Tytuł książki katolickiej, choć „postępowej”,bo związanej ze "Znakiem" i "Tygodnikiem Powszechnym", pisarki Hanny Malewskiej „Przemija postać świata” chciałbym na użytek tego tekstu strawestować: „Przemija postać Wielkiej Brytanii”- jaką znamy . Albo ewentualnie, też trawestując,ale z kolei tytuł opowiadania Marii Dąbrowskiej chciałoby się napisać „Tu zaszła zmian w (brytyjskich) scenach mojego widzenia”. Dąbrowska opisywała, jak zmieniał się widok z okna kamienicy Kondrackiego w Warszawie (w której mieszkała wiele lat) przy Polnej 40 z podglądem na sąsiednią ulicę Jaworzyńską . Jako człowiek urodzony w Londynie, ale także mieszkający tam przez ładnych parę lat swojego dorosłego życia mogę sporo powiedzieć, jak bardzo zmieniał się Albion i sąsiednie kraje/nacje wspólnie tworzące Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej.
Jednak jeszcze o Marii Dąbrowskiej. Nie wszyscy wiedzą, że tytuł cytowanej książki polska pisarka zaczerpnęła tak naprawdę od Adama Mickiewicza i jego wiersza „Sen” z 1837 roku, będącego z kolei... trawestacją angielskiego poety romantycznego Lorda Bayrona . I w ten sprytny sposób trafiliśmy ponownie, raczej „volence” niż „nolence”, do państwa - wyspy za Kanałem La Manche, który oni z brytyjska flegmą, ale też z charakterystycznym dla siebie uporem nazywają po swojemu czyli "English Channel " .
Oto bowiem odbyły się w tym kraju , który jako pierwszy ogłosił „exit” z Unii Europejskiej ( nie licząc Grenlandii w latach 1980 -ch,bo jednak nie jest osobne państwo) wybory lokalne, ale także wybory do parlamentów w Walii i Szkocji. Wybory samorządowe przyniosły sukces partii Reform Zjednoczonego Królestwa, którą kieruje mój ekskolega z Parlamentu Europejskiego Nigel Farage. Tak ten sam, który porównał ówczesnego przewodniczącego Rady Europejskiej, byłego premiera innego królestwa- Belgii Hermana van Rompuya do... mopa. Za van Rompuyem niektórzy zatęsknili, bo jego następca został... Donald Tusk.
Wróćmy jednak do naszych brytyjskich, nomen- omen, baranów. Zawsze wybory samorządowe są oceną pracy rządu. Ten egzamin rządząca Labour Party całkowicie zawaliła. W 136 samorządach w samej Anglii Partia Pracy straciła dobrze ponad 1400 mandatów ! Czy to znaczy, że poddani króla Karola przerzucili się znów na konserwatystów? Wręcz przeciwnie : Torysi stracili według moich obliczeń co najmniej 570 mandatów. Okazało się, że pochodząca z plemienia Oruba, z Nigerii szefowa Partii Konserwatywnej Kemi Badenoch nie jest żadną alternatywą dla lewicowego premiera Keira Starmera. Premier Jego Królewskiej Mości ma w sobie tyle charyzmy , co ja smykałki do baletu , ale Brytyjczycy faktycznie pokazali czerwone kartki i historycznej lewicy i historycznej centro-prawicy. Wyborcy konserwatywni głosowali głównie na formację Nigela Farage'a ,zaś wyborcy Labour na ... Zielonych. I tu rzeczywiście znów „zaszła zmiana w scenach mojego widzenia”, bo brytyjscy Zieloni House of Commons przez dekady oglądali tylko w telewizji , a jedynym parlamentem do którego mogli wejść nie na galerię dla gości był - dopóki Wielka Brytania była w Unii - Parlament Europejski. Oczywiście wyłącznie dlatego, że w wyborach do parlamentu w Brukseli i w Strasburgu obowiązywała na Wyspach Brytyjskich zupełnie inna ordynacja niż ta do Izby Gmin. Gwoli przypomnienia: United Kingdom to pod tym względem porządny kraj, bo do Izby Lordów czyli odpowiednika naszego Senatu wyborów nie ma : jego członków mianuje monarcha. AKAPIT. Mimo klęski lokator 10 Downing Street czyli Mr Starmer roboty nie straci, bo trawestując tekst kierowany kiedyś do premiera Waldemara Pawlaka „Panie Keir, niech Pan się nie boi, cała Labour Party za Panem stoi”. Jego zastępczyni w Partii Pracy Mrs Lucy Powell zapytana czy za sześć miesięcy jej szef dalej będzie liderem Labour odpowiedziała niczym też premier, ale Polski Kazimierz Marcinkiewicz: „Yes, yes, yes”. Prawdę mówiąc to kojarzy mi się to nie tylko z Marcinkiewiczem, ale przede wszystkim z tekstem Jarząbka Wacława, trenera II Klasy z filmu „Miś”. Tenże mówił do szafy w gabinecie prezesa klubu "Tęcza" Ryszarda Ochódzkiego : ”łubu -dubu , łubu-dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu”.
Doprawdy jednak nie chodzi tylko o to „Kto kogo" politycznie wytnie i zamieni na Wyspach Brytyjskich. To sprawa Brytoli kogo sobie wybiorą za trzy lata do parlamentu. Rzecz w tym, że wyniki wyborów lokalnych oraz regionalnych - do parlamentów w Cardiff i Edynburgu już skutkuja coraz większymi tendencjami wprost separatystycznymi Obecny premier Szkocji i raczej na pewno przyszły, skoro jego partia zdobyła 58 mandatów w parlamencie liczącym 129 posłów John Swinney wykorzystał rewelacyjne wyniki Partii Reform Nigela Farage'a ,aby ogłosić, że do roku 2029 Szkocja musi przygotować się do niepodległości . Skądinąd w tejże Szkocji wyznawcy Brexitu - wyborcze chorągwie Mr Farage'a uzyskali najlepszy wynik w historii dzieląc drugie - trzecie miejsce ex aequo z Partią Pracy i zdobywając aż 17 mandatów.
Jeśli Szkoci , tak pięknie sportretowani przez Mela Gibsona w „Braveheart” , wybiją się na niepodległość lub przynajmniej przygotują dla tego aktu ramy prawne, będzie to oznaczało, że Wielka Brytanie przestanie być „Wielka”. Czy świat jest gotowy na " Małą Brytanie" ?
*Artykuł ukazał się w dwutygodniku "Najwyższy Czas"
................................................................
dakowski.pl