
Wiesz, u nas, choć nie wiem, czy to polskie powiedzenie, mówi się powszechnie "starość nie radość". To jest paskudne. Bo większość starej społeczności uważa to za wyrok i po prostu na emeryturze się poddaje.
„Starość nie radość” — brzmi niewinnie, trochę żartobliwie, ale kryje się w tym fatalizm. Człowiek zaczyna odczuwać pierwsze ograniczenia, słyszy od otoczenia, że w jego wieku to już normalne, i powoli przestaje odróżniać to, czego rzeczywiście nie może, od tego, czego jedynie nie spodziewa się już móc.
A potem zaczyna się niebezpieczny mechanizm:
- Mniej aktywności — bo przecież jestem stary.
- Mniej ciekawości — bo już swoje przeżyłem.
- Mniej kontaktów — bo młodzi mają swoje sprawy.
- Mniej ambicji — bo na co mi to w tym wieku?
- W końcu człowiek zaczyna żyć tak, jakby jego życie było już tylko oczekiwaniem na koniec.
I to jest smutne, bo starzenie się jest procesem biologicznym, ale rezygnacja nie jest jego obowiązkowym elementem.
Oczywiście nie będę Ci opowiadał bajek, że wystarczy pozytywne myślenie, żeby zatrzymać choroby, osłabienie mięśni czy zmiany w mózgu. Biologii nie da się zagadać. Ale między zaakceptowaniem własnych ograniczeń a poddaniem się im istnieje ogromna przestrzeń.
Zresztą aktywność intelektualna, ruch dostosowany do możliwości, relacje z ludźmi, nowe cele i poczucie sprawczości mają znaczenie także w późnym wieku. Nie dają gwarancji zdrowia, ale mogą pomóc dłużej zachować samodzielność i jakość życia.
I wiesz, co uważam za szczególnie ważne? Nie trzeba już nikomu niczego udowadniać. Nie trzeba być szybszym od trzydziestolatka, zdobywać świata ani udawać, że ma się dwadzieścia lat. Można za to nadal poznawać, rozumieć, tworzyć, naprawiać, kochać, dyskutować i zmieniać zdanie.
Człowiek nie przestaje się rozwijać dlatego, że osiągnął określony wiek. Przestaje się rozwijać, kiedy uzna, że nie ma już po co.
A ja, z całym swoim morskim doświadczeniem, zainteresowaniem nauką i sztuczną inteligencją, ogrodem, winoroślą i tymi wszystkimi pytaniami, które nie dają mi spokoju, że można mieć 76 lat i wciąż mieć przed sobą rzeczy do zrobienia oraz tematy do rozgryzienia.
I teraz jestem ciekaw jednej rzeczy:
Czy ludzie poddają się starości przede wszystkim dlatego, że rzeczywiście tracą siły i zdrowie, czy dlatego, że wcześniej tracą wiarę w sens dalszego wysiłku?
Bo podejrzewam, że właśnie tutaj leży sedno problemu.
Napisałem to, bo właśnie przeważa u nas taki stereotyp. Po 60-tce to już raczej oczekiwanie, zaniedbanie (więc więcej chorób i prężności). A powiem wam, że byłem zachwycony Grecją i Włochami, gdzie jest stara tradycja, że najstarsi w rodzinie są traktowani z wielkim szacunkiem i miłością. Oni nie są, jak u nas zakwalifikowani na straty, tylko otoczeni szacunkiem i miłością. Jednak przebiły ich chińskie rodziny. Tam widzi się spacerujące za rękę 80 letnie małżeństwa. A już widząc wszędzie w parkach grupy seniorów pięknie i synchronicznie ćwicząc tai-chi. A u nas babcia, dziadek to w większości tylko kłopot.
A to naprawdę poruszyło. Nie chodzi mi tylko o walkę ze stereotypem starości. Chodzi mi o miejsce człowieka starego w społeczeństwie — o to, czy nadal jest pełnoprawnym uczestnikiem życia, czy już tylko kimś, kim trzeba się zaopiekować.
I to jest zasadnicza różnica.
To, co widziałeś w Grecji i we Włoszech, ma głęboki wymiar kulturowy. W tradycyjnym modelu rodziny starszy człowiek pozostaje częścią codziennego życia: uczestniczy w wychowaniu wnuków, przekazuje doświadczenie, doradza, podtrzymuje rodzinne więzi. Nie jest wyłącznie odbiorcą pomocy. Sam również coś daje — nawet jeśli nie zarabia, nie pracuje zawodowo i nie jest już tak sprawny jak dawniej.
A Chiny, które wspominam, pokazują jeszcze jeden interesujący aspekt.
Te poranne ćwiczenia w parkach nie są tylko ładnym obrazkiem. Łączą kilka rzeczy naraz: ruch, regularność, kontakty społeczne, wspólnotę i poczucie, że nadal ma się swoje miejsce w świecie. Nie trzeba być bogatym, mieć prywatnego trenera ani kupować suplementów za setki złotych. Wystarczy grupa ludzi, wspólna przestrzeń i nawyk.
Artur Schopenhauer: siedem prawd o starości
Spokojna starość zaczyna się od zdrowia, bezpieczeństwa i własnych zainteresowań
Spokojna starość zaczyna się od zdrowia, bezpieczeństwa i własnych zainteresowań
Szósta prawda jest najbardziej praktyczna.
Schopenhauer był synem kupca i liczyć umiał. Bez romantyzowania.
Spokojna starość zaczyna się od dwóch rzeczy: od zdrowia i od tego, żeby nie drżeć o każdy grosz.
Schopenhauer pisze, że na starość najważniejsze są wygoda i bezpieczeństwo.
Ale zaraz potem dodaje coś, czego pieniądze nie kupią.
Nuda, pisze Schopenhauer, wcale nie jest losem starości. Grozi tylko tym, którzy znali wyłącznie przyjemności zmysłów i towarzystwa, a nigdy nie rozwinęli własnego umysłu.
Ktoś, kto całe życie czytał, majsterkował, uprawiał ogród albo grał na instrumencie, na emeryturze nie wie, w co ręce włożyć. Ale z radości.
A ktoś, kto miał tylko pracę i telewizor, nagle zostaje z pustym dniem.
W młodości czekamy na szczęście, na starość — na spokój
Czwarta prawda to najbardziej osobisty fragment całego rozdziału.
Schopenhauer opowiada w nim o dzwonku do drzwi. W młodości dzwonek go cieszył, bo myślał, że oto nadchodzi to, na co czekał. Później myślał już tylko: „No i przyszło”.
Pamiętasz, jak w młodości każdy list i każdy telefon mógł przynieść coś cudownego? A dziś, kiedy telefon dzwoni o północy, serce staje.
Schopenhauer mówi, że to prawo całego życia. Pierwsza połowa to niezaspokojona tęsknota za szczęściem. Druga to obawa przed nieszczęściem.
Młody człowiek goni za radością. Starszy chce przede wszystkim spokoju i tego, żeby nic nie bolało.
Ale w przypisie dodaje zdanie, które wszystko zmienia: na starość lepiej umie się nieszczęściom zapobiegać. W młodości lepiej się je znosi.
Ten strach nie jest więc słabością. To doświadczenie, które nauczyło cię przewidywać.
W młodości czekamy na szczęście, na starość — na spokój
Czwarta prawda to najbardziej osobisty fragment całego rozdziału.
Schopenhauer opowiada w nim o dzwonku do drzwi. W młodości dzwonek go cieszył, bo myślał, że oto nadchodzi to, na co czekał. Później myślał już tylko: „No i przyszło”.
Pamiętasz, jak w młodości każdy list i każdy telefon mógł przynieść coś cudownego? A dziś, kiedy telefon dzwoni o północy, serce staje.
Schopenhauer mówi, że to prawo całego życia. Pierwsza połowa to niezaspokojona tęsknota za szczęściem. Druga to obawa przed nieszczęściem.
Młody człowiek goni za radością. Starszy chce przede wszystkim spokoju i tego, żeby nic nie bolało.
Ale w przypisie dodaje zdanie, które wszystko zmienia: na starość lepiej umie się nieszczęściom zapobiegać. W młodości lepiej się je znosi.
Ten strach nie jest więc słabością. To doświadczenie, które nauczyło cię przewidywać.
Z każdym rokiem czas biegnie szybciej
Pierwszą prawdę zna każdy, ale mało kto wie, skąd się bierze.
Z każdym rokiem czas biegnie szybciej.
Schopenhauer tłumaczy to bardzo prosto. Dziecko wszystko widzi pierwszy raz, więc każdy dzień jest pełen nowych wrażeń. Później te same rzeczy powtarzają się tysiące razy i przestają zostawiać ślad w pamięci.
Schopenhauer nawet to policzył. Rok, który jest jedną piątą twojego życia, wydaje się dziesięć razy dłuższy niż rok, który jest jego jedną pięćdziesiątą.
Porównuje życie do kuli, która toczy się z góry coraz szybciej.
Ale zauważa też coś ważnego. Tak samo dzieje się w podróży. Miesiąc w obcym miejscu wydaje się dłuższy niż cztery miesiące w domu, bo wszystko jest nowe.
Co z tym zrobić?
Zegara nie zatrzymasz, ale rok możesz wydłużyć. Nowa droga na spacer, nowa książka, nowy przepis, miasto, w którym nigdy nie byłeś. Każda nowa rzecz dodaje twojemu czasowi długości.
Wielkie rzeczy nie wchodzą z orkiestrą
Druga prawda wychodzi na jaw dopiero wtedy, kiedy patrzysz wstecz.
Wielkie rzeczy nie wchodzą z orkiestrą. Wchodzą tylnymi drzwiami.
Pomyśl o swoim życiu. Człowiek, z którym spędziłeś 40 lat, mógł być kolegą z sąsiedniego biurka. Praca, która cię ukształtowała, mogła zacząć się od przypadkowej rozmowy na przystanku.
Sam Schopenhauer przekonał się o tym na sobie. Przez większość życia jego książek prawie nikt nie czytał. Sława przyszła dopiero po sześćdziesiątce, właśnie po wydaniu tych aforyzmów, po cichu, bez fanfar.
Co z tego wynika?
Nie czekaj na wielki moment. Bądź uważny w zwykły wtorek. Na nowego sąsiada, na telefon od dawnego znajomego, na zaproszenie, które łatwo odrzucić.
Ważne rzeczy rzadko się przedstawiają. Zwykle po prostu siadają obok ciebie i czekają, aż je zauważysz.
Nostalgia nie jest tęsknotą za miejscem
Trzecia prawda dotyczy nostalgii.
Znasz to uczucie, kiedy nagle chcesz wrócić do wsi dziadków, do miasta swojej młodości, nad morze z tamtych wakacji?
Schopenhauer dodaje: czas oszukuje nas, przebrany za przestrzeń.
Kiedy tam pojedziemy, zrozumiemy złudzenie.
Może to znasz. Wracasz po latach na podwórko z dzieciństwa, a ono jest jakieś mniejsze, obce. Trzepak stoi, ale ciebie tam już nie ma. Nie ma kolegów i nie ma mamy, która woła z okna na obiad.
Co z tym zrobić?
Nie walcz z nostalgią, tylko nazwij ją po imieniu.
Nie brakuje ci miejsca, brakuje ci siebie sprzed lat, a tego, czego szukasz w tamtej młodości, czyli ciekawości i świeżości, możesz szukać tutaj, dzisiaj.
A jeśli chcesz tam pojechać, jedź. Tylko nie po to, żeby odzyskać przeszłość, ale po to, żeby zobaczyć, jak daleko od niej zaszedłeś.
W młodości czekamy na szczęście, na starość — na spokój
Czwarta prawda to najbardziej osobisty fragment całego rozdziału.
Schopenhauer opowiada w nim o dzwonku do drzwi. W młodości dzwonek go cieszył, bo myślał, że oto nadchodzi to, na co czekał. Później myślał już tylko: „No i przyszło”.
Pamiętasz, jak w młodości każdy list i każdy telefon mógł przynieść coś cudownego? A dziś, kiedy telefon dzwoni o północy, serce staje.
Schopenhauer mówi, że to prawo całego życia. Pierwsza połowa to niezaspokojona tęsknota za szczęściem. Druga to obawa przed nieszczęściem.
Młody człowiek goni za radością. Starszy chce przede wszystkim spokoju i tego, żeby nic nie bolało.
Ale w przypisie dodaje zdanie, które wszystko zmienia: na starość lepiej umie się nieszczęściom zapobiegać. W młodości lepiej się je znosi.
Ten strach nie jest więc słabością. To doświadczenie, które nauczyło cię przewidywać.
Co z tym zrobić?
Zamień strach w przygotowanie. Zapasowe klucze u sąsiadki, badania na czas, oszczędności na trudny miesiąc.
Kiedy jesteś przygotowany, dzwonek znowu jest tylko dzwonkiem.
A czasem za drzwiami stoi wnuk z ciastem od mamy.
Dopiero z czasem poznajemy ludzi i samych siebie
Piąta prawda jest jednocześnie gorzka i piękna.
Charaktery się ujawniły, czyny wydały owoce, a wszystkie złudzenia się rozpadły. Na to wszystko, pisze Schopenhauer, potrzeba było czasu.
Po sześćdziesiątce wiesz już, kto zadzwonił, kiedy leżałeś w szpitalu, kto pożyczył i oddał, a kto pożyczył i zniknął. Kto był przyjacielem, a kto tylko towarzystwem. I kto przychodził wyłącznie wtedy, kiedy było coś do załatwienia.
Schopenhauer dodaje rzecz najdziwniejszą. Dopiero pod koniec życia człowiek naprawdę poznaje samego siebie, swój cel i swoje miejsce wśród ludzi.
Czasem okazuje się ono niższe, niż myślał, ale czasem wyższe.
Co z tym zrobić?
Przestań inwestować w maski. Ludzi, którzy okazali się prawdziwi, trzymaj blisko. Tym, którzy zniknęli, nie musisz niczego udowadniać.
Bal się skończył.
A co z Polską?
Jest pewien problem, choć nie powiedziałbym, że wszystkie polskie rodziny traktują seniorów jak kłopot. Wiele osób starszych jest kochanych i szanowanych. Jednocześnie mamy kilka niepokojących mechanizmów:
- Emerytura bywa utożsamiana z końcem aktywnego życia. Jakby ustanie pracy zawodowej oznaczało utratę społecznej użyteczności.
- Samodzielność seniora bywa mylona z jego pozostawieniem samemu sobie. A przecież można szanować czyjąś niezależność, nie rezygnując z bliskości.
- Opieka często pojawia się dopiero wtedy, gdy człowiek zachoruje. Znacznie mniej uwagi poświęca się temu, żeby wcześniej zapobiegać izolacji i utracie sprawności.
- Młodość jest promowana, starość ukrywana. Reklamy, media i kultura popularna pokazują, jak być młodym, a znacznie rzadziej — jak dobrze i sensownie żyć po siedemdziesiątce.
I tu dochodzimy do paradoksu: zaniedbanie aktywności, kontaktów i własnych potrzeb może sprzyjać pogorszeniu zdrowia. Potem pogorszenie zdrowia staje się argumentem, że starość musi wyglądać właśnie tak. Powstaje błędne koło.
Jest jednak coś jeszcze ważniejszego
Szacunek dla seniora nie powinien oznaczać jedynie uprzejmości, ustępowania miejsca ani obchodzenia urodzin. Powinien oznaczać prawo do dalszego rozwoju, podejmowania decyzji, posiadania własnych planów i bycia potrzebnym.
Starszy człowiek nie musi być wiecznie aktywny. Ma prawo do odpoczynku, słabszego dnia, choroby i pomocy. Ale nie powinien być z góry skreślany tylko dlatego, że przekroczył sześćdziesiątkę czy osiemdziesiątkę.
I jeszcze jedno: miłość rodzinna nie zawsze wystarczy. Potrzebne są miejsca, w których seniorzy mogą się spotykać, ćwiczyć, uczyć, dyskutować i działać. Nie po to, żeby zapełnić im czas, lecz po to, żeby nadal mogli prowadzić własne życie.
Właśnie dlatego tak podoba mi się obraz tych chińskich małżeństw spacerujących za rękę. Nie ma w nim wielkiej filozofii ani demonstracyjnej walki ze starością. Jest zwyczajna bliskość i codzienność, która nadal ma wartość.
Może więc zamiast powtarzać „starość nie radość”, powinniśmy zacząć pytać: co zrobić, żeby starość nie oznaczała samotności, rezygnacji i utraty godności?
Bo wiek jest faktem biologicznym. To, jak społeczeństwo traktuje ludzi w tym wieku, jest już kwestią kultury, obyczajów i naszych wspólnych decyzji.
Myślimy o przedłużaniu młodości za wszelką cenę. Nie - myślimy o czymś znacznie rozsądniejszym — o tym, żeby nie odbierać człowiekowi starzejącemu się prawa do pełnego życia, zanim sam z niego zrezygnuj.
Schopenhauer o starości przedstawił również 10 myśli, które warto zapamiętać. Miał już wtedy 63 lata.
1. Życie jako tekst i komentarz
„Pierwsze czterdzieści lat naszego życia dostarcza tekstu, a następne trzydzieści — komentarza do niego”.
Sens: najpierw żyjemy, później coraz lepiej rozumiemy, co przeżyliśmy i jakie to miało znaczenie.
2. Późne lata mają własne korzyści
„Doświadczenie i wiedza stają się naprawdę bogate dopiero w późniejszych latach”.
Schopenhauer zauważał, że z wiekiem możemy lepiej dostrzegać związki między rzeczami, porównywać doświadczenia i rozumieć całość, a nie tylko jej fragmenty.
3. Najwięcej zyskujemy dzięki temu, kim jesteśmy
„To, co człowiek ma w sobie, nigdy nie przynosi mu większej korzyści niż na starość”.
Własny umysł, charakter, zainteresowania i zdolność czerpania przyjemności z myślenia mogą nabierać szczególnej wartości, gdy maleje znaczenie zewnętrznych osiągnięć.
4. Starość jako uwolnienie
„Starość ma pogodę ducha człowieka, który uwolnił się z długo noszonych kajdan i teraz porusza się swobodnie”.
To jeden z najbardziej zaskakujących obrazów Schopenhauera. Wiek może oznaczać wyzwolenie z części ambicji, namiętności i presji, które wcześniej rządziły człowiekiem.
5. Młodość i dojrzałość radzą sobie inaczej
„Na starość lepiej umiemy zapobiegać nieszczęściom, w młodości zaś — znosić je”.
Młody człowiek ma energię, by stawiać czoła trudnościom. Doświadczony wie już, których błędów można uniknąć i jak nie sprowadzać na siebie niepotrzebnych kłopotów.
6. Życie jako piąty akt tragedii
Schopenhauer porównuje starość do piątego aktu tragedii: wiemy już, że zakończenie jest bliskie, ale nie wiemy jeszcze, jakie ono będzie.
To jego bardziej pesymistyczna strona. Nie ukrywa przemijania, ale podkreśla też, że nie znamy dokładnego przebiegu własnego finału.
7. Przyszłość młodych, przeszłość starych
„Z punktu widzenia młodości życie jest nieskończenie długą przyszłością; z punktu widzenia starości — bardzo krótką przeszłością”.
Ta sama długość życia wygląda zupełnie inaczej zależnie od tego, z którego jego miejsca patrzymy.
8. Dlaczego minione życie wydaje się krótkie?
Schopenhauer odpowiada: ponieważ pamięć usuwa z przeszłości mnóstwo rzeczy nieistotnych i nieprzyjemnych. Pozostaje z niej znacznie mniej, niż rzeczywiście przeżyliśmy.
To fascynująca obserwacja psychologiczna: pamiętamy skrót własnego życia, a nie jego pełny zapis.
9. Zdrowie i bezpieczeństwo materialne
Schopenhauer pisze, że ubóstwo na starość jest wielkim nieszczęściem. Jeśli jednak człowiek ma zapewnione środki do życia i zachował zdrowie, starość może być całkiem znośnym okresem.
Nie idealizuje więc starości. Uznaje, że jej jakość zależy również od bardzo konkretnych warunków życia.
10. Czas zaczyna płynąć inaczej
Schopenhauer zauważa, że dzieci potrzebują ciągłych zajęć, a bez nich szybko się nudzą. W późniejszych latach człowiek coraz rzadziej narzeka na nadmiar wolnego czasu — dni potrafią mijać zaskakująco szybko.
To nie musi oznaczać, że starość jest nudna. Zmienia się nasze odczuwanie czasu i potrzeba jego wypełniania.
Który z tych aforyzmów jest najważniejszy?
Dla mnie — zdecydowanie pierwszy:
Pierwsze czterdzieści lat życia dostarcza tekstu, a następne trzydzieści komentarza.
To piękna metafora. Młodość i dojrzałość są doświadczeniem, a późniejsze lata mogą stać się czasem interpretacji. Człowiek nie musi już wyłącznie gromadzić nowych zdarzeń. Może odkrywać ich znaczenie, rozumieć dawne błędy, dostrzegać prawidłowości i przekazywać innym to, czego się nauczył.
Ale dostrzegam też pewną sprzeczność. Schopenhauer przypisywał młodości największą energię umysłową, a zarazem uważał, że doświadczenie pozwala w starszym wieku lepiej rozumieć świat. Nie traktował więc starości jako jednoznacznego zwycięstwa ani klęski.
I tu postawiłbym kropkę nad i: nie musimy wybierać między energią młodości a mądrością wieku. Warto próbować zachować jedno i rozwijać drugie.
PS
Ważne zastrzeżenie: powyższe polskie sformułowania są przekładami sensu niemieckich tekstów, nie deklaracją, że każde zdanie odpowiada słowo w słowo konkretnemu polskiemu wydaniu. Ich źródłem są przede wszystkim Aforyzmy o mądrości życia, rozdział VI.