Wyjątkowe,bo rozgrywane aż w trzech krajach i z udziałem aż 48 państw ( to dwa rekordy!) piłkarskie mistrzostwa świata finiszują. Do rozegrania zostały raptem cztery mecze : dwa półfinały oraz finał i mecz o trzecie miejsce. Jednak już teraz można pokusic się o wstępne podsumowania.
Europa triumfuje,choć nie wiadomo czy wygra Mundial Anno Domini 2026. Na etapie półfinałow 75 procent stanowią reprezentacje ze Starego Kontynentu, a cztery lata temu "tylko" 50 procent. Wtedy było jeszcze Maroko ,które tym razem znowu było najlepsze spośród krajów Afryki ,ale odpadło w ćwierćfinale po meczu z aktualnym wicemistrzem świata. Jednak regres Afryki jest pozorny. Po raz pierwszy w historii aż dziewięć państw "Czarnego Lądu" wyszło z grupy - w 1/16 nigdy nie było tylu drużyn stamtąd. Inna rzecz ,że Egiptowi do ćwierćfinału zabrakło tylko prawdopodobnie sprawiedliwego sędziowania w meczu z Argentyna.
Sędziowanie jest zresztą jedną z fatalnych wizytówek tych mistrzostw. Sędziowie z.innych kontynentów (spoza Europy i Ameryki Łacińskiej) spisywali się generalnie słabo,a arbiter z Uzbekistanu -wręcz kuriozalnie. Nie było może takich "wałków" ,jak w przypadku Mundialu A.D.2002 rozgrywanego w dwóch krajach Azji : Korei (tam był mecz.otwarcia , zreszta z Polską) i Japonii(finał). Wtedy Koreanczycy kupowali sędziow na potęgę -i nie boję się jednoznacznosci tych słów . Ich mecze z Włochami (wtedy jeszcze Italia grała regularnie na MŚ,nie tak jak teraz-ostatni raz grali przecież bodaj w 2014 roku!) czy Hiszpanią były gigantycznym przekrętem. I to przekrętem absolutnie systemowym : sedziowali te mecze -oczywiście nie przypadkiem wyznaczeni przez FIFA - słabi sędziowie ze słabych futbolowo kontynentów i łatwo było potem zwalić na nich winę za wpychanie Korei na coraz wyższe mundialowe szczeble na turnieju sprzed niemal ćwierć wieku. Byłem na tamtych Mistrzostwach Świata -wiem ,co mówię.
Teraz było tylko holowanie niektórych reprezentacji przez patrzenie przez palce na to,co dzieje się na boisku. Faworyzowane niewątpliwie były Argentyna i Anglia. Teraz, dzięki w jakiejs mierze arbitrom,spotkają się w półfinale. A to będzie mecz z politycznymi podtekstami ze względu na wojnę sprzed czterech dekad między Londynem a Buenos Aires o Falklandy -jak mówią Brytyjczycy czy Malwiny -jak mówią Argentynczycy. Wtedy, na morzu i w powietrzu wygrali synowie Albionu i całe Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Jak będzie w półfinale za " Wielką Wodą"? "Oto jest pytanie!"-by zacytować jednak angielskiego pisarza...