A jednak Iga! A jednak Świątek! Wygląda to jak w hollywoodzkiej produkcji, w której bohater/ bohaterka spada ze szczytu na dno ,by potem wbrew jeśli nie wszystkim, to wielu w atmosferze okołoskandalowej wrócić na sam szczyt. Ale to nie film "made in USA". To prawda. Piękna prawda.
Skądinąd ostatnie dni udowodniły wszem i wobec, że polski sport kobietami stoi. Tak często w dziejach było, tak jest teraz znowu i tak pewnie nieraz jeszcze będzie. Świadczą o tym lekkoatletyczne Mistrzostwa Europy w Anglii. Gdy piszę te słowa mamy, póki co, siedem medali, z czego aż sześć zdobytych przez kobiety (aż pięć srebrnych). Niewiele brakowało do "Mazurka Dąbrowskiego" w sprincie kobiet i w chodziarskim półmaratonie, ale też na 400 metrów i w skoku wzwyż , a mniej niż mało, bo jedną tysięczną sekundy zabrakło w płotkarskim sprincie. Trawestując znane powiedzenie o, nomen-omen chłopie, który jest potęgą: ”Damy w polskim sporcie są potęgą- i basta!”.
Dodajmy do tego dwa kobiece medale dla Biało- Czerwonych na mistrzostwach Starego Kontynentu w pływaniu ( złoto i srebro).
W ostatnim czasie honor facetów w Biało-Czerwonych barwach ratuje samotnie Jakub Szymański ,nasz „brązowy” płotkarz na ME oraz polskie kluby piłkarskie, które w rankingu UEFA okopały się na 10 miejscu ,co daje nam przywileje w kolejnych sezonach europucharów.
Sport to emocje. Poruszający był bieg po złoty medal Mistrzostw Świata Juniorów do lat 23 Anastazji Kuś na amerykańskiej ziemi. Cóż ,znowu polska kobieta i znowu medal! Prawo serii? Pewnie tak, choć przede wszystkim prawo genów, bo ojciec najlepszej juniorki świata na 400 metrów, a także wujek (rodzony brat mamy) też biegali tyle, że za piłką po boisku. Na tyle dobrze, że obaj grali w reprezentacji Polski - choć częściej tata niż wuj Rafał Szwed.
Jednak największe emocje wzbudziło we mnie nagranie sprzed jakiegoś czasu, bo z zimy gdy po wygranym meczu hokejowym z Wielką Brytanią 5:1 nasze nastolatki na łyżwach , dzieci jeszcze śpiewają czy może wykrzykują polski hymn. Powiedzieć, że to było poruszające ,to nic nie powiedzieć.
Od dawna zresztą głoszę, że najbardziej naturalny, najbardziej spontaniczny, najmniej wyrachowany, ustawiony, cyniczny jest sport dzieci i młodzieży. W olbrzymiej większości nie otrzymują oni z tego tytułu prawie żadnych pieniędzy i nie latają za nimi dziennikarze po wywiady . Ale jest w takim sporcie wszystko, co jest jego esencją : nadzieja, wiara, miłość do tego co się robi, chęć do walki bez kalkulacji, ale też rozczarowanie, złość, czasem łzy rozpaczy, które są szczere bo nie ronione do kamer. Często więcej sportu, prawdziwego sportu jest w rozgrywkach nastolatków niż mistrzów świata czy olimpijskich. Doprawdy wolę tych pierwszych.
*Artykuł ukazał się w "Gazecie Olsztyńskiej"