Wraca sprawa skandalu- w roli głównej Niemcy- związanego ze skrzywdzeniem polskiej sportsmenki na mitingu lekkoatletycznym w Berlinie tuż przed Mistrzostwami Świata w Toruniu. Afera, której sprawcami byli organizatorzy tej sportowej imprezy w stolicy Niemiec nie stałaby się może tak głośna ,gdyby nie fakt , że chodziło o późniejsza medalistkę lekkoatletycznego Mundialu Piję Skrzyszowską. Reprezentantkę Biało-Czerwonych zdyskwalifikowano za minimalny falstart (0,005 czyli 5 tysięcznych sekundy ! ). W takich sytuacjach zawodnik czy zawodniczka dostają zwykle żółtą albo zieloną kartkę. Niemcy natomiast natychmiast dali Polce kartkę czerwoną. Mimo protestu organizatorzy berlińskiego mitingu decyzji nie zmienili. Na tym jednak nie koniec. O ile Pia Skrzyszowska biegła sprint płotkarski (60 metrów) o tyle jeszcze większe „cuda”, ale na korzyść gospodarzy - Niemców działy się w półfinale sprintu na tym samym dystansie ,ale bez płotków. Było tam aż... sześć falstartów - na sześciu sprinterów ! Zdyskwalifikowano najpierw Włocha, potem reprezentanta Kamerunu, ale czterem pozostałym zawodnikom - Niemcom... dano jedynie zieloną kartkę . Ostatecznie Kameruńczyka przywrócono ,ale bieg wygrał Niemiec o skądinąd mało szwabskim nazwisku Owen Ansah . Dodać trzeba, że popełnił on zdecydowanie bardziej wyraźny falstart niż Polka, którą jednak zdyskwalifikowano.
Piszę o tym nie tylko dlatego, że skandal należy nazywać skandalem, aferę- aferą i dla takich sytuacji nie może być przedawnienia. Pisze teraz, ładnych kilka tygodni po zawodach w Berlinie, bo organizatorzy ostatecznie zdecydowali się polska zawodniczkę przeprosić, a nawet zaoferować gratyfikację finansową jako swoista spóźnioną rekompensatę "po czasie". Oczywiście stało się to już potem ,kiedy wywalczyła medal na Halowych Mistrzostwach Świata.
Gdy po zdyskwalifikowaniu polskiej płotkarki nasi zwrócili się z protestem wobec organizatorów ci stwierdzili, że „zasady są zasadami”. Szkoda, że takiego stwierdzenia pachnącego „ordnug muss sein” nie zastosowali wobec swoich rodaków. Widać dla Niemców na zawodach w Niemczech są specjalne przywileje : oto niby wszyscy są równi, ale Teutoni jakoś zawsze, dziwnym trafem, są „równiejsi”. O tempora,o mores !
*Artykuł ukazał się w tygodniku "Gazeta Olsztyńska"