Tak. Jest. Jedna rzecz.
Karol Nawrocki, jak cała reszta polskiej klasy politycznej jest zaślepiony nienawiścią do Rosji i nie jest w stanie przyjąć do wiadomości, że:
Po pierwsze:
Wobec klęsk blitzkriegu na Ukrainie Rosja przestała być zagrożeniem militarnym.
Po drugie:
Ukraina w sojuszu z Niemcami może okazać się większym zagrożeniem niż Rosja. Z czego wynika: Na 50% szans oceniamy prawdopodobieństwo, że w ciągu najbliższych kilku lat Polska będzie musiała odwrócić sojusze i wesprzeć Rosję przeciwko Ukrainie.
Dlatego mądry polski polityk to taki, który nie szuka awantur z Moskwą — ale po cichu wysyła na Kreml dyskretne sygnały: „Na razie jesteśmy przeciwko wam, ale jeżeli się nam to opłaci — to zmienimy strony. A gdybyśmy tak hipotetycznie mieli zmienić strony — to co nam za to dacie?”
Niestety: wydaje się, iż Karol Nawrocki, przy wszystkich jego innych zaletach, tego akurat nie rozumie.
Kreml wściekły po przemówieniu Nawrockiego. Zacharowa dostała szału