Już pojutrze ME w Ice-Speedwayu

Już pojutrze, za niespełna jedno „tymczasowe zatrzymanie” (jak pamiętam ze stanu wojennego - 48 godzin...) odbędzie się pierwszy turniej finałowy Mistrzostw Europy na żużlu na lodzie. Angielskie określenie jest krótsze i mówi wszystko: Ice – Speedway.
Już trzeci rok z rzędu mistrzostwa Starego Kontynentu w tej spektakularnej dyscyplinie sportu odbywają się pod moim Patronatem Honorowym. Najpierw miało to miejsce - w 2020 roku - na przykrytej dachem Arenie Lodowej w Tomaszowie Mazowieckim. Tu uwaga: zdecydowana większość zawodów w Ice Speedwayu odbywa się na otwartym powietrzu. Dużo rzadziej w halach: ma to miejsce w pojedynczych miejscach w Niemczech, Holandii i właśnie w Tomaszowie Mazowieckim, który wbrew mylącemu przymiotnikowi mieści się na Ziemi Łódzkiej. Tomaszów nie jest tak znany, jak sąsiedni (wieczna rywalizacja!) Piotrków Trybunalski – miejsce, w którym obradował Sejm I Rzeczpospolitej, miasto, które było kolebką polskiego parlamentaryzmu. Tomaszów ma inne sportowe zainteresowania niż Piotrków. Ten Trybunalski znany jest z piłki ręcznej, ten Mazowiecki z łyżwiarstwa szybkiego oraz z długich tradycji siatkarskich, bo w tym mieście wychowało się sporo reprezentantów Polki i trenerów.
ME w tymże Tomaszowie odbyły się po raz drugi z rzędu pod moim Patronatem Honorowym w grudniu 2021. Nagle historia przyspieszyła, bo FIM przyjął polską koncepcję rozegrania kolejnych ME w Ice Speedwayu już po ledwie dwóch miesiącach! Drugą nowością są dwa turnieje finałowe w odstępie miesiąca: 19 lutego – Sanok i 19 marca właśnie Tomaszów Mazowiecki.
W najbliższą sobotę o 12:45 ME w tej konkurencji wrócą na Podkarpacie po czternastu latach, zaś żużel na lodzie wróci do Sanoka po ośmiu latach. Zresztą dzień po pierwszym turnieju finałowym ME odbędzie się kolejna impreza – o Puchar Burmistrza Miasta Tomasza Matuszewskiego, któremu chwała za to, że w trudnych pandemicznych czasach wraca do „lodowego” żużla.
Na liście startowej jest siedemnastu zawodników z takich krajów, jak m.in.: Polska, Rosja, Szwecja, Finlandia, Holandia, Włochy, Czechy i Niemcy. Faworytem wydaje się być Rosjanin Dmitrij Solannikow - mistrz Europy z 2020 roku, który broniąc tytułu, w biegu finałowym ME 2021, jadąc na drugiej pozycji upadł - i obszedł się smakiem zarówno, gdy chodzi o tytuł, jak o medal.
Ja będę trzymał kciuki za jedynego polskiego „rodzynka” – Michała Knappa, który w ostatnich dwóch ME plasował się w drugiej "dziesiątce”. To, przypomnę, bratanek prekursora tej dyscypliny w naszym kraju – śp. Grzegorza Knappa, który zresztą zginął na torze…
Poza Polakiem będę trzymał również kciuki za Holendra Jaspera Iwemę. Z prostego powodu: jego mama jest Polką, a on sam rozważał starty dla Biało-Czerwonych...
       Jako Patron Honorowy zapraszam do Sanoka, a tych, którzy nie mogą na Podkarpacie przyjechać -do oglądania zawodów do Motowizji.
 
*tekst ukazał się na portalu interia.pl (18.02.2022)