Szczepienia ochronne. Między ideą a ideologią

Szczepienia ochronne – choć ich europejska historia liczy ponad 200 lat, wciąż budzą emocje. Można rzec, społeczeństwo dzieli się na absolutnych zwolenników, zagorzałych przeciwników, niezdecydowanych i całą resztę – niezainteresowanych tematem. Tych ostatnich zostawmy w spokoju, spróbujmy natomiast przyjrzeć się argumentacji dwu walczących ze sobą – o „palmę prawdy” i poparcie niezdecydowanych – obozów.

Efekt? Idea szczepień coraz bardziej grzęźnie w ideologii. Niezdecydowani mają problem: komu zaufać? Idee naukowe bowiem podlegają jakiejś weryfikacji, ideologie – niespecjalnie! Dla historyka medycyny jest to niezwykle fascynujący przedmiot badań.

Przytoczmy niektóre argumenty podnoszone przez obrońców szczepień. Po pierwsze: szczepienia ochronne przyczyniają się do znaczącego zmniejszenia występowania groźnych dla życia i zdrowia chorób zakaźnych. Po drugie: szczepienia, chroniąc przed chorobą zakaźną, chronią przed jej powikłaniami – ze zgonem włącznie. Po trzecie: szczepienia zmniejszają koszty opieki zdrowotnej.

A co na to oskarżyciele? Po pierwsze wskazują, że do ograniczenia występowania chorób zakaźnych w Europie w ostatnich dziesięcioleciach bardziej niż szczepienia przyczyniła się poprawa warunków higieniczno-sanitarnych. Po drugie, szczepienia powodują powikłania, bywa, że groźniejsze niż sama choroba zakaźna. Po trzecie, największym beneficjentem szczepień są zarabiające krocie na sprzedaży szczepionek firmy farmaceutyczne.

Proste? Nie bardzo.

Gdy do tego dodamy przymus szczepień obowiązkowych: dla zwolenników oczywisty – szczepienia powinny bowiem chronić nie tylko jednostkę, ale i społeczeństwo, dla przeciwników stanowiący naruszenie prawa jednostki do decydowanie o swoim ciele i zdrowiu.

Gdy dodamy kwestie etyczne dotyczące produkcji szczepionek (niektóre z nich są produkowane na kulturach komórkowych pochodzących z ludzkich embrionów), zarzuty wobec szczepień, iż mogą być przyczyną raka oraz spiskową interpretację dziejów o wpływie różnych tajnych grup, np. masonów, na losy ludzkości (szczególnie tej biedniejszej) – sprawa robi się wyjątkowo skomplikowana.

Niestety, do jej rozwikłania nie przyczynia się fakt, że zgromadzona w toku badań naukowych i praktyki klinicznej wiedza na temat szczepień jest skomplikowana i trudna do przełożenia na język zrozumiały dla wszystkich, a z konieczności stosowane uproszczenia sprzyjają utrwalaniu się nieporozumień. W publicznej dyskusji na temat szczepień poruszamy się często w świecie „prawd ułamkowych” – półprawd, ćwierć-prawd albo jeszcze gorzej.

Spróbujmy jednak spojrzeć na ten trudny problem ideowo-ideologiczny z perspektywy historycznej – zgodnie z paremią „Medicina curat, historia docet” i postawmy nieco zaczepne pytanie: czy szczepienia uwolniły ludzi od widma śmierci z powodu epidemii chorób zakaźnych?

Szczepienia - trochę historii

Choroby epidemiczne towarzyszą człowiekowi odkąd zaczął prowadzić osiadły tryb życia, tworzyć duże skupiska oraz udomowił zwierzęta. Jak pokazuje historia, w różnych okresach czasu „do głosu” dochodziły różne epidemie, przechodząc swego rodzaju cykl życia: od pierwszego pojawienia się, przez apogeum – zwykle największą w dziejach epidemię danej choroby, a następnie stabilizowania się na pewnym poziomie i wygasania. Jako przykład może posłużyć dżuma – prawdopodobnie znana w Europie od wczesnego średniowiecza, której największa epidemia miała miejsce w XIV w., aby po kilkunastu nawrotach do XIX w. praktycznie zaniknąć.

Choroby zmieniały też swoją biologię, np. kiła, która rozpanoszyła się w Europie na przełomie XV/XVI w. w postaci ostro przebiegającej choroby, w kolejnych wiekach przyjęła postać choroby przewlekłej. W XVII w. śmiertelne żniwo zbierały dury i ospa prawdziwa, która szalała także w XVIII w. Natomiast w XIX w. do Europy wkroczyła cholera.

Co jakiś czas świat nawiedzały także pandemie grypy, której największa, tzw. hiszpanka, miała miejsce w latach 1918-1920. Generalnie, począwszy od XIX w. udział chorób zakaźnych w umieralności ogólnej zaczął się stopniowo zmniejszać na „korzyść” tzw. chorób cywilizacyjnych – co tu dużo kryć, będących ceną postępu. Zjawisko to zostało opisane w latach 70 XX w. przez A. R. Omrana jako tzw. przejście epidemiczne.

Powody?

Powodów tego stanu rzeczy było wiele, m.in. poprawa warunków higieniczno-sanitarnych i wzrost uświadomienia w zakresie zachowań zmniejszających ryzyko epidemii. Poza epidemiami chorób zakaźnych atakujących ludzi niezależnie od wieku, problem zdrowotny stanowiły epidemie chorób charakterystycznych głównie dla wieku dziecięcego jak choćby odra, płonica, błonica czy krztusiec.

Choroby te atakowały zwykle według schematu: co kilka, kilkanaście lat następował wśród dzieci wzrost liczby zachorowań, które po przechorowaniu lub przejściu zakażenia bezobjawowego zyskiwały odporność; zmniejszał się wówczas rezerwuar zarazka, po czym następowało zmniejszenie liczby zachorowań; w wyniku kolejnych urodzeń pojawiały nowe pokolenia nieodpornych osobników, wzrastała liczba zachorowań – i tak cykl się powtarzał.

Bywało też, że podczas niektórych epidemii liczba dzieci chorych była (z różnych powodów) znacząco wyższa od spodziewanej. Niektóre epidemie charakteryzowały się także wyższą niż przeciętna umieralnością. Lekarze więc zadawali pytanie: jak, oprócz promowania właściwych zachowań i zasad opieki nad dzieckiem, zapanować nad epidemiami u dzieci? I padła odpowiedź: poprzez szczepienia.

Szczepienia: u źródeł konfliktu

Skąd jednak wzięła się idea, że można uchronić się przed chorobą zakaźną podając do organizmu – w tej czy innej formie – jej czynnik sprawczy? Koniecznie trzeba zatrzymać się na chwilę przy ospie prawdziwej. To od niej bowiem zaczyna się historia szczepień. Kiedy ospa pojawiła się w Europie po raz pierwszy, trudno jednoznacznie stwierdzić. W wiekach średnich uważano ją raczej za chorobę dość łagodną (no cóż, dżuma z pewnością była gorsza), dotyczącą głównie dzieci.

Znane były dwie postacie ospy, tzw. variola major, powodująca nawet 30% śmiertelność, ale za to rzadziej występująca, i variola minor – dająca 1% śmiertelności, ale znacznie powszechniejsza. Większe żniwo ospa zaczęła zbierać w wiekach XVI-XVIII, gdy wygasały stopniowo epidemie dżumy.
Ospa występowała wówczas endemicznie w miastach portowych i epidemicznie w głębi lądu, stając się najpospolitszą chorobą zakaźną oraz najczęstszą przyczyną zgonów. Skutecznego lekarstwa nie było, organizm musiał sobie sam poradzić, natomiast po przechorowaniu pozostawała trwała odporność. Przebieg choroby był uzależniony od drogi zakażenia się; gdy następowało ono drogą kropelkową, był znacznie cięższy, niż w inny sposób, np. przez uszkodzoną skórę.

Wariolizacja

Na tej obserwacji oparta była metoda szczepienia nazwana wariolizacją, znana na Wschodzie już w X w., i polegająca na podawaniu przez nacięcia w skórze osobie zdrowej wydzieliny zakaźnej z krost ospowych osoby chorej. Do Europy tę metodę sprowadziła Lady Montagu; po raz pierwszy na skalę masową została zastosowana podczas epidemii ospy w Bostonie w 1721 r.

Jak wówczas policzono, wśród osób nie szczepionych śmiertelność wyniosła ponad 14 proc., a wśród osób zaszczepionych nieco ponad 2,5 proc., co przemawiało za jej skutecznością. Ale pojawili się też przeciwnicy. Wśród szczepionych zdarzały się bowiem przypadki zgonów; metoda ta była wielce niedoskonała, choćby dlatego, że podawano różne ilości wydzieliny, „miareczkując” ją np. w dawce „na czubku igły”.

Przeciwnicy kwestionowali także sposób, według którego wyliczono śmiertelność. Ale – co najważniejsze – nikt nie rozumiał jeszcze, jak to się dzieje, że wprowadzenie choroby do organizmu zapobiega jej wystąpieniu!

Człowiek przywykł do innego sposobu myślenia – od wieków choroba traktowana była jako nieczystość, której należało ze wszech miar unikać, a nie dobrowolnie się na nią narażać. Do ataku na ten sposób myślenia ruszyły różne autorytety, zarówno medyczne, jak i polityczne, które dostrzegły w szczepieniach przeciwko ospie potencjał, m.in. ze względu na różnorodne interesy, np. gospodarcze (epidemie zagrażały interesom bogacących się i rozwojowi kapitalizmu), czy militarne.

Swego czasu George Washington w obawie, że jego armia zostanie zdziesiątkowana przez ospę, nakazał wszystkich swoich żołnierzy poddać wariolizacji. Ta sytuacja stała się jednak wodą na młyn dla przeciwników metody – cześć zaszczepionych żołnierzy zmarła, a w wyniku szczepień wybuchały niekontrolowane epidemie ospy.

Wakcynacja

Pod koniec XVIII w. pojawiła się nowa metoda szczepienia – już nie wydzieliną z krost ospy prawdziwej, ale łagodnej ospy krowiej – nazwana wakcynacją. Metodę tę w 1798 r. opisał i podał do publicznej wiadomości angielski lekarz – Edward Jenner (1749-1823), który pracując na prowincji zauważył, że dojarki mające kontakt z ospą krowią nie chorują na ospę prawdziwą lub przebieg choroby jest u nich bardzo łagodny. Do „testów” wykorzystał m.in. 8-letniego chłopca, syna ogrodnika – Jamesa Phippsa.

Po publikacji 75-stronicowej broszury pt. „Badanie nad przyczynami i skutkami wakcyny, choroby odkrytej w niektórych hrabstwach zachodniej Anglii, a zwłaszcza w Gloucestershire, i znanej pod nazwą krowiej ospy” Jenner spotkał się zarówno z pochwałami, jak i oskarżeniami. Zwolennicy nazywali go dobroczyńcą ludzkości. Przeciwnicy zarzucali mu, że wprowadza „trujące jady krowie”, nazywali go „idiotą i oszustem o wyschłym mózgu”, a szczepionkę jako „największe łajdactwo”, na skutek którego „ulega degeneracji naród szwabski i zwiększa się ilość dyfterii, kokluszu i rozmiękczania żołądka”.
Mimo kontrowersji szczepienia wprowadzono na szeroką skalę bardzo szybko – w Anglii do 1801 r. zaszczepiono ponad 100 tys. osób; z roku na rok liczba zaszczepionych rosła.

Metoda przyjęła się także w innych krajach. Sprzyjała temu zmiana w filozofii myślenia o odpowiedzialności za zapobieganie chorobom. Profilaktyka przestawała być tylko sprawą prywatną, stawała się sprawą publiczną; stopniowo następowało przeniesienie odpowiedzialności za zdrowie i warunki higieniczne z jednostek na państwo.

Oczywiście, nic za darmo. Ceną stało się ograniczanie możliwości decydowania przez jednostkę o swoim ciele. Zaczęto wprowadzać przepisy, które nakładały na niektóre grupy społeczne obowiązek poddawania się szczepieniom.

Metoda Jennera znalazła także odzew wśród polskich lekarzy; jej pionierami stali się Wojciech Jerzy Boduszyński (1767-1838), Hiacynt Dziarkowski (1747-1828) oraz Franciszek Neuhauser (1761-1836). Swoje zasługi na tym polu miał także Jan Boeckler – lekarz nadworny króla Stanisław Augusta Poniatowskiego. Już w 1808 r. w Wilnie i Warszawie powstały pierwsze Instytuty Szczepień Ospy Krowiej; trzy lata później podjęto decyzję o obowiązkowych szczepieniach w polskich szkołach, a w 1815 r. wprowadzono obowiązek szczepień w wojsku.

A co z dyskusją na temat szczepień?

Oczywiście, nie ustała i rozgrzewała się do czerwoności, szczególnie gdy mimo szczepień pojawiały się kolejne epidemie ospy, choć faktem jest, że ich liczba i siła słabła. Przeciwnicy wykorzystywali je jako argument przemawiający, w najlepszym razie, za brakiem skuteczności tej metody, w najgorszym – jako przyczynę epidemii. Zwolennicy twierdzili, że metoda jest skuteczna, ale stosowana w zbyt małym zakresie nie jest jeszcze w stanie zapobiec wszystkim epidemiom.

Masoni maczali palce w szczepieniach?

Powróćmy jeszcze na chwilę do Jennera i poszukajmy, choćby pobieżnie, źródeł spiskowych pogłosek, jakoby wprowadzenie na masową skalę szczepień było pomysłem masonów. Po części jest to prawda. Edward Jenner był bowiem masonem; służył nawet jako Mistrz Loży Królewskiej Wiary i Przyjaźni w Berkeley (hrabstwo Gloucestershire). Masonami było także wielu innych lekarzy, którzy nie tylko wykonywali praktykę lekarską, czy zajmowali się nauką, lecz realizowali społecznikowską misję służenia ludziom. I tu pojawia się pytanie o motywacje tych prospołecznych działań, ale to temat na inną opowieść.

Warto dodać, że masonem był wspomniany już Jan Boeckler, który za pieniądze zebrane przez członków loży Cnotliwy Sarmata uruchomił w Warszawie punkt bezpłatnych szczepień ospowych dla dzieci.

Generalnie szczepienia przeciwko ospie w wersji opisanej przez Jennera i rozpropagowane w Europie przez innych lekarzy zapoczątkowały rozwój idei szczepień, jako możliwej do stosowania na masową skalę metody zapobiegania chorobom zakaźnych.

Nowe szczepionki

Myśl ta w XX w. zawładnęła światem medycznym: czyż nie ekscytujące wydawało się wielu badaczom spełnienie marzeń o zlikwidowaniu epidemii chorób zakaźnych, od wieków nękających ludzkość? Skutek – coraz więcej szczepionek na coraz więcej chorób, w szczególności dziecięcych: w 1910 – na błonicę, 1921 – gruźlicę, 1923 – krztusiec, 1937 – grypę, 1948 – świnkę, 1950 – polio, 1954 – różyczkę, lata 60. – odrę i wiele, wiele innych; i jakże różnorodnych: monowalentne, poliwalentne, doustne, domięśniowe, podskórne, oparte na drobnoustrojach hodowanych na zarodkach kurzych, hodowlach tkankowych, wreszcie na hodowlach komórek pochodzących z ludzkich embrionów, szczepionki żywe i zabite – cały arsenał! Intensywnie rozwijający się w XX w. przemysł farmaceutyczny dostrzegł w szczepieniach interes finansowy.

Jednym z ważnych czynników stymulujących firmy farmaceutyczne do inwestowania w badania nad szczepionkami było wprowadzanie w poszczególnych krajach szczepień obowiązkowych; finansowane z pieniędzy publicznych i niezależne od indywidualnych (czytaj: kapryśnych) preferencji konsumentów produktów i usług przemysłu zdrowotnego, stanowiły pewne źródło dochodu.

Wróćmy do pytania...

Wracając jednak do postawionego na wstępie pytania: czy szczepienia uwolniły ludzi od widma śmierci z powodu epidemii chorób zakaźnych, można odpowiedzieć „salomonowo” – i tak, i nie. Epidemii ospy prawdziwej na świecie już nie ma, polio w Europie nie występuje, ale pojawiają się nowe epidemie: rotavirusów, norowirusów, i oczywiście słynne na cały świat COVID-19, lub wracają stare – np. krztusiec. Jedna z przyczyn jest oczywista – choroby zakaźne stowarzyszyły ludziom i będą towarzyszyć, ale jest też wiele innych, nie w pełni wyjaśnionych.

Niedorzecznością byłoby ignorowanie danych epidemiologicznych, nawet jeśli są niedoskonałe (a są), wskazujących, że liczba dzieci umierających w Europie z powodu chorób zakaźnych jest obecnie zdecydowanie mniejsza niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Ale nie można tego przypisać tylko i wyłącznie szczepieniom.

Porozumienie pomiędzy przeciwnikami i zwolennikami utrudnia zarówno całkowite negowanie znaczenia szczepień w opanowywaniu epidemii chorób zakaźnych, jak i traktowanie ich jako narzędzia służącego człowiekowi do sprawowania całkowitej kontroli nad światem mikrobów. A według teorii spiskowych (choć może coraz mniej spiskowych?) - także nad ludźmi. Oba podejścia stanowią zideologizowaną wersję idei profilaktyki chorób zakaźnych za pomocą uodparniania.

A dyskusja o jej możliwościach i ograniczeniach powinna zmierzać do odpowiedzi na niezwykle ważne pytania: jaka jest skuteczność szczepień i jakie jest ich bezpieczeństwo? Jak się okazuje, na tym polu jest chyba najwięcej nieporozumień i najwięcej nieufności.

Ale czyż świat nauki jest w tym względzie bez winy? Nie! Niestety, zdarzające się przypadki niepełnego i z opóźnieniem publikowania wyników badań nad szczepionkami przyczynia się do utrwalania podejrzeń, że może jest z nimi coś nie tak. Czy tak? Ale o tym w następnym odcinku.

____________________

Zapraszam też na mój autorski blog PO PROSTU. Tym bardziej, że niedługo przejdzie on znaczącą metamorfozę, więc czytajcie póki czas. A potem PO PROSTU też czytajcie :-)

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika NASZ_HENRY

10-05-2020 [19:03] - NASZ_HENRY | Link:

Ciekawa notka. Ale ze szczepionką na C-19 tak łatwo nie będzie ☺

Obrazek użytkownika kaliszanin

10-05-2020 [20:29] - kaliszanin | Link:

moja żona - lekarz - szczepiąca naszą rodzinę regularnie i zgodnie ze standardami stwierdziła ostatnio, że w obliczu tak rozdmuchanej pandemii covid 19 z pewnością nie zaszczepimy się potencjalną szczepionką od razu w pierwszym rzucie. ponoć nie jest to odosobnione stanowisko wśród medyków. 
 

Obrazek użytkownika SilentiumUniversi

10-05-2020 [22:11] - SilentiumUniversi | Link:

Największe podejrzenia budzi we mnie to, co dodatkowo mogą zawierać szczepionki. Np. czy tworzenie szczepionek z abortowanych dzieci nie spowoduje po pewnym czasie "wzbogacenia" ich zawartości o jakieś priony? Na grypę przestałem się szczepić gdy zauważyłem, że ich skutkiem było dość często to, że co prawda osoby szczepione nie przechodziły typowych gryp, ale po pewnym czasie coś ze znacznie cięższym przebiegiem.

Obrazek użytkownika Tomaszek

11-05-2020 [12:05] - Tomaszek | Link:

Np wpadły pod pociąg ?

Obrazek użytkownika mmisiek

11-05-2020 [02:10] - mmisiek | Link:

Ze szczepionkami jest ten problem, że oprócz ryzyka możliwych skutków ubocznych (autyzm, narkolepsja etc) i niedokładnego przebadania stanowią również doskonały wehikuł do przemycania różnych "niespodzianek" na skalę masową.
Znana jest np. sprawa masowego ubezpładniania kobiet w Afryce i na Filipinach przy okazji szczepienia na... tężec. Podobnie w Izraelu potraktowano też Felaszów (Żydów etiopskich).

Natomiast obecnie - jeśli szczepionkami mocno interesuje się taki "filantrop" i miłośnik depopulacji jak Gates (co to sam swojego potomstwa nie zaszczepił) to każdemu w miarę rozsądnie myślącemu człowiekowi powinna zamrugać czerwona lampka.
A gdy jeszcze dodatkowo nasi tzw. politycy jeden przez drugiego prześcigają się w zapewnieniach jak to "wyszczepią" Polaków za dwa lata (kto w takim czasie zdąży choćby wiarygodnie zbadać skutki tej mikstury?) to ta lampka już świeci na całego i zaczyna robić się groźnie.
 

Obrazek użytkownika NASZ_HENRY

11-05-2020 [08:19] - NASZ_HENRY | Link:

Te dwie ciekawe notki o maseczkach jakby Pani tu wstawiła to mógłbym jeszcze raz przeczytać ☺

Obrazek użytkownika Pani Anna

11-05-2020 [13:33] - Pani Anna | Link:

@Nasz Henry
Nie wiem, czy śledzi Pan TT, ale w tematach maseczkowych wśród wyznawców tego świętego symbolu walki z "pandemią" pojawił się wątek prof. Religi i jego słynne zdjęcie z maseczką po kilkunastogodzinnej operacji przeszczepu serca... Jakoś tylko umknął im fakt, że operacja co prawda się udała, ale ten konkretny pacjent zmarł po 2miesiącach na sepsę...
Jestem ciekawa, czy ktoś kiedys podejmie sie przeprowadzenia badań jakie skutki dla przeciętnego człowieka powoduje noszenie bawelnianej maseczki na ulicach i pomieszczeniach, którym dalego do sterylności sal operacyjnych, w warunkach wilgoci, ciepła i wszelkiego syfu osadzającego sie wewnątrz i na zewnątrz tych bawełnianych przedmiotów, szytych nie wiadomo gdzie i przez kogo? Nie jestem lekarzem, ale jest chyba różnica pomiędzy użyciem kawałka chińskiej bawełny jako majtek, a założeniem sobie tego na twarz i oddychania przez to?

Obrazek użytkownika Marek1taki

11-05-2020 [09:13] - Marek1taki | Link:

Problemem nie są szczepienia tylko jest upolitycznienie szczepień. Ludzie reagują na to racjonalnie odrzuceniem.
"Po pierwsze: szczepienia ochronne przyczyniają się do znaczącego zmniejszenia występowania groźnych dla życia i zdrowia chorób zakaźnych.
Po drugie: szczepienia, chroniąc przed chorobą zakaźną, chronią przed jej powikłaniami – ze zgonem włącznie. Po trzecie: szczepienia zmniejszają koszty opieki zdrowotnej."
Ad.1 i 2 Nie przypominam sobie aby to ktoś negował 30 lat temu. Neguje się teraz gdy rozszerzono zakres szczepień podważając ich ideę.
Ad.3 To wynik upodmiotowienia obywateli przez państwo, które opiekuje się i ubezwłasnowalnia. Ubezpieczenia zdrowotne przekroczyły barierę akceptowalnych wydatków i roszczą sobie prawo do ingerencji w imię kalkulacji.
To rodzice muszą decydować czy chcą szczepić dziecko na odrę albo pneumokoki i ponosić odpowiedzialność finansową za szczepienie, jego powikłania albo za leczenie.
W wypadku odry jaki to koszt? Głównie opieki matki nad dzieckiem - zatem to powikłanie socjalu szkodliwego z wielu innych względów - promuje życie na cudzy koszt.
Upolitycznienie wydatków na zdrowie ma drugi aspekt. Państwo staje się dealerem produkcji koncernów farmaceutycznych. To ono decyduje o wydatkach, o uzasadnieniu ich w oparciu o badania medyczne, o marketingu drogą administracyjną, na koniec o przymusie szczepień.
Doszliśmy do trzeciego aspektu upolitycznienia. Do idei nadwartościowej zawiadywania ludzkością jako stadem i wynikającej z tego potrzeby totalnej kontroli. To faktycznie może mieć związek z masonerią i ideologią głoszoną przez Bila Gatesa.

Obrazek użytkownika Kazimierz Koziorowski

11-05-2020 [14:42] - Kazimierz Kozio... | Link:

tzw. spoleczenstwo ma taki stosunek do szczepien w jakim stopniu jest wyedukowane. wspolczesna granica pomiedzy edukacja i propaganda jest bardzo nieostra dla spoleczenstwa edukowanego w coraz nizszym standardzie szkolnictwa przy wydatnym wplywie "autorytetow" medialnych.

dochodzi do tego niemal brak medykow i naukowcow ktorzy potrafia i chca przelozyc wspolczesna wiedze na temat profilaktyki chorob zakaznych na jezyk trafiajacy do "spoleczenstwa" i zostana dopuszczeni do przekazu medialnego, totez przekaz srodowiska medyczno-farmaceutycznego czesto jest utozsamiany z propaganda interesow partykularnych.

w dyskusji za i przeciw nie powinno byc tematow tabu. zarowno ilosc szczepien jak kalendarz szczepien rekomendowanych powinny byc poddawane czestej ocenie krytycznej przy otwartej konsultacji ze spoleczenstwem a stosowne przepisy prawne nowelizowane. antyszcepionkowcy tez moga miec swoje racje ale brak szerokiego dyskursu spolecznego powoduje ze prym wioda w mediach nosne choc niedorzeczne teroie spiskowe przed opracowaniami naukowymi.

jest tylko kilka szzepionek ktorych skutecznosc nie jest kwestionowana przez tzw spoleczenstwo, np. prewencyjne szczepeinie przeciw gruzlicy, polio, czy zwierzat przeciw wsciekliznie - mozna powiedziec ze edukacja w tym kierunku przyjela sie w spoleczenstwie. chcociaz zbyt malo mowi sie dzis o tym ze gruzlica wciaz zbiera obfite zniwo, dziennie umiera ponad 3000 osob na gruzlice, na covid-19 ok 2000. (o panademii gruzlicy media nie trabia!).

a ze bantustany kreca lody na szczepieniach to oczywiste tak jak na wszystkim innym. do niedawna podrozujacy musieli sie szczepic co 10 lat na zolta goraczke. w wielu bantustanach czyhaly ze strzykawka na wjezdzajacych mafie miejscowych urzednikow kwestionujace zaswiadczenia podroznego. interes sie juz niby urwal ale np. w tymkraju nikt nie zmieni raz wydanego zaswiadczenia o 10 okresie waznosci szczepien. wiec jak chcesz miec nowe zaswiadczenie z bezterminowa waznoscia to szczep sie i plac frajerze jeszce raz.

ostanio znajomy szczepil sie przeciw tezcowi - wymog pracodawcy. nigdzie w milonowej metropoli tenkraju nie bylo szczepionki tylko na samego tezca. musial sie zaszcepic na dwie dodatkowe choroby zakazne w pakiecie.

kolejny przyklad to coroczne szczepienie psow przeciw wsciekliznie. w tymkraju musisz zaszczpic psa kazdego roku chocby w specyfikacji szczepionki bylo czarno na bialym ze wystarczy co 3 lata. identyczna szczepionka w usa wystarcza raz na 3 lata a w bantustanie raz na rok.

Obrazek użytkownika Lech Makowiecki

11-05-2020 [16:12] - Lech Makowiecki | Link:

Szanowana Pani! Dziękuję za obszerne naświetlenie sprawy szczepień. Sęk w tym, że tu wcale nie chodzi o samą ideę szczepień, ile o to, kto za tym stoi. Niegdyś lekarze przestrzegali przysięgi Hipokratesa i pracowali dla dobra pacjenta. Teraz rynkiem medycznym rządzą korporacje nastawione na maksymalny zysk, a dewiza "przede wszystkim nie szkodzić" poszła już w zapomnienie. Do tego trzeba dołożyć wszelkie biologiczne wojny hybrydowe, które toczą się na Ziemi już od wieków. Nieodpornych na choroby białego człowieka Indian północnoamerykańskich wybiła zwykła ospa, a Majów - salmonella - przewleczona przez kolonizatorów  z Europy... Kiedy rządzi pieniądz i wojna - strach się bać...
 

Obrazek użytkownika Jan1797

11-05-2020 [21:10] - Jan1797 | Link:

Efekt? Idea szczepień coraz bardziej grzęźnie w ideologii. Niezdecydowani mają problem:
komu zaufać? Idee naukowe bowiem podlegają jakiejś weryfikacji, ideologie – niespecjalnie!

Szanowna Pani,
Materiał do dyskusji bardzo dobry, zgadzam się z większością a skupię na dwu wątkach.
Beneficjentem szczepień są zarabiające na sprzedaży szczepionek firmy farmaceutyczne
i oby dotyczyło to produkcji szczepionek w Polsce. Czytałem opinie o szczepionce przeciw
gruźlicy BCG, i tezy; może obniżać poziom cukru we krwi.
Oby sprawą publiczną na zawsze była odpowiedzialność za zdrowie i warunki higieniczne
również powikłania i koszty za leczenie społeczeństwa z państwową służbą zdrowia w podstawie.

Oczywiście 500+ to socjalizm, dopłata na leasing aut za pół bańki w drobnym biznesie to oczywiście
liberalizm i Państwo nie staje się dealerem leasingowym, prawda szanowny Marku?
Pani Anno, od kilkunastu lat pracuję w maseczce w pełnym wymiarze w okresie pandemii również.
Oczywiście na ulicach i w pomieszczeniach, jest problem wilgoci wewnątrz maseczki, ale plujących
na ulicach jakby mniej. Podstawowym problemem jest niedochowanie kwarantanny.
NASZ_HENRY ze szczepionką na COVID -19 łatwo nie będzie również w 2021 roku.
Gdybyśmy usiedli przy kawie to dużo łatwiej, bo nie wszystko można i trzeba słowem pisanym :-)
Pozdrawiam serdecznie.

Obrazek użytkownika Marek1taki

11-05-2020 [22:54] - Marek1taki | Link:

Szanowny Janie,
Nie zgadzam się. 500+ to również liberalizm obniżający koszty podatkowe, albo próg podatkowy jak kto chce. Tłumaczenie ciut pokrętne, ale jest to element powrotu podatków do podatkowiczów.
Dotacja do leasingu to dotacja jak każda inna - czysty socjalizm, bo o tym, że interwencjonizm nie interwencja decyduje zepsucie gospodarki pod pozorem epidemii, której nie ma.
Popieram stosowanie maseczek przez tych, którzy chcą je stosować, bo trochę chronią. Jestem przeciw niezalecaniu maseczek i przeciw przymusowi maseczek - w wypadku tego wirusa.
Pozdrawiam

Obrazek użytkownika Jan1797

12-05-2020 [20:27] - Jan1797 | Link:

Szanowny Marku,
Pokrętne niech tam, przyjmuję pozytywnie, zwłaszcza że mam się za zdecydowanego zwolennika 500+.
Co się tyczy leasingu aut, jestem na tak dotacji, jedynie dla przedsiębiorców niekaranych za łamanie praw
pracowniczych.
Pozdrawiam.

Obrazek użytkownika Marek1taki

13-05-2020 [09:08] - Marek1taki | Link:

Szanowny Janie,
Jestem za rozwiązaniami zgodnymi z zasadą równości wobec prawa i zasadą przejrzystości prawa, a przeciwny robieniu wyjątków, ulg, kryteriów i innych widzimisie, które przekazuja władzę w ręce administracji i rodzą korupcją a przynajmniej niegospodarność.
W tym konkretnym przypadku karanie za łamanie prawa należy zostawić sądom a jeżeli już coś dawać to wszystkim na równych zasadach. Jestem też za ograniczeniem praw specjalnych np. pracowniczych czy dla pracodawców. Państwo nie powinno wtrącać się w prywatne sprawy, a robi to nagminnie. To osłabia prawa obywateli, a daje władzę biurokracji, w której odbywa się tzw. marsz przez instytucje. Potem zdziwienie i walka z wypaczeniami. To wielki grzech PiSu.
Pozdrawiam

Obrazek użytkownika Jan1797

13-05-2020 [20:04] - Jan1797 | Link:

Jestem za rozwiązaniami zgodnymi z zasadą równości wobec prawa i zasadą przejrzystości prawa...
Szanowny Marku,
Jakżeby inaczej, nie ma tu różnic poglądów, lecz jedynie w tej części. Równie daleki jestem od potwierdzenia
zasadności wyjątków, lecz przedsiębiorca, wykorzystujący sytuację na rynku pracy, łamiąc prawa pracownicze
określone ustawą i zasady konstytucyjne, tu nie ma żadnego uzasadnienia, by wspierać takie indywiduum
z naszych podatków. Sąd pracy wydając orzeczenie, spełnił oczekiwania równości wobec prawa i nie rozumiem
potrzeby kolejnego indagowania przeciążonych sądów wyłącznie dla poniesienia kosztów.
Sprawa jest jednoznacznie słuszna dla budowania dobrej praktyki opinii polskiego biznesu.
To wielki grzech nie PiS-u a „liberalnej” historii najnowszej :-)
Pozdrawiam
 

Obrazek użytkownika Marek1taki

14-05-2020 [08:16] - Marek1taki | Link:

Szanowny Janie,
Dziękuję za cudzysłów przy liberalizmie.
"przedsiębiorca, wykorzystujący sytuację na rynku pracy, łamiąc prawa pracownicze"
To jest ogólnik taki sam jak "pracownik wykorzystujący sytuację na rynku pracy, łamiąc prawa pracodawców".
W tym względzie mamy dużą rozbieżność co do prawa pracy ale też ubezpieczeń społecznych i dotacji.
Mój kontakt z prawem pracy był taki, że za młodu pracowałem na etacie śmieciowym a zamieniłem na tzw. "umowę śmieciową" bo czas było pomyśleć o zabezpieczeniu na stare lata.
Byłem w sądzie pracy przeciwko szpitalowi by strajk agentury wśród pielęgniarek (pewnie za AWSu) wymusił jakąś ustawę (nie 447 ale numer był), której następstwem był fala pozwów w sł.zdrowia. Wygrałem te 500zł mimo, że wcześniej proponowałem szpitalowi symboliczne 50zł zamiast procesowania się, itd.) - to a propos indagowania przeciążonych sądów. itd to wszystko.
Prawo pracy, przymus ubezpieczeń to relikty socjalizmu podniesione do rangi relikwii by zaspokoić globalną finansjerę. Równie sensowny była zakaz ubezpieczeń i likwidacja prawa pracy jak utrzymanie obecnego systemu. Tracą zwykli ludzie, zyskują korporacje. Im żaden pracownik nie podskoczy, a konkurencja musi się zwinąć.
Dotacje niczego nie rozwiążą, trafiają tam gdzie głośno ryczą a mało mleka dają.
Pozdrawiam