w dniu 11.10.2025. 

  • Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
  • Odsłony: 170
SilentiumUniversi

Silentium Universi

21.01.2026 04:24

Dziękuję 

Kazimierz Koziorowski

Kazimierz Koziorowski

22.01.2026 05:54

@"Jak na ironię komuniści ... uczynili wielu z nich zdecydowanymi przeciwnikami komunizmu"

Scieżki kleryków wziętych w kamasze wydają się kręte, ale to "dzięki" LWP wielu z nich utwierdziło się w swoim powołaniu do kapłanstwa misyjnego w ojczyźnie gdzie sowieckie opętanie budowało mocne przyczółki.

Kapłani niezłomni jak błogosławiony męczennik ks. Jerzy Popiełuszko i ks. Taderusz Isakowicz-Zaleski (wzięty w kamasze do jednostki w Brzegu w r. 1975) zahartowali się w LWP do walki ze Złym bez kompromisów, układów, układzików.

Łukasz Rewers
Nazwa bloga:
Prawda w oczy kole
Zawód:
mam
Miasto:
Konin

Statystyka blogera

Liczba wpisów: 9
Liczba wyświetleń: 2,574
Liczba komentarzy: 24

Ostatnie wpisy blogera

  • Atak na pikietę pro-life w Koninie
  • Aby zrobić „kawę” musieliśmy przypalić i zagotować w wodzie skórkę od chleba i to była nasza „kawa”…
  • Zbrodnie niemieckie we Wschodniej Wielkopolsce

Moje ostatnie komentarze

  • Niestety... 
  • Oczywiście. Bardzo dziękuję.
  • To prawda

Najpopularniejsze wpisy blogera

  • Tajemnica śmierci ks. Zdzisława Różańskiego
  • Aby zrobić „kawę” musieliśmy przypalić i zagotować w wodzie skórkę od chleba i to była nasza „kawa”…
  • Zbrodnie komunistyczne i powojenne świadectwa wiary mieszkańców powiatu konińskiego

Ostatnio komentowane

  • Kazimierz Koziorowski, @"Jak na ironię komuniści ... uczynili wielu z nich zdecydowanymi przeciwnikami komunizmu"Scieżki kleryków wziętych w kamasze wydają się kręte, ale to "dzięki" LWP wielu z nich utwierdziło się w…
  • Silentium Universi, Dziękuję 
  • Mrówka, Czy ten ochroniarz, nawiedzony zwolennik mordowania dzieci został skuty w kajdany i wrzucony w kazamaty?

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2008 - 2026, naszeblogi.pl

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | tvrepublika.pl | albicla.com

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Do czego są one potrzebne może Pan/i dowiedzieć się tu. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek. | Polityka Prywatności

Footer

  • Kontakt
  • Nasze zasady
  • Ciasteczka "cookies"
  • Polityka prywatności