Portugalski piłkarz Rafael Leao ,napastnik AC Milan (prawie 50 meczów w reprezentacji kraju i 6 goli) stał się nagle jednym z najbardziej znanych futbolistów świata. Nie dlatego,że strzelił pięć bramek w jednym meczu ,ale dzięki jednemu wpisowi na Instagramie. Oto on:"Dziewczyny ! Mistrzostwa Świata zakończone. Przestańcie już udawać,że rozumiecie na czym polega piłka nożna ". Awantura po tej publikacji była większa niż po finale Mundialu ,po którym przegrani Argentynczycy zaczęli bić zwycięskich Hiszpanow. Wychowanek Sportingu Lizbona pod huraganowa presją skasował wpis ,ale wielu facetów zgadza się z nim po cichu. Ja nie : przecież skoro kobiety znają się najlepiej na wszystkim,to w tym również na futbolu.
Jeszcze w jednym Portugal nie ma racji : Mundial wcale się nie skończył. Przynajmniej nie dla FIFA i IFAB (Międzynarodowa Rada Piłkarska). Oba podmioty dalej się kłócą o czerwoną kartkę w jednym z ćwierćfinalow. W meczu Argentyny ze Szwajcaria przy remisie 1-1 z boiska wyleciał piłkarz z Europy,a raczej z Afryki ,bo wywodzący się z Kamerunu Breel Embolo. Dzięki tej kontrowersyjnej decyzji Latynosi wymęczyli wygraną w dogrywce. FiFA decyzji broni ,IFAB ją krytykuje, twierdząc ,że VAR nie powinien w ogóle tego weryfikować. Ot ,taka schizofrenia na futbolowych szczytach . Reputacji działaczy od piłki kopanej to nie poprawi,choć i tak jest ona na poziomie naszych Żulaw Wislanych. Gwoździem do trumny wizerunku FIFA stał pomysł prezesa tejże pana Infantino. Chce on ... sprywatyzowac Mundial ! Prawa do organizacji futbolowych mistrzostw świata ma dostać spółka,która nastepnie.ma sprzedać cześć swoich udziałów. Romantyczną legendę futbolu można w tej sytuacji użyć do wytarcia butów. Nawet nie piłkarskich korków ,tylko dzialaczowskich trzewikow.
Wracając do wykartkowanego Embolo. To właśnie jego nazwisko równo dekadę temu podczas EURO 2016 niemiłosiernie przekręcał trener Jacek Gmoch w telewizyjnym studio ,nazywając bez przerwy Afro-Szwajcara "Ebola".
Nie ma co się śmiać : prawdziwą ebola wróciła i zbiera krwawe żniwo w Demokratycznej Republice Konga(dawny Zair). W jej zwalczanie zaangażował się mój znajomy, eksprezydent Liberii George Weah. To jedyny afrykański piłkarz ,który dostał Złota Piłkę. Pamiętam nasze spotkania i rozmowy podczas jego drugiej kampanii prezydenckiej. Przegrał ją m.in.dlatego,że rodacy nie mogli mu wybaczyć faktu ,że jego syn, też piłkarz gra dla reprezentacji...USA. Co za dużo ,to nawet cierpliwa afrykanska krowa nie zje...
*Artykuł ukazał się w tygodniku "Sieci"