Nasze siatkarki po raz pierwszy od siedmiu lat znalazły się w pierwszej czwórce Mistrzostw Europy. Poprzednie ME na których były w elicie oglądałem osobiście. Też były w Turcji ! Wtedy wypuściliśmy szanse na zwycięstwo w półfinale z gospodyniami choć wiktoria była naprawdę blisko. Publiczność była sfanatyzowana tak, jak jest teraz. Do tego stopnia, że oficjalny speaker zawodów zachęcał przez mikrofon, aby zgotować reprezentantkom Polski piekło ! To było poza wszelkimi standardami. Finał był dla Serbii, a brąz dla Włoszek, które wygrały z Biało-Czerwonymi. Myślę, że większe szanse mieliśmy wygrać w półfinale z Turczynkami niż w meczu o „brąz” z Italią. Skądinąd wtedy jeszcze Włochy nie miały zaciągów w postaci naturalizowanych Afrykanek i nie dominowały tak, jak to się działo w ostatnich latach.
Najbardziej dramatyczny mecz na tamtych mistrzostwach Starego Kontynentu, które rozgrywane były aż w czterech krajach (Słowacja, Węgry, Polska-ćwierćfinały i Turcja -półfinały i finały- dziś turniej w paru państwach stał się normą, wtedy dopiero się do tego przyzwyczajaliśmy) rozegraliśmy nie nad Bosforem, ale u nas , w Łodzi. Był to horror wygrany z Niemkami 3:2. Było ciężko, ale ostatecznie zwycięsko. Jeszcze wcześniej - także w mieście włókniarek, które jest nie tylko aktualną stolicą polskiej siatkówki żeńskiej ze względu na mistrza kraju Budowlanych Łódź ,ale od lat gości najważniejsze turnieje z udziałem Biało-Czerwonych - był niespodziewanie przegrany mecz z Belgią, który omal nie przekreślił naszych szans na awans do turnieju finałowego w kraju leżącego na pograniczu Europy i Azji. Tamta przegrana z Belgijkami była w dużym stopniu spowodowana fantastyczną postawą w reprezentacji Belgii trzech Polek, które zamiast grać u nas - grały u nich. No i przesądziły o wyniku. Nie rozumiałem tego. Zapytałem ówczesnego prezesa PZPS Jacka Kasprzyka dlaczego najlepsza na parkiecie Belgijka (ale Polka!) nie gra dla naszych barw? Odpowiedział, że trzeba było zapłacić do belgijskiej federacji 500 tysięcy EURO. Sprawdziłem. Okazało się, że chodziło nie o 500, tylko 50 tysięcy ,co dla tak bogatej federacji, jak Polska nie było żadną przeszkodą.
Ostatni medal na siatkarskich ME kobiet zdobyliśmy w 2009 roku. Oczywiście w Łodzi...
*Artykuł ukazał się w "Gazcie Olsztyńskiej"