Czy państwo może zaciągać zobowiązania bez zgody prezydenta - i czy obywatele mają jeszcze kontrolę nad tym, co dzieje się w ich imieniu?
W piątek może dojść do jednego z najbardziej napiętych momentów w ostatnim sporze o granice władzy w Polsce: rząd zapowiada podpisanie unijnego instrumentu SAFE (Security Action for Europe) oraz uruchomienie finansowania, mimo że ustawa wdrażająca została zawetowana przez Prezydenta RP. W centrum sporu nie jest już tylko sama polityka obronna ani nawet sama Unia Europejska. Pytanie jest dużo głębsze i bardziej fundamentalne.
Kto w Polsce realnie decyduje o zaciąganiu zobowiązań finansowych w imieniu obywateli i czy istnieją jeszcze skuteczne hamulce, kiedy polityczny impet idzie w stronę szybkiego działania?
Co rząd zapowiada - i dlaczego to budzi napięcie.
Według publicznych zapowiedzi, rząd ma podpisać udział Polski w mechanizmie SAFE. Ma to zrobić poprzez ministrów (obrony i finansów), i - co najważniejsze - ma uruchomić finansowanie, mimo że ustawa krajowa została zablokowana wetem prezydenta. W praktyce oznacza to próbę działania w schemacie: szybka decyzja wykonawcza z wykorzystaniem mechanizmu unijnego i pominięciem zablokowanej ścieżki ustawowej. I właśnie ten trzeci element jest źródłem największego sporu.
Gdzie leży konflikt konstytucyjny.
W polskim systemie prawnym istnieje zasada, która dla wielu osób jest intuicyjna, ale w praktyce bardzo istotna - zobowiązania finansowe państwa o istotnej skali wymagają podstawy ustawowej. Dlatego, jeśli ustawa istnieje - rząd działa w jej ramach, ale jeśli ustawa została zawetowana przez Prezydenta RP i nie została ponownie uchwalona, to tej podstawy formalnie nie ma. I właśnie tutaj pojawia się pytanie, czy da się uruchomić realne zobowiązanie finansowe państwa inną drogą niż ustawa?
Co może zrobić prezydent - i czego nie może.
Wbrew potocznemu wyobrażeniu, weto nie jest przyciskiem blokującym całe państwo. Prezydent może zawetować ustawę, może skierować sprawę do kontroli konstytucyjnej i może uruchomić debatę publiczną i polityczną. Ale nie może bezpośrednio zablokować każdej decyzji wykonawczej rządu, ani automatycznie zatrzymać działań podejmowanych na poziomie Unii Europejskiej. Dlatego system nie działa jak jeden ręczny hamulec, tylko jak zestaw wielu, często wolniejszych mechanizmów kontroli.
Co może zrobić rząd mimo weta.
Rząd z kolei działa w innym obszarze kompetencji. Prowadzi politykę zagraniczną i finansową, reprezentuje państwo w instytucjach UE i może podejmować decyzje wykonawcze. Dlatego może próbować wyrazić zgodę na SAFE na poziomie UE. Uruchomić mechanizmy finansowania. Wykorzystać instytucje pośrednie (np. BGK) i argumentować, że to nie jest klasyczna ustawa budżetowa. I tu właśnie powstaje spór, czy to jeszcze legalna elastyczność systemu, czy już obejście Konstytucji?
Najważniejsze pytanie: czy powstaje dług bez zgody ustawy?
To jest sedno całego sporu, bo możliwe są dwa scenariusze:
Scenariusz pierwszy - zobowiązanie warunkowe.
Podpis, to zgoda polityczna. Pieniądze zostaną uruchamiane dopiero po spełnieniu warunków krajowych a to oznacza brak natychmiastowego długu publicznego. W tym wariancie Konstytucja nie jest formalnie ominięta, bo skutki finansowe jeszcze nie powstają.
Scenariusz drugi - natychmiastowe zobowiązanie finansowe.
Środki zostają uruchomione od razu. Państwo staje się dłużnikiem pomimo braku ustawy krajowej, czyli wymogu konstytucyjnego. Wtedy pojawia się bardzo poważny problem, czyli naruszenie zasady ustawowej kontroli nad zobowiązaniami finansowymi państwa.
A jeśli Trybunał powie później, że to było niezgodne z Konstytucją?
Nawet jeśli Trybunał Konstytucyjny uzna później, że sposób działania był niekonstytucyjny, to nie działa to jak cofnięcie czasu. Nie usuwa automatycznie skutków finansowych wobec zewnętrznych wierzycieli a co najważniejsze, nie kasuje już zaciągniętego zobowiązania. W praktyce oznacza to rozdzielenie wewnętrznej legalności (Konstytucja) i zewnętrznej odpowiedzialności finansowej państwa.
Najważniejsze pytanie.
Ten spór nie dotyczy tylko SAFE. Dotyczy czegoś dużo większego:
Czy w systemie demokratycznym istnieje realna kontrola nad tym, jak państwo zaciąga dług w imieniu obywateli?
Bo formalnie rząd działa w ich imieniu, parlament ustanawia ramy a prezydent kontroluje zgodność ustaw. Ale w praktyce decyzje finansowe coraz częściej wynikają z wielopoziomowych mechanizmów (kraj, UE, instytucje pośrednie).
Najważniejsze pytanie obywatelskie.
I tu dochodzimy do sedna. Czy obywatele mają jeszcze wpływ na to, kto i jak zaciąga zobowiązania w ich imieniu? Odpowiedź, wbrew pozorom, wcale nie jest zero-jedynkowa. Tak - mają wpływ poprzez wybory parlamentarne, poprzez kontrolę rządu i prezydenta, jak również poprzez instytucje kontroli (Trybunał, NIK, parlament). Ale wpływ ten działa pośrednio i często z opóźnieniem, a nie jako bieżąca kontrola każdej decyzji finansowej.
O co tu naprawdę chodzi?
W centrum tego sporu nie stoi jeden dokument SAFE, ani jedna umowa, ani nawet konkretna kwota. Stoi pytanie znacznie bardziej fundamentalne:
czy państwo może podejmować zobowiązania finansowe w imieniu obywateli szybciej, niż system prawny jest w stanie je zatrzymać lub zweryfikować?
Bo jeśli odpowiedź brzmi tak - wtedy spór nie dotyczy już tylko polityki. Dotyczy równowagi między skutecznością państwa a kontrolą demokratyczną. Państwo nie działa poza kontrolą prawa, ale działa w systemie, w którym kontrola nie zawsze jest natychmiastowa a decyzje finansowe mogą wyprzedzać ocenę ich legalności.
I właśnie dlatego piątek nie jest tylko dniem podpisu jednej umowy. Jest testem tego, jak w praktyce działa granica między władzą wykonawczą, Konstytucją i realną kontrolą obywateli nad finansami państwa.
To nie działa tak, że prezydent może unieważnić dług jednym oświadczeniem. Nawet jeśli prezydent uważa, że coś jest niezgodne z Konstytucją, to ostatecznie rozstrzyga to Trybunał Konstytucyjny i to zwykle po fakcie.
Druga kluczowa sprawa, trzeba odróżnić prawo krajowe od zobowiązań zewnętrznych. Nawet jeśli w Polsce uznano by, że procedura była wadliwa, to wobec Unii Europejskiej czy instytucji finansowych Polska nadal jest traktowana jako dłużnik, jeśli pieniądze zostaną wypłacone. Dlatego ostrzeżenie dla kredytodawców ma znaczenie polityczne, ale nie oznacza automatycznie nieważności umowy.
Reasumując, można dyskutować, czy to jest zgodne z Konstytucją, ale nie można zakładać, że dług po prostu nie będzie istniał.
W historii Polski nie było gorszej kanalii od Tuska.
Nigdy.
Niemiecki pachołek na ruskiej smyczy kierujący bandą kretynów w tuskim rządzie jest naszym największym dramatem
Najtragiczniejsze jest to, że on czyta takie komentarze i śmieje się do rozpuku, bo wie, że to on "rządzi" a nie my. My możemy sobie jeno popisać, o ile nas nie namierzą... Chociaż prawie wszyscy komentatorzy w TV Republika i TV wPolsce24 mówią wprost, że to niemiecki agent i robi wszystko w interesie Niemiec, więc ma kogo łapać, jest tego ponad 50% pytanych o poparcie rządu - aż tylu negatywnie ocenia rząd Tuska.
To sytuacja podobna do tej, w której zarząd spółdzielni mieszkaniowej bierze na konto spółdzielni kredyt bez zgody rady nadzorczej i niezgodnie ze statutem spółdzielni, który mówi, że tak duże pożyczki muszą być zatwierdzone przez Walne Zebranie Członków. Prawie - identyczna.
Z tą różnicą, że gdyby jakiś cwany prezes wziął taką pożyczkę na konto sp-ni, to rada nadzorcza natychmiast złożyłaby zawiadomienie o przestępstwie do najbliższego prokuratora, albo sądu z wnioskiem o zatrzymanie malwersanta, unieważnienie umowy i obciążenie prezesa kosztami całego zamieszania. Sąd nie miałby żadnych problemów z wydaniem wyroku.
Kto ma wstrzymać oczywiste bezprawie, czyli umowę kredytową SAFE? Ja, ani żaden zwykły obywatel nie ma prawa składania wniosków do Trybunału Konstytucyjnego, czy Trybunału Stanu. Ale nawet gdybym miała, to co te trybunały mogą zrobić? Czy mogą zamknąć Tuska i cały rząd?
Albo załóżmy, że jeden, albo wielu obywateli poinformuje prokuraturę, że oto rząd D. Tuska ma zamiar wziąć na konto każdego obywatela wielki kredyt bez zgody kogokolwiek. Jeśli podzielić kwotę kredytu przez ludzi płacących podatki (pracujących, czy osiągających inne dochody) to są wielkie pieniądze! Może powinniśmy to zrobić? Złożyć zawiadomienia przeciwko Tuskowi, jako oszustowi. Ciekawe co może zrobić prokuratura w takim razie. Jeśli nic, to znaczy, że cała konstytucja jest o k.d.p. i jako akt zaprojektowany przez rząd L. Millera i prezydenta Kwaśniewskiego (SLD, czyli PZPR, czyli ruska agentura dokładnie tak jak Czarzasty) zawiera bezkarność dla władzy, która działa na szkodę Polski.
To porównanie do spółdzielni jest chwytliwe, ale niestety nadaje się tylko na wiece brunatnej sekty. Państwo nie działa jak spółdzielnia ani firma. Rząd reprezentuje państwo na zewnątrz a ewentualne naruszenia Konstytucji rozstrzyga Trybunał Konstytucyjny - zwykle po fakcie. To nie jest luka, tylko sposób, w jaki działają wszystkie państwa. Twierdzenie, że sąd by to natychmiast unieważnił i wsadził do więzienia, to przenoszenie logiki prawa prywatnego na państwo. Tu mówimy o sporze konstytucyjnym, a nie oczywistym przestępstwie typu oszustwo. Co do zawiadomienia do prokuratury, to każdy może je złożyć, ale prokuratura nie zastępuje Trybunału Konstytucyjnego. Musi być konkretne przestępstwo, a nie spór o interpretację Konstytucji. Najważniejsze jednak jest to, że nawet jeśli ktoś uznałby, że procedura była wadliwa, to zobowiązanie wobec partnera zewnętrznego (w tym przypadku UE) nie znika automatycznie. Państwo nadal jest traktowane jako dłużnik. I właśnie dlatego pomysły typu: nie spłacamy długu, które głosi Brunatny, są, bardzo delikatnie pisząc, nieodpowiedzialne. Oznaczałyby utratę wiarygodności, problemy finansowe i realne koszty dla nas wszystkich.
I na koniec. To nie jest dowód, że Konstytucja nic nie znaczy, tylko że jej mechanizmy kontroli nie działają natychmiast jak policja na telefon. Można dyskutować, czy to dobre rozwiązanie, ale to nie to samo co bezkarność władzy.
Miej trochę szacunku do legalnej opcji politycznej pn Konfederacja Korony Polskiej. W sekcie (małoczapeczkowych?) to chyba ty się mocno udzielasz. Bije to z twoich komentarzy.
Widzę, że zabrakło argumentów, więc weszły „małoczapeczkowe", czyli klasyka. Ja napisałem konkretnie jak działa prawo. Kto decyduje o zgodności z Konstytucją (Trybunał Konstytucyjny) i dlaczego „nie spłacamy długu” to pomysł ryzykowny dla państwa. A odpowiedź? Zero odniesienia do faktów, tylko personalne wycieczki. To właśnie jest problem z częścią środowiska skupionego wokół Brunatnego. Dużo haseł, mało realnych rozwiązań. Dużo emocji, mało odpowiedzi na proste pytania „jak to ma działać w praktyce?” Bo naprawdę, jeśli ktoś uważa, że państwo może „po prostu nie spłacać długów”, to niech wytłumaczy co się dzieje następnego dnia, kto finansuje państwo, ile kosztują kredyty i co z budżetem. I wtedy można rozmawiać. A rzucanie tekstami o „małoczapeczkowych” tylko pokazuje, że zamiast dyskusji mamy unikanie tematu.
Rząd ma reprezentować państwo na zewnatrz, Konstytucja obowiązuje, naruszenia Konstytucji rozstrzyga TK,a prezydent jest jej strażnikiem.Władza spełnia są rolę wobec narodu,a prawa człowieka są przestrzegane.To wiemy i słyszymy na co dzień,ale czy tak jest w rzeczywistości?Trzeba byc wyjątkowo naiwnym żeby nie dostrzegać bezkarności i arogancji tej władzy.Pan twierdzi ,że Konstytucja ma znaczenie,tylko nie działają mechanizmy. Doprawdy? Nasza władza wyciera sobie gęby Konstutycją kiedy jest jej wygodnie, ale bezpardonowo depce buciorami kiedy trzeba jej przestrzegać. Czas dojrzeć do tego by powiedzieć -tak to jest reżim, wstrętny i wprowadzony przeciw Polsce zamiast tłumaczyć poczynania władzy niewydolnością mechanizmów kontroli.Tam gdzie nie ma prawa tam nie ma i państwa ,więc w jakim punkcie jesteśmy?
Masz rację co do jednego: widać różnicę między tym, co i jak powinno działać, a tym, jak działa w praktyce. To nie jest wymysł, to realny problem. Ale jesteśmy w konkretnym miejscu. Konstytucja nadal obowiązuje, instytucje istnieją (prezydent, parlament, Trybunał Konstytucyjny), tylko mechanizmy kontroli działają zdecydowanie za wolno i po fakcie, a nie natychmiast. To oznacza, że jesteśmy w sytuacji państwa prawa pod presją i w sporze polityczno-konstytucyjnym.
Co to znaczy w tej konkretnej sprawie (SAFE)? Rząd próbuje działać szybciej niż kontrola prawna. Prezydent może blokować ustawę, ale nie wszystkie działania. Trybunał Konstytucyjny może to ocenić, ale niestety później, czyli: decyzja może zapaść teraz, a ocena legalności przyjdzie później.
Co realnie mogą zrobić obywatele? Nie ma jednego „przycisku stop”, są tylko narzędzia. Nacisk polityczny i publiczny (to u nas nie działa). Wybory i rozliczanie władzy( jak jest każdy widzi). Kontrola parlamentarna (w praktyce nie działa). Nagłaśnianie i pilnowanie spraw (też nie działa).
Masz rację, że coś tu „zgrzyta”. I to jest moment, w którym widać, jak bardzo system opiera się na kontroli po fakcie i jak duże to rodzi napięcia. I to właśnie o tę granicę teraz toczy się spór.
@mjk1 Widzę, że mój tekst był za trudny do zrozumienia przez mjk1. A wydawałoby się, że dość przystępny.
A czego konkretnie nie zrozumiałaś, względnie do czego, z Twojego wpisu, się nie odniosłem? Napisz, postaram się doprecyzować.
@mjk1 Niczego z mojego wpisu jak widzę nie zrozumiałeś, a tłumaczyć Ci nie mam zamiaru, bo szkoda mojego życia na czcze dysputy.
Wszystko zrozumiałem i na wszystko dokładnie Ci odpowiedziałem. To Ty nic nie rozumiesz a przede wszystkim, jak działa państwo w układzie międzynarodowym. Ale jak ktoś głosi hasła typu: "nie spłacajmy długu", to czemu tu się dziwić.
A to, że obecna konstytucja działa na szkodę Polski oznacza, że została napisana przez obcych jako konstytucja państwa podległego obcej władzy. Jakiej - wiadomo. To, że ta władza po wprowadzeniu nowej konstytucji "wprowadziła" nas do UE, świadczy tylko, że całe KGB miało otwartą drogę do instytucji unijnych.
Mamy do czynienia z chorym debilem na stanowisku premiera. Powinniśmy się obawiać o swoje bezpieczeństwo
Powinnismy dbać o bezpieczeństwo prezydenta Nawrockiego,bo jeszcze tylko on walczy o nasze bezpieczeństwo.Pogrążone w obojętności polskie społeczeństwo nawet tego nie widzi. Przykład? Chamska inscenizacja jakiegoś idioty parodiujacego Rejtana suto opłaconego przez pańcię od kultury.
"Powinnismy dbać o bezpieczeństwo prezydenta Nawrockiego...". Bardzo ładne hasło. Zastanówmy się wiec jak, a przede wszystkim, kto to ma zrobić? Wg badań i sondaży osiemdziesiąt procent społeczeństwa wierzy w to, że przeciętny Niemiec, Holender, czy Francuz odejmuje sobie od ust, aby Polska się rozwijała. Generalnie wierzą że tylko dzięki UE tak bardzo rozwinęliśmy się w ciągu ostatnich 35 lat. Oni są też przekonani, że unijny SAFE jest dobrodziejstwem a tylko PiS i ten "wstrętny" prezydent blokuje to dobrodziejstwo. Im na pewno nie zależy na obronie prezydenta. Koalicja rządząca jest tak tego pewna, że przed chwilą na konferencji prasowej Szłapka powiedział, że wezmą pieniądze i nikt im nie przeszkodzi. Mało tego, przejechał się też po prezydencie, że jago pomysł wraz z Glapińskim, to bajki dla grzecznych dzieci. Czyli nie cofną się przed niczym aby nas zadłużyć. Jeżeli to zrobią, bo nikt im nie zabroni, to mogą też zrobić wszystko z prezydentem. I kto miałby go wtedy obronić i jak. Podaj jakąś rozsądną propozycję tej obrony, bo ja takowej nie widzę.
Gdyby to był debil, już by go na tym stanowisku nie było. To jest bardzo cwany PSYCHOPATA, kto wie, czy nie z podobnymi germańskimi genami co Hitler. Bo że ustawiony na czele Polski przez Niemcy, to chyba nikt nie ma wątpliwości? Obawy o nasze bezpieczeństwo w tej sytuacji są bardzo uzasadnione, bo nie dość, że doprowadzi nas do bankructwa, to jeszcze stracimy państwo, ze wszystkimi atrybutami i prawami, które ono nam teraz zapewnia.
A mogłabyś podać jakiś sposób rozwiązania tego problemu, czyli jak ustrzec się bankructwa i utraty państwa?
To powinien wiedzieć od dziecka każdy prawdziwy facet! A nie się tu głupio pytać....
Czyli klasyka sekty Brunatnego: "wiem, ale nie powiem".
@mjk1 Czyli co? Nie masz niczego w gaciach, że nie wiesz co powinien zrobić każdy facet z takim jak Tusk, że się tu jakiejś starej baby pytasz?!
Każdy normalny facet powinien Tuska natychmiast usunąć. Problem w tym, że mamy demokrację i Tuska nie można normalnie usunąć. Gdyby można było go normalnie usunąć, to Twój brunatny idol dawno by to zrobił, ale tego nie zrobi bo pójdzie siedzieć. Uważasz, że Brunatny nie ma niczego w gaciach, czy nie jest normalnym facetem i nie wie co ma z Tuskiem zrobić? Spróbuj więc mu podpowiedzieć, może posłucha i to zrobi, jak głosi to na Waszych Parteitagach.
Może zaczniemy od pytania dlaczego dopiero teraz bezprawie i anarchia została zauważona? Przecież nie spadła z nieba,tylko rosła z latami,a teraz już nie da się cofnąć.Wszystkim tak bardzo się podobały wrzaski,gwiazdki na czołach i samochodach,chamskie ekscesy i nowa władza, że zwiększono ataki...ale na poprzednią. Jak to się stało,że nie zauważono niemieckich medialnych ataków na Polskę, że Niemiec ustala politykę w Polsce jako doradca Tuska,a dziwne niemieckie fundacje finansują Campusy Trzaskowskiego? Co ratować teraz jak już wszystko zniszczone w każdej dziedzinie życia? Jak trwać przy prezydencie? Przede wszystkim zadbać o jedność .Nawet ci którzy w kampanii prezydenckiej wyjątkowo chamsko mu ubliżali jak Mentzen powinni zrozumieć,że tworzyć obóz prezydencki to szansa i dla nich. Nie jątrzyć oskarżając o wrogosć jedyną sprzyjającą prezydentowi formację .Zrozumieć w jak trudnej sytuacji się znajduje Polska i o tym mówić a nie wykluczać ,,bieżączkę' z dyskusji zastępując nic nie wnoszącymi blogami, przytaczaniem tasiemcowych dialogów z AI,podnosić problemy które chyba mogą poczekać jak palenie papierosów.Powinien powstać komitet obywatelski obrony dobrego imienia prezydenta który zadba o pozwy dla chamów za zniesławianie.Nie ma czasu na tworzenie podziałów, uciechę bo znienawidzony PiS ma już tylko kilkanaście procent poparcia.