Drogi Grzegorzu, od dłuższego czasu czytam Twoje wpisy i zauważyłem jedną rzecz. Zawsze obiecujesz to samo. Tym razem nazwałeś to "wolnością". Wcześniej nazywałeś to inaczej. Ale obietnica jest identyczna. Jeszcze tylko zlikwidować państwo. Jeszcze tylko zlikwidować podatki. Jeszcze tylko zlikwidować monopol. Jeszcze tylko oddać wszystko prywatnym przedsiębiorcom. I wtedy nastąpi dobrobyt. Słyszę tę obietnicę od ponad siedemdziesięciu lat i nadal jej nie widzę. Za to widzę coś innego.
Piszesz o "bydle", "terrorze", "folwarkach". Tyle że to nie są argumenty. To są metafory mające wywołać emocje. Przejdźmy więc do faktów. Twierdzisz, że państwo jest "terytorialnym monopolem na terror". Nie. Państwo jest wspólnotą polityczną posiadającą monopol na legalne stosowanie przymusu. To podstawowa definicja nowoczesnego państwa, opisana przez Maxa Webera i nie jest to "terror". Terror oznacza celowe zastraszanie ludności przemocą. Mylisz pojęcia, bo brzmią efektownie.
Piszesz, że podatki są przemocą. Owszem, są obowiązkowe, ale z tego nie wynika, że są niemoralne. Tak samo obowiązkowe są przepisy przeciwko kradzieży, oszustwom czy prowadzeniu samochodu po alkoholu. Cywilizacja opiera się na tym, że nie wszystko jest dobrowolne.
Piszesz, że prywatna firma działa dobrze, bo może zbankrutować. Naprawdę? Lehman Brothers, Enron, Wirecard, Silicon Valley Bank i setki piramid finansowych. Prywatne firmy bankrutują nie dlatego, że rynek jest doskonały, tylko dlatego, że ludzie popełniają błędy, oszukują lub źle zarządzają.
Dokładnie tak samo jak urzędnicy, bo rynek nie eliminuje ludzkiej natury!!!
Piszesz, że eksperci zawsze zawodzą w instytucjach publicznych. Naprawdę? Straż pożarna. Ratownictwo medyczne. Instytuty badawcze. Publiczne uniwersytety. To wszystko tworzyli i prowadzą eksperci. Jeżeli twierdzisz, że zawsze zawodzą, wystarczy jeden kontrprzykład, aby Twoje twierdzenie było fałszywe, a kontrprzykładów są tysiące.
Piszesz, że człowiek powinien wcześniej wybrać odpowiednie ubezpieczenie. Brzmi naprawdę pięknie, tylko co z człowiekiem, który urodził się z ciężką wadą serca? Co z dzieckiem chorym na białaczkę? Co z osobą z chorobą genetyczną? Co z człowiekiem, który uległ wypadkowi, zanim zdążył odłożyć pieniądze? W Twoim świecie odpowiedzialność zawsze spada na jednostkę a rzeczywistość jest niestety bardziej skomplikowana.
Najbardziej jednak rozbawił mnie fragment, w którym proponujesz, żebyśmy żyli obok siebie. Ty na wolności. Ja w "folwarku". Drogi Grzegorzu, nikt Ci nie zabrania już dziś żyć tak, jak głosisz. Możesz założyć prywatną szkołę. Możesz założyć prywatny fundusz zdrowotny. Możesz stworzyć prywatną wspólnotę ubezpieczeniową. Możesz kupić ziemię i razem z tysiącem podobnie myślących ludzi stworzyć osiedle funkcjonujące dokładnie według swoich zasad. Dlaczego więc tego nie robicie na większą skalę? Dlaczego od lat zamiast pokazać działający model, wciąż piszecie kolejne manifesty? Odpowiem: bo wolność jest łatwa na papierze, ale znacznie trudniej udowodnić ją w praktyce.
A teraz pozwól, że opowiem Ci historię. Przez całe życie uczciwie pracowałem. Płaciłem podatki. Płaciłem składki. Odkładałem na emeryturę. Wielu przekonywało mnie, że jestem naiwny. Że państwo zbankrutuje, że ZUS upadnie, że trzeba kombinować, że trzeba żyć chwilą, że najlepiej nic nie płacić. Minęły dziesięciolecia. Ja nadal spokojnie żyję. Zimą jadę na co najmniej dwa tygodnie w Alpy. Latem trzy tygodnie spędzam we Włoszech. Jeżeli mam ochotę, wyskakuję na tydzień do Karlowych Warów albo do Wiednia. Nie narzekam. Nigdy nie narzekałem a ci sami ludzie, którzy pouczali mnie o cudach libertariańskiej wolności, dziś siedzą pod sklepem z piwem w reklamówce i narzekają. Na rząd, na Unię, na podatki, na emerytury, na świat. Na wszystkich, tylko nie na własne decyzje. To jest różnica między nami. Ja nie uwierzyłem w bajkę, że wystarczy zlikwidować państwo i wszyscy będziemy bogaci. Ty nadal ją sprzedajesz.
Po siedemdziesięciu latach słuchania podobnych obietnic mam jedno pytanie. Gdzie jest ten raj? Pokaż go. Nie w książce, nie na blogu, nie w kolejnym felietonie.
Pokaż go w rzeczywistości.
Na razie jedynym niekończącym się produktem libertarianizmu są kolejne obietnice, że już za chwilę, jeszcze tylko jedna reforma, jeszcze tylko mniej państwa i wreszcie nastąpi powszechny dobrobyt. To nie jest plan. To jest wiara a wiara nie zastępuje dowodów niestety.
Posłużę się cytatem,który juz wszedł do kanonu "GENIALNE"
Cóż szkodzi obiecać...
Pozdrów swojego kolegę zza biurka!! :-))