Przejdź do treści
Strona główna

menu-top1

  • Blogerzy
  • Komentarze
User account menu
  • Moje wpisy
  • Zaloguj

I znowu Niemcy. Wspomnienie cz. 2

Teresa Bochwic, 06.01.2026

 Jeszcze za czasów wczesnego Gierka (rządził 1971-1980), wracając późnym latem pociągiem z Bułgarii do Pragi spotkaliśmy w przedziale parę młodych Niemców, Bettinę K. i Wolfganga. Wybierali się niedługo do Polski, odbudowywać kościoły Krakowa. Nie wiedzieliśmy wcześniej o takiej akcji. Pochodzili z Berlina Wschodniego (ta nazwa nigdy nie padała w polskich komunikatach radiowych ani telewizyjnych, korespondenci mówili „Berlin, stolica NRD”, od Hauptstadt der DDR). Mieli też wkrótce wziąć ślub. 

 Zaprzyjaźniliśmy się w podróży z Bułgarii z Wolfgangiem i Bettiną. Zaprosili nas do siebie do Niemiec, z czego skorzystaliśmy po otrzymaniu wkładek paszportowych. Wielekroć od 1972 roku odwiedzaliśmy Berlin Wschodni, gdy zaczęto w Polsce wydawać wkładki paszportowe („komuniści chcieli, żeby Polacy odebrali od Niemców reparacje wojenne w postaci zakupów w tanich niemieckich sklepach żywnościowych i tekstylnych” nie pamiętam, skąd ten cytat, ale trafny). Mieszkaliśmy u rodziców Bettiny, państwa K., na Prenzlauerbergu. Celem był Berlin Wschodni, a także chyba dwukrotnie byliśmy w drodze do Sztokholmu, do mojego teścia (uciekł z Polski w styczniu 1948 roku), lub do Paryża, do naszych tamtejszych przedwojennych ciotek. Za granicę na Zachód wyjeżdżało się wtedy tylko do rodziny lub do przyjaciół. Żeby mieć gdzie spać, pogadać z rodakami, rozejrzeć się za robotą. 

W domu państwa K. było czworo dorastających dzieci. Ojciec, pastor anglikański z Alzacji, mówił po francusku, w Berlinie też był pastorem. Matka pochodziła z miasteczka pod Bydgoszczą czy Grudziądzem; jej ojciec był tam w czasach polskich i podczas wojny burmistrzem, a ona jego sekretarką. Mówiła całkiem dobrze po polsku, trochę gwarowo, z zabawną dla nas wymową i była bardzo życzliwa. Jeden z ich synów, prawnik, potem w latach osiemdziesiątych uciekł z żoną do Niemiec Zachodnich, przyprawiając rodziców o zawał. Dostał tam prędko wysokie stanowisko w administracji jednego z landów, ale do końca istnienia NRD nie mógł tu przyjechać.

 Przyjeżdżaliśmy zwykle na parę dni. Pani K. była bardzo dobrą, oszczędną i gościnną gospodynią. Codziennie wieczorem wydawała nam dzbanuszek wielkości czajniczka do herbaty z ciepłą wodą do mycia zębów, raz na tydzień paliła kawałkami desek w staroświeckim piecyku łazienkowym, który buchał płomieniami i wrzącą wodą; można było się wykąpać. Często opowiadała o czasach młodości spędzonych w Polsce. Jej pierwszy mąż zginął na froncie wschodnim. Za pana K. wyszła chyba już po wojnie. Miała ewidentnie silne poczucie winy za wojnę (prawdopodobnie było za co) ale starała się to nam wynagrodzić. 

Pan K. był także serdeczny i gościnny. Miał za sobą niezwykłą kartę. Wysłany przez niemieckie wojsko na front wschodni przemyślnie postrzelił się w nogę, dzięki czemu uniknął walki, bo dwa lata spędził w lazarecie i w sanatoriach gdzieś na południu Europy. Nienawidził wojny, czuł się częściowo Francuzem i był prawdziwym chrześcijaninem, podobnie jak żona. Teraz często odwiedzał katolików, zaprzyjaźniony z lokalnymi księżmi. Chwalił przyjęcia katolickie za doskonałą kuchnię. 

 Pewnego razu przyjechałam do Berlina Wschodniego po paroletniej przerwie. Było to w biały dzień. Pamiętałam adres państwa K., ale nie byłam pewna jak iść z przystanku, tramwaj zmienił trasę. Spytałam o drogę jakieś starsze małżeństwo, on przyglądał mi się jakby dziwnie, ona zainteresowała się, a kto, a skąd, a z Polski, aha, no tak, właściwie tamtędy, na prawo, potem parędziesiąt metrów prosto. Podziękowałam, niedługo usłyszałam kroki, nie myślałam w pierwszej chwili, że to on, ale odwróciłam nieznacznie głowę, tak, zostawił swoją towarzyszkę i pędził za mną. Może chciał jeszcze coś dorzucić do objaśnień? Ale nagle zdjął mnie lęk. Popędziłam naprzód, miałam dość ciężki plecak, on za mną, słyszałam jego sapanie coraz bliżej, mamrotał. Wreszcie wpadłam do bramy, na schody, gnał dalej, dogonił mnie na wysokości drugiego piętra, usłyszałam tylko: Pole! Pole! Wyciągnął rękę, złapał za połę kurtki, ale zdążyłam nacisnąć dzwonek. Pani K. była uprzedzona o moim przyjeździe, dzwoniłam już z dworca, otworzyła, wpadłam przerażona do przedpokoju i zatrzasnęłam za sobą drzwi. 

 Któregoś wieczoru w adwencie, uroczyście świętowanym w Niemczech, podczas gdy w Polsce tylko nasza babcia parę tygodni pościła przed Bożym Narodzeniem, pani K. zaprosiła znajome panie na uroczystą kolację. Pan K. tego dnia miał obowiązki w kościele. Przy dużym stole zasiadło nas chyba ze dwanaście, same starsze Niemki i ja młoda z Polski. Niemiecki znałam ledwie-ledwie, męczył mnie, więc słabo uczestniczyłam w rozmowie. Na stole stały pięknie ułożone półmiski z wędlinami, jakaś sałatka, korniszony, pokrojony chleb w kryształowym koszyczku. Zrobiłam sobie jak wszyscy kanapkę i wsłuchiwałam się w rozmowę. Panie zerkały na mnie, zaspokoiły pierwszą ciekawość, skąd przybywam i po co. Nagle zapadło milczenie. Było aż głośne. Wszystkie patrzyły na mnie. Coś było nie tak. Spojrzałam po obecnych. Jadły takie same jak ja kanapki, ale… nożem i widelcem. Ja jedyna jadłam, trzymając chleb z masłem w ręku. 

 No tak. Polka. Pole. Nie ma pojęcia o elegancji i wymaganiach cywilizowanego stołu. No cóż, jestem konformistką. Nie chciałam przynieść wstydu pani K.. Wzięłam sztućce i zaczęłam nimi jeść. 

 Nigdy nie zapomniałam tego wydarzenia. 

 Pewnego razu zaprosili mnie na popołudniową wycieczkę – statkiem na jezioro Müggelsee, kawa w leśnym zakątku i kolacja na statku w powrotnej drodze. Do kolacji zamówiliśmy dobre białe wino. Państwo K. zarumienili się, zaczęli opowiadać rozmaite historie o dzieciach, o Niemczech Zachodnich, o tym czy owym, wyrzekali na wyprzódki na „zocjalizmus”. Pani K. zanurzyła się we wspomnieniach. Opowiadała o małym miasteczku w Polsce, gdzie się wychowała, o ojcu burmistrzu, o swej szkole i rodzinie. Nieuchronnie doszła do wybuchu wojny. 

– I wie pani, jak wybuchła wojna, to najpierw się wystraszylim, a potem się ucieszylim. Wie pani, mówiliśmy: nasze przyśli! 

 Szeroki uśmiech rozjaśnił jej zaczerwienioną od wina twarz. 

– Ojciec dalej był burmistrzem, ja pracowałam w magistracie. Ale… Ale potem, jak czas mijał, przychodziły różne rozkazy… Wie pani, ja zawsze ostrzegałam Polaków, sąsiadów i tak dalej. Jak przysyłali te listy do wywózek, a wtedy jeszcze nie wiedzielim, co to za wywózki… U nasz getta nie było, bo nie było prawie Żydów, na początku wojny wszyscy uciekli na wschód, do Sowietów, bo myśleli, że tam im będzie lepiej. A mnie ojciec przynosił listę Polaków do wywózek, czy na roboty, czy do obozu, wie pani… I wszystkich ostrzegałam, kogo tylko było można, ostrożnie, no bo wie pani, niektórzy mogliby donieść, że ostrzegam. 

 Wieczór się kończył, czas wycieczki minął. Dopiliśmy wino, zsiedliśmy ze statku w centrum miasta i wróciliśmy tramwajem na Prenzlauerberg. 

 Gdzieś w drugiej połowie lat siedemdziesiątych niemiecka rodzina postanowiła przenieść się do Niemiec Zachodnich, za synem uciekinierem. Miało to jakąś perspektywę, bo pozostałe dzieci już dorosły, zabieraliby tylko dorastającą córkę Barbel, a wyjazd starszych państwa kusił NRD oszczędzeniem na ich emeryturach. W Niemczech Zachodnich dostaliby zaraz renty, mieszkanie itd. Jedenaście razy występowali o zezwolenie, zawsze była odmowa. Za dziesiątym, już na początku lat osiemdziesiątych, obiecano im, że już „na pewno” będzie zgoda. Musieli oddać mieszkanie, sprzedali meble sąsiadom, pozbyli się książek. 

 Dostali kolejną odmowę. Spali kilka miesięcy w korytarzu zapieczętowanego mieszkania, litościwi sąsiedzi zostawili im na razie tapczany i pozwolili się u siebie kąpać, choć niosło to dla nich ryzyko, gdyby władze się dowiedziały. Wreszcie dostali zgodę na wyjazd. Zamieszkali w ślicznym czteropokojowym mieszkaniu ze słonecznym balkonem zaraz po zachodniej stronie muru, dostali dobre emerytury. Teraz nie mogli widywać pozostałej w NRD córki i młodszego syna ani wnucząt, ale wkrótce już czuć było powiew zmian. 

 Barbel wyjechała na studia do Niemiec Zachodnich, państwo K. mieszkali już sami, on wkrótce zmarł. W końcu lat siedemdziesiątych Gierek poluzował nieco z paszportami, wyjechałam do Berlina Zachodniego z małą córeczką, by rozejrzeć się, czy nie zostać ewentualnie na Zachodzie. 

 Odwiedzałyśmy od czasu do czasu we dwie samotną już panią K. w nowym mieszkaniu pod samym murem. Była bardzo zadowolona życia. Miała słoneczny taras, widok na Berlin Wschodni po upadku muru. Pieniędzy skromnie, ale wystarczająco, jak podkreślała. Niemcy były zjednoczone, córka z wnukami przeniosła się do któregoś z zachodnich landów. Miała nowe znajome, czasem widywała dawne koleżanki. 

 Pewnego razu zastałam u niej koleżankę – starannie ubraną panią z fryzurą z siwych loków. Siadłyśmy we trzy do kawy. Koleżanka pani K. zauważyła, że jestem cudzoziemką. – A skąd? – Z Polski, wyjaśniła pani K. – Ach, z Polski… - siwa pani cofnęła się lekko, twarz jej stężała, rzuciła okiem na lewą dłoń. Na palcu miała piękny pierścionek – duży brylant otoczony małymi brylancikami. 

Szybko wyszła. 

 Pani K. zawsze robiła coś na drutach dla mojej córki – kolorową sukieneczkę albo sweterek czy skarpetki. Rozmawiałyśmy, piłyśmy kawę, tu w Zachodnim Berlinie świetną, druty jej migały tylko i gdy omówiłyśmy wszystko, wychodziłyśmy od niej z gotowym ubrankiem. 

 Wróciłam po dwóch miesiącach do Polski. Nie wiem, kiedy zmarła. W każdym razie, kiedy znowu pojawiłam się w zjednoczonym już Berlinie latem 1992 roku, jej telefon już nie odpowiadał. 

  • Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
  • Odsłony: 617
mada

mada

07.01.2026 09:08

Dobrzy Niemcy?

Dziwne.

paparazzi

paparazzi

07.01.2026 17:22

Dodane przez mada w odpowiedzi na Dobrzy Niemcy?Dziwne.

Nie,  to klasyczne Alltagsgeschichte. Z Niemcami tak jak z Ruskimi, jak dowódca da rozkaz zabić to nie ma zmiłuj się a i łatwe do samousprawiedliwienia się .

Zbyszek_S

Zbyszek

07.01.2026 12:23

Świetny tekst.

Teresa Bochwic

Teresa Bochwic

07.01.2026 14:14

Dodane przez Zbyszek_S w odpowiedzi na Świetny tekst.

Dziękuję!

Domyślny avatar

Prawdzic62

08.01.2026 13:16

Wspomnienia pani K. dotyczące lat II WŚ to typowe, szwabskie bajki z mchu i paproci. Tak się składa, że urodziłem się, po wojnie, w niewielkim miasteczku gdzieś pomiędzy Bydgoszczą i Grudziądzem. Może w tym co ona, może nie. Nie wiem. Do ówczesnej granicy z III Rzeszą było około 60 km. W moim mieście "nasze" byli chyba 3 września. Powiada ona, że wszyscy Żydzi uciekli na wschód? Nie uciekli. "Nasze" rozwalili ich jeszcze we wrześniu. Kilku bogatych Żydów wyjechało podobno do USA. Pozostali leżą w zbiorowej mogile nad rzeką, na obrzeżach miasta. Diaspora żydowska w liczącym wtedy około 10 000 mieszkańców miasteczku była dość liczna. Jeszcze dziś na obiektach handlowych, gdy spadnie kawałek komunistycznego tynku, widać napisy. Niewielką synagogę "nasze" wysadzili w powietrze. Starsi mieszkańcy pamiętają nawet nazwiska właścicieli. Niemców również była spora grupa. Przede wszystkim zamożni właściciele dużych gospodarstw rolnych, mieszkający we wsiach sąsiadujących z miasteczkiem. Byli też przedsiębiorcy - tartak, duży zakład ślusarski itp. Z opowieści mojego ojca, które potwierdzają dostępne źródła historyczne wiem, że tylko jeden z nich, akurat najbogatszy, posiadacz ogromnego majątku ziemskiego, cegielni i nie wiem czego jeszcze nie był zwolennikiem ówczesnego kanclerza. Do tego miał pecha, bo zginął w pierwszych dniach września. W okolicy miały miejsce intensywne walki - Guderian ćwiczył blitzkrieg. Reszta zapisała się w pamięci polskich mieszkańców paskudnie. 

Kazimierz Koziorowski

Kazimierz Koziorowski

09.01.2026 18:33

Dodane przez Prawdzic62 w odpowiedzi na Wspomnienia pani K…

zarowno swiadectwo Pani K. jak i Prawdzica są wartosciowe. kazde dotyczy innych aspektow wydarzen historycznych i ich nastepstw. historia zaciera szczegoly wiec warto promowac wszelkie wspomnienia w formie, ktora nie gine, chocby blogosferze. bywa ze historie zaczynaja drugie, wirtualne zycie, karmione manipulacją politpoprawnej narracji.

nie ulega watpliwosci ze bez mala wszyscy Niemcy ulegli zbiorowemu opetaniu. ci, ktorzy uszli z zyciem oraz ich potomkowie, wciąz przejawiaja skrajnie rozne postawy w stosunku do przedstawicieli nacji ktore zbrodniczo napadli. 

Domyślny avatar

Prawdzic62

09.01.2026 21:27

Dodane przez Kazimierz Kozi… w odpowiedzi na zarowno swiadectwo Pani K…

Kłaniam się. Zgadzam się z Panem w kwestii promowania wspomnień, ale pod warunkiem, że nie mijają się one z prawdą. Ostrzeganie Polaków przez panią K. czy ucieczka Żydów na początku wojny to, delikatnie rzecz ujmując, konfabulacja. Tym bardziej, że na ucieczkę mieliby oni maksymalnie pięć dni.  Zwyczajnie niemożliwe. Nie jest tajemnicą, że konfabulowanie to powszechne zachowanie Niemców, którzy biernie lub czynnie brali udział w zbrodniczym procederze. Szczątkowe wyrzuty sumienia albo próba glajszachtowania przekazu historycznego w celu wybielenia się. Coś w stylu - "Ja tylko grałem w orkiestrze...". Nie bez kozery mamy ostatnio "polskie obozy koncentracyjne" czy też pseudo autorytety twierdzące, że to Polacy eksterminowali Żydów. Chciałbym zaznaczyć, że nie jestem specjalnie uprzedzony do Niemców - mieszkam obecnie kilka kilometrów od granicy. Są mi raczej obojętni - dopóty, dopóki nie próbują sugerować mi co mam myśleć i jak żyć.

Zastanawiam się także jakie intencje miała autorka, pani Teresa Bochwic, pisząc ten tekst. Czy była to tylko chęć podzielenia się wspomnieniami, połączona z autentyczną sympatią do poznanych przypadkowo ludzi? Czy może jest to delikatna prowokacja i ciekawość reakcji czytelników? Jak widać odzew jest niewielki. Pewnie dlatego, że tekst nie daje możliwości zwyzywania autora i komentujących od najgorszych, co jest tutaj dość powszechne. Czytam na NB wszystkie artykuły pani Teresy - ciekawe, wartościowe, napisane poprawną polszczyzną, plus dwóch innych autorów. Tylko z braku czasu nie komentuję.

Wystarczy tych wynurzeń. Pozdrawiam serdecznie autorkę oraz Pana. 

u2

u2

09.01.2026 22:24

„komuniści chcieli, żeby Polacy odebrali od Niemców reparacje wojenne w postaci zakupów w tanich niemieckich sklepach żywnościowych i tekstylnych”

A co gdyby jednak zrezygnować z tych reparacji wojennych? Wtedy nie spełniłyby się fatalistyczne przepowiednie Węcławka, Klimuszki, Neumann, Jackowskiego itp itd :)

PS. Nawet jak nie rządzi niemiecki gauleiter Don. Tu. to Polska się pieknie rozwija pomimo wszelkich przeciwności. :)

Teresa Bochwic
Nazwa bloga:
Blog Teresy Bochwic
Zawód:
Sokole Oko
Miasto:
Warszawa

Statystyka blogera

Liczba wpisów: 592
Liczba wyświetleń: 2,332,682
Liczba komentarzy: 2,823

Ostatnie wpisy blogera

  • Naloty sowieckie pod Warszawą. 16-17 stycznia 1945
  • Niemcy, Niemcy… i Zachód
  • O Konkursie Chopinowskim inaczej – rzut oka wstecz

Moje ostatnie komentarze

  • Hasło brzmi "Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy"
  • Błagam, popraw tego "Trupa" w pierwszym zdaniu bloga.Bardzo ciekawy tekst. Pozdrawiam 
  • No cóż...

Najpopularniejsze wpisy blogera

  • Chcieli Europy, wybrali polski los
  • Poradnik męża zaufania wybory samorządowe 2014
  • Gdzie było nieproporcjonalnie dużo nieważnych,wysokie ryzyko

Ostatnio komentowane

  • u2, „komuniści chcieli, żeby Polacy odebrali od Niemców reparacje wojenne w postaci zakupów w tanich niemieckich sklepach żywnościowych i tekstylnych” A co gdyby jednak zrezygnować z tych reparacji…
  • , Kłaniam się. Zgadzam się z Panem w kwestii promowania wspomnień, ale pod warunkiem, że nie mijają się one z prawdą. Ostrzeganie Polaków przez panią K. czy ucieczka Żydów na początku wojny to,…
  • Kazimierz Koziorowski, zarowno swiadectwo Pani K. jak i Prawdzica są wartosciowe. kazde dotyczy innych aspektow wydarzen historycznych i ich nastepstw. historia zaciera szczegoly wiec warto promowac wszelkie wspomnienia w…

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2008 - 2026, naszeblogi.pl

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | tvrepublika.pl | albicla.com

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Do czego są one potrzebne może Pan/i dowiedzieć się tu. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek. | Polityka Prywatności

Footer

  • Kontakt
  • Nasze zasady
  • Ciasteczka "cookies"
  • Polityka prywatności