Jesteśmy tuż po kolejnych plebiscytach kolejnych redakcji, które - także dla swojej promocji (autoreklama dźwignią handlu ! ) wybierają najlepszego / najlepszych sportowców Polski. Stop. Powinno być : najbardziej popularnych, bo jakże porównać sukcesy, tytuły, medale, zwycięstwa w kompletnie różnych dyscyplinach, mniej lub bardziej nośnych, mniej lub bardziej medialnych. Czasem tytuł mistrza świata w sporcie niszowym znaczy więcej niż medal mistrzostw Starego Kontynentu w sporcie bardzo medialnym- ale czasem jednak mniej. Tak na serio: po prostu nie sposób tego porownywac. AKAPIT. Zatem wybierani są sportowcy „po uważaniu” , ale nie łudźmy się, że tylko głosami czytelników czy telewidzów. Media pchają w górę takich plebiscytów „swoich” kandydatów. To nie mit. To fakt. Pamiętam, jak pewna telewizja, która dużo „daje” sportu dosłownie w ostatnich godzinach "załatwiła" dodatkowe głosy dla przedstawiciela dyscypliny, która- nie ma przypadków ! - była jej oczkiem w głowie. Owa TV miała w praktyce wyłączność na mecze reprezentacji Polski kobiet i mężczyzn w tym sporcie : była bowiem właścicielem praw medialnych doy
transmisji mistrzostw świata, mistrzostw Europy, europejskich pucharów oraz wszelkich rozgrywek międzynarodowych z udziałem reprezentacji narodowych. W jej interesie więc było, aby przedstawiciel tej dyscypliny wygrał plebiscyt- i tak się stało. Żeby było jasne : ów sportowiec był wspaniały dla owej dyscypliny (skądinąd drużynowej) i w ogóle dla polskiego sportu zrobił bardzo wiele . Zasłużył z całą pewnością na najwyższe laury. Nie zmienia to faktu, że owe medium „pomogło” mu wygrać, bo leżało to w interesie tejże stacji. W interesie finansowym, a jakże.
Co roku przy okazji takich plebiscytów mówi się o sukcesach Biało- Czerwonych -i świetnie. Docenia się zawodników i trenerów- i to też super. Przypomina się o sporcie ludzi niepełnosprawnych- i to na to on również zasługuje. Co jednak mnie co roku w styczniu drażni to ten przerost formy nad treścią. To puszenie się tych, którzy sukcesów nie osiągnęli , ale chcą się ogrzać w blasku polskiej sportowej chwały. Czasem mam wrażenie, że to już zaczyna być sztuka dla sztuki, a autentyczne gwiazdy sportu stają się tłem dla osób, które nie startują, nie trenują, nie organizują szkolenia czy zawodów. Bywa to żenujące, a czasem przekracza granice elementarnego smaku.
Zatem w tych plebiscytowych dniach i godzinach wolę obejrzeć sobie, choćby w intrenecie zapisy naszych sukcesów, wiktorii ,ale czasem też porażek i bólu, bo to przecież także nieodłączna część sportowego życia. Doprawdy niekiedy wolę popatrzeć na sportowców- amatorów czy dzieciaki, młodzików, juniorów, którzy zjeżdżają na nartach, gonią za hokejowym krążkiem, ścigają się na lodzie czy próbują skakać na nartach . Nie ma tam blichtru medialnego- za to jest autentyzm.
*Artykuł ukazał się w tygodniku "Gazeta Olsztyńska"
Szkoda,że pan europoseł w swej miłości do sportu nie wspomniał o corocznej Gali Mistrzów Sportu. Z roku na rok okazuje się to coraz wiekszym targowiskiem próżności. Nadęte,idiotyczne mowy, dyżurny pokaz dekoltów i kreacji paniusi Lewandowskiej snobizm mający udawać ,,powiew'' wielkiego świata. Kilka lat temu sportowiec z daleką nagrodą Fajdek wygarnął to organizatorom. Gala nie powinna stać się pokazem tylko tych którzy złoto czy srebro osiągnęli w najbardziej lubianych dyscyplinach,ale też pokazem zmagań sportowców którzy nie mieli takiego szczęścia. Niestety kiczowata dęta gala jest tylko materiałem na portale plotkarskie.
Te plebiscyty to dziś częściej konkurs popularności i PR-u niż rzetelne „kto był najlepszy”. Jak porównać mistrza świata w niszowej dyscyplinie z medalistą w tej, którą telewizja wałkuje codziennie? No nie da się – więc wygrywa to, co jest bardziej „na ekranie”. A gala… im więcej blichtru, tym mniej sportu. Garnitury, przemowy, konfetti, „ścianka”, a prawdziwi ludzie od roboty mają robić za tło. Ja też wolę obejrzeć sam sport: pot, ból, radość po zwycięstwie i wkurz po porażce – bez tej całej otoczki. Krótko: więcej sportu, mniej teatru. Bo jak ma być „święto sportu”, to niech bohaterem będzie sportowiec, a nie oprawa i sponsorzy.
"Bywa to żenujące, a czasem przekracza granice elementarnego smaku."
Doskonałym przykładem jest zachowanie Nawrockiego, który wprzódy wyściskał się z białostockim bandytą w zakamarku na Jasnej Górze, a potem postanowił to samo zrobić publicznie z Stochem.
Jeszcze bardziej żenujące jest dekorowanie Gortata medalem za zasługi dla Polski przez Sikorskiego.Gortat -sługus PO szkalujący Polskę i wyśmiewający Polaków po zakończeniu kariery sportowej w USA postanowił zostać celebrytą wdzięczacym się władzy. Śmieszne ,że ten wielki sportowiec nie potrafi sobie poradzić z pytaniami internautów dotyczącymi jego znajomości tabliczki do mnożenia.
Co tam Medal za Zasługi dla Polski od Sikorskiego skoro sam Duda odznaczył Gortata Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.
https://x.com/DawidWieja…
Widocznie nieodporny na nadmiar odznaczeń i stara się upodabniać zadęciem do mistrza nad mistrze Sikorskiego.
Dlaczego miałby omawiać przyjęcia medalu z rąk Sikorskiego skoro przyjął order od Dudy.
Wątpię by Gortat zabiegał o odznaczenia to raczej, i Duda, i Sikorski mieli zaszczyt.
Mało prawdopodobne by mnie ktoś chciał dekorować bo nie ma za co, ale od ludzi wedle których nie jestem Polakiem niczego bym jako Polak nie przyjął.
BTW
To sportowiec nie ma krytykować ludzi z PiS skoro uważa ich podobnie jak ja, za złych i niegodnych pełnienia państwowych funkcji?