Publicznie oświadczam, że dołączam do Krzysztofa Stanowskiego, by wspólnie zwalczać ogarniającą kraj zarazę znieczulica urzędnicza (indifferentia bureaucratica).
Zapewne wielu z nas, chłopaków (ciągle też jestem chłopakiem. Tylko nieco starszym) lubiliśmy, oglądać filmy gangsterskie i jak działają mafie. Charakterystyczne tam zawsze było, że taka mafia, która rządziła dzielnicą miasta, na przykład Bronx Nowego Jorku, zawsze na początku realizowała ściąganie haraczy, od wszystkich małych sklepikarzy, od restauracji, barów, klubów, kwiaciarni, itd.
Przychodzili co tydzień, ściągali żądaną stawkę, jakieś 20, czy 30 procent tygodniowego obrotu, a jak się sklepikarz stawiał, czy protestował, albo po prostu marudził, to dostawał ostre bańki. A jak wielokrotnie się stawiał, to nawet mały paluszek mu – ku przestrodze – sekatorem obcięli.
W Polsce różne i dosyć głupie, ale groźne mafie: - jakieś Pruszkówy, również rozpoczęły stosowanie haraczu. Wiele warszawskich sklepikarzy, restaurantów, a nawet biedne babcie na targowisku, z jajkami od swoich kilku kurek, musiało tym łysym karkom płacić, bo inaczej babci skopali i zdeptali cały jej tygodniowy wysiłek. Lecz ja to Polacy - się pokłócili i pozabijali. Wywozili do lasu i tam torturowali tych, co im przeszkadzał.
Lecz by wymuszali haracz państwowi urzędnicy !?
W swoim stylu Krzysiek Stanowski, jak się o tym dowiedział, to się wściekł. Chodziło o to, że w niedużej piekarni robiono dobre pizzy. "Tajna urzędniczka" wytropiła, potem z całą, co się czasami zdaża, z "babską nienawiścią", wyszukała, że pani piekarz sprzedaje pizzę z krewetkami. Z krewetkami!? Jak tak można! Podobno jest jakiś przepis, nie mam pojęcia jaki i nie chce mi się szukać, takie egzotyczne krewetki nie mieszczą się w urzędowym jadłospisie. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Pewnie urzędaska, zawzięta jak cholera, dopadła to, może szefowie miasta doradzili, żeby przykładowo ukarać wystraszoną kobietę. I to z grubej rury. Wypisała mandat za te krewetki w wysokości coś koło 80 000 złotych. Piekarnia nieduża chyba nawet nie zarabia tyle przez cały miesiąc.
Stanowski się wściekł jeszcze bardziej niż ja się wściekam. Publicznie, na ZERO, takimi słowami, które ja rzadko używam, powiedział, że na placu należy wbić pal i do tego należy przywiązać funkcjonariuszkę majestatu Trzaskowskiego, nago, by się wstydziła i była obejrzana dokładnie. Szczególnie przez miłośników pizzy z krewetkami.
No i rozpętało się piekło. Stanowski ochłonął, ale podobno niektóre urzędniczki do łapania "przestępstw i przestępców" w biurach stołecznej władzy, mdlały. A kanał ZERO, już któryś raz został surowo ukarany. Durnie z urzędu i ci raczej durni prokuratorzy, nie pomyśleli, że publikując na wizji 15 minut z tą propozycją nagiej przywiązanej do pala, Stanowski zarobił od firm i słuchaczy 5 razy tyle. Ha, ha, ha. Ja jestem mały pikuś. Mnie pewnie by wsadzili na 3 miesiące w pasiaki. No cóż... "co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie".
Ale Krzysztof pokazał jeszcze lepszy haracz. Już nie zauważyłem, że to jakiś sklep, czy to restauracja, albo bar. Tak, jak to wszyscy robią, na ścianie przy wejściu właściciel przymocował tablicę – szyld swojego niedużego biznesu. Przyszła pani urzędowa. Wyciągnęła miarkę i jest przestępstwo! Szyld był odległy od ściany domu o 3 centymetry. To poważne przestępstwo, bo zmniejsza strefę ruchu. Tutaj jest chodnik dla pieszych o szerokości, na oko, 2, albo 2,5 metra. To niemalże zbrodnia. Więc i mandat musi być poważny. Wyliczony został na 800 tysięcy zł. Żeby przedsiębiorca się nie wymigał, urząd natychmiast wysłał komornika i 200 000 zł na koncie zablokowano. To dopiero wspaniały efekt polowania na haracze.
Nie dziwię się, że Krzysztof Stanowski popadł w amok.
Miałem ja też incydent w Gdyni. Nie wiedziałem, że władze mojego miasta uchwaliły coś, co nazwali (mogę się mylić i to jest w całym kraju) Ustawa Krajobrazowa. No więc przyszła pani Haraczystka i grzecznie rozkazała, że mamy w naszej aptece dwa tygodnie, aby usunąć neon "Apteka", który zapalaliśmy o zmoroku, oraz szereg informacji o aptece. Żadnej reklamy.
Oczywiście wściekłem się.Jak to ja i podobnie jak Krzysiek S. Apteka jest jakieś 30-40 metrów od ulicy. A z tyłu apteki są rolnicze uprawy, ogródki działkowe, dalej gdyńskie lotnisko, tylko wojskowe, Babi Dół. W ieć do cholery jaki krajobraz? A z drugiej strony naszej ulicy to cała dzielnica z domami nawet 10 piętrowymi. Wtajemniczeni nam w aptece opowiadali, że oni w ramach ładnego krajobrazu, na polach za apteką postawią park tych wielkich wiatraków. Będzie więc ładnie i miły szum.
Aha – jeszcze jedno. Dojeżdżając do apteki mija się potężne plakaty, a to na solidnych słupach, a to na ścianach wieżowców i... nic. Urząd miasta Gdyni i jej haraczyści nie śmią tknąć tych naszych milionowych biznesiaży. Ty musisz usunąć neon "Apteka", ale reklama jakieś 10 mtr x 6 mtr z uśmiechniętą dziunią jest nie do dotknięcia przez panią prezydent Gdyni. Tak, tak – pan też panie wojewodo. I pewnie nawet taki walczący buldog jak marszałek Polski.
Krzysztof Stanowski i ja mamy podobne temperamenty. I to dobrze i źle. Jesteśmy wybuchowi i wściekli nie licząc się ze słowami. Jesteśmy oboje weredykami. Więc się nie obrażajcie i nie wściekajcie, wiedząc jakie mamy temperamenty,
Dla jasności wyjaśnię:
Weredyk to człowiek, który mówi prawdę prosto w oczy — bez ogródek, upiększania i oglądania się na to, czy komuś się to spodoba.
Słowo pochodzi od staropolskiego i kojarzy się z kimś, kto bezkompromisowo staje po stronie prawdy.
Jaki jest weredyk?
- Szczery – mówi to, co naprawdę myśli.
- Bezpośredni – nie owija w bawełnę, nie stosuje dyplomatycznych uników.
- Odważny – potrafi powiedzieć coś niepopularnego, nawet osobie wpływowej.
- Bezkompromisowy – niechętnie godzi się na przemilczanie niewygodnych faktów.
- Czasem brutalny w słowach – potrafi zranić, choć niekoniecznie ma taki zamiar.
Ale uwaga! Weredyk nie musi być człowiekiem o dobrym charakterze. Szczerość może wynikać z odwagi i uczciwości, ale również z braku taktu, niecierpliwości albo potrzeby dominowania.
Istnieje zasadnicza różnica między weredykiem a człowiekiem, który po prostu lubi dogryzać innym. Pierwszy chce powiedzieć prawdę, drugi może chcieć sprawić przykrość.
I jeszcze jedno rozróżnienie: weredyzm to cecha sposobu mówienia, a nie temperament w ścisłym znaczeniu psychologicznym. Weredykiem może być zarówno sangwinik, jak i choleryk czy melancholik.
Na koniec aforyzm, który dobrze oddaje tę różnicę:
Nie każda prawda musi być wypowiedziana, ale jeśli już ją wypowiadasz, nie udawaj, że jest czymś innym.
youtu.be