Polskie miasta nie posiadają obecnie stałych, rozstawionych wokół nich baterii przeciwrakietowych, a ich osłona zależy od bieżących decyzji wojskowych i aktualnego poziomu zagrożenia.
Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) przedstawił raport dotyczący poziomu bezpieczeństwa polskich miast. Na podstawie oceny odporności samorządów oraz infrastruktury krytycznej eksperci wskazali obszary najlepiej przygotowane na różnego rodzaju sytuacje kryzysowe. Dokument ujawnia m.in. które miasta i województwa wykazują najwyższą, a które najniższą odporność w razie wojny. Okazuje się, że dysproporcje w poziomie bezpieczeństwa między poszczególnymi regionami są znaczące.
Raport BGK definiuje odporność jako zdolność przygotowania się na kryzys, skutecznego reagowania, a także odbudowania po jego zakończeniu. Cztery główne kategorie, które wzięli pod lupę eksperci, to:
- klęski naturalne, takie jak powodzie, susze czy fale upałów;
- epidemie i kryzysy zdrowotne, np. wybuch epidemii;
- katastrofy humanitarne, np. nagły napływ uchodźców;
- zagrożenia militarne, takie jak działania hybrydowe, cyberataki i wojny.
Na poziom narażenia samorządów wpływają także czynniki spoza kontroli lokalnych społeczności. Chodzi tutaj przede wszystkim o położenie geograficzne, ukształtowanie terenu czy strukturę demograficzną.
Raport BGK wskazuje, że miasta, które można określić jako relatywnie zagrożone są zamieszkałe przez 72,9 proc. ludności wszystkich miast na prawach powiatu. „Ponad połowa mieszkańców miast na prawach powiatu (54,3 proc.) mieszka jednak w 22 samorządach ocenionych nie tylko jako zagrożone, ale też względnie odporne. Są to zarówno największe metropolie, takie jak Warszawa, Gdańsk, Kraków, Poznań i Wrocław, jak i kilkudziesięciotysięczne miasteczka, jak chociażby Krosno, Ostrołęka i Jaworzno” – czytamy w raporcie.
Zdaniem ekspertów BGK najwyższym poziomem zagrożenia wyróżniają się Warszawa i Gdańsk. Jako powód wskazano niewielką odległość od granicy; Warszawę i Brześć w linii prostej dzieli 180 km, a Gdańsk i Królewiec około 130 km. Do tego są to miasta o kluczowym znaczeniu dla gospodarki kraju. BGK przypomina, że w Gdańsku mieszczą się rafineria, port morski i lotnisko. Z kolei w Warszawie, oprócz lotniska, znajdują się siedziby kluczowych instytucji państwowych oraz inne obiekty o krytycznym znaczeniu.
Wypowiedź gen. bryg. Michała Marciniaka, który 15 sierpnia przyznał, że duże polskie miasta nie są dziś stale osłaniane systemami przeciwrakietowymi, wywołała spór o stan polskiej obrony powietrznej. Konferencja szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza w Płocku pokazała jednak, że obie strony dyskusji opisują w istocie ten sam problem: Polska ma już pierwsze nowoczesne zdolności, ale docelowy wielowarstwowy system Wisła–Narew–Pilica+–SAN nadal powstaje. Dlatego dostępne środki trzeba kierować do ochrony najważniejszych obiektów i zgrupowań wojsk.
Marciniak: środków nadal jest za mało
Generał Marciniak, zastępca szefa Agencji Uzbrojenia i pełnomocnik MON ds. budowy zintegrowanej obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, odpowiadając w Polsat News na pytanie o ochronę dużych miast, stwierdził, że na dzisiaj nie są one chronione w sposób stały. Dodał, że w razie wojny państwo musi wyznaczyć listę priorytetów, ponieważ obecna liczba wyrzutni i rakiet nie wystarcza do jednoczesnej osłony miast, infrastruktury krytycznej i wojsk. Docelowy poziom systemu generał wiązał z okresem po 2030 r., być może nawet około 2035 r.
MON dodało, że obrona powietrzna nie polega na ustawieniu nieruchomych baterii wokół każdego miasta. Systemy są mobilne i rozmieszczane według oceny zagrożenia. 20 sierpnia Kosiniak-Kamysz wskazał Płock, gdzie żołnierze 37. Dywizjonu Rakietowego Obrony Powietrznej pełnią dyżur bojowy z systemem Wisła, chroniąc kluczową infrastrukturę. Minister mówił również o koncentracji środków m.in. na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu. Mobilność pozwala jednak zmieniać priorytety ochrony, a nie zwiększa liczby obiektów, które można bronić jednocześnie za pomocą obecnie dostępnych sił i środków.
Wisła jest „w trakcie”
Pierwszą fazę Wisły zakontraktowano 28 marca 2018 r. za kwotę około 4,75 mld dolarów, wówczas około 16,6 mld zł. Obejmuje dostawy dwóch baterii Patriot, czterech radarów AN/MPQ-65, 16 wyrzutni M903 oraz 208 pocisków PAC-3 MSE. 18 grudnia 2025 r. 37. Dywizjon osiągnął pełną gotowość operacyjną. Pierwsza faza Wisły jest więc już realną zdolnością bojową, a nie programem pozostającym na etapie wdrażania.
Druga faza zwiększy liczbę baterii Patriot z dwóch do ośmiu. Kontrakty zawarte 5 września 2023 r. dotyczą sześciu kolejnych baterii, 48 wyrzutni M903, 12 radarów LTAMDS i pakietu pocisków PAC-3 MSE. W maju 2026 r. gen. Marciniak mówił o dostawach w latach 2027–2028, wskazując seryjny radar LTAMDS jako jeden z głównych czynników determinujących czas dostaw całości systemu i osiągnięcia przez niego gotowości bojowej. Wcześniejsze harmonogramy zakładały zakończenie dostaw do 2029 r. Oficjalnego terminu FOC całej drugiej fazy Wisły dotąd nie podano.
MON szacowało całkowitą wartość programu Wisła na około 77,5 mld zł. Proste podzielenie tej kwoty przez osiem docelowych baterii, będące ogromnym uproszczeniem, daje około 9,7 mld zł na baterię, ale nie jest to cena samego zestawu Patriot. W tej kwocie mieszczą się również pociski, radary, system dowodzenia IBCS, logistyka, szkolenie, infrastruktura i inne elementy produkowane przez polski przemysł.
Narew i Pilica+ do jakości mają dodać ilość
Znacznie liczniejszą warstwą polskiej OPL będzie Narew. Docelowo Wojsko Polskie ma otrzymać 23 baterie, czyli 46 grup ogniowych. Dwie główne umowy wykonawcze z 5 września 2023 r. o łącznej wartości 54 mld zł obejmują dostawę ponad 1000 pocisków CAMM-ER i 138 wyrzutni iLauncher wraz z transferem technologii. Dostawy zaplanowano na lata 2027–2035. Cały program MON wyceniało na około 61,8 mld zł, co po prostym podzieleniu daje około 2,7 mld zł na baterię. Na razie w formie rozwiązania tymczasowego Wojsko Polskie wykorzystuje dwie grupy ogniowe Małej Narwi z pociskami CAMM.
Tempo wdrażania Narwi zależy jednak nie tylko od produkcji wyrzutni i rakiet. Gen. Marciniak wskazywał w maju, że determinantem pozostaje zakończenie integracji wyrzutni, CAMM-ER i polskich radarów z amerykańskim systemem dowodzenia IBCS. To właśnie skonstruowana wokół pocisków CAMM, radarów Sajna oraz systemu dowodzenia IBCS Narew ma ostatecznie zapewnić znacznie większe nasycenie obrony niż osiem baterii Wisły.
Niższą warstwę tworzy Pilica+. Program obejmuje 22 zestawy, w tym 21 bojowych i jeden szkolny. Bateria łączy radar Bystra, system dowodzenia Zenit-MP+, dwie wyrzutnie iLauncher z pociskami CAMM oraz artyleryjsko-rakietowy komponent Pilicy z armatami 23 mm i Piorunami. Dostawy poszczególnych elementów mają trwać do 2029 r. Wartość całego programu MON określało na około 19 mld zł, czyli średnio około 860 mln zł na zestaw.
Nowy element układanki. SAN i ekonomia zestrzelenia
Najniższą, wyspecjalizowaną warstwę rozwijanej architektury ma uzupełnić jej najnowszy element, czyli SAN. Umowa podpisana 30 stycznia 2026 r. obejmuje 18 modułów bateryjnych, czyli 52 plutony ogniowe, 18 plutonów dowodzenia i 703 pojazdy. Wartość zamówienia to około 15 mld zł netto, czyli średnio około 830 mln zł na moduł. Pierwsze elementy mają trafić do wojska jeszcze w 2026 r. SAN ma przede wszystkim zapewnić skalowalne i tańsze zwalczanie bezzałogowców za pomocą efektorów kinetycznych i niekinetycznych.
Znaczenie tej warstwy dobrze pokazuje ekonomia przechwycenia. Według amerykańskich danych budżetowych na rok FY2027 pojedynczy pocisk PAC-3 MSE kosztuje około 5,3 mln dolarów, czyli przy obecnym kursie niemal 20 mln zł. W przypadku pozostałych efektorów dokładne porównanie jest trudniejsze, ponieważ kontrakty obejmują także dodatkowe elementy, takie jak wyrzutnie, logistyka, szkolenie czy transfer technologii. Dostępne dane pozwalają jednak określić skalę różnic. Koszt PAC-2 GEM-T można szacować na około połowę ceny PAC-3 MSE, a więc około 10 mln zł za pocisk. Bazowy pocisk CAMM stosowany w Małej Narwi i Pilicy+ jest jeszcze około dwukrotnie tańszy od GEM-T i mniej więcej czterokrotnie tańszy od PAC-3 MSE – jego cenę można przyjmować na poziomie około 4–5 mln zł. Jeszcze większa różnica pojawia się przy Piorunie. Kontrakt z 2022 r. na 3500 pocisków i 600 mechanizmów startowych miał wartość około 3,5 mld zł, co pozwala przyjąć, że koszt pojedynczego efektora zbliża się do kwoty miliona złotych. Oznacza to, że jeden PAC-3 MSE może kosztować około 20 razy więcej niż Piorun. Te, podkreślmy, bardzo zgrubne proporcje dobrze wyjaśniają sens budowania wielowarstwowej obrony powietrznej: najdroższe efektory powinny być zachowywane przede wszystkim do zwalczania celów, których nie można skutecznie przechwycić tańszymi środkami
Spór wywołany wypowiedzią gen. Marciniaka dotyczy zatem przede wszystkim skali, a nie istnienia polskiej obrony powietrznej. Dwie baterie Wisły osiągnęły pełną gotowość bojową, ale sześć kolejnych dopiero nadejdzie. Docelowa Narew zacznie być dostarczana w 2027 r., Pilica+ będzie kompletowana do 2029 r., a pierwsze elementy SAN mają pojawić się w Siłach Zbrojnych RP jeszcze w tym roku. Największy przyrost zdolności powinien rozpocząć się od 2027 r., kiedy równolegle ruszą dostawy drugiej fazy Wisły i docelowej Narwi. Zasadnicze nadrabianie wieloletnich braków pozostaje więc zadaniem rozpisanym co najmniej do połowy następnej dekady.
Nie oznacza to jednak, że około 2035 r. budowę polskiej obrony powietrznej będzie można uznać za zakończoną. Rozwój OPL, podobnie jak innych zdolności Sił Zbrojnych RP, jest procesem ciągłym. Doświadczenia wojny w Ukrainie, ale również ostatnich konfliktów z udziałem Izraela i Iranu pokazują, jak szybko zmienia się charakter zagrożeń: rośnie liczba i różnorodność bezzałogowców, rozwijają się pociski balistyczne i manewrujące, pojawiają się nowe sposoby przełamywania obrony oraz potrzeba zwalczania coraz większej liczby celów jednocześnie. Zakończenie programów Wisła, Narew, Pilica+ czy SAN będzie więc oznaczało osiągnięcie zakładanego dziś poziomu zdolności, a nie zamknięcie procesu ich rozwoju. W kolejnych latach mogą być potrzebne następne baterie i efektory, nowe sensory, dodatkowe warstwy systemu, a także modernizacja już pozyskanego uzbrojenia i jego integracja z rozwiązaniami, których dziś jeszcze nie ma. Zintegrowana obrona powietrzna przypomina pod tym względem dużą infrastrukturę techniczną – jej uruchomienie nie kończy inwestycji, lecz rozpoczyna wieloletni cykl rozbudowy, modernizacji i dostosowywania do zmieniających się potrzeb.
AI Overview
Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) przygotował raport o odporności polskich samorządów. Analizuje on gotowość miast i gmin na cztery główne kryzysy: militarne, naturalne, zdrowotne i humanitarne. Badanie pokazuje duże różnice w poziomie bezpieczeństwa i przygotowania infrastruktury w kraju. [1, 2]
Kategorie zagrożeń
Eksperci zbadali cztery główne obszary ryzyka: [1]
Odporność miast
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, powiedz mi:
To jest w materiale