Utylizacja rosyjskiego bydła na Ukrainie trwa. Zapasy czarnych worków już się kończą, więc truchła zabitych rosjan sprzątają watahy dzikich zwierząt. I to nie jest fejk
już
W 2014 roku anektowali Krym z miną wielkich strategów, obwieszczając światu, że półwysep to „niezatapialna rosyjska twierdza”, bastion potęgi, perła imperium, ostoja „ruskiego miru”. Putin budował most, pomniki, hotele dla „turystów” i bazy, z których miał ruszyć na resztę Ukrainy.
A dziś?
Dziś Krym to jedna wielka, dymiąca strefa ciągłych strat, w której ukraińskie drony i rakiety robią sobie regularne zakupy w rosyjskim arsenale. I to z dostawą gratis.
Według niezależnych źródeł Krym stał się już dosłownie „zone of constant losses” – strefą permanentnych strat dla okupanta. W samym 2025 roku potwierdzono co najmniej 185 udanych ukraińskich uderzeń na obiekty wojskowe na półwyspie. Składy amunicji, lotniska, radary, systemy obrony przeciwlotniczej, okręty Floty Czarnomorskiej, mosty, drogi zaopatrzenia – wszystko leci w powietrze z regularnością szwajcarskiego zegarka.
Rosjanie chwalili się „nieprzeniknioną” obroną powietrzną. S-400, Pantsyry, Buki, Tory – cała ta żelazna kurtyna, która miała chronić „strategiczny przyczółek”. A Ukraina po prostu metodycznie ją rozbiera. Setki zniszczonych systemów przeciwlotniczych, dziesiątki radarów, samoloty i helikoptery na lotniskach w Belbeku, Dżankoju czy Gwazdewie – regularnie trafiane. Rosyjscy „obrońcy” siedzą w bunkrach, a ukraińskie drony latają sobie nad ich głowami jak na paradzie. Powietrzna supremacja? Raczej powietrzna bezradność.
Rosjanie bronili Krymu jak oka w głowie, a Ukraina zamienia go w wyspę odciętą od świata. Ataki na Most Krymski (już kilka razy poważnie uszkodzony), mosty lądowe w Armiańsku, Czongarze, nad Kanałem Północnokrymskim, drogi zaopatrzeniowe – wszystko to systematycznie niszczone. Transport kolejowy i drogowy spada dramatycznie, paliwo racjonowane, stacje benzynowe zamknięte dla cywilów, prąd w Sewastopolu i innych miastach regularnie pada po uderzeniach w infrastrukturę energetyczną.
„Krym nasz!” – krzyczeli w 2014.
„Krym nasz… problem” – powinni krzyczeć dziś. Wyobraźcie sobie tego biednego rosyjskiego żołnierza czy oficera na Krymie. Siedzi w „strategicznym” miejscu, które miało być bezpiecznym tyłem. A tu nagle bum – dron morski, dron powietrzny, rakieta ATACMS lub cokolwiek, co Ukraińcy teraz mają. Flota Czarnomorska, niegdyś dumna, schowała się po portach albo leży na dnie. Dowódcy tracą sprzęt wart setki milionów dolarów, a Kreml dalej opowiada bajki o „niezłomnej obronie”.To nie jest wojna, w której Rosja „wygrywa”. To jest powolne, metodyczne obnażanie mitu rosyjskiej potęgi. Putin myślał, że Krym będzie trampoliną do dalszej ekspansji. Zamiast tego stał się studnią bez dna – pochłania sprzęt, ludzi, pieniądze i prestiż. Każde ukraińskie uderzenie to nie tylko strata materialna. To policzek w twarz propagandzie. „Drugiej armii świata” nie potrafią obronić kawałka ziemi, który sami ogłosili świętością.
Ukraińcy nie muszą nawet lądować na Krymie klasyczną inwazją (choć taka opcja wisi w powietrzu jako koszmar dla Rosjan). Wystarczy drony, rakiety i cierpliwość. Izolują półwysep logistycznie, niszczą zdolności bojowe, zmuszają Rosjan do przerzucania systemów obrony z frontu na tyły – osłabiając tym samym natarcie w Donbasie. Klasyczna, piękna asymetria
Gratulacje, sowieckie palanty.
Zrobiliście z Krymu największy celownik na mapie.
Zamiast niezatapialnej twierdzy macie pływający wrak, w którym co noc słychać eksplozje i syreny. Zamiast „rosyjskiego świata” – rosyjskie cmentarze i wraki. Zamiast dumy – wstyd i straty, których nikt już nawet nie potrafi dobrze ukryć. Krym nie jest „nasz” od dawna. Jest waszym największym strategicznym błędem i powoli, ale konsekwentnie wraca tam, gdzie jego miejsce – do Ukrainy.
Tylko że Ukraińcy nie muszą go odzyskiwać bagnetem. Wystarczy, że Rosjanie dalej będą go „bohatersko bronić”.I będą. Bo cóż innego im zostało, jak nie powtarzać „my wigrali” przy każdym kolejnym pożarze na półwyspie. Hurraoptymizm sowiecki w pełnej krasie. Tylko dymu coraz więcej.
Z Tel Awiwu z dumą
Wasz bloger z Izraela
Potomek Radzieckich Wołyniaków
Am Yisrael Chai!
