Polskie MSZ utrzymuje coś, co się nazywa: Polski Instytut Spraw Międzynarodowych (PISM). To ma być taki think-tank zajmujący się analizowaniem tego, co się na świecie dzieje i doradzaniem polskiemu rządowi w temacie: Co robić w sprawach międzynarodowych.
Tyle teoria. Jak to wygląda w praktyce?
W roku 2019 "eksperci" z tegoż Instytutu wysłali do polskiego rządu memoriał zalecający zaprzestanie oporu wobec unijnych planów Zielonego Ładu.
Dlaczego? Ano owi "eksperci" zadekretowali, że transformacja energetyczna jest i tak nieuchronna i nastąpi czy się to Polsce podoba czy nie — a stawianie oporu tylko stwarza straty wizerunkowe.
Choć państwa Unii Europejskiej są podzielone w kwestii skali ambicji i szybkości działań, transformacja jest nieuchronna [...] Wciąż wysokie uzależnienie polskiej energetyki od węgla może – według PISM – wraz z niepewnością regulacyjną, wpływać negatywnie na atrakcyjność polskiej gospodarki dla inwestorów zagranicznych. [...]
Podsumowanie analizy PISM jest jednoznaczne.
“Przypadek mapy drogowej 2050 pokazał, że wetowanie strategii jest nie tylko niekorzystne wizerunkowo, lecz także nieskuteczne – propozycje legislacyjne wdrażające te cele i tak trafiają do Rady UE, gdzie decyzje podejmowane są większością kwalifikowaną”, piszą analitycy.
Dodają, że trend ambitnej polityki klimatycznej UE jest nieodwracalny. “Niespójność z tym podejściem będzie coraz bardziej kosztowna i co za tym idzie, negatywnie wpłynie na konkurencyjność polskiej gospodarki.”
Och, ta bucowata pewność siebie, jaką wykazują zakuci Zwalczacze Globcia: "Transformacja jest nieodwracalna". A tymczasem każdy, kto ma minimalne pojęcie o nauce i technice jest w stanie dostrzec mnóstwo przeszkód, które sprawiają, że napędzanie kraju wiatraczkami jest nierealne.
Rok po tym, jak ci "eksperci" bez pojęcia o świecie z PISM ogłosili, że "transformacja jest nieuchronna" a Polska ma skapitulować — plenum Biura Politycznego Komitetu Centralnego Unii Europejskiej wydało ukaz, że w ciągu dziesięciu lat Srunia zmniejszy emisje CO2 o 50% (Te dziesięć lat minie w 2030 - jak sądzicie zmniejszy?). Po wydaniu tego ukazu merdia zaczęły się euroonanizować jakie to och, ach nowoczesna, jak to Srunia przewodzi światu w walce o klimat i tak dalej.
Jeden jedyny Wielki i Na ogół Nieomylny Wódz Apaczów napisał, że to kit i że tymi dekretami Srunii można sie podetrzeć — i że zostały one unieważnione zaraz po podpisaniu. Dlaczego? Bo natychmiast po podpisaniu zapadł wyrok norweskiego sądu zezwalający na wydobywanie gazu w Arktyce. Czyli Norwegia powiedziała Srunii wprost: Wasze ograniczanie emisji CO2 to zawracanie głowy, wiemy, że nic nie ograniczycie, będziecie kupowali nasz gaz i to jeszcze więcej a my się przygotowujemy na zwiększanie wydobycia. Wszystkie zapowiedzi o zmniejszeniu wydobycia CO2 to pic na wodę, transformacja energetyczna jest nierealna i my to wiemy — a wy jeszcze udajcie, że tego nie wiecie.
Kto nie pamięta tej historii niech przeczyta: Dlaczego teksty Wielkiego Wodza należy czytać stojąc na baczność?
Od tamtego czasu minęło parę lat. W ramach walki o klimat Niemcy beztrosko zlikwidowali elektrownie atomowe i poprzestawiali się na wiatraczki — dzięki czemu ich przemysł runął i dzisiaj są w stanie zapaści. To, że transformacja energetyczna okazała się katastrofą — zaczyna się powoli przebijać do opinii publicznej, prezydent Nawrocki już przebąkuje, że po zwycięstwie prawicy Polska powinna odrzucić unijną politykę klimatyczną, nawet jeżeli będzie to oznaczało konflikt z Brukselą.
Czasem jeszcze można tu i ówdzie przeczytać teksty o tym, że nie, że jednak ta transformacja energetyczna ostatecznie zwycięży - ale to są już głowy powoli ginące.
A tu parę lat po raporcie półgłówków z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych o tym, że transformacja jest nieuchronna — czytamy o kolejnej odsłonie konfliktu między Norwegią a Brukselą:
Norwegia stawia się UE i idzie po ropę. "Tylko tak pozostaniemy dostawcą dla Europy"
Norwegia chce budować nowe odwierty do wydobycia gazu, lekceważąc stanowisko Brukseli, która się na to nie zgadza. Między Brukselą a Oslo zaczyna iść na ostro. Najwyraźniej norweskie MSZ nie ma swojego Instytutu Spraw Międzynarodowych i "ekspertów', którzy im powiedzą, że transformacja jest nieuchronna a opór jest niekorzystny wizerunkowo
Rząd norweski wie, w przeciwieństwie do durniów z PISM, że inwestorzy i gospodarka nie potrzebują energii odnawialnej — tylko stabilnej i taniej. Energia z OZE nie jest ani stabilna, ani tania.
A to wszystko prowadzi nas do pytania, którego nikt nie stawia, więc Wielki i Na Ogół Nieomylny Wódz Apaczów musi postawić publicznie jako pierwszy:
Po jakiego wuja Polsce potrzebny jest ów Polski Instytut Spraw Międzynarodowych — skoro jego analizy są od początku do końca błędne — i po jakiego wuja utrzymywać pracującą w nim bandę skończonych — za przeproszeniem — doktorów habilitowanych?